| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Crystal

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 742 Skąd: z innego swiata
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 1:57 am Temat postu: |
|
|
To az się boje iść spać XD  _________________ hayzee rider |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fairy King

Dołączył: 21 Maj 2005 Posty: 359 Skąd: Lublin/Warszawa
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 11:20 am Temat postu: |
|
|
Zgadzam się z wami, że było wyśmienicie! To jest to co uwielbiam, teatralne, spektakularne, monumentalne muzyczne przedstawienie, przemyślane i odegrane perfekcyjnie. Dla mnie to prawdziwa uczta duchowa, gdyż The Wall zawsze oddziaływało na mnie szczególnie mocno. Zgadzam się, że Roger był w zaskakująco dobrej formie wokalnej.
Jedyne, czego mi brakowało, to tego, aby zespół został przemieszczony przed ścianę przed zagraniem Comfortable Numb, stałem praktycznie przy samej scenie po lewej stronie i pomimo, że Dave Kilminster wyłonił się ponad ścianę podczas solówki, to widziałem jedynie jego głowę
Druga rzecz, jakiej mi brakowało, to jakiejś rozjebki podczas One Of My Turns, rodem z filmu Poza tym pełna perfekcja i pełna rewelacja!
Aż żałowałem, że koncert odbył się również 19 kwietnia (czyli wczoraj ) a już nie mogłem sobie pozwolić, aby być na nim drugi raz... Swoją drogą, jestem ciekaw jakie były różnice między tym z 18 a tym z 19 kwietnia  _________________
I'm in love with my cars:
- BMW E60 530d 218 KM, rocznik 2003 - stan idealny - do dbania i podróżowania w trasach
- BMW E36 328i 193 KM, rocznik 1995 - do katowania, kjsów, driftu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nienormalna

Dołączył: 18 Sie 2010 Posty: 44 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 7:27 pm Temat postu: |
|
|
Wczorajszy koncert był pierwszym w moim życiu i nie żałuje ani sekundy na nim spędzonej. Przez całą podróż byłam przerażona i jednocześnie niesamowicie podekscytowana. Kasowanie biletów, kontrola, wejście na trybuny i nerwowe oczekiwanie na rozpoczęcie. Miejsce siedzące miałam wyśmienite: blisko sceny po jej lewej stronie, widziałam wszyściutko idealnie. Nagle gasną światła, zaczyna grać muzyka. I na scenę wchodzi Roger. Serce momentalnie podeszło mi do gardła. Ten niesamowity początek, te kilkanaście sekund jednoznacznie przekonało mnie że to będzie jedno z najwspanialszych wydarzeń życia.
Dalej było jeszcze lepiej: przeszywające odgłosy samolotów, dmuchane postaci, no i przede wszystkim animacje na murze. Samoloty wylatujące w publiczność, postaci, animacje z filmu. Najwieksze wrażenie zrobiły na mnie efekty rozpadania się ściany, jej pękania, a towarzysząca temu muzyka, jeszcze ta idealna synchronizacja... czysty geniusz i magia.
Roger totalnie zaskoczył mnie swoją formą wokalną. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakiś bliżej nieokreślonych jęków a on zaśpiewał wszystko perfekcyjnie . Muzycy mu towarzyszący także odwalili kawał dobrej roboty: przy Comfortably Numb miałam ciary, tak samo jak przy Another Brick in the Wall part 3 (osobiście moja ulubiona część ze wszystkich Another). Zabawa przy Run Like Hell była nieziemska, a teatralność The Trial po prostu mnie zmiażdżyła. Już na płycie robiła na mnie spore wrażenie, ogólnie chyba mam dziwny pociąg do gry orkiestry ale mniejsza o to . Na żywo rozmach tej piosenki, mimo tego że na scenie znajdował sie sam Roger kompetnie mnie onieśmieliła. A już burzenie muru, krzyk "zburzcie ten mur!"... po prostu epickie. Na początku myślałam że to będzie tylko sam dźwięk tego samolotu, możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie gdy nagle przeleciał dosłownie nad moja głową! Uderzył w mur i aż poczyłam na twarzy gorący podmuch płomieni i zapach dymu, coś niesamowitego.
Ogólnie wrażenia po koncercie niesamowite, nie zniszczyło ich nawet stanie około 1,5 godziny aby wyjechać z Łodzi. Najbardziej rozbawiły mnie wtedy niezliczone ilości taksówek podjeżdżające chyba na jakiś przystanek i niemalże walczące o pasażerów Prawdopodobnie aż do końca świąt nie będzie można ze mną wytrzymać, tak długo jeszcze przeżywać ten koncert (I oczywiście walkę taksówek )
Co najlepsze, najbardziej przerażające dla mnie wydarzenie wcale nie miało miejsca w trakcie występu! Gdy stałam pod kolumnami, cała zdenerwowana czekając wreszce na rozpoczęcie, moja znajoma napisała mi SMSa że wreszcie wyszła ze szpitala przez co emocje sięgneły zenitu. Już zabierałam się do odpisania jej kiedy nagle z tyłu zaczepił mnie mój kolega z klasy aby się przywitać. Myślałam że padnę na zawał na miejscu! Kompletnie się go nie spodziewałam, minęła chwila zanim się ogarnęłam i cokolwiek powiedziałam
Ale wracając do koncertu: było niesamowicie, teatralność i monumentalność występów na najwyższym poziomie, gdybym mogła iść jeszcze raz nie zastanawiałbym się ani sekundy (ale niestety nie mogę ).
Uff, ale sie rozpisałam . Aż wątpie że ktoś cokolwiek zrozumie z tego mojego bełkotu  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 8:34 pm Temat postu: |
|
|
Gorszego wystepu na pierwszy koncert w zyciu nie moglas sobie wybrac Teraz bedziesz myslec,ze wszystkie sa takie  _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Rory Eleanor

Dołączył: 15 Maj 2005 Posty: 655
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nienormalna

Dołączył: 18 Sie 2010 Posty: 44 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 8:51 pm Temat postu: |
|
|
Oj tam, oj tam Gorsze rozczarowania zdarzają się w życiu
A tak przy okazji mam pytanie: czy na wtorkowym koncercie zwrócił ktoś uwagę czy na zakończenie koncertu większość osób na trybunach wstała aby dać owację muzykom? Bo jak się rozglądałam to miałam dziwne wrażenie że zrobił to tylko mój sektor oraz sąsiadujące  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 10:07 pm Temat postu: |
|
|
| jagaciarz napisał: | | Największe ciary-In the flesh (to nieeesamowite rozpoczęcie koncertu) |
Proszę nie pisz tak, bo zaczynam żałować, że na to otwarcie się spóźniłem!  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 10:25 pm Temat postu: |
|
|
Może mi powiecie,że w Comfortably Numb nikogo wam nie brakowało .Jak czytam te opinie to wszyscy mówią o spektaklu,teatralności ,monumentalności,a jakoś mało wypowiedzi na temat muzycznej zawartości koncertu . _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 10:32 pm Temat postu: |
|
|
bo tego nie da sie rozpatrywac w kategorii muzyki czy zwyklego koncertu. samo the wall wiemy jakie jest, albo sie komus podoba albo nie i wykonanie tu niewiele zmieni natomiast ja szedlem tam z przekonaniem, ze nie ide na koncert, tylko ide na pelne rozmachu przedstawienie i dokladnie to dostalem _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 11:21 pm Temat postu: |
|
|
Jeśli chodzi o warstwę muzyczną to ja się trochę zawiodłem na wykonaniu "Don't Leave Me Now".
Ale to tylko tytułem wstępu. Szerzej o tym i owym napiszę za kilka dni. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 11:41 pm Temat postu: |
|
|
Jak widzę, nie macie ochoty na pisanie obszernych relacji, co daje mi możliwość bycia pierwszym, mimo że ja byłem na koncercie dzień później niż większość z was.
Pominę przygody z dojazdem, bo jakie one właściwie mają znaczenie? Na miejscu okazało się, że organizacja nie jest najlepsza.
| wasdfg7 napisał: | | Przybyłem pod halę jakoś ok 18:10. A tu TAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaka kolejka. Na szczęście miałem kolegę z kierunku i dzięki niemu (z bratem) wcisnęliśmy się gdzieś tak 50m od wejścia. |
Ja przybyłem też około 18.15 następnego dnia i też już ustawiła się długa kolejka, ale nikt jej nie pilnował. Stanąłem w niej prawie na samym początku i nikomu to nie przeszkadzało. Można było ustawić barierki i nikt by nie wchodził z boku. Barierki przydałyby się też dlatego, że kolejka rozłaziła się na bok i blokowała przejazd samochodom obok hali, na co uskarżali się ludzie z megafonami, którzy bezskutecznie próbowali ogarnąć panujący bałagan. Niestety, chyba nawet nie każdy był w stanie zrozumieć, co oni bełkotali. A bełkotali nawet ciekawe rzeczy, np. że na biletach podano niewłaściwy numer bramy i wejścia. Wokół łaziło mnóstwo koników i jakiś koleś z kartką "Kupię bilet" (wg Bizona takich było więcej). Prawdopodobnie 19 IV było znacznie mniej ludzi niż poprzedniego dnia, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę choćby to, że koncert wtorkowy w ogóle nie był początkowo planowany. Nie musiałem się pchać ani biec, żeby móc stać przy barierce głównego sektora stojącego. Gdybym grzecznie stanął początkowo na końcu kolejki, tez pewnie załapałbym się na miejsce przy barierce lub najwyżej w drugim rzędzie. Wydaje mi się, że miałem najlepsze miejsce. Ludzie na Golden Circle byli zbyt blisko, żeby objąć wzrokiem wszystko, co działo się na scenie naraz - a działo się naprawdę dużo (np. jednocześnie wyświetlano napisy na murze, muzycy odgrywali teatralne sceny, a nad publicznością latała świnia). Z kolei ludzie stojący po bokach, a zwłaszcza siedzący na trybunach, prawdopodobnie nie widzieli dobrze napisów na murach czy tego, co działo się za murem, kiedy odsłaniano tylko jedną czy dwie cegły. Szkoda, że publiczność była dość sztywna. Ja wiem, że to nie był koncert heavymetalowy ani imprezoworockowy w stylu Oddziału Zamkniętego, ale jednak w setliście "The Wall" są kawałki przy których wręcz należałoby poskakać ("Young Lust", "What Shall We Do Now", "Run Like Hell") lub pokołysać się ("Thin Ice", "Comfortably Numb"), a ludzie za mną i obok mieli już pretensje, kiedy tylko lekko bujałem się - więc i z tego zrezygnowałem.
Kolega, z którym jechałem, mówił, że słyszał, że Roger już ledwo wyrabia ze śpiewaniem. Nawet mu uwierzyłem i bałem się, że usłyszymy takie wykonania jak to: http://www.youtube.com/watch?v=11UUVzlI6hI&feature=related. Tymczasem ten staruszek odchodzący na emeryturę był może w swojej życiowej formie wokalnej. A już na pewno nie było gorzej niż na "Is There Anybody Out There? The Wall Live 1980-81", która jest moją ulubioną pozycją w pozycji Floydów, nie tylko jeśli chodzi o albumy live, ale w ogóle (zobaczenie "The Wall" na żywo było więc dla mnie od lat marzeniem z kategorii tych zupełnie nierealnych - a jednak spełniło się). Zresztą, samo patrzenie na tego pełnego energii dziadka, który autentycznie cieszy się z tego, co robi, który naprawdę przeżywa to, o czym śpiewa rekompensuje zdecydowanie niedoskonałości techniczne jego wokalu.
Jeśli chodzi o widowiskowość, to była to rzecz nie do opisania. Filmy HD na YouTube, które już obejrzałem, absolutnie nie oddają efektu, który można było podziwiać na żywo. Naprawdę wykorzystano nowoczesną technologię. Latająca pod sufitem świnia nie była podwieszana na sznurku, ale miała własny silniczek, który nią sterował. Projektory rzucały na mur orgię świateł. Nad sceną fruwała tez wielka marionetka groteskowego Nauczyciela, którego w końcu zaatakowały dzieciaki śpiewające "Another Brick In The Wall Part 2". Była też figura Matki i hologram (?) Żony. Podczas "Nobody Home" kawałek mury otworzył się i utworzył podłogę pokoju z lampą, kanapą i telewizorem, w którym siedział i śpiewał Roger. Mur został rozbity wielkim modelem samolotu (ja też bym go przegapił, gdyby nie stuknął mnie w ramię kolega - na innych częściach muru wyświetlano niesamowite rzeczy i akurat to bym przegapił). Dźwięk kwadrofoniczny wykorzystano jak się patrzy. Ludzie na serio byli przekonani, że nad nimi krąży helikopter i szukali go wzrokiem pod sufitem, choć niczego tam nie było. Tak samo dźwięki bombardowania dochodziły z najróżniejszych stron. Na scenie muzycy odgrywali naprawdę ciekawe sceny, zwłaszcza jeśli chodzi o koncert Pinka, na którym zaczyna on rzucać rasistowskie hasła - na scenie odbył się prawdziwy wiec (ale trójwymiarowe, dynamiczne animacje w tle TRZEBA po prostu zobaczyć na żywo - prawdopodobnie nawet DVD nie odda tego idealnie), podczas którego Waters zaczął strzelać do publiczności z karabinu. Może jednak z tą widowiskowością przesadzono, bo przesłaniała ona jednak muzykę, była jednak nieco zbyt efekciarska, a w końcu za dużo było polityki. "The Wall" opowiada w końcu głównie o alienacji człowieka. Tymczasem na scenie widzieliśmy tyle oskarżeń politycznych, często wulgarnych (po słowach "Mother, should I trust the government" na murze wyświetlono napis "Nie, niech spierdalają!"), że chwilami robiło mi się niedobrze. Przed "Hey You" nastąpiła prawie półgodzinna przerwa, podczas której na murze wyświetlono portrety najrozmaitszych ludzi, głównie szarcych obywateli, którzy polegli w XX-wiecznych wojnach wraz z krótkimi danymi biograficznymi. Znalazło się jednak miejsce i dla Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, i dla Mohendasa Karamhanda Gandhiego (to już w ogóle dziwne, bo on nie był ofiarą wojny, ale niech już będzie, można go zaliczyć do ludzi kochanych, których zamordowano). Podczas "Goodbye Blue Sky" wyświetlono animowany samolot zrzucający zamist bomb symbole głóenych religii świata (krzyże - u nas mogło to się kojarzyć ze Smoleńskiem - półksiężyce i gwiazdy Dawida), symbole USA (dolary), ZSRR (sierpy i młoty), a także... logo Shell. Te same symbole wykonane z cienkiego papieru zrzucono na Golden Circle na zakończenie całości. A propos, latem 2006 pewien człowiek, który był na "Ca Ira" napisał na Forum Onetu (ta wtedy jeszcze czytałem to coś ) do tych, którzy poszli na koncert Gilmoura w Stoczni: "Co podobały się laserki? Ja wolałem wybrać prawdziwą sztukę". No cóż, watersowe "The Wall" przebija "efekcarstwo" Gilmora sto razy.
Muzycznie było ciekawie, bo Roger nie wziął ze sobą ułomków, ale cóż, nawet tacy ludzie jak Dave Kilminster czy Snowy White nie podrobią idealnie stylu Davida Gilmoura. Ciekawe, że wystąpił też Waters junior, a Roger nawet zaśpiewał "Mother" w duecie... z samym sobą (puszczono z playbacku jego głos z wykonania w Earl's Court 30 lat temu). Kontakt z publicznością był - odpowiadano na okrzyki Watersa i razem z nim wymachiwano skrzyżowanymi pięściami.
To był nie tyle koncert, ile widowisko. Trzeba dodać, że widowisko dość niepowtarzalne. Dotąd odegrano je tylko kilkanaście razy, będzie odegrane jeszcze kilkanaście razy i prawdopodobnie nigdy więcej przez nikogo, bo to zbyt wielkie i kosztowne przedsięwzięcie. Cały czas miałem poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym. Zresztą, było nie tylko efekciarsko, było i wzruszająco (wykonanie "Don't Leave Me Now" miażdżyło; "The Trial" zresztą też). Niesamowite przeżycie, po prostu. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Kwi 21, 2011 12:19 am Temat postu: |
|
|
To było "nie, niech spieprzają", nie "spierdalają". _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Czw Kwi 21, 2011 12:33 am Temat postu: |
|
|
Wyjales mi to z ust BeBe
Gnietek, ciekawa relacja. Fajnie poza tym, ze ktos z Nas byl tez na wtorkowym koncercie.
Zwrociles uwege na sluszna rzecz. Bedac na Golden Cirlce sila rzeczy nie daloby rady objac calosci koncertu. A, ze jest widowisko na rowni z koncertem mysle,ze widzial to kazdy swiadomy uczestnik...
A z ciekowostek to latajaca swinia prawie we mnie uderzyla Lemur mnie nie ostrzegl  _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Czw Kwi 21, 2011 12:41 pm Temat postu: |
|
|
| q_michal napisał: | | Fajnie poza tym, ze ktos z Nas byl tez na wtorkowym koncercie. |
Kilka metrów za mną stał ktoś z koszulką "Queen", więc może to też był "ktoś z Nas".  _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Kwi 21, 2011 6:07 pm Temat postu: |
|
|
Okay, nie wszyscy mają Facebooka lub mnie w znajomych, więc skopiuję też i tutaj swą notkę:
----------------------------------------------------------------------------------------
19 kwietnia 2011 roku? Jeśli porównanie Gilmoura z Watersem wypada tak, jak Gdańsk 2006 z Łodzią 2011, to już wiem, dlaczego jestem tzw. "Watersowcem". Są fani Pink Floyd, którzy lubią się identyfikować zgodnie z podziałem "Watersowiec - Gilmourowiec", bo i nie jest to szczególnie trudne, skoro Muzycy w ten sposób podzielili siebie samych. Są też i inni, dla których podział ten jest sztuczny, gdyż odbywa się w obrębie tego samego zespołu i podobnej muzyki. Jednakże żadna z tych grup nie może udowodnić, która z powyższych opcji ma większą rację bytu, albowiem żadna nie jest platonowską Ideą, a jedynie jej odbiciem w naszych sercach i umysłach. Stąd świadomie wybieram opcję, która jest mi bliższa — jestem Watersowcem. Bo jak bardzo uwielbiam Gilmoura, tak twórczość Watersa dostarcza mi więcej wrażeń, bo Watersa muzyka wychodzi daleko poza ramy nut i dźwięków (o których jednakże nie zapomina), bo — w końcu — byłem zarówno na koncercie Gilmoura w Gdańsku, jak i na spektaklu Watersa w Łodzi.
Nie byłem w swoim życiu na wielu koncertach — póki co, łączę to z pewnymi naturalnymi ograniczeniami. Dlatego opinia, którą wyrażę poniżej, zdecydowanie traci swą moc przy uwzględnieniu powyższego faktu.
To był najlepszy koncert, jaki miałem okazję zobaczyć.
Być może dlatego, że nie był to po prostu koncert. To był wielki muzyczno-ideologiczny spektakl. Porażający wyśmienitymi efektami specjalnymi, ale tak naprawdę głęboki aż do bólu wyraz duszy jednego człowieka. Wyraz, który w absolutnej większości pokrywa się z moim własnym. Przesycające romantyczną formą bombowce spuszczające tysiące czerwonych krzyży, gwiazd Dawida, sierpów i młotów, log Mercedesa połączone z setkami tragicznych historii pojedynczych ludzi od I wojny światowej do wojny w Iraku, których los został samoistnie uwikłany w rządzony pieniędzmi i władzą świat, na który człowiek chcący samodzielnie myśleć i posiadać własne marzenia — nic nie może poradzić. Ogrom tej idei skumulowany w duszy człowieka, który wraz z upływem lat dokłada cegły do swojego Muru i żyje w nim na tle latającej świni, wielkich lalek i nazistowskich wieców. Sam zaś Mur ostatecznie zostaje zniszczony, a człowiek zdemaskowany. Widz — oszołomiony.
Waters wcale nie zapomina o muzyce. Jednym z mocniejszych punktów spektaklu były zabawy z kawałkami napisanymi przez Gilmoura — poczynając od solówki z drugiej części Another Brick In The Wall, przez Young Lust i Run Like Hell, do końca trzeciej części Another Brick In The Wall. Były powiewy świeżości, były rozwiązania całkowicie odbiegające od albumu, lecz ani na moment nie tracące spójności, a wręcz ją zyskujące. Co mnie rzuciło się szczególnie w uszy to fakt, iż Snowy White lepiej oddaje solo z Comfortably Numb (choć wiadomo, że w całości może to zrobić tylko jeden człowiek) niż Gilmour oddaje duszę kawałków Watersa na swoich koncertach.
Można rzec, iż jedną z atrakcji koncertów naszych idoli jest ujrzenie owego idola na żywo. Jak sytuacja wyglądała w Łodzi? Pomijam wątki osobiste — sympatycznego gościa proszącego mnie "o gryza" pizzy ("żartuuuuuję!"), miejsce około 50 metrów od sceny obok atrakcyjnych dziewcząt i mój niski wzrost. Podkreślić należy obiektywny stan rzeczy — Waters i jego zespół na scenie pozostali w tle, bo widz nie chciał oglądać siwej legendy czy to z basem w ręku, czy imitującej nazistę (choć widok ten był niezwykle krzepiący), lecz skupiony był na historii dziejącej się na ekranie nad sceną i — przede wszystkim — na Murze przed sceną. Bo tam de facto rozegrany został cały spektakl. Obrazy, muzyka i ideologia przeciw taniemu podziwowi gwiazd na scenie. Młoda Arabka przeciw twarzom gwiazd na połowę sceny. Wizytówka Watersa i mój ogromny szacunek za takie rozwiązanie.
Niechaj to słowo będzie przypomnieniem o Wielkim Artyście i Wielkim Albumie. To prawda, o The Wall powiedziano i napisano już wiele, The Wall usłyszano już niezliczenie wiele razy i tyle samo jeszcze usłyszy się i napisze, więc przypominać zapewne nie trzeba. Jednak w tym kontekście ktoś może spytać: po co kolejna trasa? Odpowiedź jest tylko jedna, nikczemnie zarozumiała: kto był, widział i słyszał — ten wie, po co.
"Dzięki, Polska!"
http://www.youtube.com/results?search_query=Waters+%C5%81%C3%B3d%C5%BA&aq=f _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 12:19 am Temat postu: |
|
|
Pojawiło się na dime? _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 12:23 am Temat postu: |
|
|
niestety nie. tradycyjnie są koncerty z prawie kazdego miasta po drodze, a z polski niet... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 1:03 am Temat postu: |
|
|
No to szkoda... jutro gdy dojdę do siebie obczaję to co poszło na youtube i może w końcu się pojawi. A jak nie to się ściągnie stamtąd. Anyway dzięki  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karol
Dołączył: 08 Sty 2005 Posty: 520
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 4:18 pm Temat postu: |
|
|
9 zeta za rejestracje. podziekowal... poczekam na dimeadozen... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karol
Dołączył: 08 Sty 2005 Posty: 520
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 4:22 pm Temat postu: |
|
|
Mogę podać login i hasło na torrenty.org, bo to żaden problem . Gdyby to były moje dane, to już bym taki wyrywny nie był . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Maj 04, 2011 10:44 pm Temat postu: |
|
|
Czy ktoś wkręcał się kiedyś w bootlegi PF? Możecie polecić jakiś z trasy DSotM - a najchętniej to bym usłyszał jeszcze jak grali ten album przed jego premierą  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Maj 05, 2011 5:58 pm Temat postu: |
|
|
Przede wszystkim Dark Soundboard Of Philadelphia (1973-03-15), a więc kilka dni przed wydaniem DSOTM. Jakość powalająca - w najnowszych remasterach niemal studyjna, a do tego bardzo świeże podejście do nie ogranego jeszcze albumu. Polecam na pierwszy kęs. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ziutek

Dołączył: 22 Gru 2007 Posty: 103
|
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 8:29 am Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Przede wszystkim Dark Soundboard Of Philadelphia (1973-03-15), a więc kilka dni przed wydaniem DSOTM. Jakość powalająca - w najnowszych remasterach niemal studyjna, a do tego bardzo świeże podejście do nie ogranego jeszcze albumu. Polecam na pierwszy kęs. |
Dałbyś radę się jakoś podzielić ? _________________ "W wodzie to się ryby pierdolą" - Weterynarz Edmund |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 2:00 am Temat postu: |
|
|
Angole, pieprzeni szczęściarze. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 2:34 am Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Przede wszystkim Dark Soundboard Of Philadelphia (1973-03-15), a więc kilka dni przed wydaniem DSOTM. Jakość powalająca - w najnowszych remasterach niemal studyjna, a do tego bardzo świeże podejście do nie ogranego jeszcze albumu. Polecam na pierwszy kęs. |
Dzięki! Właśnie kończę słuchać i faktycznie jakość żyleta
Bootleg w niektórych momentach ciekawszy niż rozwiązania albumowe, w niektórych niekoniecznie Ale jednym słowem: świetny.
To może poleciłbyś coś jeszcze? Może coś z okresu Wish You Were Here, Animals? Albo - cofając się - Atom Heart Mother, jeżeli tytułowy numer grali na żywo, bo nie mam pojęcia... Byłbym bardzo wdzięczny!
Pozdrawiam!
Plus chyba nikt nie wrzucał tego newsa
http://www.pinkfloyd.com/news/news_release.php
A podobno Steven Wilson niedawno mówił, że znowu miksuje jakiś klasyczny album z lat 70, czyżby PF?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 12:46 pm Temat postu: |
|
|
Jak ja uwielbiam tego faceta .Aż się wzruszyłem ogladając ich razem na scenie .Szkoda,że mnie tam nie było,ale liczę,że David jeszcze do Polski zawita.Co do reedycji to bardzo ciekawa wiadomość.Nie widziałem tego wcześniej,ale skoro mają być edycje 6 dyskowe DOTM to co oni maja zamiar tam zamieścić?.Na razie będę mógł sobie pozowlić na wersje 2cd,ale w przyszłośći zakupie sobie na pewno wersje 6 dyskowe .To pokazuje,że jak się chce to można zrobic naprawdę porządne remastery  _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|