| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 11:24 pm Temat postu: |
|
|
Waters bez Gilmoura dawał sobie radę zapożyczając sobie innych....
Gilmour dawał sobie radę.... sam.
Mi więcej nie trzeba. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 11:29 pm Temat postu: |
|
|
Dziwne, że do tej pory nikt nie wymieniał Wrighta lub Masona gdy pisaliśmy o wcześniejszych albumach ;p toteż i tym razem nie wymieniłem ich. Bo sorry. Dla mnie to tylko szare eminencje które stworzyły, ale za bardzo wpływu na kształt nie miały. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 11:57 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | Waters bez Gilmoura dawał sobie radę zapożyczając sobie innych....
Gilmour dawał sobie radę.... sam.
Mi więcej nie trzeba. |
Tym stwierdzeniem,jak i wcześniejszymi odnośnie Gilmoura zasłużyłeś sobie na piwo ode mnie .
W poniedziałek jak będę już w końcu po sesji to jeszcze coś tutaj napiszę . _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 12:01 am Temat postu: |
|
|
| Anunaki napisał: | | wasdfg7 napisał: | Waters bez Gilmoura dawał sobie radę zapożyczając sobie innych....
Gilmour dawał sobie radę.... sam.
Mi więcej nie trzeba. |
Tym stwierdzeniem,jak i wcześniejszymi odnośnie Gilmoura zasłużyłeś sobie na piwo ode mnie .
. |
Będę mieć to na uwadze następnym razem  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 12:34 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | A słyszałaś On An Island?
Może troszkę przegadana... to inaczej. Słyszałaś The Divison Bell? To jest dopiero geniusz subtelności. A słyszysz tam Watersa? Nie. I to jest jej największy plus. Ile można mówić o swoim ojcu? Niech będą tego granice. |
Bogdanie, wyjdziesz za mnie? _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 12:53 am Temat postu: |
|
|
Właściwie nie wiem, jak można być "watersowcem", albo "gilmourowcem". Nie lubię tak rozdrabniać zespołów, rozkładać na pojedynczych muzyków. O ile jeszcze jest to dopuszczalne w przypadku kapel typu Nirvana, gdzie poza Kurtem Cobainem mógłby grać ktokolwiek, kto trzymał kiedyś bass, albo bawił się w perkusistę jak był mały, o tyle gdy mówimy o zespołach na tak wysokim artystycznym poziomie, jak Pink Floyd, to rozdzielanie członków jest bez sensu.
Pink Floyd prezentowali taką wybitną jakość, że każdy najdrobniejszy szczegół się tu liczy - nie można lekceważyć ani kompozycji, ani wykonawstwa. Bo same nuty w pięciolinii nie przekazują emocji. Emocje przekazuje także Gilmour napierdalający w struny gitary. Nie wyobrażam sobie ani Final Cut, ani Momentary Lapse of Reason, ani Dark Side of the Moon i innych albumów bez solówek Gilmoura. A wiele byśmy stracili, gdyby tych albumów nie było, przynajmniej w tej formie, w jakiej istnieją.
Więc po części zgadzam się z Anet, po części z w-7, a po części z obojgiem bym polemizował. Nie zgodzę się z w-7 w kwestii Wrighta i Masona, zwłaszcza Wrighta. Talent nie jest wszystkim, istotna jest jeszcze siła przebicia, charyzma. Talentu, myślę, nie brakowało ani Wrightowi, ani Masonowi. Wright skomponował "Summer '68", jedną z moich ukochanych piosenek Pink Floyd, a pomysły Masona na studyjnej Ummagummie podobają mi się najbardziej ze wszystkich czterech panów. Myślę, że obaj wnosili do muzyki Pink Floyd więcej, niż się z pozoru wydaje, tylko po cichu. Choć na pewno mniej, niż by mogli wnieść, ale to właśnie ze względu na mniejszą skłonność do dominacji, słabsze charaktery i mniejszą charyzmę. _________________ 2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 1:02 am Temat postu: |
|
|
Nie no, rolę Masona w zespole to raczej naprawdę trudno obronić. Ani on nie grał wybitnie (jedno solo w Time wiosny nie czyni) ani nie tworzył - zresztą sam przyznawał, że zazdrości kolegom talentu kompozytorskiego. Ale co do Wrighta to zgoda - bez niego Pink Floyd na pewno brzmiałoby zupełnie inaczej (zresztą w sumie wiadomo jakby brzmiało, bo istnieje The Wall). _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 1:12 am Temat postu: |
|
|
Mateuszu, Ty wiesz, że tak _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 1:48 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | Nie interesuje mnie cudowny zamysł płyt Watersa skoro Gilmour daje mi odetchnienie i podróż w inny wymiar. |
Powiedział koleś chrzaniący mi tu na FB jak to Final Cut jest najpeszą płytą Pink Floyd ever... no ja p****
I tak, przeczytałem to tłumaczenie wcześniej, które w ogóle mnie nie przekonuje. Ani trochę. To czy tam gra Beck czy ktokolwiek... jezu, jeżli o wielkości płyty mają sądzić 2-3 sola gitarowe na niej to ja zaczynam rozumieć czemu o muzyce coraz mniej się w jakimkolwiek temacie zgadzamy...
Bo jeżeli o wielkości (?) Final Cut świadczy Gimour to muszę przyznać to jest jedna z najdziwniejszych rzeczy, jaką kiedykolwiek przeczytałem. To tak jakby bronić Hot Space jako najlepszej płyty Queen przez solo Brioana w Back Chat.
| wasdfg7 napisał: | | Słyszałaś The Divison Bell? To jest dopiero geniusz subtelności. |
Subtelności???
Subtelne to jest coś, co jest piękne w schowany sposób, w ukryty, coś co łapie za 10-20 razem. To jest subtelność. Subtelny znaczy SKROMNY jeśli chodzi op środki wyrazu. Więc sorry,a le chyba znaczenie słowa źle rozumiesz. Według Twojej retoryki subtelny to jest jednak oszczędny Waters- a nie grający przeszywające serce solówki Gilmour. Subtelność to niemal przeciwnieństwo wzniosłości. No ludzie, jak rany... za chwilę Michael Bolton będzie kurwa subtelny...
Absolutnie ostatnim określeniem jakim bym obdarzył Division Bell jest SUBTELNE. Subtelne to jest You Take My Breath Away. Albo Hallelujah Buckleya. Albo Into My Arms Cave'a. Wzniosłe i górnolotne, zawsze patetyczne- to jest absolutne przeciwnieństwo subtelności... no bez jaj, zaraz The Works się okaże innowacyjne... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Lip 03, 2011 2:04 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:04 am Temat postu: |
|
|
Najulubieńszą a to jednak w miarę różnica jest. Co zresztą gdzieś podkreślałem.
No sorry. Tzn. nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie Gilmour ma wymiar niemal muzycznego bóstwa. Bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że nikt inny nie umie zagrać tak sola jak on w Comfortably Numb? Kwestia techniki? Czy czego innego? Nikt... zupełnie nikt nie potrafi. Lata ćwiczeń? To inni gitarzyści nie ćwiczą? ABSURD. Tu chodzi o coś więcej niż tylko zwykłe umiejętności gry na gitarze. Gilmour poruszając struny w swój oryginalny i niepowtarzalny sposób trafia o wiele bardziej niż milion innych doskonale technicznie wyszkolonych gitarzystów.
I nie zgodzisz się z faktem, że niedobór czegoś tylko wzmaga pragnienie właśnie na tą rzecz? To jest natura ludzka pragnąć to czego jest w niedomiarze. A jeśli na (nie pamiętam dokładnie, strzelam) 50 minut muzyki (jak najbardziej dobrej) trafia się 3 minuty muzycznego nieba mam przejść obok tego zupełnie obojętnie? Zwłaszcza, że te solówki trafiają doskonale w najbardziej istotne punkty tekstów Watersa? Fenderku... widocznie to jest kres naszych wspólnych zamiłowań muzycznych. Trudno. Dla mnie zupełnym paradoksem jest to, że zupełnie pomijasz wkład (mimo iż technicznie minimalny) Gilmoura w TFC. Dokładnie tak samo jak wkład Maya w powstawanie SHA. Zupełnie nie uczestniczył w procesie powstawania tego albumu.... mamy go pominąć tylko dlatego, że był w szpitalu? Bullshit.
EDIT
Poczekam na Twój post i dopiero wtedy dodam odpowiedź na to co zedytowałeś... _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:10 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | Dla mnie zupełnym paradoksem jest to, że zupełnie pomijasz wkład (mimo iż technicznie minimalny) Gilmoura w TFC. Dokładnie tak samo jak wkład Maya w powstawanie SHA. Zupełnie nie uczestniczył w procesie powstawania tego albumu.... mamy go pominąć tylko dlatego, że był w szpitalu? Bullshit. |
Ty kompletnie nie rozumiesz co ja piszę, matko boska... studiujesz podobno, a czytanie ze zrozumieniem idzie ci coraz gorzej
Po kolei więc.
Nie pomijam wkładu Gilmoura w TFC. Pominął go Waters do spółki z samym Gilmourem. Jeżeli ja mam w 50 minutach podniecać się 3-ma a potem po tym twierdzić że to była najlepsza rzecz ever to znaczy że znam mało naprawdę zajebistych płyt. Bo ja znam płyty, na których ma pełne 50 minut muzycznego nieba, a nie 3 z 50.
Dwa.
May na SHA? On był w szpitalu, potem wrócił i swoje nagrał. Nikt mu w tym nie przeszkadzał- wręcz przeciwnie, miehsce na niego czekało. On jest obecny na tej płycie. Non stop. Ba- dzięki temu że oglądał zespół przez chwilę niemal z boku- zmienił sposób nagrywania swoich partii. Jego wkład w SHA jest nieoceniony. Kompletne przeciwnieństwo Final Cut. Bój się boga, wass, zaczynam wątpić czy to w ogóle rozumiesz muzykę, jeśli porównujesz Final Cut z SHA...
Weź sobie jakąkolwiek książkę o Floydach do ręki, poczytaj jak wyglkądała praca zespołu nad Final Cut i jaki był wpływ Gilmoura na tą płytę i jej kształt/brzmieni/wydźwięk- cokolwiek. A potem wź książkę o Queen i poczytaj sobie ile May miał do powiedzenia przy powstawaniu SHA- tak, na poczatku go nie było, potem był. Gilmoura nie było prawie wcale circa 82/83.
To że Ciebie konkretnie podniecają te dwa-trzy sola w The Final Cut to nie znaczy, ze nagle Gilmour miał wpływ na wielkość (znowu- ?) tej płyty, no matko boska... nie mieszajmy pojęć, tak jak z tą subtelnością... po prostu napisz, że Tobie się bardziej podoba- iwtedy to ma sens i z tym się dyskutować nie da, ale... przypisywanie subtelności Division Bell albo Gilmourowi wkłądu w wielkość Final Cut jest... desperacką próbą bronienia gustu?
Równie dobrze możesz przypisywać ostateczny kształt Made in heaven Merucry'emu... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Lip 03, 2011 2:18 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:17 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Bój się boga, wass, zaczynam wątpić czy to w ogóle rozumiesz muzykę, jeśli porównujesz Final Cut z SHA... |
Ja nie chcę się wtrącać, ale nie padło tu chyba porównanie poziomów artystycznych tych albumów To było porównanie wkładu Maya w Sheer Heart Attack do wkładu Gilmoura w Final Cut  _________________ 2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:23 am Temat postu: |
|
|
Po kolei
Przepraszam bardzo. Dla Ciebie subtelność to tylko i wyłącznie skromność? W takim razie w zupełnie inny sposób rozumiemy to słowo. Cytuję za wikipedią czego robić nie lubię.
| Cytat: | | Popularność i dzisiejsze znaczenie termin uzyskał w końcu XVI wieku, w okresie manieryzmu. Istotę subtelności sformułował G. Cardano. Wychodząc od założenia, że rzeczy proste i jasne, dające się łatwo przeniknąć w swym pięknie i harmonii, sprawiają największą radość, stwierdził, że jeszcze większą rozkosz sprawiać mogą rzeczy bardziej złożone i splątane, które jednak jesteśmy w stanie poznać i przejrzeć. Chodziło mu o dostrzeganie harmonii w dysharmonii, o celne uchwycenie rzeczy trudnych i niejasnych, takie rzeczy nazywał subtelnymi, a te z natury proste i jasne- pięknymi. |
Wg Twojego rozumienia słowa subtelność ... wg wikipedii jesteś w starożytności ;p Wg wikipedii i ja się mylę Niech będzie (za wikipedią) mowa o rzeczach pięknych. Proste... ba. Banalne do bólu. Możliwe do zagrania przez dosłownie każdego. Pokaż mi jednego a zamieszczę przeprosiny na pierwszej stronie Daily Times.
A pisząc mi o 3 minutach z 50 pomijasz moje tłumaczenie tego, że człowiek ma w naturze docenianie tego co ma w niedostatku. I na tej samej zasadzie to działa ( u mnie zapewne również ). Sorry ale jeśli mam słuchać 50 minut jakiegoś rzemieślnika (choćby i to był zupełny ewenement na skalę światową) to dalej dla mnie pozostaje kwestia kunsztu. Niczego więcej. Odpowiedniej ilości ćwiczeń. A teraz wracamy do Gilmoura. Pokaż mi jednego... tak jednego. Jednego który zagra tak samo solówkę z Comfortably Numb. Solówkę z The Final Cut. Sorry. Nie znajdziesz nawet 1/4. To jest dopiero ewenement. To jest osoba jedyna w swoim rodzaju która ubiera w szaty wspaniałe coś co wydaje się być banalne. I ja to kupuję. Bo uważam Gilmoura za coś więcej niż rzemieślnika. I tylko o to mi chodzi. Co z tego że Waters stworzył (po raz 10) teksty o swoim ojcu, ubrał to w nawet ładne barwy muzyczne, jak to wciąż będzie wyrób bądź co bądź, dla mnie rzemieślnika. Siłą tego albumu jest to, że ma w sobie dosłownie kroplę magicznej mikstury zwanej David Gilmour. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:25 am Temat postu: |
|
|
| zinger menu napisał: | | Fenderek napisał: | | Bój się boga, wass, zaczynam wątpić czy to w ogóle rozumiesz muzykę, jeśli porównujesz Final Cut z SHA... |
Ja nie chcę się wtrącać, ale nie padło tu chyba porównanie poziomów artystycznych tych albumów To było porównanie wkładu Maya w Sheer Heart Attack do wkładu Gilmoura w Final Cut  |
No ale mnie o to chodzi- odrobina leckji historii i widać że wkład był drastycznie inny!
Waters na zasadzie niemal "no już dobrze" pozwolił Gilmourowi coś tam dograć, bez żadnych wielkich kreatywnych jazd z jego strony- miał zagrać to i tamto jak mu Waters powiedział i tyle.
May nagrywając swoje partie do SHA miał wolną rękę- zespół miał gotowe utwory (przynajmniej część)- ale to co on zrobił z gitarą zależało tylko od niego (w sensie on grał swoje a reszta potem stwierdzała fajne/nie fajne, czyli jak zwykle), miał kreatwyną wolność którą wyykorzystał do maksimum- i jego gitara "zaśpiewała", bo nagle musiał dogrywać inne melodie, inne motywy, dodawać coś więcej, bo większość już sitniała- i w ten sposób wzbogacił sporo utworów. To nie były tylko "solo tu, solo tam"- to były kilku-sekundowe zagrywki w wielu miejscach całego albumu.
Wkład Maya w SHA i wkład Gilmoura w TFC to jak niebo a ziemia! Takie rzeczy jak gust i to czy mi się te solówki podobają czy nie (a mnie się podobają!!!) nie powinny przesłaniać faktów... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:36 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: |
| za wikipedią napisał: | | jeszcze większą rozkosz sprawiać mogą rzeczy bardziej złożone i splątane, które jednak jesteśmy w stanie poznać i przejrzeć. Chodziło mu o dostrzeganie harmonii w dysharmonii, o celne uchwycenie rzeczy trudnych i niejasnych, takie rzeczy nazywał subtelnymi, a te z natury proste i jasne- pięknymi. |
|
Teraz pokaż mi te cechy na Division Bell, tą harmonię w dysharmonii, te rzeczy trudne i niejasne bo dla mnie większość patentów obecnych na Division Bell jest banalnych, w sensie... oczywistych. Wzniosłe, patetyczne... przepraszam, gdzie tam trudne i niejasne??? Ta płyta jest niezwykle jasna i łatwa w odbiorze!!!
| wasdfg7 napisał: |
A pisząc mi o 3 minutach z 50 pomijasz moje tłumaczenie tego, że człowiek ma w naturze docenianie tego co ma w niedostatku. I na tej samej zasadzie to działa ( u mnie zapewne również ). Sorry ale jeśli mam słuchać 50 minut jakiegoś rzemieślnika |
I prawie przestałem dalej czytać...
Kurwa... kto powiedział, ze to ma być 50 minut rzemieślnika?
No serio- kto? Gdzie?
Ja mówię o tym, ze jak mam wybór międyz 3 minuty na 50 w wykonaiu artysty a 50 minut na 50 w wykonaniu artysty- to co wybiorę, hmmm?
To był argument co do Twojego "Final Cut" to najlpesze Floydy ever. Dupa. Wspaniałego i cudownego Gilmoura na Animals jest 3-4 razy więcej. W dodatku wstrętny Waters prawie w ogóle go nie ogranicza. W dodatku kilka rzeczy tam jest niejednoznacznych, nie najłatwiejszych w odbiorze- hej, powiedziałbym nawet, ze... subtelnych?
Więc? Co, mam się podniecać całą płytą, bo przez trzy minuty jest fajnie na zasadzie niedostatku? Wass- ja naprawdę znam całe płyty na których niczego mi nie brakuje, na których mam artsytów wyjątkowych, w pełni swojego kreatywnego geniuszu, grających jak nikt przed nimi i po nich, itd... Przez pełne 40-50 minut! W dodatku ja doceniam nie tylko wzniosłe solówki gitarowe- ja doceniam całą paletę dźwięków, barw, środków ekspresji itd. Różnych. Ograniczenie się do jednej byłoby... ograniczeniem się. Boże, jak bardzo jest to niezgodne z moją filozofią życia i odbierania rzeczywistości! Zanudziłbym się na śmierć samymi patosami i wzniosłościami... a dla Ciebie mam rozumieć jak ktoś nie gra tak jak Comfortably Numb to momentalnie jest rzemieślnikiem. Bo skoro Tobie nie podoba się w taki sam posób- to znaczy że taki, nie wiem, Ali Di eola- jest rzemieslnikiem, tak? Whatever, man... w tym momecnie jestem dumny, że nie jestem ani Watersowcem ani Gilmourowcem...
| wasdfg7 napisał: |
Bo uważam Gilmoura za coś więcej niż rzemieślnika. I tylko o to mi chodzi. Co z tego że Waters stworzył (po raz 10) teksty o swoim ojcu, ubrał to w nawet ładne barwy muzyczne, jak to wciąż będzie wyrób bądź co bądź, dla mnie rzemieślnika. |
Dupa. Po prostu dźwięk gitary do Ciebie trafia a poezja nie. Ot i cała filozofia. Tak jak Gilmour jest artystą jeśli chodzi o dźwięki gitary tak Waters jest artystą jeśli chodzi o teksty i ekspresję.
| wasdfg7 napisał: | Waters bez Gilmoura dawał sobie radę zapożyczając sobie innych....
Gilmour dawał sobie radę.... sam.
|
Tylko że Waters zapożyczjąc innych (?) nagrał arcydzieło. Gilmour sam nagrał smęta nad smętami.
| Anunaki napisał: |
Wiedziałem,że się ze ,mną nie zgodzisz,ale myślałem,że będzie to trochę ambitniejsza wypowiedź
|
Po co? I tak potem usłyszę że Division Bell/On an Island jest... nie wiem, subtelne? więc... nie bardzo widzę sens... Ja jestem gotów na dyskusje nawet takie, ze Hot Space jest lepsze od ANATO- ale ja musz ewidzieć ze padają ciekawe argumenty, inaczej... jakoś mi sie nie chce... a gadanie czy Wtaers jest be a Gilmour wow czy odwrotnie to dla mnie jeszcze większy bezsens... obaj byli geniuszami, tylko na innych polach... problem z Gilmourem polega na tym, ze ładnych kilka lat temu już kompletnie zdziadział, zwłaszcza jako artysta i nie ma nic do zaproponowania, o nic nie walczy, nic nie chce osiągnąć, już dawno osiadł na laurach. Oczywiście, że nadal cudnie gra na gitarze- ale od wieków nie zagrał na niej nic nowego. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:55 am Temat postu: |
|
|
Bez cytowania bo zbyt skomplikowane ;p
Co do pierwszej Twojej pretensji ;p Przeczytaj jeszcze raz. Wyraźnie napisałem, że moje "widzenie", rozumienie słowa subtelność również się nie zgadza z tym co prawi wikipedia ;p
Co wolisz? Jeść przez 2 lata dzień w dzień pizzę tworzoną przez najlepszego kucharza na świecie, czy też jeść w zwykłej restauracji gdzie raz na 3 miesiące podają danie absolutnie wspaniałe?
Nawet największa wspaniałość się przeje. Natomiast gdy masz czegoś w niedostatku będziesz się cieszyć jak głupi gdy to dostaniesz, i w dodatku będzie to przeceniać. Nie na tej zasadzie działa człowiek? Czemu wciąż i wciąż dąży do pieniędzy? Bo ich nie ma. Bo chce więcej. Bo ma niedostatek. Uważasz, że Gates dalej planuje wszystko, oblicza itd bo chce więcej forsy? Bullshit. Właśnie o to chodzi. Dąży się do czegoś, czego się nie posiada. Dla mnie nawet z psychologicznego punktu widzenia jest to logiczne.
Wiem, jesteś wstawiony. Ale czytaj.... Ulubionej, nie najlepszej. Jest dość subtelna (;p) różnica. The Final Cut to moja ulubiona płyta PF.
I uwierz mi ... również znam płyty na których geniuszu jest 90 % ( bo jednak umówmy się ... nie ma płyt genialnych od początku do końca). Tylko czy to mi przeszkadza kochać TFC? Nie, w żadnym wypadku. Bo obok dobrej konstrukcji stworzonej przez Watersa, ciągle jest pierwiastek geniuszu.
I tak. Najważniejszymi dla mnie instrumentami w muzyce jest wokal, klawisze i gitara.... ale co z tego? Tylko odpowiednie ich wyważenie daje efekt doskonały.
Boszz....
Czasem mam wrażenie, że ktoś wykradł Ci hasło i zaczął pisać pod Twoim nickiem. Piszesz takie absurdy, których nie rozumiem. Chcesz mnie sprowokować? ;p Nie... Gilmour nie jest jedynym wspaniałym. Odnoszę się tylko do tego co on stworzył Mam gdzieś w tym momencie innych. Ale odnoszę wrażenie, że jedynym i niepowtarzalnym jest Gilmour. Ileż ja już prób słyszałem podrobienia CN. Nie da się. A przecież to kilka przeciągnięć strun na krzyż. Banalne do bólu.... Gilmour stworzył swój niepowtarzalny styl. Nikt nie jest w stanie go podrobić. Niektórzy próbują go podrobić ale z reguły omijają z daleka to co on stworzył. Idą okrężną drogą. I dobrze dla nich. Tego nie da się podrobić.
Czepiłeś się tego CN jak... zresztą ;p
Przecież pisałem, że poezja sama w sobie do mnie nie trafia. Musi mieć poparcie w muzyce, a to Waters zapewnił sobie najlepsze na świecie. Poparcie swoich wyblakłych słów czymś co zachwyca i destruuje odbiorcę. Bez Gilmoura Waters znaczy dokładnie tyle samo co każdy inny poeta niepoparty melodią. Dla mnie prawie nic. Są entuzjaści czegoś takiego - i proszę bardzo. Cieszę się, że się komuś to podoba. Do mnie to nie trafia i trafiać nie będzie.
Co do oceny Amused to death i On An Island.... czy będziesz zaskoczony jak się nie zgodzę? _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 2:57 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: |
Co wolisz? Jeść przez 2 lata dzień w dzień pizzę tworzoną przez najlepszego kucharza na świecie, czy też jeść w zwykłej restauracji gdzie raz na 3 miesiące podają danie absolutnie wspaniałe?
|
Zmieniać restaurację codziennie i jeść codziennie zajebiste i cudowne danie- za każdym razem inne...?
Teraz rozumiesz?
Dlaczego Ty uważasz, ze masz tylko te dwa wyjścia- non stop to samo albo raz na ruski rok coś zajebistego? Tego za cholerę nie potrafię zrozumieć...
| wasdfg7 napisał: |
Nawet największa wspaniałość się przeje. Natomiast gdy masz czegoś w niedostatku będziesz się cieszyć jak głupi gdy to dostaniesz, i w dodatku będzie to przeceniać. Nie na tej zasadzie działa człowiek? Czemu wciąż i wciąż dąży do pieniędzy? Bo ich nie ma. Bo chce więcej. Bo ma niedostatek. Uważasz, że Gates dalej planuje wszystko, oblicza itd bo chce więcej forsy? Bullshit. Właśnie o to chodzi. Dąży się do czegoś, czego się nie posiada. Dla mnie nawet z psychologicznego punktu widzenia jest to logiczne. |
Po pierwsze- trochę przeczysz sobie.
Gates ma pieniądze. Takie, że nie wie co z nimi zrobić. Ostatnia rzecz, jaką on odczuwa to niedostatek. To nie jest kwestia dostatku/niedostatku tylko zwykłej, ludzkiej chciwości. Więcej, więcej, więcej. Na tej zasadzie działą człowiek. Jedyne zwierze, które zabija więcej, niż potrzebuje do zjedzenia. Jedyne zwierze, które je tak dużo, że się przejada, tyje do nieprawdopodobnych rozmiarów, itd. Jedyne zwierze, które czego by nie miało- nie będzie miało dość. Sorry- ale człowiekowi nic się nie przejada.
Idąc Twoim rozumowaniem powinienem słuchać muzyki raz na miesiąc, bo mi się przeje. Powinienem w góry iść raz na 10 lat- bo mi się przeje. Powinienem kochac się z żoną raz na rok- bo co za dużo to niezdrowo. I tak dalej.
BEZ. JAJ.
Nie wiem jak Ty- ja dążę do czegoś, co sprawia mi satysfakcję. 3 minuty na 50 (czyli jakieś 6% płyty) to jest zdecydownie za mało żeby mnie zadowolić, ja chcę więcej. Zwłaszcza jeśli moge to mieć i mam gdzieś indziej. Co, mam ograniczać to co lubię (bo mi się przeje) na rzecz czegoś, co jest nudne, co mnie nie bawi? NAPRAWDĘ? Pierdolę. Jeśli dziś mam ochotę na pizzę- to idę do najlpeszej pizzerii jaką znam. Jesli ma ochotę na golonkę- to robię ją najlepiej jak potrafię. Jesli czuję się jak muzyka- to wybieram coś, co najbardziej dziś we mnie trafi. Ja mogę zjeść dziś pizzę a jutro curry a pojutrze naleśnika. Wszystkie trzy zajebiste, wspaniałe itd. I nie przejedzą mi się, bo każdy będzie inny. Rozumiesz? A tego, ze coś jest dobre- sorry, tego się nie da przejeść? Co, za dużo szczęścia? Serio- zjedznie 10 RÓŻNYCH obiadów ma mi się przejeść, bo... są dobre? Uwierz mi, to że coś jest dobre codziennie wcale mi się nie przeje. O matko- nigdy w życiu... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Lip 03, 2011 3:17 am, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 3:07 am Temat postu: |
|
|
Ok. Masz mnie
Ale to też takie tłumaczenie zupełnie naokoło. Mówię o sytuacji w i w pobliżu Pink Floyd. Nie mówiłem o Marillion ;p
Tak, to, że tak uwielbiam The Final Cut to kwestia zarówno Gilmoura jak i Watersa.... ale IMO przy braku Gilmoura ten album nie miałby dla mnie takiego znaczenia. Natomiast przy braku Watersa The Divison Bell brzmi niesamowicie. Podobnie Amused to Death czy Radio KAOS.... czegoś brakuje. Jest bardzo blisko czegoś niesamowitego... ale są jakieś niewybaczalne braki. IMO decyzja o rozstaniu się tych dwóch person to największa strata w muzyce w historii.
Kij Ci w plecy (pewna persona z Meksyku by się obruszyła) Fenderku. Idę spać :* _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 3:24 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | ale IMO przy braku Gilmoura ten album nie miałby dla mnie takiego znaczenia. |
Ale ja tam nawet się z tym zgodzę. Tak, uważam że kilka jego solówek w tym wszystkim to JEST wisienką na torcie, ale... ta płyta w życiu nie byłaby dla mnie argumentem, ze Gilmour jest lepszy/ważniejszy od Watersa... Jeżeli w czymkolwiek mogłabybyć argumentem- to że był wtedy od Watersa bardziej uległy...
| wasdfg7 napisał: | | Natomiast przy braku Watersa The Divison Bell brzmi niesamowicie |
Tylko że jest w połowie o dupie maryny i momentami jest dokładnie tym, przed czym mnie tak przestrzegasz- jedzeniem tej samej pizzy non stop... na tej płycie Gilmour niemal kopiuje Gilmoura i jeszcze to doprawia cytowaniem z Gilmoura...
| wasdfg7 napisał: | | Podobnie Amused to Death czy Radio KAOS.... czegoś brakuje. |
Na Amused to Death niczego nie brakuje...
No chyba że uwazasz, ze Beck to rzemieślnik, ale wtedy na temat ATD nie mamy co gadać, bo dla mnie tych dwóch kolesi stoi mniej więcej na tym samym poziomie jeśli chodzi o "duszę" w graniu na gitarze... w dodatku jest go więcej niż 3 minuty z 50
| wasdfg7 napisał: | | IMO decyzja o rozstaniu się tych dwóch person to największa strata w muzyce w historii. |
A wiesz, że tutaj nie potrafiłbym oddać w słowach jak bardzo się z Tobą zgadzam? NAWET capslocząc...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 7:45 am Temat postu: |
|
|
Boże Cieszę się, że na tym forum jest taki ktoś jak Fenderek i potrafi przekazać,70% rzeczy o które mi chodziło, ale nie umiem tak tego opisać
Mi tylko chodziło o to, że podając się za Gilmourowca i za ulubioną płytą uważać The Final Cut, w której G prawie nie istnieje to paradoks nad pardoksami i kropka . Fenderek udowodnił dlaczego ;p
A na Amused to Death drogi w-7 przeszkadza Ci chyba tylko fakt, że nie ma tam Gilmoura po prostu, tak dla przekory. Bo przepraszam, ale argument ,,coś brakuje.." jest z dupy wzięty bo tam nie ma się do czego przyczepić ani muzycznie, ani aranżacyjnie, kompozycyjnie itd. O jakich niewybaczalnych brakach mowa? No nie wiem...Każdy ma swoje odczucia i niech myśli jak chce, ale jak czytam takie coś to mi żyłka pulsuje Ciekawe czy jakbyś żył w przekonaniu że gra tam Gilmour to byś tak twierdził.
Buziaczki dla wszystkich :*
Aaa i ostatni post Zingera jest postem, który niech będzie podsumowaniem tego tematu. _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 10:21 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | Podobnie (...) Radio KAOS.... czegoś brakuje. |
Tak. Dobrej produkcji
Na Amused To Death jest Jeff Beck, a na Prosach i Consach jest Eric Clapton, więc brak Gilmoura aż tak nie poraża. Waters wie jak substytuować.
A moim zdaniem The Final Cut jest genialnym album w takiej formie, w jakiej go wydano. Może Gilmour nie miał dużego wpływu na ostateczną formę utworów na nim. Być może. Ale czy to ważne? Wszedł do studia, nagrał swoje kilka naprawdę dobrych solówek nagrał wokal do NNJ i wyszedł. Pracował już może jako praktycznie muzyk sesyjny. Ale dołożył swoją cegiełkę do budowy tej płyty, razem z Masonem i zyliardem innych zatrudnionych gitarzystów, klawiszowców, członków orkiestry etc.
Nie ważne jest dla mnie, czy Gilmour miał TAKI duży wpływ na samo powstawanie albumu, czy taki. Fakt faktem pozostaje, że wyszedł z tego bardzo dobry album, a to powinno być, przynajmniej IMO, najważniejsze. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 12:34 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | ale... ta płyta w życiu nie byłaby dla mnie argumentem, ze Gilmour jest lepszy/ważniejszy od Watersa |
To po jaką cholerę zaczęło się od porównań The Divison Bell i Amused to Death?
To, że zeszło na TFC to tylko kwestia, że każdy po kolei się tego czepiał. Tak, jest to paradoks ale nie przeszkadza mi to żyć ;p Moim głównym argumentem jest The Divison Bell który to :
| Cytat: | | Tylko że jest w połowie o dupie maryny i momentami jest dokładnie tym, przed czym mnie tak przestrzegasz- jedzeniem tej samej pizzy non stop... na tej płycie Gilmour niemal kopiuje Gilmoura i jeszcze to doprawia cytowaniem z Gilmoura... |
I co? I się zgodzę z Tobą Fenderku Ale i to mi nie przeszkadza tę płytę wielbić. Wiesz dlaczego? Bo styl Gilmoura to jedne z najpiękniejszych melodii jakie ten świat miał zaszczyt nosić.. Cały czas się powtarzacie jaka ta płyta jest wtórna, nijaka i beznadziejna. Cluster One, Marooned, High Hopes to, że tak powiem momenty, za które większość ludzi ją kocha. Ale każdy inny utwór ma w sobie 3 a może i nawet więcej Gilmoura. A ja nie ukrywam uwielbiam to w jaki sposób zanudza wszystkich. Uwielbiam jego styl i tę płytę przyjmuję niemal bezkrytycznie... czego już nie mogę powiedzieć o On An Island.
Nie, nie uważam Becka za rzemieślnika, ale uważam za kogoś o zupełnie innym stylu niż Gilmour. A może to właśnie doskonałą proporcją było połączenie Gilmoura i Watersa. W momencie w którym jeden składnik się zmienia wychodzi coś zupełnie innego. Wracając do pizzy. Waters to podkład.... Gilmour był serem ;p a Beck to tylko wyrób sero-podobny ;p
Nie te proporcje, nie to połączenie czego wynikiem jest nie ten smak.
| Fenderek napisał: |
| wasdfg7 napisał: | | IMO decyzja o rozstaniu się tych dwóch person to największa strata w muzyce w historii. |
A wiesz, że tutaj nie potrafiłbym oddać w słowach jak bardzo się z Tobą zgadzam? NAWET capslocząc...  |
:*
| Anet napisał: | Ciekawe czy jakbyś żył w przekonaniu że gra tam Gilmour to byś tak twierdził. |
Życzę powodzenia w myleniu stylów gitarowych Gilmoura i każdego innego gitarzysty zwłaszcza tak bardzo chrakterystycznego  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 3:12 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
problem z Gilmourem polega na tym, ze ładnych kilka lat temu już kompletnie zdziadział, zwłaszcza jako artysta i nie ma nic do zaproponowania, o nic nie walczy, nic nie chce osiągnąć, już dawno osiadł na laurach. Oczywiście, że nadal cudnie gra na gitarze- ale od wieków nie zagrał na niej nic nowego. |
Dawno nie przeczytałem większej BZDURY .To w takim razie co się kur.. dzieje z Watersem,który od 19 lat nie nagrał ŻADNEJ płyty .Cairy tu nie uwzględniam,bo to co innego.Jedynym jego pomysłem było ruszenie w świat po raz kolejny z The Wall .Nagrał przez te 19 lat 3 utwory,których pewnie nawet nie znasz . Gilmour nagrał The Division Bell i On An Island w tym czasie i żadnej z tych płyt się nie musi wstydzić.A co on ma mieć nowego do zaproponowania?.Wystarczy,że zagra taki jam jak jak te z dodatkowej płyty Live In Gdańsk i szczęka opada każdemu,kto potrafi docenić piękną muzykę.Ten człowiek nie musi robić wiele,by zachwycić słuchacza,wystarczy,że dotyka strun.Poza tym on nie musi już niczego nikomu udowadniać.Waters przez te 19 lat nie zrobił NICZEGO ciekawego,ale oczywiście i tak będzie lepszy od Davida-ja nie mam więcej pytań
Anet,jeszcze do Ciebie mam uwagę.Pisząc o tym,że nie ma ludzi niezastąpionych i odnosząc to do Davida Gilmoura mnie rozwaliłaś.Dla przykładu obejrzyj sobie te 3 linki i wtedy mów czy kogoś da się zastąpić,czy nie .
http://www.youtube.com/watch?v=gPCc96ZXOCI
a teraz:
http://www.youtube.com/watch?v=nla3WCSbaSE
lub
http://www.youtube.com/watch?v=hUYzQaCCt2o
To tylko 2 przykłady,bo PULSE pewnie słyszałaś Jeśli,ktoś twierdzi,że Gilmoura da się zastąpić jest głuchy jak pień.Dziękuję za uwagę  _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 3:17 pm Temat postu: |
|
|
Jezu, rage jeszcze gorszy niż u Marillionanistów. Ogarnijcie się i zrozumcie, że Fenderek ma rację.
edit: I czytajcie ze zrozumieniem, lol. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 3:59 pm Temat postu: |
|
|
| Anunaki napisał: |
Dawno nie przeczytałem większej BZDURY .To w takim razie co się kur.. dzieje z Watersem,który od 19 lat nie nagrał ŻADNEJ płyty .Cairy tu nie uwzględniam,bo to co innego.Jedynym jego pomysłem było ruszenie w świat po raz kolejny z The Wall .Nagrał przez te 19 lat 3 utwory,których pewnie nawet nie znasz . |
Właśnie dokładnie to samo miałem napisać abstrahując od tego kto jest bardziej istotny dla PF.To patrząc solowo to Waters od dwóch dekad nie zrobił nic prócz opery( w której oblicze wkład miał znikomy),totalnie osiadł na laurach i odcina kupony od sławy.Nie ma nic do zaproponowania oprócz pojawienia się tu i ówdzie ze starym materiałem i kolejną trasą koncertową przedstawiająca płytę sprzed trzydziestu dwóch lat  _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 4:13 pm Temat postu: |
|
|
A teraz zastanówcie się i wytłumaczcie w jaki sposób to że Waters nic nie robi nowego neguje to, że Gilmour zdziadział...?
To wy dzielicie wszystko i dopisujecie, że skoro Gilmour zdziadział to Waters jest boski albo odwrotnie. Ja tylko pisałem o tym, że od wielu, wielu lat Gilmour bardziej wtórny być po prostu nie może. Czemu nie zacytowaliście dosłownie jednego zdania wcześniej, hmm? Nie pasowało do bulwersu?
"a gadanie czy Wtaers jest be a Gilmour wow czy odwrotnie to dla mnie jeszcze większy bezsens... "
To, że Gilmour jak dla mnie zdziałał wcale nie jest w opozycji do Watersa, sami żeście to wymyślili. Nic dziwnego, ze bzdury czytacie. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 6:22 pm Temat postu: |
|
|
I tu się zgadzam obaj przez ostatnie lata wykazują się niewielką kreatywnością i są bardziej już na "muzycznej emeryturze" i tyczy się to tak Watersa jak Gilmoura choć jednak moim zdaniem to Waters trochę bardziej odcina kupony od sławy prezentując tylko rocznicowe lub okazjonalne wykonania starych rzeczy.
Inna sprawa że Roger ma 68 lat więc jest naturalną koleją rzeczy że patrzy bardziej w tyl niż w przód _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 6:34 pm Temat postu: |
|
|
Mimo wszystko uważam że akurat ta trasa The Wall to było jednak coś więcej niż tylko odcinanie kuponów od tego co było... to widowisko było uaktualnione- i było ouaktualnione kapitalnie: kto był może poświadczyć... tam była nowa jakość, tam był inny, dodatkowy wydźwięk, to nie było tylko cyniczne odcinanie kuponów. Ono też było- nie da się uniknąć oskarżeń o to jadąć w trasę z przedstawieniem sprzed 30 lat- ale... mógł dużo bardziej i dużo łatwiej pójść na łatwiznę i nie spędzić wielu godzin organizując pod wieloma względami zupełnie inny show niż ten kiedyś w 1980 _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 11:23 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | I co? I się zgodzę z Tobą Fenderku Wink Ale i to mi nie przeszkadza tę płytę wielbić. Wiesz dlaczego? Bo styl Gilmoura to jedne z najpiękniejszych melodii jakie ten świat miał zaszczyt nosić.. Cały czas się powtarzacie jaka ta płyta jest wtórna, nijaka i beznadziejna. Cluster One, Marooned, High Hopes to, że tak powiem momenty, za które większość ludzi ją kocha. Ale każdy inny utwór ma w sobie 3 a może i nawet więcej Gilmoura. A ja nie ukrywam uwielbiam to w jaki sposób zanudza wszystkich. Uwielbiam jego styl i tę płytę przyjmuję niemal bezkrytycznie... czego już nie mogę powiedzieć o On An Island. |
Where have you been, my Blue Eyed Son?
I za to właśnie kocha się Division Bell - bo tam jest TYYYYYYYYYLE Gilmoura. Jego gitary. Otacza Cię z każdej strony co jest MEGA atutem tej płyty. Ja tam uwielbiam Gilmoura przyprawionego Gilmourem. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|