| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Pikers
Dołączył: 12 Lip 2004 Posty: 1076 Skąd: Dębica
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 10:16 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Tak. Tylko on dokonał czegoś takiego. |
A moze ktos to jeszcze umie, tylko my go nie znamy? Moze gra(l) w zespole, ktory nie mial okazji sie przebic? Historia zna wiele takich przypadkow.
| Cytat: | | Wcale nie proste. Wiesz ile czasu zajęło mu nagranie tej piosenki? Jest tak skomplikowana, ze nigdy nie zagrano jej na żywo |
W studio nagral 3 sciezki gitary i potem zmontowal je ze soba. Na zywo musialby grac na 3 gitarach jednoczesnie.
| Cytat: | | Dziwne, bo te odgłosy naprawdę do złudzenia przypominają klarnet. I nie wiem, co mają do tego struny basowe... |
May nagral 3 partie - w 2 czy 3 oktawach i ta w najnizszej oktawie jest grana wlasnie na strunach basowych.
| Cytat: | | Puść mi melodie grane przez 100 gitarzystów i rozpoznam wśród nich May'a |
Nie watpie. Ale TY rozpoznasz May`a. Inni nie musza. To nie jest obiektywny osad. Jezeli Ty np. nie rozpoznasz brzmienia gitarzysty X z kapeli XX to nie oznacza od razu, ze nie jest on charakterystyczny. Moze 1000 innych osob potrafiloby go prawidlowo odczytac. To zbyt "sliski" aspekt zeby brac go za argument.
| Cytat: | | Można tez obiektywnie stwierdzić innowacyjność. I nie chodzi tu o "fajność solówek", czy też piękno brzmienia, tylko o charakterystykę, nowatorstwo, no i też technikę. Wszystko można stwierdzić obiektywnie. |
Prawie nic nie mozna stwierdzic obiektywnie wg mnie:) Nawet historia jest wzgledna, inaczej patrzysz na wydarzenia ze swojego zycia teraz , inaczej bedziesz za 10 lat ,a jeszcze inaczej za 25. Wracajac do tematu - nowatorstwo jeszcze jako tako mozna obiektywnie ocenic - np. pan X jako pierwszy zastosowal taki a taki trik na gitarze, przed nim nie zrobil tego nikt. Ale ja jestem ostrozny w takich osadach, bo moze akurat gdzies tam byl malo znany pan Y, ktory robil takie triki wczesniej , a o ktorym ja nic nie wiem.
| Cytat: | | Nie trzeba, aczkolwiek jeśli ktoś robi to zajebiście, to wypadałoby nazwać go wirtuozem (chodzi o komponowanie-warsztat gitarowy obejmuje też komponowanie). |
Warsztat gitarowy to cos zupelnie innego niz wiedza muzyczna. Np. Jason Becker jest teraz sparalizowany (szkoda czlowieka), ale potrafi ruszac jednym palcem i dzieki komputerowi moze komponowac. Jego kompozycje sa niezwykle ciezkie do zagrania i wlasnie wirtuozi biora sie za wykonywanie jego kawalkow (no tych najtrudniejszych). Jak fajnie komponujesz to znaczy od razu, ze jestes wirtuozem.
| Cytat: | Jestem przekonany, że May gdyby chciał, to zagrałby wszystko. To, ze czegoś nie praktykował, to nie znaczy, że nie umiał.
Jeżeli znam francuski, a go nie używam, to znaczy, ze go nie umiem ? |
Jezeli nie praktykowal to nie umial - dokladnie tak. Jezeli nie bedziesz cwiczyl chodzenia to nigdzie nie pojdziesz
A co do francuskiego - jezeli nie uzywasz, to tylko Ty wiesz, ze umiesz francuski. Nie po to sie go chyba uczyles, zeby teraz siedziec cicho?
| Cytat: | | Czy to nie jest właśnie to, o czym mówiłem? Bez jakiś wyjątkowych umiejętności technicznych, potrafił zrobić coś, czego nikt inny by nie umiał, co jest typowe tylko dla niego. |
Amen. O to mi chodzi. Nie posiadajac umiejetnosci wirtuoza tworzy oryginalne rzeczy.
| Cytat: | | Dlatego warto wejśc na obie góry... |
To kiedy idziemy? Trzeba skrzyknac ekipe
| Cytat: | | Wiesz, tylko ze dobry gitarzysta będzie potrafił to zagrać tak jak Ty. A wirtuoz zagra tak, że każda próba podrobienia jego stylu będzie jedynie żałosną imitacją. |
Rozumiem. Ale widzisz - wirtuoz nie musi miec niepowtarzalnego stylu. On musi umiec zagrac wszystko. Brian ma styl, ale nie zagra wszystkiego.
| Cytat: | | Nie. Dla mnie amatorszczyzną jest coś, co jest po prostu typowe dla każdego, kto nie zajmuje się daną rzeczą zawodowo. To jest amatorszczyzna. To samo powie Ci absolwent wydziału muzycznego na wyższej uczelni. |
OK.Spojrz na to tak:
Wszyscy w szkolach muzycznych musza gra jakies "standardy" zeby zaliczyc semestr itp. Te standardy wlasnie dla mnie czy dla Ciebie pewnie nie beda juz amatorszczyzna, bo faktycznie wymagaja umiejetnosci. Ale jezeli ktos skonczy szkole pojdzie do kolejnej, czy tez opanuje cos trudniejszego, osiagnie "wyzszy stopien wtajemniczenia" krotko mowiac, to te "standardy" moga byc dla niego amatorszczyzna, gdyz wszyscy musieli to zdawac i kazdy umie to grac. _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pikers
Dołączył: 12 Lip 2004 Posty: 1076 Skąd: Dębica
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 10:30 pm Temat postu: |
|
|
| Crystalship napisał: | | Wundżun napisał: |
Brian chyba wziął tą złotą myśl do serca, więc kto wie, może niedługo trochę poszaleje w czasie swojej solówki?  |
Kto wie, może Chociaż zastanawia mnie w jaki sposób mógł ostatnio rozmawiać z Frankiem Zappą, skoro on zmarł w 1993 roku. Możliwe ze rozmawiał z nim o tym troche lat temu.  |
No cóż, moja ignorancja wychodzi na wierzch
W każdym razie Brian ostatnio rozmyśla o improwizacjach, więc można mieć nadzieję.  _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
McBurak

Dołączył: 30 Gru 2004 Posty: 944 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 10:50 pm Temat postu: |
|
|
odchodzac na chwile od tematu, akurat zdolnosc improwizania nalezy chyba jednak oddzielic od umiejetnosci stricte muzycznych - z takim darem trzeba sie chyba urodzic Mam kolege w szkole muzycznej, ktory gra, powiedzmy, nierewelacyjnie. Tzn konczy ta szkole, wiec jako taki poziom reprezentuje, natomiast na tle swojej klasy sie nie wyroznia... Co innego kiedy "na luzie" siada sobie do fortepianu (pierwszy instrument). Musze przyznac, ze potrafi doprawdy impnujaco improwizowac - nawet godzinami. I wszystko to robi czlowiek, ktory egzaminy zdaje podobno ledwo, nie mowiac juz o historii muzyki Tak wiec nie ma co chyba "na sile" probowac improwizacji - jesli Brian sam nie odczuwa takiej potrzeby - znaczy ze nie ma sensu  _________________ i can lead the nation with a microphone |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 10:55 pm Temat postu: |
|
|
Może odczuwa potrzebę, ale się boi. Przynajmniej tak wynikałoby z tekstu w soapboxie. _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 11:53 pm Temat postu: |
|
|
Brian ma problem z improwizowaniem, bo on tak jakby "nie ufa" swoim palcom. On zawsze musi mieć wszystko obmyślone co ma zagrać. Ale kto wie, co by się stało, gdyby kiedyś puścił wodze wyobraźni
| Al napisał: | | Cytat: | | aki sens ma w ogóle granie (o ile dobrze zrozumiałem ten gitarowy żargon) 1/32 nuty, jakoś tego nie kumam. Jedna wielka popisówa i tyle. |
Wiesz to jest tak - takie szybkie granie jest rowniez srodkiem do wyrazenia emocji. Jezeli odwolac sie do muzyki powaznej to tam bardzo duzo bylo pasazy, szybkich przejsc itp. i jakos nie slyszalem, zeby ktos stwierdzil "Ten Paganini to szpaner byl. Popisywal sie i tyle!"
|
Może trochę źle się wyraziłem - nie można powiedzieć "nuta X jest dobra a Y zła". Ale sam napisałeś, że wielu gitarzystom trudno się zatrzymać. Wpadają w tą "obsesję prędkości". Nie wiem, czy wpadł w nią Paganini , ale kojarzy mi się to z popisywaniem się techniką, przy czym nie jestem pewien, czy kryje się jeszcze coś za nią. W każdym razie, mam nadzieję że oni nie grają supertrudnych solówek tylko dlatego, żeby były supertrudne. A jeśli chodzi o mnie, to wolę się odprężyć przy przyjemnej, prostszej i krótszej solówce np. Briana.
| Al napisał: | | Ale sprobuj np. skombinowac sobie plyte zespolu UFO - "You are here". Tam jest kapitalny gitarzysta, pokazuje wysmienita technike, ale poza tym gra melodyjnie i tak "rockowo z czadem". |
Dzięki za rekomendację. Postaram się posłuchać, zawsze to poszerzanie horyzontów  _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Nie Cze 12, 2005 11:59 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Może trochę źle się wyraziłem - nie można powiedzieć "nuta X jest dobra a Y zła". Ale sam napisałeś, że wielu gitarzystom trudno się zatrzymać. Wpadają w tą "obsesję prędkości". Nie wiem, czy wpadł w nią Paganini |
On chyba nie. W tamtych czasach doskonala technika byla norma.
| Cytat: | | W każdym razie, mam nadzieję że oni nie grają supertrudnych solówek tylko dlatego, żeby były supertrudne. |
Ja mam czasem wrazenie, ze wiekszosc wlasnie tak robi :/
| Cytat: | | Dzięki za rekomendację. Postaram się posłuchać, zawsze to poszerzanie horyzontów |
Dokladnie! Skrobnij potem kilka slow, jezeli Ci sie spodoba. Moze inni tez sie przekonaja  _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 12:25 pm Temat postu: |
|
|
| Al napisał: | Sa. Np. Ci, ktorych wymienilem wczesniej. Technike maja perfekcyjna. Graja w kazdym tempie (oczywiscie w granicach ludzkich mozliwosci), mieszaja technikami w taki sposob, ze naprawde, zagrywki May`a wydaja sie cwiczeniami "na rozgrzewke". Polecam linki.
|
A na koncrtach też prezentowali taką technikę? W studiu sprawa ma się zupełnie inaczej, jak obaj wiemy. A czy te spokojne solówki Briana to też zagrywka "na rozgrzewkę"? Chyba nie. A technicznie Brian może jeszcze popisać się przy solówce z I Was Born To Love You, I Want It All. Zapewne znasz te piosenki. I po prostu nie uwierzę, że to jest taki pikuś.
| Al napisał: | | Brian ma niezla technike. Jak juz napisalem wczesniej nie jest wcale slabym gitarzysta. Trzeba sobie jednak uswiadomic, ze do wirtuozerii ma daleko. |
Używając słowa wirtuoz chodzi Ci TYLKO I WYŁĄCZNIE o technikę? W tej sytuacji chyba chodzi nam o wirtuoza gitarowego, a nie technicznego, chodzi o całokształt. Dlatego twierdzę, że Brian był wirtuozem.
| Al napisał: | | Za oryginalnosc. Za eksperymenty. Za brzmienie (zauwzyles, ze cokolwiek May nie zagra, brzmi swietnie?). Ale o kim my tu mowimy? Przez kogo cenione? |
Mówię ogólnie, jest ceniony w świecie gitarzystów. Ciekawi mnie kogo wytypowaliby Twoi faworyci jako najlepszych gitarzystów.
| Al napisał: | | Przegladam sobie czasem gitarowe magazyny w EMPiKU i powiem Ci jedno - to wszystko jest biznes...$$$. Wiesz, ze media moga zarowno wypromowac jak i uniemozliwisc jakikolwiek rozglos artyscie. W tych czasopismach analizowane sa jakies srednio-trudne zagrywki i nazywane jest to wirtuozeria. RAZ zdarzylo mi sie przeczytac analize zagrywki Paula Gilberta (naprawde wysmienity gitarzysta)... nie musze mowic, ze poswiecono mu ok. 2x mniej miejsca, niz innym?"Kto zna PG? Przeciez to sie nie sprzeda...szkoda miejsca". |
Sugerujesz, że Brian jest przereklamowany? Zapewniam Cię, że nie jest, bo przeciętny fan muzyki Queen nie kojarzy z Brianem, tylko Freddie'm. | Al napisał: | | W poprzednim poscie wypowiedzialem sie nt wirtuozerii i dlaczego tylko technike mozemy wziac pod uwage. Poczytaj. |
Chodzi Ci o to, że tylko technikę można ocenić obiektywnie? Nieprawda. Klimat solówki do piosenki też można obiektywnie ocenić, że jest dobry. Brzmienie nie można, fakt, ale tu też chodzi o to, że Brian miał różne brzmienia, za każdym razem brzmiące nieprzeciętnie. To jest sztuka.
| Al napisał: | Mi sie Brian kojarzy zawsze z red special i jej brzmieniem. Kiedy i na co zmienial?
|
To posłuchaj piosenek A Winter's Tale, Tie Your Mother Down, Mother Love czy Scandal. Tutaj MUSISZ zauważyć różnicę w brzmieniu diametralną. I sam oceń czy są one dobrze brzmiące i dopasowane do atmosfery. Bo to można ocnić obiektywnie, nawet jeśli się nie podobają.
| Al napisał: | Tym tropem moznaby powiedziec, ze gitarzysta np. Wilkow potrafi grac bardzo szybko i precyzyjnie, tylko nie gra tak, bo nie pasuje to do piosenek. Przeciez Brian tez komponuje, wiec robi to "pod siebie" (ze tak toaletowo sie wyraze) . To o czym mowisz ma miejsce przy muzykach sesyjnych - przychodzi facet do studia, jakis zespol prosi go, zeby zagral to czy tamto i on to gra. Nie pokazuje co potrafi, tylko gra co jest od niego wymagane. Bierze $ i idzie do domu. BTW. tacy sesyjni to sa skurczybyki... gra jeden z drugim dla Kai Paschalskiej czy innego pop-kiczu poslugujac sie najprostszymi akordami, a potem jak widzisz go podczas innej imprezy to okazuje sie, ze gosc wymiata az milo. Obejrzalem kiedys jakis wystep w "Idolu", podgrywala wokalistom kapela - mlodzi chlopcy raczej... nic specjalnego nie grali (w koncu byli tylko tlem), ale w pewnym momencie gitarzysta przyspieszyl tak, ze uslyszalem co gra, mimo iz na aktualnie na wokalu jakas panna sie darla Pozory czesto myla...
| No tutaj akurat masz rację. Chodziło mi bardziej o to, że nie można tak jednoznacznie ocenić, bo nie wiadomo co tak naprawdę się kryje w środku
| Al napisał: | | Nie mowi sie o Rorym Gallagherze, nie mowi sie o Alvinie Lee, nie ma slowa o Johnie McLaughlinie,Alu Di Meoli... A teraz zauwaz, ze wszystkie te slawne nazwiska graly w jakims zespole, ktory odniosl sukces - EC w The Cream (nie tylko), JP w Led Zeppelin, RB w Deep Purple, TI w Black Sabbath... to wyglada na etykietke. Zdobyli popularnosc ludzie masowo kupowali plyty, wiec nalezy ich cenic. Ich zespoly sie wybily, wiec i oni stali sie ikonami gitary. |
To prawda, ale akurat Queen jest najbardziej kojarzony z Freddie'm, większość ludzi twierdzi (niestety), że gdyby nie Freddie Queen nie byłby tak wielkim zespołem. Brian był trochę w tle.
| Al napisał: | | Wyobrazasz sobie jaki jest opor, kiedy komus udowadniasz, ze to co uwazal za "wirtuozerska, trudna, szybka zagrywke" wcale takie nie jest? Ze to, w co wierzyl tyle lat, nagle okazuje sie czyms innym? Tak jak ktos tu zauwazyl (chyba Yeah88) wywracam tu wszystko na glowie, widzisz jaki jest opor na forum? |
Może nie nazwałbym tego oporem...po prostu mamy taki zdanie na temat Briana i staramy Ci się to udowodnić. Tu nie chodzi o niepogodzenie się z faktem, że Brian nie był wirtuozem tylko o próbę przekonanie Ciebie, że nim był.
| Al napisał: | Ale na akustycznej gra normalnie. Nie jest to nic niezwyklego. I masz racje - gra na obu instrumentach diametralnie sie rozni. Odwolam sie jeszcze do mojego idola - Ala Di Meoli - polecam w calosci akustyczny koncert "Friday night in San Francisco", nagrany wraz z Johnem McLaughlinem i Paco de Lucia. Ja, jak sluchalem po raz pierwszy, nie potrafilem uwierzyc, ze taka gra na akustykach jest w ogole mozliwa.
|
Tak, ale mam na myśli ogół, że grał także na akustycznej grając na Red Special. Nie wiem czy robił to np. taki Hendrix (jeśli robił to wyprowadź mnie z błędu). Chodzi o WSZECHSTRONNOŚĆ, a nie o kolejny pokaz gry na czymś innym.
| Al napisał: | Pod wzgledem techniki - tak.
|
A ogólnie?
Pozdrawiam. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crowly

Dołączył: 17 Kwi 2004 Posty: 1570 Skąd: z Trzebnicy
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 1:41 pm Temat postu: |
|
|
Nie sztuką byłoby dla mnie teraz naskoczyć na Ala i jako kolejny głos w dyskusji próować go nakłonić do zmiany poglądów. Dlatego przejdę na jego stronę barykady dlaczego? Abstrahując od solówek zawartych na ANATO czy ADATR dla profesjonalnego gitarzysty solówki, czy zagrywki gitarowe Briana nie są problemem. Mam przyjaciela, amatorskiego gitarzystę. Kiedy zaczynał się uczyć grać solówki do WWRY i BoRhap wydwały mu się bardzo skomplikowane. Trochę poćwiczył i już całkiem nieźle mu wychodzą. Do tego jest mnóstwo Queenband`ów - ich gitarzyści też dobrze sobie radzą z zagrywkami Briana, a niektórzy nawet je rozbudowują (Gaga, Miracle). Myślę, że dyskusja o tym, czy Brian jest wirtuozem, czy nie - jest po prostu zbędna. Każdy i tak ma na ten temat wyrobioną opinię, czy fakt, że Al napisze "OK Brian JEST wirtuozem" coś zmieni? Ostatnio zajął 13. miejsce w kategorii 100 najlepszych gitarzystów (ostatnio, no w sumie pół roku temu ). To tak dla pocieszenia jeszcze jedna myśl mnie naszła: mnóstwo partii Briana było nagrywanych kilkukrotnie (multitrack, czy jakoś tak) czyli ich brzmienie to nie zasługa samego Briana, ale też techniki, jaką dysponował. Wątpię, czy potrafiłby z takim samym efektem zagrać "Seaside Rendezvous" na koncercie z jedną (góra dwoma) gitarami. Żeby nie było, że nie lubię solówek Briana, bo uwielbiam i uważam, ze chłop ma talent, ale po co od razu kóócić się o coś tak dennego, jak określenie: wirtuoz? Ocena jest w nas samych. _________________ Organizator VII Ogólnopolskiego Zlotu Wielbicieli Zespołu Queen;
Queenowy Człowiek Roku 2008
www.ppa.pl |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 2:27 pm Temat postu: |
|
|
Briana solowki nie sa nie wiadomo jak skomplikowane zeby je odegrac. W porzadku. Ale sprobuj cos takiego rozpisac na 3-4 gitary, na 3-4 sciezki... TO JEST SZTUKA i wlasnie to sprawia ze Brian jest wybitnym muzykiem. STWORZ cos takiego. Odegrac jakas partie to i malpke mozna nauczyc. Jasne, Petrucciego nikt nie dogoni. Ale niewiele jego partii opiera sie na wiecej niz brzmieniu jednej gitary- szybkie frazy, duzo przebierania palcami, czasami mozna zlapac sie za glowe i spytac "jak to w ogole mozliwe?". U Briana wiekszym jest talent kompozytorski- Petrucci nie jest MOIM ZDANIEM napisac czegos takiego jak jazzowy band w "Good Comany". To dlatego tak wielu gitzrzystow z wielkim uznaniem wypowiada sie na temat Briana. Nie ze wzgledu na jakas oszalamiajaca technike (tego nie ma), ale wlasnie ze wzgledu na niesamowita wyobraznie. Swietnym przeciwstawieniem jest MOIM ZDANIEM pan Malmstein- super technika i zero wyobrazni. Ilu ludzi jest w stanie napisac solo do These Are The Days Of Our Lives? Jasne, wielu to zagra, bo nie jest jakies niesamowicie skomplikowane... ale... niewielu cos takiego wymysli. Proste. Talent kompozytorski wybija Briana ponad wielu innych gitarzystow. Slash nigdy nie napisal czegos co by dorownywalo takiemu "Good Comapny". Wymyslenie szybkiej solowki to nie taka skomplikowana sprawa- lecisz po skalach. Zagraj jednak naprzeciw riffowi, zlam melodie, zlam rytm. TO JEST WYOBRAZNIA. Wielu gitzrzystow grajacych z predkoscia swiatla tego nie potrafi. To dlatego taki Tony Iommi jest boskim gitarzysta, mimo iz jego technika stoi jeszcze nizej niz Briana (jego riffy sa do opanowania dla poczatkujacych gitarzystow)- bo NAPISAC cos takiego to tak wielka sztuka. Wow- ale ten riff (czy solo) proste. Jasne, proste. Czemu tylko nikt na to wczesniej nie wpadl...? Wez wstep do "Black Sabbath" Seria trzech akordow. To wszystko. Brzmi genialnie. Wez "Iron Man". Dziecko moze to zagrac. Albo "Whole Lotta Love" Zeppelinow. Albo "Master of Puppets" Metalliki. To wszystko riffy tak proste ze az naiwne. WLASNIE DLATEGO sa takie dobre. Wlasnie dlatego sluchanie takiego Malmsteina moze przyprawic o bol glowy- po on nie potrafi zagrac niczego prostszego, bo wymyslec cos prostego a ciagle oryginalnego nie jest latwo. Bo on trzaska skale z predkoscia swiatla. Niestety, niewiele wiecej moim zdaniem potrafi. Zgadzam sie z jednym- Petruci jest lepszym gitarzysta. Jeszcze kilku bym znalazl. Ale zaden z nich nie napisal jeszcze niczego, co mogloby sie rownac z prostackim tak naprawde We Will rock You. Po prostu.
| Al napisał: | | To moze podaj jakies inne. Posluchalem wymienionego przez Ciebie "Liar' i nie widze (slysze) w partii basowej niczego trudnego. |
Ten sam argument- NAPISZ mi taka linie basu. Wielkosc Johna polega na wymyslaniu linii basowych, ktore sa nietypowe. Wz takie Crazy Little Thing Called Love. Prostackie, nie? Linie basu mozna opanowac bardzo szybko. ALE- zobacz na akordy. Biorac pod uwage akordy i styl (rockabilly) moznaby oczekiwac od Johna czegos bardziej sztampowego. Kazdy inny basista polecialby po schemacie. NIE- John zagral inaczej, bardziej wyrafinowanie, to nie jest imitacja rockabilly. Zreszta- The Millionaire Waltz, napisz taka linbie basu majac tylko szkielet utworu, NIE POWTARZAJ JUZ WYMYSLONA- zagraj ja z glowy. Jasne, sa lepsi basisci od Johna. Ale John MOIM ZDANIEM wielkim basista byl- gral oszczednie ale wiele lini basowych wychodzi daleko poza rockowy schemat dodawania dolow do rockowego riffu. Pewnie, ze nie jest Cliffem, ale... jest jednym z bardziej niedocenionych basistow w historii rocka. Takze przez Ciebie  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pon Cze 13, 2005 2:50 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 2:47 pm Temat postu: |
|
|
PODSUMOWUJAC
Zgodze sie ze Brian nie jest wirtuozem. Wirtuozem jest Petrucci. Zgoda. To samo John. To samo Roger- Portnoy na jednym przejsiu uzywa wiecej bebnow niz Taylor widzial kiedykolwiek na jednym zestawie. ZGODA. Ale jako wokalista powiem jedno- to samo Freddie. NIE BYL zadnym wirtuozem. Rewelacyjny spiewak, ale... jego technika spiewania tez pozostawia do zyczenia (oczywiscie, ze nie slychac tego na plytach- produkcja- ale slychac wyraznie na koncertach). Zle oddychanie, forsowanie gardlem wyzszych tonow, czasami przechodzenie wrecz we wrzask. Naturalnym glosem Freda byl baryton, tymczasem Fred forsowal wyzsze rejestry, jako bardziej rockowe i bardziej naturalne dla muzyki rockowej. Ba, wielu parti nigdy na koncercie nie byl w stanie odtworzyc (najbanalniejszym przykladem byloby WATC). ZADEN z nich nie jest i nie byl wirtuozem. Ale kazdy z nich na swoim instrumencie byl genialnym kompozytorem i aranzerem. Napisac te solowki i zagrywki- to jest ich najwiekszy atut. One moga nie przyprawiac o bol zepow Petrucciego czy Myunga, ale... Dlaczego Malmstein nigdy nie napisal czegos takiego jak "Killer queen? Bo za proste...? Nie, on czegos tak prostego nie bylby w stanie wymyslec. Technika to nie wszytsko. Super-szybkich gitzrzystow jest wielu i czasami tylko scigaja sie- kto szybszy. Zgodze sie z tym ze Vai i Satriani sa przereklamowani. Bo sa. Technika ponad wszystko, czasem sie trafi jakas fajniejsza melodia. Sztuka polega nie na biciu rekordow nut na sekunde- to nie sport. Sztuka to estetyka, a w tej jest i miejsce na cos skladajacego sie z trzech nut. Sam warsztat g***o znaczy. Jest nieodzowny zeby cokolwiek stworzyc. Ale sam w sobie nie znaczy nic. To tak jakbym mial perfekcyjna technike malarska. To w cale nie oznacza ze namaluje dzielo sztuki ktore sprzeda sie w milionach funtow. Trzeba jeszcze czegos. Brian jako gitarzysta to cos mial. I stad jest muzykiem wybitnym. Aczkolwiek nie wirtuozem. Zreszta- w slowie wirtuoz czasami znajduje nutke pejoratywna- mam wrazenie ze wiele razy chodzi o granie dla grania, przerost formy (techniki) nad trescia... Czasami trzy nuty potarfia oddac te same uczucia na ktore wirtuoz musi zuzyc 10 minut... Ja wole banalne trzy riffy, ktore po prostu rzuca mnie na kolana niz gitarowa wersje "Lotu trzmiela". Co nie przeszkadza mi byc oddanym fanem Dream Theater...
PS
Zeby nie bylo- tez gram na gitarze _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 3:19 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | A na koncrtach też prezentowali taką technikę? |
Oczywiscie.
| Cytat: | | W studiu sprawa ma się zupełnie inaczej, jak obaj wiemy. |
Zgadza sie.
| Cytat: | | A czy te spokojne solówki Briana to też zagrywka "na rozgrzewkę"? |
Nie bardzo rozumiem. Skoro jego szybkie sa na rozgrzewke to te wolniejsze nawet jej nie wymagaja
| Cytat: | | A technicznie Brian może jeszcze popisać się przy solówce z I Was Born To Love You, I Want It All. Zapewne znasz te piosenki. |
Oczywiscie, ze znam. A partie gitarowe to juz chyba za pamieci Sa fajne i trudniejsze, niz inne, ale nie jest to jakis kosmos.
| Cytat: | | I po prostu nie uwierzę, że to jest taki pikuś. |
To nie pikus. Ale tez nie wirtuozeria.
| Cytat: | | Używając słowa wirtuoz chodzi Ci TYLKO I WYŁĄCZNIE o technikę? |
Juz to pisalem. Tak.
| Cytat: | | W tej sytuacji chyba chodzi nam o wirtuoza gitarowego, a nie technicznego, chodzi o całokształt. Dlatego twierdzę, że Brian był wirtuozem. |
Ustalmy to raz i porzadnie. Dla mnie wirtuoz musi dysponowac perfekcyjna technika. Tyle. Wirtuoz skrzypiec ma totalnie opanowane skrzypce, wirtuoz fortepianu fortepian, wirtuoz gitary gitare.
| Cytat: | | Mówię ogólnie, jest ceniony w świecie gitarzystów. Ciekawi mnie kogo wytypowaliby Twoi faworyci jako najlepszych gitarzystów |
Na ich stronach zwykle sa wypisani gitarzysci, ktorzy mieli na nich najwiekszy wplyw. Poszukaj. May tez sie pojawia, ale nie w kwestii techniki. Cenia go za barwe, kompozycje itp.
| Cytat: | | Sugerujesz, że Brian jest przereklamowany? Zapewniam Cię, że nie jest, bo przeciętny fan muzyki Queen nie kojarzy z Brianem, tylko Freddie'm. |
Nie, ze jest przereklamowany. Chcialem Ci wskazac, dlaczego np. Rusty Cooley nie jest znany. To jest biznes.
Przecietny fan muzyki, mysli ze "Queen" to pseudonim wokalisty , a przecietny fan Q. nie gra na gitarze, tak wiec nie zglebia tematu, jak gra gitarzysta.
| Cytat: | | Chodzi Ci o to, że tylko technikę można ocenić obiektywnie? Nieprawda. Klimat solówki do piosenki też można obiektywnie ocenić, że jest dobry. |
OK. Wiec sprobuj np. uargumentowac mi, ze klimat solowki w "Who wants to live forever" jest dobry. Zupelnie obiektywnie, nie uzywajac slow "podoba mi sie...", "to jest fajne...", "tu mnie przechodza dreszcze..." , bo to wszystko sa subiektywne sformulowania.
| Cytat: | | To posłuchaj piosenek A Winter's Tale, Tie Your Mother Down, Mother Love czy Scandal. Tutaj MUSISZ zauważyć różnicę w brzmieniu diametralną. |
Coz... dla mnie roznica nie jest diametralna. Brzmienie jest podobne, nie takie samo, ale bardzo podobne. Nie biore pod uwage "Mother love", gdyz tutaj, jako wyjatek od innych podanych przez Ciebie nagran, gitara jest ustawiona na czysty kanal (no... moze niezupelnie czysty - jest echo i delay). Kazdy gitarzysta przechodzi taka delikatna zmiane brzmienia. Technika posuwa sie do przodu, zmieniaja sie efekty, wymysla sie nowe rozwiazania. Nie znam gitarzysty, ktory gralby od lat 70tych i mial wciaz to samo brzmienie.
| Cytat: | | Chodziło mi bardziej o to, że nie można tak jednoznacznie ocenić, bo nie wiadomo co tak naprawdę się kryje w środku |
Rozumiem. Ale sam powiedz - patrzac na scenie na jakiegos kolesia, ktory nie robi nic niezwyklego na gitarze, trudno (i nie ma podstaw) domniemywac, ze potrafi wiecej, anizeli pokazuje.
| Cytat: | | To prawda, ale akurat Queen jest najbardziej kojarzony z Freddie'm, większość ludzi twierdzi (niestety), że gdyby nie Freddie Queen nie byłby tak wielkim zespołem. Brian był trochę w tle. |
Instrumentalisci generalnie sa w tyle za wokalistami. A jezeli wokalista ma taka charyzme jak Freddie to juz wrecz "mission impossible" by cie zauwazono.
| Cytat: | | Może nie nazwałbym tego oporem...po prostu mamy taki zdanie na temat Briana i staramy Ci się to udowodnić |
Jasne, rozumiem.
| Cytat: | | Tak, ale mam na myśli ogół, że grał także na akustycznej grając na Red Special. Nie wiem czy robił to np. taki Hendrix (jeśli robił to wyprowadź mnie z błędu) |
Hm... nie wyprowadze Cie z bledu, bo sam nie wiem.
I znowu wracamy do tego samego punktu "Ogolnie lepszy" czyli jaki? Ja moge Ci jedynie powiedziec, ze osobiscie wole sluchac May`a. Gra po prostu ciekawiej. Rusty zagra chyba wszystko, ale na dluzsza mete jest nudny. _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 3:37 pm Temat postu: |
|
|
Ok. Po dyskusji moje zdanie jest takie. Brian wirtuozem technicznym nie jest. Ale powiedzmy, że mam taką prywatną definicję wirtuoza, którą już opisywałem w tym temacie, chodzi o "wysłowienie" się gitarą. I według tej mojej definicji, której oczywiście nikomu nie narzucam, Brian jest wirtuozem _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 3:56 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Ale sprobuj cos takiego rozpisac na 3-4 gitary, na 3-4 sciezki... TO JEST SZTUKA i wlasnie to sprawia ze Brian jest wybitnym muzykiem. |
Zgadzam sie.
| Cytat: | | U Briana wiekszym jest talent kompozytorski- Petrucci nie jest MOIM ZDANIEM napisac czegos takiego jak jazzowy band w "Good Comany" |
Hm... ciezko tu podjac dyskusje, bo JP nigdy nie stworzyl takiego aranzu. Facet jest po Berkeley, wiec w sumie powinien umiec (ale moze akurat nie chodzil na te zajecia, wagarowal, byl chory)
| Cytat: | | Nie ze wzgledu na jakas oszalamiajaca technike (tego nie ma) |
O to mi chodzilo...
| Cytat: | | ale wlasnie ze wzgledu na niesamowita wyobraznie. |
... a tego nigdy nie kwestionowalem
| Cytat: | | Swietnym przeciwstawieniem jest MOIM ZDANIEM pan Malmstein- super technika i zero wyobrazni. |
Hm... ile slyszales YM? Zgodze sie co do tego, ze facet sie powtarza, jest schematyczny itd. Ale nawet jemu udawalo sie napisac fajny riff czy kawalek - polecam np. "Little Savage", "Black Star" , w ogole pierwsza plyta jest do posluchania, reszta to juz powielanie starych pomyslow.
| Cytat: | | Wymyslenie szybkiej solowki to nie taka skomplikowana sprawa- lecisz po skalach. |
Wymyslenie szybkiej i dobrze brzmiacej solowki to jest sztuka.
| Cytat: | | Wielu gitzrzystow grajacych z predkoscia swiatla tego nie potrafi. |
A wielu wrecz przeciwnie
| Cytat: | | Wow- ale ten riff (czy solo) proste. Jasne, proste. Czemu tylko nikt na to wczesniej nie wpadl...? |
Zgadzam sie.
| Cytat: | | Ten sam argument- NAPISZ mi taka linie basu. |
Nie napisze i nie wymysle. Jednak, jak przejrzysz kilka postow wstecz, zobaczysz, ze juz powiedzialem, ze nie neguje jego talentu do komponowania, a skupilem sie na jego technicznych umiejetnosciach. Yeah88 nie zgodzil sie ze mna co do faktu, ze Deacon nie jest wybitnym instrumentalista, dlatego o tym mowimy.
| Cytat: | | jest jednym z bardziej niedocenionych basistow w historii rocka. Takze przez Ciebie |
Patrz wyzej.
| Cytat: | | Ale jako wokalista powiem jedno- to samo Freddie. NIE BYL zadnym wirtuozem. |
Nie byl. W ilu oktawach potrafil spiewac?
| Cytat: | | Napisac te solowki i zagrywki- to jest ich najwiekszy atut. |
Jak najbardziej sie zgadzam.
| Cytat: | | Technika to nie wszytsko. |
Patrz odpowiedz wyzej
| Cytat: | | Zeby nie bylo- tez gram na gitarze |
Ciesze sie, ze zabrales glos. _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:05 pm Temat postu: |
|
|
| Al napisał: | | Cytat: | | Ale jako wokalista powiem jedno- to samo Freddie. NIE BYL zadnym wirtuozem. |
Nie byl. W ilu oktawach potrafil spiewac?
|
Hm, niby proste pytanie, ale sprawa jest dość dyskusyjna. Freddie miał 3-oktawową skalę głosu, ale górne dźwięki były, jak pisze Fenderek, bardzo wymuszone. Najwyższą nutą zaśpiewaną przez Freddiego było F4, ale wtedy jego głos brzmi już baaardzo dziwnie. "Poważni" wokaliści nie śpiewają tak wysoko ponad swoją naturalną skalą.
Ale jeśli o to ci chodzi, to myślę, że skala głosu niewiele ma wspólnego z tym, czy ktoś jest wirtuozem czy nie.
Jeśli chodzi o tą technikę oddychania, to się zgadzam. Freddie za mało używał przepony, zwłaszcza w latach 70. Pewnie wynikało to z tego, że nie brał lekcji śpiewu. Ale myślę, że już na Magic Tour było z tym znacznie lepiej, o ile oczywiście był akurat w dobrej formie. _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:08 pm Temat postu: |
|
|
| Al napisał: | | Cytat: | | Ale jako wokalista powiem jedno- to samo Freddie. NIE BYL zadnym wirtuozem. |
Nie byl. W ilu oktawach potrafil spiewac? |
Widze ze sie raczej zgadzamy . 3 i pol. A i to w studio- na pewno na koncercie tych 3 i pol w pelni nie nie uzywal. Przy jego sposobie spiewania (gardlem) gdyby to zrobil- stracilby glos na miesiace... 3 i pol oktawy to nie jest az tak oszalamiajacy wynik. Dobry, ale... No i technicznie te 3 1/2 nie byly tez perfekcyjne... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:08 pm Temat postu: |
|
|
Ja powiem tak:
Po pierwsze- ok, przyznaję, przekonałem się, że Brian wirtuozem technicznym nie był. Ale dla mnie technika to nie wszystko. Po prostu. Wirtuozeria nie objawia się tylko tym, że umie się grać wszystkimi technikami. Objawia się też tym, o czym pisał Fenderek. To wszystko. Dlatego May'a uważam za wirtuoza, ale nie ze względu na technikę.
Po drugie- John... był wielkim instrumentalistą, Fenderek podał przykłady w postaci kilku piosenek. Myślę, ze jest to wystarczający dowód. Może nie był aż tak odkrywczy jak Brian, ale jednak- swój geniusz objawiał w inny sposób, skromniejszy jak dla mnie. Czy nazwałbym go wirtuozem? Nie- ale na pewno był wielkim muzykiem i basistą, jego umiejętności zbliżone są do wirtuozerii.
Dalej- Freddie... śpiewal 3, 5 oktawami (to tak a propos pytania Al'a). Czy był wirtuozem? Znowu- technicznie nie. Ale to jego głos był/ jest jednym z najmocniejszych, jest wręcz operowy. Freddie broni się rewelacyjną "Barceloną" z Monsterrat, partiami w BoRhap... Jest dla mnie wątpliwe, że inni wokaliści potrafiliby to, co Freddie. Jego uważam za wirtuoza.
Taylor- nie jest wg mnie wirtuozem. Jest po prostu wspaniałym perkusistą, nie grał chyba skomplikowanych rzeczy, aczkolwiek to, co robił, udawało mu się nieprzeciętnie.
Zaznaczam też fakt, że członkowie Queen są wg mnie jednymi z najwybitniejszych muzyków w historii rocka na swoich pozycjach (biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, nie tylko technikę).
Moim zdaniem o wirtuozerii nie decyduje tylko technika, stąd rozbieżnośc zdań między mną a kilkoma innymi osobami. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:11 pm Temat postu: |
|
|
Wy pewnie do skali głosu wliczacie falset - wtedy faktycznie jest 3,5 oktawy. A bez falsetu jest praktycznie dokładnie 3. _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:17 pm Temat postu: |
|
|
| Wundżun napisał: | | Wy pewnie do skali głosu wliczacie falset - wtedy faktycznie jest 3,5 oktawy. A bez falsetu jest praktycznie dokładnie 3. |
W ogole znam szkole mierzenia glosu ktora falsetu nie liczy... Uwazajac ze to Twoj "falszywy" glos (skad nazwa). _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 5:25 pm Temat postu: |
|
|
No, mi się właśnie zdawało że się nie wlicza. Jak widać są różne szkoły. Ale nie mam nic przeciwko śpiewaniu falsetem, wręcz przeciwnie  _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 6:14 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | No, mi się właśnie zdawało że się nie wlicza. Jak widać są różne szkoły. Smile Ale nie mam nic przeciwko śpiewaniu falsetem, wręcz przeciwnie |
Bardzo mnie zaciekawilo to, o czym zaczeliscie pisac. Sa jakies strony, ksiazki nt. spiewu? Chetnie bym poczytal. Albo zalozmy temat na forum :]
Znam dwoch wokalistow, o ktorych czytalem, ze dysponuja glosami - jeden 5-cio (Geoff Tate z zespolu Queensryche - jaka zbieznosc nazw) , drugi 6-cio oktawowym (Rob Halford z Judas Priest). Faktycznie wyciagaja bardzo wysoko, ale ja osobiscie nie moge tego sprawdzic. _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 6:34 pm Temat postu: |
|
|
Mysle ze Halford 6-ciu oktaw nie ma. To jest praktycznie prawie niemozliwe. Tate ma rewelacyjna skale, LAE slyszalem go spiewajacego Somebodt To Love (na skladance Stone Cold Queen) i za dobrze to nie brzmialo... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Blackie_Sexx

Dołączył: 12 Cze 2005 Posty: 402 Skąd: Tychy
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 6:36 pm Temat postu: |
|
|
| Geoff i Rob to rzeczywiście arcymistrzowie. Geoff ma ta przewagę, że jest głosem ćwiczonym (jest po szkole muzycznej) a Halford to naturszczyk. Jednak, fajnie by było być TAKIM naturszczykiem |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 6:51 pm Temat postu: |
|
|
| Al napisał: | Bardzo mnie zaciekawilo to, o czym zaczeliscie pisac. Sa jakies strony, ksiazki nt. spiewu? Chetnie bym poczytal. Albo zalozmy temat na forum :]
|
Zajrzyj na tą stronę:
http://www.f-mercury.com.ar
Na pewno cię zaciekawi! Jest tam bardzo dużo informacji o głosie Freddiego, ale też o śpiewaniu w ogóle. Polecam!
Nie wyobrażam sobie, jak można mieć głos powyżej 5 oktaw... Do tego trzeba by chyba śpiewać jednocześnie basem i sopranem, jak to jest możliwe??? _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Al

Dołączył: 10 Cze 2005 Posty: 86 Skąd: Mikołów
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 7:12 pm Temat postu: |
|
|
Fenderek:
| Cytat: | | Mysle ze Halford 6-ciu oktaw nie ma. To jest praktycznie prawie niemozliwe. |
Moge Ci przeslac te najbardziej "skrajne" nagrania, posluchasz i sam ocenisz.
| Cytat: | | Tate ma rewelacyjna skale, LAE slyszalem go spiewajacego Somebodt To Love (na skladance Stone Cold Queen) i za dobrze to nie brzmialo... |
Tak. Tez to slyszalem (i tez mi sie to nie podobalo). Jednak to nagranie jest chyba stosunkowo mlode? Na samym poczatku Queensryche Tate potrafil wiecej.
Blackie_Sexx:
| Cytat: | | Halford to naturszczyk. Jednak, fajnie by było być TAKIM naturszczykiem |
Tak. Rob wczesniej pracowal jako oswietleniowiec w teatrze
Wundżun:
| Cytat: | | Zajrzyj na tą stronę: |
Dzieki!
| Cytat: | | Nie wyobrażam sobie, jak można mieć głos powyżej 5 oktaw... Do tego trzeba by chyba śpiewać jednocześnie basem i sopranem, jak to jest możliwe??? |
Wyczytalem to w jakiejs gazecie...a ze podchodze do prasy nieufnie, tak wiec pytam otwarcie  _________________ Pozdrawiam,
Marcin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Blackie_Sexx

Dołączył: 12 Cze 2005 Posty: 402 Skąd: Tychy
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 7:18 pm Temat postu: |
|
|
| Wundżun napisał: |
Nie wyobrażam sobie, jak można mieć głos powyżej 5 oktaw... Do tego trzeba by chyba śpiewać jednocześnie basem i sopranem, jak to jest możliwe??? |
Są na pierwszej płycie Judas Priest "Rocka Rolla", momenty, kiedy Rob śpiewa naprawde bardzo nisko (Dying To Meet You), a sąsiadują one z takimi falsetowymi odlotami jak Run Of The Mill... Warto sprawdzić. Halford zawsze grał u mnie w jednej drużynie z Mercurym, Tatem, Hughesem, Gillanem, czy Coverdalem... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wundżun

Dołączył: 06 Cze 2004 Posty: 289 Skąd: znad Bałtyku
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 7:37 pm Temat postu: |
|
|
| Al napisał: | | Cytat: | | Nie wyobrażam sobie, jak można mieć głos powyżej 5 oktaw... Do tego trzeba by chyba śpiewać jednocześnie basem i sopranem, jak to jest możliwe??? |
Wyczytalem to w jakiejs gazecie...a ze podchodze do prasy nieufnie, tak wiec pytam otwarcie  |
Też słyszałem o śpiewakach, którzy mają takie głosy - "głosy totalne", można powiedzieć. Po prostu mi się to jakoś w głowie nie mieści
| Al napisał: | | [Do Fenderka] Moge Ci przeslac te najbardziej "skrajne" nagrania, posluchasz i sam ocenisz. |
Ciekawe, też bym chętnie posłuchał  _________________ Queen Corner online - magazyn o Queen tworzony przez fanów dla fanów!
GOD SAVE THE QUEEN! (and Paul Rodgers) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 8:41 pm Temat postu: |
|
|
Dobrze, to ja też dodam od siebie coś w stylu podsumowania, ale może jeszcze do rozmowy się włączę.
Ma początku muszę powiedzieć Ci Al, że naprawdę znasz się na tym wszystkich doskonale i wypada mi się ukłonić przed Tobą
Jeśli chodzi o Briana - uważam podobnie jak Yeah88. Uświadomiłeś mi, że technicznym wirtuozem nie był. Dla mnie jednak, biorąc wszystkie czynniki, był jak najbardziej.
Freddie - cóż, klasa, klasa i klasa! Dla mnie technikę miał PRAWIE perfekcyjną. Nie znam ani nie słyszałem nigdu nikogo, kto potrafiłby zaśpiewać coś w tylu Don't Try So Hard czy One Year Of Love....piszę prawie, bo na koncertach zdarzały mu się zdecydowanie słabsze momenty. Czyli dla mnie "pół-wirtuoz"
John - nie pisałem tego przy Brianie, napiszę to tutaj. Popieram zdecydowanie Fenderka w tym, że John był wielki przede wszystkim za kreatowyność, twórczość. Często jego zagrywki mogą wydawać się łatwe....ale (no właśnie!) jakże oryginalne i wymyślone!
Roger - w zasadzie o nim mówiliśmy najmniej....powiem tyle, że wirtuozem nie był, to zdecydowanie mogę powiedzieć, aczkolwiek także perkusistą był wielkim, co udowadniał nie raz.
Fajnie się dyskutowało, Al, dzięki, było mi naprawdę bardzo miło  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
McBurak

Dołączył: 30 Gru 2004 Posty: 944 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 9:16 pm Temat postu: |
|
|
Co do Freddiego to jego technika spiewu bladla tylko w porownaniu z gwiazdami opery etc. - w muzyce rockowej naprawde niewielu moglo mu dorownac... Wiekszosc wokalistow rockowych spiewa na gardlo, kariere opiera na barwie (nie zeby mi to cos przeszkadzalo, uwielbiam Axla Rose'a, mimo ze technicznie wrecz masakrowal swoje gardlo ) - podobnie zreszta jak wiekszosc gitarzystow rockowych bazowalo wlasnie na feelingu i pomyslach aranzacyjnych. Freddie dysponowal prawdopodobnie jednym z najlepszych glosow w historii muzki rockowej, do tego troche go trenowal - co dalo, w polaczeniu z jego charyzma, niesamowity efekt. Nawiasem mowiac, przypuszczam ze Queen bez Freddiego nie mialby zadnych szans na wybicie - jak wiadomo, muzyka potrzebuje czegos wiecej niz samych tylko umiejetnosci...
Co do Slasha, to polecam Ci, Al, zerkniecie na ktorys z koncertow G N'R - w studio nie pokazywal nawet polowy swych umiejetnosci. Nie znam sie za dobrze na gitarze, ale kilkuminutowa improwizowana solowka z koncertu w Oklahomie z 92' roku doslownie wciska w fotel - technika imponujaca (chociaz, jak to jemu, zdarzaly sie falsze) i niesamowite wyczucie. Zaznaczam ze calosc wpleciona jakos tam z Knockin' on Heaven's Door i na tej melodii oparta. _________________ i can lead the nation with a microphone |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|