FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
Ambitne Queen...?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Queen bylo ambitne...?
Tak- najlepszym przykladem Greatest Hits!
23%
 23%  [ 20 ]
Tak, czasami- ale to jest mniej znana strona Krolowej...
65%
 65%  [ 55 ]
Nie- najlepszym przykladem Greatest Hits...!
2%
 2%  [ 2 ]
Tak, czasami- i te utwory sa najwiekszymi przebojami...
7%
 7%  [ 6 ]
Nie mam zdania...
1%
 1%  [ 1 ]
Wszystkich Głosów : 84

Autor Wiadomość
black_queen



Dołączył: 24 Sie 2007
Posty: 354
Skąd: Nowy Sącz, prawie;)

PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 9:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po pierwsze, najpierw pasowałoby wymyslic ocś takiego jak przywołany tu Marsz i Bo Rhap. Nie sądzę, żeby każdy potrafił zrobić coś takiego nawet w najlepiej wyposażonym studiu. Jeśli próbowaliby wykonać na żywo operową część Rapsodii, mogło by to mieć zgubne skutki, cały czr by prysnął, tego się poprostu NIE DA w całości zagrać na koncercie. I tak radzili sobie ŚWIETNIE na żywo.

Fenderek napisał:
tylko Brian nie mógł wziąć do swych ośmiu rąk czterech gitar a Fred nie mógł się rozmnożyć i śpiewać czteroosobowych chórków...


Igzekli Mr. Green Laughing Laughing
_________________
mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 9:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hamburger napisał:
Ale co ciekawe, ten podły, nieczuły i zimny Mercury podczas pobytu w RPA sporo pomógł tamtejszej ludności - wspomagał ją finansowo, czego na pewno by nie zrobił, gdyby tam nie pojechał. Tylko że na temat tej pomocy nikt nie zrobił szumu, bo członkowie zespołu Queen nie należeli raczej do ludzi, którzy by na pokaz ratowali świat. M

A to z jakiego źródła...? Ten niby pomagający południowo-afrykańczykom Freddie... Czy może po prostu bardzo chcesz w to wierzyć...?
Wybacz mój cynizm, ale naczytałem się trochę o Frediem z wielu źródeł i- zwłąszcza w latach 80-tych- ten często zachowywał się jak kompletna primma donna i miał bardzo często uczucia innych generalnie gdzieś... By chwilę później rzeczywiście być słodkim i hojnym człowiekiem... Ale kryształowy to on na pewno nie był...
Żeby było jasne- ja wcale nie uważam, że to był błąd zagrać te koncerty w Sun City, wręcz broniłbym tej decyzji- ale to nie Freddie tam się popisał zrozumieniem problemu Appartheidu tylko Brian, który dał wspaniałe przemówienie na bodaj jakimś rozdaniu nagród... I potem jeszcze raz, kiedy odpowiadał w imieniu zespołu przed stowarzyszeniem muzyków czy jak się tam to "ciało" nazywało...

Swoją drogą ciekawa się dyskusja wywiązała- i mam nadzieję że będzie kontynuowana. Poruszamy wiele wątków, czasem wydawałoby się, że nie na temat- ale tak ten TEMAT pomyślałem. Ambicja to cholernie niejasny termin i można go argumentować i próbować ugryźć na wiele sposobów. Także nawet jakiś off top niekoniecznie jest off topem... Lubie właśnie takie dyskusje...!
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Gość






PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 9:56 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-- USUNIETO --
Powrót do góry
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 9:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Lasha napisał:
hamburger napisał:
Ale co ciekawe, ten podły, nieczuły i zimny Mercury podczas pobytu w RPA sporo pomógł tamtejszej ludności - wspomagał ją finansowo, czego na pewno by nie zrobił, gdyby tam nie pojechał. Tylko że na temat tej pomocy nikt nie zrobił szumu, bo członkowie zespołu Queen nie należeli raczej do ludzi, którzy by na pokaz ratowali świat. M


Ale której ludności? Białej czy czarnej?

He, he- dobre! Smile
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Larry Lurex



Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 86

PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 11:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek napisał:
Larry Lurex napisał:
NZauważyłeś jak archaicznie dziś brzmi ten pisk na początku "Play the Game" natomiast jak dobrze broni się przed czasem sam utwór? Oczywiście nie same syntezatory ponoszą za to winę, ale oni sami również. Zaczęli odcinać kupony od własnej sławy. W warstwie budowy utworu "Tear it up" brzmi jak "We will rock you" (oba utwory są wręcz skandowane a nie śpiewane, oba są mocno rockowe w swej wymowie), "This is the world..." jak "Love of my life", "Manon The Prowl" z pewnością miało być drugim "Crazy Little Thing Called Love" (oba są w stylu słodkiego popu lat 50tych), "Spread Your Wings" to pierwowzór "Keep Passing The Open Windows", i tak mógłbym wymieniać jeszcze długo.

Czy Ty cytujesz PRZEWODNIK czy masz naprawdę tak zbliżone do mojego zdanie? Smile


Nie przepisuję żadnego przewodnika. To po prostu część moich refleksji, spostrzeżeń i analiz, które przeprowadzałem na przestrzni kilkunastu lat fascynacji tym zespołem. Bo jeśli naprawdę jestem czymś zajarany, to drążę, szukam i staram się cały czas poszerzać wiedzę na dany temat. Nie poprzestaje na tym co znajdę i wyczytam. Staram się ugruntować i wyrobić opinię.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Gru 06, 2007 11:56 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Larry Lurex napisał:


Nie przepisuję żadnego przewodnika. To po prostu część moich refleksji, spostrzeżeń i analiz, które przeprowadzałem na przestrzni kilkunastu lat fascynacji tym zespołem. Bo jeśli naprawdę jestem czymś zajarany, to drążę, szukam i staram się cały czas poszerzać wiedzę na dany temat. Nie poprzestaje na tym co znajdę i wyczytam. Staram się ugruntować i wyrobić opinię.

Nie zrozumiałeś mnie.
Jest PRZEWODNIK, który z MarcinNem robimy. Ja piszę recenzje, on robi stronę.
http://www.queen.one.pl
Wiele Twoich opinii i obserwacji jest ABSOLUTNIE identycznych do moich własnych- co możesz bardzo łatwo sprawdzić... Smile ZWŁASZCZA w cytowanym wcześniej przeze mnie fragmencie.
Nie sugerowałem że coś przepisałeś- raczej dawałem do zrozumienia, że wiele nas łączy w sposobie widzenia muzyki tego zespołu- tyle.
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
BeBe



Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 4252
Skąd: FAC 51

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 8:09 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Napisałem, że ambitnych piosenek jest bardzo niewiele w ogóle w muzyce rockowej, bo jest to muzyka dla mas, dla przeciętnych słuchaczy, komercyjna i naturalnie musi mieć w sobie pierwiastek (i to nie mały) czegoś prostego, łatwo przyswajalnego, czegoś, co się łatwo sprzeda. To się tyczy zarówno Queen, jak i Pink Floyd, Led Zeppelin i wielu innych.


Myślę, że strasznie uogólniasz, bo tacy Floydzi czy Doorsi nie mają zwykle łatwych tekstów czy kompozycji do przyswojenia. To publika myśli, że świetnie rozumie co miał na myśli twórca, a tak naprawdę nie rozumie nic.
_________________
Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Misiu



Dołączył: 21 Sty 2005
Posty: 3580
Skąd: Rybnik

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 10:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Co do Floydów i Doorsów to różnie to bywa. Ja akurat mam wrażenie, że 3/4 Floyd-Fanów w ogólnie nie rozumie twórczości tego zespołu. Tego, o czym ona jest - a dla mnie to jej sęk. Człowiek po prostu powie: "Fajnie grają".

Wniosek z tego taki, że takie płyty jak Dark Side of the Moon czy The Wall, będąc przecholernie ambitnymi, w odbiorze nie są kosmicznie trudne.

A Queen? Z Queen jest podobnie, tylko że ich twórczości aż tak bardzo nie trzeba rozumieć, bo nie ma w niej większej idei, jest za to przebogata muzyka. Krótkie, skomplikowane, ale zazwyczaj chwytliwe utwory.

Dla mnie ten zespół jest ambitny i nieambitny jednocześnie (mówię o latach 70.). Na pewno nie poszedł na łatwiznę nagrywając Bohemian Rhapsody (mimo popularności teg utworu), ale pewnych barier nie przekraczał, bo i sam nie chciał przekroczyć. Nawet Freddie mówił (choć to był bodajże 1984 r.), że nie znosi pisać tekstów, bo nie jest poetą. Więc...?
_________________
Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.

Moje zdjęcie
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
hamburger



Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 215
Skąd: z fabryki wafelków

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 12:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ok, the show must go on! Very Happy

Bizzy napisał:
hamburger - ja nie twierdze, ze freddie byl nieszczery spiewajac ITTWWC? chodzi raczej o to, ze wielkie gwiazdy spiewajace utwory tego typu przywoluja raczej nieco ironiczny usmiech na mojej twarzy Wink bo nawet jesli sa szczerzy w tym co spiewaja, to brzmi to troche sztucznie, ale to tylko moja odczucia

ok, łapię Wink
Bizzy napisał:
co do ambitnosci innuendo... a wlasciwie nie tyle innuendo, tylko generalnie tekstow rockowych... ambicja nie oznacza, ze w utworze musi pojawic sie jakis procent slow, ktorych przecietny sluchacz nie zna i musi sprawdzac w slowniku co one oznaczaja... dla mnie to bardziej oznacza to, ze piszacy dany tekst potrafi przekazac, to co mial na mysli uzywajac byc moze czasem prostych konstrukcji, ale takich, na ktorych uzycie nie wpadlby moze koniecznie pierwszy lepszy teksciarz... ja tez pisze teksty.. czy one sa ambitne? ni cholery... mimo, ze nie pisze tekstow typu "sru tu tu, i love you", uwazam, ze nie bylbym w tym momencie w stanie napisac tekstu typu innuendo, mimo ze uzyte tam slowa nie naleza do jakichs nie wiadomo jak wymyslnych

Ale ja nie mówiłem o tym, że słowa muszą być zrozumiałe jedynie dla 0,01% słuchaczy, tylko o tym, że według mnie, ambitnym tekstem jest tekst poetycki, a do tego poetycki w oryginalny sposób. Metaforyczność, niebanalne konstrukcje zdaniowe, ładne epitety - wówczas tekst jest ambitny. Nie powiem, że mi tego potrzeba, bo właściwie nie mam takich wymagań do muzyki, której słucham. To, że tekst jest ładny, to jeszcze nie znaczy, że ambitny. Może ambitny jak na kogoś, kto nie jest poetą, ale my mówimy raczej o bezwzględnej ambicji muzyki i tekstu.
Bizzy napisał:
ale to oczywiscie jest dyskusja nieco jalowa... dla mnie innuendo jest tekstem ambitnym i dobrze napisanym, dla kogos innego moze nie byc... dla mnie put out the fire zahacza o grafomanie (grafomanstwo? heh) i jest przykladem zwyklego pojscia na latwizne i napisania tekstu, ktory nawet ja bylbym w stanie napisac (i smiem twierdzic, ze zdarzylo mi sie popelnic w zyciu lepsze), natomiast ktos moze w tym odnalezc jakies piekno (chociaz ja osobiscie nie wiem jakiego rodzaju piekno by to mialo byc Wink )

Ha, do mnie pijesz Very Happy Oczywiście, w Put Out The Fire ambitna nie jest ani muzyka, ani tekst Wink I może zabrzmi to dziwnie, ale nawet za to trochę lubię tę piosenkę Smile Za takie bezwstydne wyłożenie prostoty i banału oraz oprawienie tego w ramy rockowe Smile Nie można tego powtarzać często, ale raz na jakiś czas można taki utworek walnąć Razz Ja całą tę piosenkę traktuję jako taki żarcik ze strony Queen.
Bizzy napisał:
edit: odniose sie jeszcze do tego, ze na koncertach nie grali smaczkow z TMOTBQ czy BR, bo nie umieli... oczywista nieprawda.. gdyby nie umieli tego zagrac, to by nie zagrali na plycie...

To zdanie nie jest trafione. Dowody: Mandaryna choćby Very Happy A i Queen miał dużo wpadek. Czy słyszałeś kiedykolwiek, żeby Freddie Mercury osiągnął na koncercie wszystkie dźwięki, które w studiu osiągał w Hammer To Fall? Na koncercie refren śpiewał zawsze niżej, przez co melodia traciła swój urok Razz Nie śpiewał wyżej, bo nie dawał rady. W studiu dawał radę, bo mógł próbować wiele razy, ale co to jest wtedy za śpiewanie.
Bizzy napisał:
brian nie umial zagrac flamenco solo z innuendo, zagral je steve howe i brian sie z tym nie kryje... skoro zagrali, to umieli... ale zupelnie inna sprawa jest przeniesienie tego na warunki koncertowe... oczywiscie, ze nie byliby w stanie zagrac bo rhap i marszu w calosci na zywo w taki sposob, zeby utwory te nie stracily swojej studyjnej magii, ale nie z braku umiejetnosci, a z tego prostego powodu, ze w zespole bylo ich czterech... w bo rhap bylo tyle nakladek wokali w srodkowej czesci, ze malo braklo, a zniszczyliby tasme matke z nagraniem dodajac coraz to nowe warstwy wokalne... a przypominam, ze wszystkie te wokale nagrywali w 3 osoby! podobnie wyglada sprawa z marszem, tyle ze tu nie tylko owkale, ale i partie gitary... brian musialby miec ze 3 pomocnikow przynajmniej, zeby byl w stanie na zywo odegrac ten kawalek i nie stracic nic z jego brzmienia studyjnego.. zwyczajnie sie nie da tego zrobic z jednym gitarzysta.. umiejetnosci nie maja tu nic do rzeczy

Ok, z BR i TMOTBQ trochę przesadziłem, rzeczywiście ciężka sprawa, ale przyjrzyjmy się innym utworom. Czy członkom zespołu Queen udawało się zrobić ten piękny chórek z Killer Queen na koncercie? Albo ten z Play The Game? Czy Mercury potrafił wyśpiewać to drastycznie wysokie "keep on fighting" z We Are The Champions? Nie, na koncertach tego nie było. Dlatego słuchając piosenek z queenowymi chórkami, zawsze mam wrażenie takiej denerwującej sztuczności... Choć w pierwszych latach jeszcze jako tako udawało się to Queen'owi odtwarzać na występach live - słyszałem wykonanie Ogre Battle z 1973 bądź 1974 r. i było bardzo dobre. Ale potem już queenowe głosy nie były w takiej dyspozycji, by te chórki odtwarzać - a w studiu je robili.

Fenderek napisał:
Nie zgadzam się- i WEDŁUG MNIE świadczy to o tym, że nigdy nie byłeś w studio nagraniowym.

Nie byłem.
Fenderek napisał:
Nawet teraz, w 2007 roku bez umiejętności nie jesteś w stranie zrobic nic ciekawego-

Mandaryna w studiu nie fałszuje i ma równy głos, a to świadczy o ogromnych możliwościach techniki Very Happy
Fenderek napisał:
w roku 1975 było techniki jeszcze mniej i żeby coś wartościowego nagrać- trzeba było wiele potrafić. Skoro każdy niby by tak mógł- czemu nikt tego nie zrobił...?

A oczekujesz, że miałoby to zrobić np. Led Zeppelin? Albo The Doors? To chyba nie jest w ich stylu. Poza tym, większość zespołów tworzyła taką muzykę, jaką była w stanie zagrać na żywo.
Fenderek napisał:
I na przeszkodzie ku temu żeby coś odtworzyć na żywo nie stał brak umiejętności muzyków tylko fakt, iż mieli tylko jedną gitarę i trzy głosy na scenie- w studio możesz nagrać kilka ścieżek- i Queen zawsze podkreślał, że pracę w studio i na scenie traktuje jako DWIE ZUPEŁNIE INNE rzeczy.

Odsyłam do odpowiedzi na post Bizona Wink Można znaleźć wiele dużo mniej skomplikowanych utworów, których Queen nie umiał na żywo zagrać tak dobrze, jak w studiu. Dlatego i to Bohemian Rhapsody staje się mało wiarygodne Wink
Fenderek napisał:
Poza tym- moim zdaniem- SOMEBODY TO LOVE na żywo wychodziło im genialnie... Bez smaczków...

Bardzo mi się podoba wersja z Live At The Bowl. Uważam, że jest świetna.
Mariusz napisał:
Czy to musi być wykonane tak samo jak w studiu? NIE! Bo wtedy granie na żywo traci cały swój urok i sens...

Fenderek napisał:
Dokładnie!
Gdybym poszedł na koncert na którym jakiś zespół jota w jotę odtwarza to, co nagrał na płycie poszedł bym do domu rozczarowany. Album to ja sobie mogę w fotelu posłuchać za darmo... Całą frajda rockowego koncertu to żywioł, imrowizacja, energia- której daje się ponieść także artysta... I w tym Queen BYŁO jednym z najlepszych zespołów wszech czasów.
Dla mnie granie nuta w nutę na żywo tego co na płycie byłoby włąśnie przejawem braku ambicji. I polotu. I wyobraźni...
Ja osobiście koncerty widzę jako coś ulotnego- artysta TU I TERAZ na nowo interpretuje swój utwór, TU I TERAZ go wykonuje, piętnując go tym, co TU I TERAZ czuje.
Kiedy ktoś śpiewa tak jak na płycie- to może i jest boskim technikiem, ale nie przeżywa śpiewając nic... A ja na koncercie chcę poczuć z artystą jakiś kontakt, zjednoczyć się z tym co on śpiewa, poczuć tę samą energię...

Jest różnica między "inaczej" a "gorzej". Na koncertach Mercury nie wyciągał wielu dźwięków, nie udawało mu się łapać tak wysokich nut, a zatem nie są to zmiany wynikające z jego wielkiej wyobraźni, ale raczej z tego, że nie dał rady. Podobnie jest w przypadku paru chórkowych piosenek. Porównajcie sobie np. Sheer Heart Attack (piosenkę) w studiu z Sheer Heart Attack live. Refren zmienia się nie do poznania Wink Jest śpiewany znacznie niżej, a to nie po to, żeby była fajna zmiana, lecz po to, by sobie ułatwić i sprostać piosence.
black queen napisał:
Po pierwsze, najpierw pasowałoby wymyslic ocś takiego jak przywołany tu Marsz i Bo Rhap.

W tych utworach dużo bardziej imponują mi te partie 'bezsmaczkowe'. W Bohemian Rhapsody najmniej mi się podobają te elementy chóralne, najbardziej rusza mnie ta część z pianinem. Mówiłem tylko o tym, że Queen często nie potrafiło powtórzyć tych smaczków na żywo (pomijając nawet BR, TMOTBQ i STL). Nie uważam, żeby ta partia chóralna w środku Bo Rhap była czymś wybitnie pomysłowym, dla mnie jest to przedobrzenie. Jedyne, co ludzi tak w tym zachwyca, to brzmienie tego całego queenowego chóru, ale sama kompozycja w środku BR nie jest czymś bardzo AMBITNYM, wydaje mi się, że chodzi raczej tylko o sam sposób wykonania tego.
Fenderek napisał:
A to z jakiego źródła...? Ten niby pomagający południowo-afrykańczykom Freddie...

Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że dowiedziałem się tego w dyskusji z Mariuszem na tym forum. Może było to w liście Briana Maya do tego dziennikarza, który zjechał w swoim artykule Queen, nazywając ich obłudnikami (nawiązując właśnie do wyjazdu do Afryki)? W każdym razie było to w temacie "Kto był lepszym showmanem - Bono czy Freddie" czy coś w ten deseń Razz Mariusz cytował tam parę wypowiedzi Mercury'ego, proponuję tam poszukać. Było tam też parę innych pozytywnych informacji, o których nie powiem, bo nie pamiętam ich dokładnie.
Bebe napisał:
Myślę, że strasznie uogólniasz, bo tacy Floydzi czy Doorsi nie mają zwykle łatwych tekstów czy kompozycji do przyswojenia. To publika myśli, że świetnie rozumie co miał na myśli twórca, a tak naprawdę nie rozumie nic.

Jest to malutki odsetek rockowych zespołów, które mają ambitne teksty. A co do kompozycji - piosenki The Doors są dosyć łatwo przyswajalne, porównaj to sobie np. z muzyką klasyczną, która jest chyba wzorem ambicji Razz
_________________
The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Mariusz



Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 2411
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 1:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hamburger, po pierwsze:

1. Niczego nie cytowałem(chodzi o wypowiedzi Freda w tamtym temacie)! Po prostu powiedziałem, żebys poszukał informacji na temat ich wyjazdu do RPA i że Fred udzielał się charytatywnie...Nic więcej!!! Tak więc pewnie żle mnie zrozumiałeś... Wink
2. Po drugie- nie pisz, ze Fred nie wyciągał wielu wysokich dżwięków, bo zabrzmiało to tak, jakby to było regułą! A NIE BYŁO!!! Po prostu nie można cały czas śpiewać na NAJWIĘKSZYCH obrotach i tyle. I dlaczego dalej uważasz, ze wzorem dla wykonania koncertowego jest wykonanie studyjne danej piosenki? Rolling Eyes Że niby to mało wiarygodne? Naprawdę nie rozumiesz, ze scena to nie studio, gdzie można zrobić WSZYSTKO z utworem w danym czasie? Scena to TEN moment, TEN czas na wykonanie takich i takich kompozycji! I porównywanie tego do wykonań studyjnych w kwestii lepiej/gorzej jest nie na miejscu! Tyle mojego wywodu...
_________________
There Must Be More To Life Than This
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 1:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

i znowu sie nie zgodze... to, ze freddie nie wykonywal na koncertach wyzszych partii wokalnych nie oznacza, ze nie byl w stanie ich wykonac... bedac wokalista na trasie koncertowej nie mozna co wieczor wypruwac sobie flakow na wszystkich wyzszych partiach bo po 1-2 koncertach musieliby nastepne kilka odwolac... od tego wlasnie byl tam roger ze swoim wysokim glosem, zeby zrownowazyc to, ze freddie na koncertach spiewal nizej... najlepszym przykladem live aid - jednorazowy, bardzo krotki wystep i freddie nie musial sie w nim ograniczac i zaspiewal o niebo (albo nawet dwa nieba) lepiej niz na jakimkolwiek koncercie z trasy the works czy magic tour, bo wiedzial, ze ma mu starczyc glosu na 20 minut wystepu, a jutro nie bedzie musial tego powtarzac...

to troche podobnie jak z labrie z DT, ma wystepy lepsze i gorsze, ale kiedy wydawane jest koncertowe dvd (czesto z ostatniego koncertu trasy) to jest w formie znakomitej i wyciaga rzeczy, ktorych jeszcze kilka dni wczesniej nie wyciagal na koncercie, bo wie, ze nastepnego dnia juz nie bedzie musial tego robic, bo trasa sie konczy i nie ma ryzyka, ze beda musieli odwolac wystep bo wokalista stracil glos...
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Ziutek98



Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 3947
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 3:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No właśnie - ciężko zaśpiewać cały koncert nuta w nutę, zwłaszcza refren We Are The Champions, które jest śpiewane na sam koniec. Jak najbardziej potrafił te wysokie dźwięki, co pokazał nawet na Wembley, gdzie nie powiem, by jego głos brzmiał najlepiej w historii, śpiewając In The Lap Of The Gods. Z tą ambicją czy raczej jej brakiem u Queenu czy w rocku też się niezbyt zgodzę... Szczególnie właśnie lata '70. The March Of The Black Queen z pewnością można nazwać ambitnym, również Flick of the Wrist, White Queen czy nawet takie We Will Rock You można takimi nazwać. Właśnie We Will Rock You, które jest ambitne w swej prostocie, prostym rytmem tuptupklask i skandowanym wręcz refrenem zrobiło to, co mu było chyba przeznaczone - stało się swego rodzaju hymnem, który porywał i wciąż jest obecny gdzieś w świadomosci ludzi. Love Of My Life też niby cholernie banalna, ale jednak też chyba ma pewną ambicję - trafić do ludzi, nieco ich wzruszyć, udzielić słuchaczowi nieco cierpienia autora. I chyba się udało, zwłaszcza widać to, gdy wielotysięczny tłum jak jeden głos śpiewa tę piosenkę, gdzie zapewne każdemu ta piosenka przywodzi na myśl inne wspomnienia, ale tak samo świetnie trafia do każdego. A największym argumentem na obronę tej piosenki jest to, że przetrwała tyle lat, mimo iż nawet nie wydano jej na singlu (nie licząc tego z Live Killers). A i lata '80... ciężko się zgodzić z tym, że ten rachunek sumienia w Was It All Worth It, próba opowiedzenia swej historii nie suchymi faktami, a właśnie obrazami, pojedynczymi odczuciami, zdarzeniami ('We went to Bali, saw God and Dali', 'Played the circuit, thought we were perfect') jest czymś naprawdę ambitnym i jednak niełatwym, Innuendo wprost nie wiem, jak można było nazwać nieambitnym. Właśnie ten jego nastrój, włącznie z rozładowaniem w połowie jest czymś świetnie utrzymanym, tak jak np. nastrój w In The Air Tonight Collinsa. Te z powagą wyśpiewywane słowa zwrotek, to jest ambitne, coś nam mówi. Trochę też mnie dziwi nazwanie nieambitną Metallici. Kompozycje takie jak One czy Master Of Puppets są naprawdę świetne, również tekstowo. A mój własne typ czegoś ambitnego, choć na pozór nie, to De Ja Vu Iron Maiden... tekst to w zasadzie wyłożenie jak krowie na rowie, na czym polega takowe schorzenie, ale cała gra instrumentów wprost zatapia słuhacza w ten nastrój, jakby człowiek rzeczywiście lekko wariował (no i w tym momencie przypomniał mi się kolejny ambitny utwór Queen - utrzymany w świetnym nastroju, świetni zaśpiewany i zagrany I'm Going Slightly Mad). Tak więc obstaję na stanowisku, że Queen z pewnością stworzył sporo ambitnej muzyki, choć nie każda ich piosenka była takową. Nie zmienia to jednak faktu, że najbanalniejsza ich piosenka zawsze brzmiała świetnie, świetnie zagrana i zaśpiewana Wink
_________________
PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
BeBe



Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 4252
Skąd: FAC 51

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 3:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Jest to malutki odsetek rockowych zespołów, które mają ambitne teksty. A co do kompozycji - piosenki The Doors są dosyć łatwo przyswajalne, porównaj to sobie np. z muzyką klasyczną, która jest chyba wzorem ambicji


Łatwo przyswajalne powiadasz ? When The Music's Over raczej nie jest łatwe do przyswojenia. Z kolei Soft Parade jest równie porąbane jak nie jedna symfonia.

Czy niewielki odsetek ma ambitne kompozycje ? Wszędzie to jest: post-punk, progressive rock, progressive metal, indie itd. itd.
Myślę, że po prostu możesz znać bardzo mało ambitnych kapel Wink
_________________
Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 3:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No, ale jest też sporo piosenek Doorsów, które są łatwe... Hello I Love You, Touch Me, Alabama Song itd. Doorsi na pewno nie byli mistrzami jeśli chodzi o teksty. Na pewno zdarzały im się dobre i piękne teksty, ale nie przesadzajmy.
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 3:54 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

mumin_king napisał:
Doorsi na pewno nie byli mistrzami jeśli chodzi o teksty.

A ja powiem ze byli GENIALNI jesli chodzi o teksty- a Morrison byl praktycznie poeta. Nawiedzonym, pretensjonalnym- ale jakiejs poetyckosci nie mozna tym tekstom odmowic.

Wymieniasz ALABAMA SONG- zdajesz sobie sprawe, ze to jest cover...?
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 4:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hamburger napisał:
Jest różnica między "inaczej" a "gorzej". Na koncertach Mercury nie wyciągał wielu dźwięków, nie udawało mu się łapać tak wysokich nut, a zatem nie są to zmiany wynikające z jego wielkiej wyobraźni, ale raczej z tego, że nie dał rady. Podobnie jest w przypadku paru chórkowych piosenek. Porównajcie sobie np. Sheer Heart Attack (piosenkę) w studiu z Sheer Heart Attack live. Refren zmienia się nie do poznania Wink Jest śpiewany znacznie niżej, a to nie po to, żeby była fajna zmiana, lecz po to, by sobie ułatwić i sprostać piosence.

Chce najpierw zeby jedno bylo jasne- DLATEGO uwiebiam Paula bo uwazam, ze posiada lepsza technike (TECHNIKE- niekoniecznie glos!!!) od Freda- on spiewa dokladnie to co moze i robi to wrecz nonszalancko, bez wysilku. Freddie srasznie forsowal, zwlaszzca wysokie nuty, wrecz je wywrzaskiwal. takze ja generalnie zgadzam sie, ze nie brzmialo to tak dobrze jak w studio- a byli wokalisci ktorzy na zywo czasem brzmieli lepiej niz na plycie- Gillan na przyklad... ALE
Posluchaj YOU TAKE MY BREATH AWAY na zywo. Freddie omija KAZDA wyzsza (felsetowa) nute. Utwor brzmi o niebo piekniej... Jest przeszlachetny, jest cudowny... jest delikatny... To samo z White Queen- Fred spiewa inaczej i jakby... delikatniej, prawdziwiej... To samo z LOVE OF MY LIFE (kiedy publika nie darla ryja)- Montreal, Houston... Te utwory brzmialy na zywo LEPIEJ niz w studio w wykonaniu Freda...
tak w ogole jesli chodzi o felset- kiedy spiewasz przez godzine- chrypniesz, nie ma mowy zeby bylo inaczej- moze nie slychac chrypki ale NIE DA RADY po zasiewaniu kiludziesieciu utworow zaspiewac czegos delikatnie.
WE ARE THE CHAMPIONS... ten utwor to jeden z najtrudniejszych w katalogu Queen wokalnie. Na dodatek ZAWSZE wykonywany byl na koniec. Po ponad poltorej godziny spiewania. To, ze CZASAMI (co slychac na niektorych bootlegach) Fred spiewal niektore z najwyzszych nut zakrawa wrecz na cud...
Mam bootlegi na ktorych Fred nie omija wysokich nut- spiewa wiele rzeczy wysoko. Zazwyczaj- co normalne- pochodza one z koncertow albo na poczatku trasy albo po jakiejs kilkudniowej przerwie...
I co do SHEER HEART ATTACK- WEDLUG MNIE ten utwor ZAWSZE lepiej brzmial na zywo niz w studio...

hamburger napisał:
Mandaryna w studiu nie fałszuje i ma równy głos, a to świadczy o ogromnych możliwościach techniki Very Happy

To sie nazywa AUTO-TUNE i... to slychac... Tylko trzeba wiedziec czego szukac...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
hamburger



Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 215
Skąd: z fabryki wafelków

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 4:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

BeBe napisał:
Cytat:
Jest to malutki odsetek rockowych zespołów, które mają ambitne teksty. A co do kompozycji - piosenki The Doors są dosyć łatwo przyswajalne, porównaj to sobie np. z muzyką klasyczną, która jest chyba wzorem ambicji


Łatwo przyswajalne powiadasz ? When The Music's Over raczej nie jest łatwe do przyswojenia. Z kolei Soft Parade jest równie porąbane jak nie jedna symfonia.

Nie rozumiem, co jest trudnego do przyswojenia w When The Music's Over, Riders On The Storm, Light My Fire, Strange Days, Alabama Song, Break On Through i tym podobnych... Floydów, przyznam, dosyć trudno się słucha, trzeba się nieźle wczuć, aby to zrozumieć. Ale Doors to zespół dość nietrudny pod względem muzycznym, albo mi po prostu wyjątkowo pasuje Razz

BeBe napisał:
Czy niewielki odsetek ma ambitne kompozycje ? Wszędzie to jest: post-punk, progressive rock, progressive metal, indie itd. itd.
Myślę, że po prostu możesz znać bardzo mało ambitnych kapel Wink

A ja myślę, że aby utworzyć naprawdę ambitną kompozycję, trzeba być w kierunku muzycznym bardzo wykształconym. Trzeba być prawdziwym znawcą teorii kompozycji i nie brać udziału w muzyce komercyjnej, jaką jest między innymi rock. Nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, nie będąc wykształconym muzykiem i nie znając się doskonale na teorii kompozycji, a także nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, gdy chce się zarabiać na przeciętnych słuchaczach, i to głównie nastolatkach. Taki cel naturalnie musi pociągnąć za sobą "ubanalnienie" kompozycji i w ogóle muzyki, bo wówczas muzyk musi oglądać się na masy i dla nich nieco upraszczać swoje utwory. W ten sposób można komponować utwory co najwyżej dobre, ale dla mnie "ambitność" to coś jeszcze więcej.
Poza tym, wymieniłeś odmiany muzyki mniej popularne niż rock queenowy, doorsowy czy aerosmithowy. A raczej w takich klimatach się teraz obracamy Wink

Na resztę postów odpowiem w najbliższym czasie Wink
_________________
The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 4:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hamburger napisał:
Fenderek napisał:
w roku 1975 było techniki jeszcze mniej i żeby coś wartościowego nagrać- trzeba było wiele potrafić. Skoro każdy niby by tak mógł- czemu nikt tego nie zrobił...?

A oczekujesz, że miałoby to zrobić np. Led Zeppelin? Albo The Doors? To chyba nie jest w ich stylu. Poza tym, większość zespołów tworzyła taką muzykę, jaką była w stanie zagrać na żywo.


1.
Stwierdziles, ze tak nagrac moglby kazdy- ja nie mowie o Doorsach czy Zeppelinach tylko o nieznanych zespolach. Skoro kazdy by mogl- to czemu ktos tego nie zrobil i nie zarobil czesci kasy jaka zarobili May, mercury i spolka...?
2.
Wiekszosc zespolow tworzyla taka muzyka, ktora byla w stanie zagrac na zywo? Przyklady.
Prosze o jeden zespol, w ktorym wokalista wyciagal na zywo wszystko to, co wyciagnal na plycie. Przez caly koncert. No prosze...
Zeppelin?- posluchaj DVD Zeppelinow, Plant DAWAL czasami wisty jak cholera; posluchaj sobie ich bootlegow- jak mieli dobra noc to byli nie do zatrzymania, jak mieli slaba- byla istnatragedia...
Purple?- Gillan jednego wieczoru ciagnal rzeczy wyzej niz w CHILD IN TIME, po to by nastepnego spieprzyc najprostsze utwory...
Doors?- Morrisonowi calkiem czesto zalamywal sie glos przy wyzszych nutach, nie mial on zbyt szerokiej skali
No wiec...? Prosze o przyklady, poparte konkretnymi tytulami.
Uprzedzam, mam ogromna kolekcje DVD roznych artystow i... idac Twoimi zasadami oceniania NIE MA ZADNEGO zespolu rockowego potrafiacego zagrac to, co nagrali w studio... Bo nawet takie IN THE STILL OF THE NIGHT Whitesnake- Coverdale spiewa bosko, ale... troche to nagranie niestety podreperowano...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 4:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hamburger napisał:

A ja myślę, że aby utworzyć naprawdę ambitną kompozycję, trzeba być w kierunku muzycznym bardzo wykształconym. Trzeba być prawdziwym znawcą teorii kompozycji i nie brać udziału w muzyce komercyjnej, jaką jest między innymi rock. Nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, nie będąc wykształconym muzykiem i nie znając się doskonale na teorii kompozycji, a także nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, gdy chce się zarabiać na przeciętnych słuchaczach, i to głównie nastolatkach. Taki cel naturalnie musi pociągnąć za sobą "ubanalnienie" kompozycji i w ogóle muzyki, bo wówczas muzyk musi oglądać się na masy i dla nich nieco upraszczać swoje utwory. W ten sposób można komponować utwory co najwyżej dobre, ale dla mnie "ambitność" to coś jeszcze więcej.
Poza tym, wymieniłeś odmiany muzyki mniej popularne niż rock queenowy, doorsowy czy aerosmithowy. A raczej w takich klimatach się teraz obracamy Wink

Na resztę postów odpowiem w najbliższym czasie Wink

Brian May zna teorie muzyczna, to samo dotyczylo Freda.
Panowie z Dream Theater (zespol prog metalowy) spotkali sie w Berkeley Colege, jednej z najbardziej renomowanych uczelni muzycznych na swiecie.
Przykladow moglbym podac wiecej.
Yes...? Genesis...? Emerson, Lake & Palmer? King Crimson?
Znasz te zespoly, czy tylko twierdzisz ze rock jest tylko dla mas i przez to nieambitny na podstawie znajomosci takich zespolow jak Aerosmith czy van Halen...? Rubik znma teorie muzyczna- amitne? Robert Fripp chcial zarabiac na nastolatkach? Roger Waters adresowal THE WALL do piszczacych fanek w wieku lat15-18?
CLOSE TO TEH EDGE, ktore trwa ponad 20 minut- w ktorym momencie jest ubanalnione?
A CHANGE OF SEASONS- gdzie jest to usrednienie, gdzie jest ten syndrom latwizny w muzyce rockowej?
Starless? Supper's Ready?
Twiedzac, ze muzyka rockwa jest z zalozenia komercyjna udowadniasz, ze malo znasz zespolow z bardzo szerokiego gatunku jakim jest muzyka rockowa...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
daga
Site Admin


Dołączył: 29 Paź 2003
Posty: 11065
Skąd: Warszawa - Ursynów

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 4:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Właśnie sobie uświadomiłam, że takie o WWRY jest ambitne, bo zamiast iść na łatwiznę wsadzenia Rogera za gary oni to sami wytupali i to tak idealnie, że do dziś niektórzy myślą, że to bębny lub klapa od fortepianu.
_________________
http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 7:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek napisał:
mumin_king napisał:
Doorsi na pewno nie byli mistrzami jeśli chodzi o teksty.

A ja powiem ze byli GENIALNI jesli chodzi o teksty- a Morrison byl praktycznie poeta. Nawiedzonym, pretensjonalnym- ale jakiejs poetyckosci nie mozna tym tekstom odmowic.

Wymieniasz ALABAMA SONG- zdajesz sobie sprawe, ze to jest cover...?


No nie zdaję.... Wink

Ale zdaję sobię sprawę, że Morrison był poetą, ale czy aż tak genialnym? W sumie nie ten temat, ale każdemu zdarzają się dobre lub gorsze teksty. Piosenki Doors często mają piękny i niepowatarzalny klimat, ale jest dużo ich utworów pisanych z "prostych słów" (więc może tutaj masz na myśli tą genialność). Nic nie ujmując Doorsom, ale zawsze łatwo było mi się większości ich tekstów.

Ale za to przyznam, że są cholernie ambitni. Very Happy
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Kuba



Dołączył: 03 Gru 2004
Posty: 2024
Skąd: Dąbrowa Górnicza

PostWysłany: Pią Gru 07, 2007 7:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

mumin_king napisał:
Ale zdaję sobię sprawę, że Morrison był poetą, ale czy aż tak genialnym?


The End to dla mnie szczyt tego co nazywam rockiem psychodelicznym, ten tekst hipnotyzuje, jest fantastyczny
_________________
Well, it's all right then, and it's all right now
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
BeBe



Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 4252
Skąd: FAC 51

PostWysłany: Sob Gru 08, 2007 3:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Ale zdaję sobię sprawę, że Morrison był poetą, ale czy aż tak genialnym? W sumie nie ten temat, ale każdemu zdarzają się dobre lub gorsze teksty. Piosenki Doors często mają piękny i niepowatarzalny klimat, ale jest dużo ich utworów pisanych z "prostych słów" (więc może tutaj masz na myśli tą genialność). Nic nie ujmując Doorsom, ale zawsze łatwo było mi się większości ich tekstów.


Morrison jest poetą trudnym, a teksty do piosenek rzadko były rzeczywistymi wierszami [chcesz jego poezji to posłuchaj Amerykańskiej Modlitwy].
Natomiast piosenki takie jak: Love Me Two Timesa, czy Touch Me są z tekstami Robbiego i Morrisonowi aż się wszystko wywracało na lewą stronę jak miał to śpiewać.
Poezje Morrisona to bardzo trudne poezje w rzeczywistości, bo przesiąknięte są masą filozofii, mające źródła aż od antyku po Nietzschego. Jeżeli poddajesz próbie jego genialność przeczytaj sobie Wilderness. Przyznasz mi rację, że był geniuszem Wink

Cytat:
Nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, nie będąc wykształconym muzykiem i nie znając się doskonale na teorii kompozycji, a także nie można tworzyć prawdziwie ambitnych kompozycji, gdy chce się zarabiać na przeciętnych słuchaczach, i to głównie nastolatkach.


Czyli jazz też jest o kant dupy rozbić ?
_________________
Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Sob Gru 08, 2007 9:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

BeBe napisał:
mumin_king napisał:
Ale zdaję sobię sprawę, że Morrison był poetą, ale czy aż tak genialnym? W sumie nie ten temat, ale każdemu zdarzają się dobre lub gorsze teksty. Piosenki Doors często mają piękny i niepowatarzalny klimat, ale jest dużo ich utworów pisanych z "prostych słów" (więc może tutaj masz na myśli tą genialność). Nic nie ujmując Doorsom, ale zawsze łatwo było mi się większości ich tekstów.


Morrison jest poetą trudnym, a teksty do piosenek rzadko były rzeczywistymi wierszami [chcesz jego poezji to posłuchaj Amerykańskiej Modlitwy].
Natomiast piosenki takie jak: Love Me Two Timesa, czy Touch Me są z tekstami Robbiego i Morrisonowi aż się wszystko wywracało na lewą stronę jak miał to śpiewać.
Poezje Morrisona to bardzo trudne poezje w rzeczywistości, bo przesiąknięte są masą filozofii, mające źródła aż od antyku po Nietzschego. Jeżeli poddajesz próbie jego genialność przeczytaj sobie Wilderness. Przyznasz mi rację, że był geniuszem Wink


Sorka. Trochę zaplątałem się we własnych myślach. Miałem na myśli Doorsów jeśli chodzi o całość a coś sobie umyśliłem i skupiłem się na Morrisonie, sam zresztą nie wiem dlaczego. Widać poezje Morrisona są zbyt trudne i dla mnie, ale mimo to zapadły w pamięci. Very Happy
American Prayer jest przesłuchana już dawno, nie bój się. Wink
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
hamburger



Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 215
Skąd: z fabryki wafelków

PostWysłany: Pią Gru 14, 2007 12:13 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[offtop]sorry, że tyle czasu nie odpowiadałem na te posty i nie brałem udziału w dyskusji, ale miałem problemy z internetem. jutro lub pojutrze najprawdopodobniej będę kontynuował dyskusję. chciałem się tylko wytłumaczyć Razz [/offtop]
_________________
The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
krs



Dołączył: 02 Sty 2007
Posty: 1677

PostWysłany: Wto Gru 18, 2007 4:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

morrison nie był dobrym poetą, i powie to każdy kto rzetelnie zajmuje się literaturą na poziomie zawodowym. ale był poetą kultowym, bo trafił ze swoimi słowami w czas i ludzi. i to jest piękne:) poezja to sztuka - a sztuka z racji swego bytu jest niewymierna. jezeli jednak już ją klasyfikujemy, to robimy to podług pewnej skali porównawczej - komparatystyka dzieł paru twórców nurtu bądź okresu, ale przede wszystkim dogłębna analiza strukturalna, badź czysto hermeneutyczna dzieła. morrison rozebrany na części wypada blado, rzekłbym 'król okazuje się być nagi''. nie zmienia to mojego uznania dla artysty, którym zasłuchiwałem i zasłuchuję się od lat. wzruszał i wzrusza. i tak sobie myślę, że słowo 'ambitny' odnośnie sztuki często jest zbyt ciężkie i niegodziwe - wszak sztuka ma być przede wszystkim prawdziwa. jak pisał przybyszewski - twórca jest jedynie jej posłańcem. więc ważne jest to co pochodzi z serca, a nie z głowy. artysta musi być szczery 'ze swoim pędzlem i paletą barw'.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
hamburger



Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 215
Skąd: z fabryki wafelków

PostWysłany: Sro Gru 19, 2007 9:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bizzy napisał:
i znowu sie nie zgodze... to, ze freddie nie wykonywal na koncertach wyzszych partii wokalnych nie oznacza, ze nie byl w stanie ich wykonac... bedac wokalista na trasie koncertowej nie mozna co wieczor wypruwac sobie flakow na wszystkich wyzszych partiach bo po 1-2 koncertach musieliby nastepne kilka odwolac...

Wszystko zależy od techniki wokalnej - Bruce Dickinson łapał na koncertach wszystkie dźwięki (a były to nuty wybitnie wysokie) i jakoś nie musiał odwoływać koncertów. To samo ze wspomnianym przez Fenderka Paulem Rogersem. Po prostu, w śpiewie Mercury'ego dużo było krzyku, trochę za mało techniki i z tego wynikają pewne niedociągnięcia. Ale to nie tyczy się wszystkich wokalistów.
Bizzy napisał:
najlepszym przykladem live aid - jednorazowy, bardzo krotki wystep i freddie nie musial sie w nim ograniczac i zaspiewal o niebo (albo nawet dwa nieba) lepiej niz na jakimkolwiek koncercie z trasy the works czy magic tour, bo wiedzial, ze ma mu starczyc glosu na 20 minut wystepu, a jutro nie bedzie musial tego powtarzac...

Zgadzam się, że Mercury zaśpiewał wtedy nawet o trzy nieba lepiej niż na "normalnych" koncertach, ale zauważ, że nawet w tej wybitnie wygodnej sytuacji, gdy zupełnie nie musiał oszczędzać głosu, cały refren w Hammer To Fall obniżył, a to wspomniane "keep on fighting" w We Are The Champions wyszło jak szczeknięcie. Parę innych potknięć też by się znalazło. Wspominam o tym Hammer To Fall, bo uważam, że wokalnie jest to utwór strasznie trudny, refren mam na myśli. I z nim sobie Freddy nawet na live aid nie poradził. Coś więc z tym wokalem musiało być nie tak, nie da się ukryć.
Ziutek98 napisał:
No właśnie - ciężko zaśpiewać cały koncert nuta w nutę, zwłaszcza refren We Are The Champions, które jest śpiewane na sam koniec. Jak najbardziej potrafił te wysokie dźwięki, co pokazał nawet na Wembley, gdzie nie powiem, by jego głos brzmiał najlepiej w historii, śpiewając In The Lap Of The Gods.

Do śpiewu już się odniosłem.
Ziutek98 napisał:
Z tą ambicją czy raczej jej brakiem u Queenu czy w rocku też się niezbyt zgodzę... Szczególnie właśnie lata '70. The March Of The Black Queen z pewnością można nazwać ambitnym, również Flick of the Wrist, White Queen czy nawet takie We Will Rock You można takimi nazwać.

Według mnie, określenie "ambitny" nie pasuje w ogóle za bardzo do muzyki rockowej, co tłumaczyłem już w którymś tam poście. Mówiąc w skrócie, w większości zespołów mamy zbyt niski poziom instrumentalny, zbyt mało wymagające kompozycje i zbyt wielkie skierowanie na masy, by można było określić je ambitnymi. Nie oszukujmy się - aby coś było ambitne, powinno stać na wysokim poziomie pod każdym względem, każdy element powinien być jak najbardziej profesjonalny.
Ziutek98 napisał:
Właśnie We Will Rock You, które jest ambitne w swej prostocie,

O nie, nie uznaję czegoś takiego jak "ambitne w swej prostocie" - albo ambitne, albo proste. To, co jest proste, nie jest ambitne. Wówczas mógłbym Ci wymyślić wiele ambitnych kompozycji, bo mogłyby być ambitne w swej prostocie.
Ziutek98 napisał:
Love Of My Life też niby cholernie banalna,

Melodia nie jest taka cholernie banalna, według mnie. Oczywiście zgodnie z moimi kryteriami nadania kompozycji określenia "ambitnej", nie powiem, że jest ambitna Wink Ale nie powiedziałbym, że jest jakaś banalna, dużo banalniejsza wydaje mi się zwrotka w Flick Of The Wrist, uchodzące za wzorzec ambicji. A ta zwrotka w Flick Of The Wrist to ledwie parę dźwięków, pragnę zauważyć (choć utwór oczywiście bardzo lubię).
Ziutek98 napisał:
Trochę też mnie dziwi nazwanie nieambitną Metallici. Kompozycje takie jak One czy Master Of Puppets są naprawdę świetne, również tekstowo. A mój własne typ czegoś ambitnego, choć na pozór nie, to De Ja Vu Iron Maiden... tekst to w zasadzie wyłożenie jak krowie na rowie, na czym polega takowe schorzenie, ale cała gra instrumentów wprost zatapia słuhacza w ten nastrój, jakby człowiek rzeczywiście lekko wariował (no i w tym momencie przypomniał mi się kolejny ambitny utwór Queen - utrzymany w świetnym nastroju, świetni zaśpiewany i zagrany I'm Going Slightly Mad). Tak więc obstaję na stanowisku, że Queen z pewnością stworzył sporo ambitnej muzyki, choć nie każda ich piosenka była takową. Nie zmienia to jednak faktu, że najbanalniejsza ich piosenka zawsze brzmiała świetnie, świetnie zagrana i zaśpiewana

Z ostatnim zdaniem się zgodzę. Ale ambitność to co innego Wink Rozpisałeś się na temat nastroju, na temat tego, że jakieś tam piosenki przetrwały, na temat Twoich doznań podczas słuchania, ale warunki ambitności (te, które ja uznaję) już wypisałem. Wzorcem ambitności jest muzyka klasyczna i każde uproszczenie w stosunku do tej muzyki powoduje spadek ambitności. To w muzyce klasycznej jest najbardziej profesjonalna kompozycja, najbardziej profesjonalna gra instrumentów, najlepsza harmonia i zgranie między muzykami. I temu nie da się zaprzeczyć Razz
Fenderek napisał:
ALE Posluchaj YOU TAKE MY BREATH AWAY na zywo. Freddie omija KAZDA wyzsza (felsetowa) nute. Utwor brzmi o niebo piekniej... Jest przeszlachetny, jest cudowny... jest delikatny...

Dokładnie. Brzmi o niebo lepiej, zgadzam się.
Fenderek napisał:
To samo z White Queen- Fred spiewa inaczej i jakby... delikatniej, prawdziwiej...

No nie wiem, tutaj się chyba nie zgodzę Razz
Fenderek napisał:
To samo z LOVE OF MY LIFE (kiedy publika nie darla ryja)- Montreal, Houston...

Dokładnie, zgadzam się, brzmiało lepiej.
Fenderek napisał:
Te utwory brzmialy na zywo LEPIEJ niz w studio w wykonaniu Freda...

Tak, zgadzam się...
ale...
Denerwuje mnie w tym wszystkim jedna rzecz. Te wszystkie zmiany (może i na lepsze) wynikają niestety z niedostatków w głosie Mercury'ego, o czym wspomniałeś sam. I denerwuje mnie tylko to, po prostu nie potrafię zupełnie nie zwracać na to uwagi, zawsze trochę tworzy mi to pewien dyskomfort. I nic na to nie poradzę. Gdyby Mercury nagrał te wszystkie piosenki w takiej tonacji w studiu, jak i na koncertach, to niczego bym się nie czepiał. To jest coś w stylu: prostota w architekturze jakiegoś domu może być dla jego właściciela wręcz urocza, ale ma dla niego znacznie mniejszy urok, gdy wynika z jego kiepskich możliwości finansowych.
Fenderek napisał:
tak w ogole jesli chodzi o felset- kiedy spiewasz przez godzine- chrypniesz, nie ma mowy zeby bylo inaczej- moze nie slychac chrypki ale NIE DA RADY po zasiewaniu kiludziesieciu utworow zaspiewac czegos delikatnie.

Ale Queen nie miał aż tak dużo falsetowych utworów. Na jeden koncert trafiały takie ze trzy. Poza tym, brak falsetu to mi jakoś specjalnie nie przeszkadza, bo z falsetem to zawsze jest trochę dziwna sprawa. Chodzi mi raczej o te "męsko brzmiące" dźwięki, których Freddie nie osiągał.
Fenderek napisał:
WE ARE THE CHAMPIONS... ten utwor to jeden z najtrudniejszych w katalogu Queen wokalnie. Na dodatek ZAWSZE wykonywany byl na koniec. Po ponad poltorej godziny spiewania. To, ze CZASAMI (co slychac na niektorych bootlegach) Fred spiewal niektore z najwyzszych nut zakrawa wrecz na cud...

Ale nawet na live aid się nie udało zaśpiewać dobrze "od deski do deski" - po około 15 minutach śpiewania. A wszystko to wynika z tego, jak sam napisałeś, wywrzaskiwania. Ta technika na żywo się specjalnie nie sprawdza, bo jest bardzo niepewna - może wyjść, może nie wyjść.
Fenderek napisał:
Mam bootlegi na ktorych Fred nie omija wysokich nut- spiewa wiele rzeczy wysoko. Zazwyczaj- co normalne- pochodza one z koncertow albo na poczatku trasy albo po jakiejs kilkudniowej przerwie...
I co do SHEER HEART ATTACK- WEDLUG MNIE ten utwor ZAWSZE lepiej brzmial na zywo niz w studio...

No nie, brakowało mi jednak tego refrenu Wink
Fenderek napisał:
Stwierdziles, ze tak nagrac moglby kazdy- ja nie mowie o Doorsach czy Zeppelinach tylko o nieznanych zespolach. Skoro kazdy by mogl- to czemu ktos tego nie zrobil i nie zarobil czesci kasy jaka zarobili May, mercury i spolka...?

Bo kasa Mercury'ego i spółki nie wynika z chórków. Chórki to tylko jeden z elementów, ale gdyby to był jedyny składnik sukcesu, to bardzo bym się rozczarował. A dlaczego nikt tego nie zrobił? Nie wiem. Ale nie chce mi się wierzyć, aby ktoś, słysząc pierwszy raz BR, pomyślał: "o cholera, połączenie muzyki rockowej z operą - jak oni na to wpadli?!". Zarówno rock, jak i opera, jakiś czas już istniały i nie łudźmy się, że nikt nie był na tyle pomysłowy, by przebrnęła mu przez głowę myśl o takiej kompilacji. Mogę w pół minuty napisać kilka dziwacznych połączeń i nie uznam tego za jakiś wybitny pomysł. A czemu nikt tego nie nagrał? Po pierwsze, każdy dąży do sukcesu w nieco inny sposób (to tak, jakby zapytać, dlaczego nikt nie nagrał We Will Rock You, choć wiadomo, że prawie każdy był w stanie). Po drugie, nie mówię, że nagranie tego jest czymś wybitnie banalnym. Mówię tylko, iż nie jest czymś przerażająco ambitnym, bo pomęczyć się trochę w studiu, robiąc dziesiątki podejść i ponakładać sto razy głosy na taśmę umiałoby wiele zespołów, a już na pewno umiałyby te najlepsze.
Fenderek napisał:
Prosze o jeden zespol, w ktorym wokalista wyciagal na zywo wszystko to, co wyciagnal na plycie. Przez caly koncert. No prosze...

Jeden? Iron Maiden. Dwa? Aerosmith. Można więcej.
Fenderek napisał:
Zeppelin?- posluchaj DVD Zeppelinow, Plant DAWAL czasami wisty jak cholera; posluchaj sobie ich bootlegow- jak mieli dobra noc to byli nie do zatrzymania, jak mieli slaba- byla istnatragedia...

Niby prawda, tyle że mam wrażenie, iż Queen za każdym razem mieli niedociągnięć na koncertach bardzo dużo i średnio mieli ich dużo więcej niż Zeppelin. Mercury, jak wspominałem, prawie nigdy nie był w takiej formie, by wszystkie piosenki były w całości w zasięgu jego ręki.
Fenderek napisał:
Doors?- Morrisonowi calkiem czesto zalamywal sie glos przy wyzszych nutach, nie mial on zbyt szerokiej skali

Tu się zgodzę.
Fenderek napisał:
Purple?- Gillan jednego wieczoru ciagnal rzeczy wyzej niz w CHILD IN TIME, po to by nastepnego spieprzyc najprostsze utwory...

Chciałbym chociaż jednego wieczoru usłyszeć, jak Mercury ciągnął rzeczy wyżej niż w We Are The Champions albo Hammer To Fall (wymieniam tę piosenkę, bo tam jest naprawdę wysoko Wink ).
Fenderek napisał:
Brian May zna teorie muzyczna, to samo dotyczylo Freda.

Są bardzo różne stopnie zaawansowania. Jedni są mistrzami wiedzy o teorii i zasadach kompozycji, a inni po prostu znają nuty, może być różnie. Muzycy z Queen nie byli ani na tak wysokim poziomie jak ten pierwszy, ani na tak niskim jak ten drugi.
Co do Rubika - to, że zna teorię, daje mu tylko pewien potencjał. To, w jak idiotyczny sposób go wykorzystuje (a raczej nie wykorzystuje), to już inna sprawa.
BeBe napisał:
Czyli jazz też jest o kant dupy rozbić ?

Jazz jest o tyle do przodu, że często grają tam prawdziwi wirtuozi instrumentalni. I to się ceni.
Padło też coś o Dream Theatre, Fenderek coś wspominał. To jest dla mnie jeden z niewielu ambitnych zespołów rockowo-metalowych.
_________________
The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Sro Gru 19, 2007 9:30 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

z iron maiden sie nie zgodze... dickinson owszem warunki glosowe ma potezne, ale nawet on nie wyciagal w aces high tego, co na plycie i nawet on nie wyciagal kluczowego momentu rime of the ancient mariner tak jak na plycie Wink mam troche bootow maidenow (nie mowiac o plytach koncertowych) i mam jako takie pojecie o tym co bruce spiewa na koncertach, a czego nie Wink

a juz zupelnie odrebna sprawa sa koncerty maidenow z brucem w 93 roku kiedy mruczal do mikrofonu zamiast spiewac...

co do aerosmith i tylera... czy my czasem nie mowimy o tym tylerze, ktory w latach 80tych mdlal na scenie, a raz mial nawet zapasc i ledwo wydawal z siebie jakies sensowne dzwieki? Wink

powtarzam - nie da sie bedac w kilku(nasto) miesiecznej trasie przez caly czas wyciagac wszystkie gory, bo ZADNE gardlo tego nie wytrzyma...

podajesz przyklad paula rodgersa - ale zauwaz, ze paul nie ma jakiejs olbrzymiej skali glosu i ma generalnie niski glos i nie sili sie na spiewanie wysoko... spiewajac w ten sposob da sie przejsc przez cala trase bez wiekszych problemow (ktore zreszta paula i tak nie ominely na trasie z brianem i rogerem
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
hamburger



Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 215
Skąd: z fabryki wafelków

PostWysłany: Sro Gru 19, 2007 10:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bizzy napisał:
z iron maiden sie nie zgodze... dickinson owszem warunki glosowe ma potezne, ale nawet on nie wyciagal w aces high tego, co na plycie i nawet on nie wyciagal kluczowego momentu rime of the ancient mariner tak jak na plycie Wink

Dodam jeszcze, że w pewnym miejscu zawsze miał problem w Run To The Hills Wink Ale to są naprawdę bardzo bardzo nieliczne momenty, a na koncertach Queen było ich od groma.

Bizzy napisał:
a juz zupelnie odrebna sprawa sa koncerty maidenow z brucem w 93 roku kiedy mruczal do mikrofonu zamiast spiewac...

Ale tak gdzieś do 1991 czy 1992 r. było zdecydowanie w porządku, a to już coś. Nie zapominajmy, że większe problemy Mercury'ego z chwytaniem wysokich dźwięków pojawiały się właściwie już po 1975 r. (ledwie dwa lata istnienia zespołu).

Bizzy napisał:
co do aerosmith i tylera... czy my czasem nie mowimy o tym tylerze, ktory w latach 80tych mdlal na scenie, a raz mial nawet zapasc i ledwo wydawal z siebie jakies sensowne dzwieki? Wink

No może i o tym samym Very Happy Ale słuchaj... ja bym chciał znać jeden koncert Queen w bardziej zaawansowanej fazie jego kariery, na którym by Freddie złapał zdecydowaną większość wysokich dźwięków z tych wszystkich trudnych piosenek. W przypadku wymienianych zespołów można parę takich koncertów znaleźć, w przypadku Queen nie za bardzo. A przecież Tyler nawet po 2000 roku potrafił jeszcze niemal tak jak w studiu zaśpiewać 'What it takes', łącznie z tymi falsetami. Tak więc, o Tylera naprawdę nie ma co się martwić. A wyobrażasz sobie, jak teraz śpiewałby Freddie Mercury?

Bizzy napisał:
powtarzam - nie da sie bedac w kilku(nasto) miesiecznej trasie przez caly czas wyciagac wszystkie gory, bo ZADNE gardlo tego nie wytrzyma...

Pisałem już, nawet na szczególnym występie (live aid) Mercury nie uniknął poważniejszych zmian z powodu niemożności osiągnięcia niektórych dźwięków. A tamci potrafili zaśpiewać na bardzo wysokim poziomie niemal cały koncert.

Bizzy napisał:
podajesz przyklad paula rodgersa - ale zauwaz, ze paul nie ma jakiejs olbrzymiej skali glosu i ma generalnie niski glos i nie sili sie na spiewanie wysoko... spiewajac w ten sposob da sie przejsc przez cala trase bez wiekszych problemow (ktore zreszta paula i tak nie ominely na trasie z brianem i rogerem

Podałem przykład Rodgersa, bo został już poruszony. Sam niewiele o Rodgersie wiem, bo ten etap kariery Queen, przyznam, niespecjalnie mnie interesuje i dla mnie to nie Queen, tylko takie nie wiadomo co. Nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie grali i koncertowali, ale mnie to już nie interesuje.
_________________
The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Mariusz



Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 2411
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sro Gru 19, 2007 10:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hamburger, po 75 to już 4 lata istnienia zespołu...a nawet 5(jeśli liczyć bez Johna...) Wink
_________________
There Must Be More To Life Than This
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 5 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek