| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 12:01 am Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | kater napisał: |
No odkryłeś Amerykę teraz. Ale DSOTM jest tylko jeden, jak Pan Bóg. |
no a ja słyszałem, że jest ich 3. Tak w ogóle to ja nigdy tej zasady z podzielnością na trzy ciała niby nigdy nie jarzyłem, serio. I to nie była żadna wymyślna metafora.
A ja w ogóle nie słyszałem nawet DżingelBelsów i jestem szczęśliwy. Chociaż po tych wszystkich zachwytach wasdfg przypuszczam, że powinienem to nadrobić. |
kater.... z tymi >>>>>> przesadziłeś. Nie śmiem porównywać DB do WYWH czy DSOTM ale.... no włąśnie to pieprzone ale. Ciężko mi powiedzieć, że DB jest takie słabe w stosunku do nich. DB jest wspaniałe i melodyjne. Pozostałe płyty... zresztą. mówię teraz o rzeczach w stosunku do których trudno cokolwiek mówić więc to zostawmy.
Co do NAR-a. Matko z córką. Porzuć wszystkie płty. Jest noc. Wykorzystaj to. Aż sam się napaliłem. I mówię. Nie oczekuje geniuszu. Poczuj melodię. Tam nie ma genialnych kompozycji. Tam jest klimat i melodia. Mi to wystarczy bo takich płyt... nie wiem czy znam choć jedną podobną. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 12:53 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | No Ty to pewnie tak. Przy Wysokich Hopsach będziesz płakał jak przy In Rainbows. |
Nie bardzo rozumiem zachwyty w-7- że melodia... każda piosenka ma melodię! Jaka ta melodia powiedz, to może zachwyt jakoś zoastnie zrozumiany, ale jak dowodem na genialność płyty jest melodyjność to jakoś mnie to nie przekonuje...
Dla mnie połowa Dżingle Bellsów to takie trochę bardziej dostojne i poważniejsze Dire Straits. Na zasadzie miło od czasu do czasu, fajnie, melancholijnie, z zadumą- ale... nie za bardzo wiem co mam przy tej płycie przeżyć. Tej płyty ja po prostu słucham- takie DSOTM, WYWH czy ANIMALS to ja najnormalniej w świecie przeżywam. Czuję coś przy tych płytach, muzyka działą na moją wyobrźnmie, porusza coś we mnie ważnego. Ja lubię sobie czasem włączyć Dire Straits. I Division Bell też nie jest płytą, przy której muszę absolutnie nacisnąć STOP. Nie. Ale... między Ciemną Stroną a Division Bells jest dużo więcej tych znaczków >. Ekranu by zabrakło, żeby pokazac jak wielka jest tam przepaść.
Wytłumaczcie mi jedno. Naprawdę serio mówię. Polska jest jedynym krajem w którym Division Bell jest otoczone taką czcią. Dobra, może nie jedynym- nie wiem jak to jest w jakichś Czechach czy gdzieś tam. Ale w takiej Anglii nikt sobie specjalnie tą płytą głowy nie zawraca. Czemu? Bo tam ludzie pamiętają tych WIELKICH Floydów. Tam wielu ludzi chodziło na ich koncerty w latach 70-tych. U nas (a i to niedokładnie u nas, tylko blisko) był jeden koncert, który dla tych którzy tam byli był ogromnym przeżyciem. Przeogromnym. Poza tym Division Bell wyszło w czasie, kiedy nagle muzyka, wszelkie materiały o niej zaczynały być w większym stopniu normalnie dostępne dla wszystkich. U nas rynek muzyczny taki z prawdziwego zdarzenia dopiero wtedy się zaczynał. Kurcze- u nas punk się zdarzył tych kilkanaście lat później! Więc według mnie to całe uwielbienie dla tej płyty pochodzi stąd. Nie mówię o guście pojedynczych osób, absolutnie nie- mówię o wszelkich prasowych materiałach, recenzjach itd. W prasie polskiej ta płyta wyniesiona jest niemal na jakiś ołtarz- czego nie widziałem ani w Anglii, ani w Niemczech, ani w Holandii.
W Polsce doświadczenie tego, że wychodzi płyta Pink Floyd na bieżąco, że można śledzić cały ten proces łatwo na bieżąco (dużo łatwiej, niż w latach 80-tych)- ono było dla nas pierwsze. Wcześniej czegoś takiego nie doświadczaliśmy- więc to było ogromne doświuadczenie. Wychodzi nowa płyta Pink Floyd- i mamy ogromne wydarzenie. Niemal jaka by nie była- to jest nowa płyta PINK FLOYD, wow! I to nie wpływa na odbiór tej płyty przez prasę, krytyków, dziennikarzy muzycznych? Oczywiście że wpływa. IMO, oczywiście. Bo czegoś takiego, na taką skalę dostępności nigdy wczesniej nie przeżyliśmy... i była spora szansa- jak się ukazało uzasadniona- że więcej nie przezyjemy... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pon Cze 07, 2010 7:15 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 1:04 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Nie bardzo rozumiem zachwyty w-7- że melodia... każda piosenka ma melodię! Jaka ta melodia powiedz, to może zachwyt jakoś zoastnie zrozumiany, ale jak dowodem na genialność płyty jest melodyjność to jakoś mnie to nie przekonuje... |
Dire Straits i DB to dwie różne IMO bajki. Zupełnie. Knopfler miał fajne utwory i bardzo je lubię ale gdzie im do DB.
Pytasz się jaką melodię. Hmmm. Jak to ująć w słowa
Połączenie smutku, melancholii, totalne olewnictwo popisów instrumentalnych (100 dźwięków na sekundę), pewien sposób grania łatwy w odbiorze dla słuchacza, wspaniałą gitara, praktycznie brak słów na tej płycie, popuszczenie wodzy fantazji bla bla bla. To co piszę to głupota. Ale wytłumacz mi Fenderku. Twoja wyobraźnia biegnie jak szalona przy WYWH więc jak ona może być taka spokojna przy DB. Ten... Ta.... To ... wyczucie, sentyment (choć on nie ma w sensie stricte nic do rzeczy)... melancholia lepiej pasuje. No szlag. Nie wiem jak to ładnie opisać. Ten spokój tej płyty. Ja wiem? Optymizm wyrażany w melodiach.
Czepiasz się mojej melodii. Ale jaką melodię ma Metallica dajmy na to/? Znów nie potrafię Ci wytłumaczyć różnicy w moim pojmowaniu melodii między Pinkami a już niech będzie tą Metallicą.
Wyszło jedno wielkie bla bla bla ale. O! Świetne słowo. Ta płyta jest okropnie subtelna. Subtelna w sensie muzycznym ( ) cokolwiek to znaczy. Mimo iż jest prosta jak budowa cepa ( tu znów ukłon w stronę Misia) to pokaż mi choć lekko zbliżoną do tej. Nie nuta w nutę. Takiej nawet słuchać bym nie chciał. Nie umiem wyrażać swoich myśli  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 1:08 am Temat postu: |
|
|
jak dla mnie roznica miedzy DSOTM czy WYWH, a DB jest mniej wiecej taka jak miedzy genesis wczesnym, a genesis z lat 80tych... tzn to drugie bardzo lubie posluchac, ale nigdy w zyciu nie powiedzialbym, ze jest to ambitne jakos specjalnie, czy tez mocno wyszukane.
porownanie o tyle nie do konca moze pasujace, ze ja jednak do wczesnego genesis jestem przekonany duzo mniej niz do WYWH czy DSOTM (ktore to plyty uwazam za moją czolowke wszech czasow), ale jednak ilosc ambicji na utwor kwadratowy mniej wiecej porownywalne  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 1:47 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | Ta płyta jest okropnie subtelna. Subtelna w sensie muzycznym ( ) cokolwiek to znaczy. Mimo iż jest prosta jak budowa cepa ( tu znów ukłon w stronę Misia) to pokaż mi choć lekko zbliżoną do tej. Nie nuta w nutę. |
Subtelne to dla mnie są ballady Nicka Cave'a...
Weź takie NO MORE SHALL WE PART albo THE BOATMAN'S CALL. Tam subtelna jest każda jedna nuta muzyki, każde jedno drgnięcie głosu, każde jedno słowo... tam nie ma popisów ale nie ma też patosu, jest tylko piękno- to uważam za coś subtelnego.
Albo Jeff Buckley... Bez wpadania w obszary muzyki relaksacyjnej- artystycznie w całości rzeczy wielkie...
Bo nie wiem, niektóre momenty na DB określiłbym raczej jako oczywiste, coś co dla mnie stoi niemal jako przeciwieństwo subtelności... nie wiem co na przykład subtelnego miałbym (ja) znaleźć na takim TAKE IT BACK... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pon Cze 07, 2010 7:10 am, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:26 am Temat postu: |
|
|
| Aaricia napisał: | Misiu, ale jak właczam sobie jakąkolwiek płytę to nie zastanawiam się and tym jak bardzo jest przełomowo zła/dobra. Ja jej słucham i albo mi się nie podoba, albo podoba.
Kiedy słcuham sobie The Wall nie zastanawiam się za każdym razem jakie to wspaniałe bo tyle wnosi do muzyki rozrywkowej. Po prostu ciesze się tym co słyszę. |
A widzisz, masz do tego święte prawo. Ale ja tu nie dyskutuję o guście, bo ten szanuję i nic mi do tego, że ktoś może woleć The Division Bell od The Wall, mimo że to dla mnie niepojęte. Ja próbuję uzasadnić swoje stanowisko, dlaczego uważam, że okres Watersowy jest lepszy od Gilmourowego.
----
Wasdfg7, nie chce mi się dogłębnie przekopywać całej muzyki na potrzeby tej dyskusji. Ja, słuchając The Division Bell słyszę, że nic w tym nowego, że to melodyjne i bardzo przyjemne granie. High Hopes mogło odnieść sukces, a Floydów i tak nie kojarzy się z tym albumem, co rozwinął wyżej Fenderek. Gra Gilmoura opiera się na utworach ze zwrotkami przerywanymi solówkami (im dłuższymi, tym lepszymi), więc włącz sobie jakiegoś Gary'ego Moore'a albo Vinniego Moore'a. Oczywiście, że to nie ten feeling i nieco inne granie, ale to podobny styl oparty na podobnych schematach. A wgłębiając się w szczegóły...
Cluster One to wariacja Shine On You Crazy Diamond, Marooned niedaleko do neoprogu, Coming Back To Life jeszcze bliżej, Lost For Words to zwyczajna, choć niezwykle urocza akustyczna piosenka, Take It Back brzmi jak U2, High Hopes jest zbliżony w klimaty Dead Can Dance, Wearing The Inside Out to bardzo dobra kompozycja, ale sam Wright w bardzo podobnych klimatach grał na Wet Dream, a ta jego krótka solówka w środku chyba wiesz, skąd została zaczerpnięta.
| wasdfg7 napisał: | | A ile albumów w historii muzyki rozrywkowej zmieniło coś? Ale tak diametralnie. Bo nie powiesz mi, że WYWH coś zmienił. Więc takich albumów IMO na tym świecie jest dosłownie kilkanaście, góra kilkadziesiąt. |
Bo muzyka nie zmienia się diametralnie raz za razem, więc i wiele takich albumów nie uświadczysz. Ale jeśli mówisz, że Wish You Were Here nic nie zmienił... Utwór Krzyśka z drugiej edycji QueenWizji pamiętasz? Octavarium Ty słyszałeś? Dźwięki w tle Left Here Fates Warning to skąd niemal żywcem zespół wyciął? Ilu wzorowało się na utworze tytułowym? Początek The Same River Riverside? Na podstawie jakiego albumu Steven Wilson skonstruował The Sky Moves Sideways? Dlaczego na snujące się od pierwszej sekundy klawiszowe tło reagujemy: "podobne do Shine On"? Podałem Ci porównania do The Division Bell, teraz Ty mi podaj JEDEN utwór z 1975 roku, który brzmi jak Shine On You Crazy Diamond albo - o rany! - jak Welcome To The Machine. Jeden progresywny album o brzmieniu Animals z lat 70., jedną, nagraną przed The Wall rock-operę... Oczywiście, że pozostali członkowie zespołu mocno się do tego przyczynili, ale to były głównie koncepcje Watersa, które nie zostałyby po prostu bez reszty zrealizowane. The Division Bell niczego takiego w muzyce nie dokonał, mimo że może się cholernie podobać. Śmiem nawet stwierdzić, że bez wcześniejszego okresu ten album przepadłby wśród całego stosu muzyki (o ile naprawdę nie przepadł, jeśli poczytać Fenderka), ale nazwa zespołu i nazwiska muzyków pozwalają o nim pamiętać.
No i z tym porównaniem Dark Side Of The Moon do Wish You Were Here toś Ty się chyba z Księżyca urwał. Wskaż mi te podobieństwa, bom naprawdę ich ciekaw... _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 10:59 am Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Przeceniacie wpływ "zmarłego na wojnie tatusia" na The Wall. Przecież to tylko jeden epizod. |
Ale przewija się przez praktycznie wszystkie płyty Watersa, w mniejszym czy większym stopniu. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 11:02 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | BeBe napisał: | | Misiu napisał: | | Przeceniacie wpływ "zmarłego na wojnie tatusia" na The Wall. Przecież to tylko jeden epizod. |
Ale przewija się przez praktycznie wszystkie płyty Watersa, w mniejszym czy większym stopniu. |
|
Chodziło o The Wall konkretnie a nie o jego twórczość
Ale tu jednak zgodze się z tym, ze ta cegła chyba jednak była kluczowa dla reszty- aczkolwiek geniusz płyty kwi nie w opisywaniu co się stało tylko w opisywaniu co to później zrobiło... więc śmierć ojca w The Wall jest przyczyną tego, co z postacią Pinka się później dzieje. MUR nie opowiada o tym co się stało- głównie skupia się na tym, jaki to miało na naszego bohatera wpływ. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 1:52 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Ale koncepty Watersa są jedyne w swoim rodzaju, nikt takich pomysłów nie miał. Nie ma drugiego takiego albumu jak The Wall, jak Animals. |
Właśnie dlatego sugeruję, a tym razem wręcz NALEGAM, abyś poznał The Lamb Lies Down On Broadway! Bo tak się składa, że Waters skopiował wiele pomysłów Genesis sprzed lat, a pisanie że nikt ich nie miał jest po prostu nieprawdziwe i mylące. To, że czegoś jeszcze nie poznałeś nie oznacza wcale, że tego nie ma.
| wasdfg7 napisał: | | Misiu napisał: | | Poza tym, to już jest moja subiektywna ocena, ale naprawdę: takich albumów jak Division Bell nagrano wiele, to po prostu melodyjny i melancholijny rock, do którego Gilmour ma fantastyczną zdolność i nikt mu jej nie odbiera. |
Przepraszam, że zbaczam z tematu. Żadnej tu złośliwości. Możesz odpowiedzieć na pw lub w innym temacie, lub tu ... nie mam zamiaru odpowiadać więc będzie to 2postowy off. Podaj mi przykłąd jednego. Jeśli istnieje na świecie gdzies drugi tak samo fantastycznie melodyjny album to ja to kupuję w ciemno. |
To przy okazji ja też poproszę o PW bo również nie znam nic podobnego...
| kater napisał: | No z WYWH zrzynają wszelkie progmetale współczesne chociażby. Z Division Bell nie wiem kto.  |
Marillion w Ocean Cloud.
| Fenderek napisał: | | Nie bardzo rozumiem zachwyty w-7- że melodia... każda piosenka ma melodię! Jaka ta melodia powiedz, to może zachwyt jakoś zoastnie zrozumiany, ale jak dowodem na genialność płyty jest melodyjność to jakoś mnie to nie przekonuje... |
Ależ tu nie chodzi o JAKĄŚ TAM melodyjność, tylko o specyficzny, baśniowy sposób budowania nastroju, który Ciebie akurat nudzi i usypia, ale nam się podoba.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 1:59 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | kater napisał: | No z WYWH zrzynają wszelkie progmetale współczesne chociażby. Z Division Bell nie wiem kto.  |
Marillion w Ocean Cloud.  |
A już się miałem na nich nawrócić! _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:04 pm Temat postu: |
|
|
Oj to tylko jedno solo ze slajdem, nie panikuj.
I jeszcze do Misia, bo pisał tam wyżej o cytowaniu WYWH itp. Ja powiem tak: jeżeli obecnie cytuje się cokolwiek w progu, to są to przede wszystkim lata '70, z prostej przyczyny: wszystko, ale to absolutnie WSZYSTKO w tym gatunku powstało już w latach '70, w bardziej lub mniej oszlifowanej formie. Nie ma najmniejszego sensu powoływać się w muzyce na lata '90 bo generalnie ta muzyka nie zaskoczy już nikogo, kto odrobił lekcję historii. Przecież nawet Division Bell cytuje Floydów z lat '70, lecz robi to w pięknym, dostojnym stylu i zwyczajnie ukazuje ewolucję dawnych myśli (ponownie polecam TĘ LEKTURĘ bo nie chcę znów odstawiać eseisty. Tak więc argument, że "o, patrzcie, bo WYWH się cytuje a DB nie" uważam za chybiony. ŻADEN album nagrany w latach '90 nie ma najmniejszych szans z milestones of the 70s. _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pon Cze 07, 2010 2:26 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:09 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | kater napisał: | | No Ty to pewnie tak. Przy Wysokich Hopsach będziesz płakał jak przy In Rainbows. |
Nie bardzo rozumiem zachwyty w-7- że melodia... każda piosenka ma melodię! Jaka ta melodia powiedz, to może zachwyt jakoś zoastnie zrozumiany, ale jak dowodem na genialność płyty jest melodyjność to jakoś mnie to nie przekonuje...
Dla mnie połowa Dżingle Bellsów to takie trochę bardziej dostojne i poważniejsze Dire Straits. Na zasadzie miło od czasu do czasu, fajnie, melancholijnie, z zadumą- ale... nie za bardzo wiem co mam przy tej płycie przeżyć. Tej płyty ja po prostu słucham- takie DSOTM, WYWH czy ANIMALS to ja najnormalniej w świecie przeżywam. Czuję coś przy tych płytach, muzyka działą na moją wyobrźnmie, porusza coś we mnie ważnego. Ja lubię sobie czasem włączyć Dire Straits. I Division Bell też nie jest płytą, przy której muszę absolutnie nacisnąć STOP. Nie. Ale... między Ciemną Stroną a Division Bells jest dużo więcej tych znaczków >. Ekranu by zabrakło, żeby pokazac jak wielka jest tam przepaść.
Wytłumaczcie mi jedno. Naprawdę serio mówię. Polska jest jedynym krajem w którym Division Bell jest otoczone taką czcią. Dobra, może nie jedynym- nie wiem jak to jest w jakichś Czechach czy gdzieś tam. Ale w takiej Anglii nikt sobie specjalnie tą płytą głowy nie zawraca. Czemu? Bo tam ludzie pamiętają tych WIELKICH Floydów. Tam wielu ludzi chodziło na ich koncerty w latach 70-tych. U nas (a i to niedokładnie u nas, tylko blisko) był jeden koncert, który dla tych którzy tam byli był ogromnym przeżyciem. Przeogromnym. Poza tym Division Bell wyszło w czasie, kiedy nagle muzyka, wszelkie materiały o niej zaczynały być w większym stopniu normalnie dostępne dla wszystkich. U nas rynek muzyczny taki z prawdziwego zdarzenia dopiero wtedy się zaczynał. Kurcze- u nas punk się zdarzył tych kilkanaście lat później! Więc według mnie to całe uwielbienie dla tej płyty pochodzi stąd. Nie mówię o guście pojedynczych osób, absolutnie nie- mówię o wszelkich prasowych materiałach, recenzjach itd. W prasie polskiej ta płyta wyniesiona jest niemal na jakiś ołtarz- czego nie widziałem ani w Anglii, ani w Niemczech, ani w Holandii.
W Polsce doświadczenie tego, że wychodzi płyta Pink Floyd na bieżąco, że można śledzić cały ten proces łatwo na bieżąco (dużo łatwiej, niż w latach 80-tych)- ono było dla nas pierwsze. Wcześniej czegoś takiego nie doświadczaliśmy- więc to było ogromne doświuadczenie. Wychodzi nowa płyta Pink Floyd- i mamy ogromne wydarzenie. Niemal jaka by nie była- to jest nowa płyta PINK FLOYD, wow! I to nie wpływa na odbiór tej płyty przez prasę, krytyków, dziennikarzy muzycznych? Oczywiście że wpływa. IMO, oczywiście. Bo czegoś takiego, na taką skalę dostępności nigdy wczesniej nie przeżyliśmy... i była spora szansa- jak się ukazało uzasadniona- że więcej nie przezyjemy... |
sorki, ale pisząc, że punk zaczął się w Polsce z kilkunastoletnim opóźnieniem po prostu pokazałeś full ignorancji o polskiej muzyce z początku lat 80. mam nadzieję, że się po prostu rozpędziłeś myślami będąc obok Pink Floyd, że ot mała głupotka spod klawiszy wyszła. to się zdarza.
Division Bell - moim zdaniem to jedna z najlepszych rzeczy Pink Floyd w ogóle i g... mnie obchodzi to, co myślą na ten temat Anglicy.
Ostatnio zmieniony przez krs dnia Pon Cze 07, 2010 2:15 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:14 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | Division Bell - moim zdaniem to jedna z najlepszych rzeczy Pink Floyd w ogóle i g... mnie obchodzi to, co myślą na ten temat Anglicy. |
Znaczy, Fenderek jest teraz taki brytyjski, ma z tego niezłe plecy i brzmi dzięki temu poważniej. Ale powiem Wam jedno - też spędziłem trochę czasu w UK i niestety nie mogę potwierdzić jego obserwacji - wśród MOICH brytyjskich znajomych DB cieszy się mocnym uznaniem. I znowu - NIE, nie jest żadnym przełomem dla osi wszechświata, ale też zna i szanuje go każdy fan PF, może z wyjątkiem apostołów Watersa. Zresztą zostawmy już w spokoju Wielką Brytanię, ja przy okazji berlińskiego koncertu na trasie promującej DB zaobserwowałem BARDZO entuzjastyczne przyjęcie albumu w okolicach premiery, więc moim zdaniem tworzy się tutaj jakaś urban legend. I w zasadzie, Fenderku, odpowiedziałeś już sobie sam na pewne zarzuty - w latach '90 muzyka stała się tak powszechnie dostępna, tak... zwyczajna, że w ogóle porównywanie otoczki wokół WYWH i DB jest dla mnie co najmniej parodystyczne. Naprawdę chcesz mierzyć albumy odległe o 20 lat? Przecież w muzyce to jest cała wieczność! _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pon Cze 07, 2010 2:34 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:23 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | Division Bell - moim zdaniem to jedna z najlepszych rzeczy Pink Floyd w ogóle i g... mnie obchodzi to, co myślą na ten temat Anglicy. |
Racja , chociaż osobiście bardziej pasuje mi DSOTM i WYWH
| Incubus napisał: | | Naprawdę chcesz mierzyć albumy odległe o 20 lat? Przecież w muzyce to jest cała wieczność! |
1780 - 1800 - patrz no faktycznie
a na poważnie nawet jeśli DB nie jest przełomem to i tak jak to napisał krs jest dobra! _________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:29 pm Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | No Ty to pewnie tak. Przy Wysokich Hopsach będziesz płakał jak przy In Rainbows. |
gdybyś czytał a nie tylko spamował to byś wiedział, że HH znam i kocham miłością absolutną. Zdaje się, że nawet Fenderek się z tego kiedyś naśmiewał. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:30 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: |
sorki, ale pisząc, że punk zaczął się w Polsce z kilkunastoletnim opóźnieniem po prostu pokazałeś full ignorancji o polskiej muzyce z początku lat 80. |
Punkiem nigdy się nie interesowałem, więc z ignorancją na temat tego konkretnego ruchu jest mi raczej dobrze. No ale faktycznie, odrobinę bym pomyślał i rzeczywiście nie kilkanaście lat- ale kilka jednak jak najbardziej.
| Incubus napisał: | | Ale powiem Wam jedno - też spędziłem kawał czasu w UK i niestety nie mogę potwierdzić jego obserwacji - wśród MOICH brytyjskich znajomych DB cieszy się mocnym uznaniem. |
Ale zdajesz sobie sprawę, że pisałem o opracowaniach muzycznych, dziennikarzach, recenzjach itd? Nawet się zastrzegłem:
"Nie mówię o guście pojedynczych osób, absolutnie nie- mówię o wszelkich prasowych materiałach, recenzjach itd. W prasie polskiej ta płyta wyniesiona jest niemal na jakiś ołtarz- czego nie widziałem ani w Anglii, ani w Niemczech, ani w Holandii. "
Oczywiście, ze płyta nie jest "jechana"- ale na takie ołtarze jak u nas nikt jej nie wynosi. I tylko to mi chodziło.
| Incubus napisał: |
I w zasadzie, Fenderku, odpowiedziałeś już sobie sam na pewne zarzuty - w latach '90 muzyka stała się tak powszechnie dostępna, tak... zwyczajna, że w ogóle porównywanie otoczki wokół WYWH i DB jest dla mnie co najmniej parodystyczne. Naprawdę chcesz mierzyć albumy odległe o 20 lat? Przecież w muzyce to jest cała wieczność!
|
Tak, tylko na świecie ta zmiana zachodziła stopniowo, bardzo stopniowo- u nas zaszła bardzo nagle. Zgadza się- płyty zostały nagle obdarte z wszelkiej mistyki, wszystko o nich było nagle ogólnie dostępne, można było i jest w tej chwili wiedzieć wszystko o albumie niemal zanim trafi on gdziekolwiek (czasem przecież nawet i usłyszeć całość)- a ja po prostu mam wrażenie, że w połowie lat 90-tych próbowano w Polsce na siłę nadrobić to czego nie było i tej mistyki, której już dawno nie było (to co mówisz, wieczność minęła od czasów kiedy szło się z winylem pod pachą, odsłuchiwało równocześnie oglądając 12 calową, wspaniałą nieraz okładkę i szukając po różnych magazynach skrawka informacji na jej temat czy temat zespołu), niemal na siłę ją stworzyć. I przecież tamta trasa Floydów to BYŁO w Polsce wielkie wydarzenie, mimo iż nawet nie odbyło się u nas. Ale czytając niektóre recenzje z tamtego okresu- ogarnia mnie pusty śmiech. I nie tylko DB- to samo mogę powiedzieć na przykład o Made in Heaven... bo obie płyty mają momenty zapierające absolutnie dech w piersi- ale całościowe super hiper wielkimi dziełami... no nie są... a tymczasem miałem wrażenie jakby niektórzy (?) dziennikarze za wszelką cene chcieli mieć możliwość pisania o klasyku, za wszelką cenę.
Tego w Anglii nie widziałem. O to mi chodziło.
| NAR napisał: | | Zdaje się, że nawet Fenderek się z tego kiedyś naśmiewał. |
Nie no, Wysokie Hopsy to ja przeciez lubię! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:35 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | kater napisał: | | No Ty to pewnie tak. Przy Wysokich Hopsach będziesz płakał jak przy In Rainbows. |
gdybyś czytał a nie tylko spamował to byś wiedział, że HH znam i kocham miłością absolutną. Zdaje się, że nawet Fenderek się z tego kiedyś naśmiewał. |
A nie mówiłem? _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:46 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | Tak, tylko na świecie ta zmiana zachodziła stopniowo, bardzo stopniowo- u nas zaszła bardzo nagle. Zgadza się- płyty zostały nagle obdarte z wszelkiej mistyki, wszystko o nich było nagle ogólnie dostępne, można było i jest w tej chwili wiedzieć wszystko o albumie niemal zanim trafi on gdziekolwiek (czasem przecież nawet i usłyszeć całość)- a ja po prostu mam wrażenie, że w połowie lat 90-tych próbowano w Polsce na siłę nadrobić to czego nie było i tej mistyki, której już dawno nie było (to co mówisz, wieczność minęła od czasów kiedy szło się z winylem pod pachą, odsłuchiwało równocześnie oglądając 12 calową, wspaniałą nieraz okładkę i szukając po różnych magazynach skrawka informacji na jej temat czy temat zespołu), niemal na siłę ją stworzyć. I przecież tamta trasa Floydów to BYŁO w Polsce wielkie wydarzenie, mimo iż nawet nie odbyło się u nas. Ale czytając niektóre recenzje z tamtego okresu- ogarnia mnie pusty śmiech. I nie tylko DB- to samo mogę powiedzieć na przykład o Made in Heaven... bo obie płyty mają momenty zapierające absolutnie dech w piersi- ale całościowe super hiper wielkimi dziełami... no nie są... a tymczasem miałem wrażenie jakby niektórzy (?) dziennikarze za wszelką cene chcieli mieć możliwość pisania o klasyku, za wszelką cenę.
Tego w Anglii nie widziałem. O to mi chodziło. |
Ok, rozumiem. Z tym, że ja akurat nigdy nie skakałem ślepo na główkę za werdyktami pismaków - bardziej opieram się na opiniach zwykłych fanów, którzy mają PRAKTYCZNĄ wiedzę i zwyczajnie rozumieją i czują co należy zauważać w dobrej muzyce. Zgodzę się natomiast z polskimi trendami medialnymi związanymi z syndromem "20 lat przespanych pod kamieniem", zresztą aby nie szukać daleko - mam pod nosem Opowieści z Krypty (nie kater, nie serial, nie rysuj już nic), większość w formie papierowej. I muszę powiedzieć, że to co pisał ów Wielki Przewodnik na temat choćby Marillion i Hogartha (chcąc ZA WSZELKĄ CENĘ pisać o Fishu-klasyku), to był jeden wielki stronniczy bullshit, za który teraz pewnikiem pokutuje w kotle. Nie rozumiem jednak jak ta polska zaściankowość wydawnicza miała wpłynąć na rzekome, wystrzelone w kosmos uwielbienie wobec DB, którego ja nota bene nie pamiętam. Owszem, album spotkał się z komercyjnym sukcesem w naszym kraju, być może na szerszą skalę, niż na znudzonych życiem Wyspach, ale już opiniowanie, że tylko w Polsce (i może jeszcze w Czechach) doceniono DB jest zwyczajnie nieprawdziwe i tendencyjne. Mówię - ja byłem w Niemczech w tamtym czasie i zaobserwowałem PF-manię na skalę, która przykrywała polskie pismactwo czapką. Nie wiem natomiast jak to było na Ukrainie i Węgrzech. Bądźmy poważni.
Owszem, rodzimi pismacy szukali wówczas na siłę "boga" do wskrzeszenia, lecz o ile dobrze pamiętam wyżej wynosili wskrzeszonego Freddiego ze wspomnianego MIH, czy powrót Gabriela na trasie Secret World, niż nowych Floydów. Natomiast z gruntu gnoiło się wszystko to, co nie miało rdzennie korzeni w czasach "wąchania winyli", stąd np. wybitnie perfidne ignorowanie dorobku Marillion z Hogarthem przez polskie media, co nota bene przebrzmiewa echem do dziś. _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pon Cze 07, 2010 2:59 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 2:58 pm Temat postu: |
|
|
Z porównaniem do The Lamb Lies Down On Broadway spotykam się pierwszy raz i ciekaw jestem, jak widzą to inni, ale sam chętnie poznam i porównam. A póki co, poproszę o przytoczenie tych "wielu pomysłów", które miał z Genesis zerżnąć Waters, bo zakładam, że przy takim sformułowaniu jest to więcej niż inspiracja jednym albumem.
| Incubus napisał: | | ŻADEN album nagrany w latach '90 nie ma najmniejszych szans z milestones of the 70s. |
Wiesz, że gdybym był złośliwy, to zacytowałbym Ciebie samego?
W progu "absolutnie wszystko" powstało w latach 70.? Wybacz, ale dla mnie to zwykła demagogia. Lata 70. nie znały czegoś takiego jak metal, jak rozbudowane syntezatory (na czym oparł się cały neoprog) czy możliwości wykorzystania elektroniki. Myślisz, że tego we współczesnym progu nie ma? Dream Theater rozpowszechnił prog metal, również z Floydami jako inspiracją, na dwa lata przed The Division Bell wydał bardzo innowacyjny w tym czasie album Images And Words. Wszelkie odmiany metalu (również te progowe) rozwijały się bardzo dobrze i wcale nie liczyły sobie dwudziestu lat. Mike Oldfield, czołowy progmen lat 70., zaczął nagrywać wspaniałą muzykę z domieszką elektroniki, również inspirując się Floydami. Porcupine Tree niesamowicie unowocześnił przestrzenne, często wręcz ambientowe granie. Posłuchajcie, jak OSI łączy metal z elektroniką! Poza latami 70. powstało mnóstwo nowych rzeczy w muzyce progresywnej (nie tylko rockowej!), więc proszę nie mówić, że The Division Bell nagrano w okresie, w którym nie mógł już niczego nowego stworzyć. Zawsze tak można powiedzieć, a sęk w tym, że muzyk musi po prostu pomyśleć. Chyba nie sądzisz, że przed 1973 rokiem tak łatwo było wpaść na Dark Side Of The Moon? Co to za usprawiedliwienie dla The Division Bell, że inne albumy niewiele zmieniły (nawet jeśli to nieprawda)? To prawda, że w latach 70. dokonał się największy postęp, ale poza nimi wprowadzono mnóstwo, przemnóstwo nowości do progresji... Inaczej muzyka progresywna skończyłaby się w latach 70., a tak po prostu nie jest.
Recenzję przeczytałem i nie widzę w niej nic innego jak subiektywny zachwyt nad The Division Bell. Zresztą, recenzje na ArtRock w większości nie są zbyt górnolotne i często wykazują się zwyczajnym brakiem kompetencji, toteż nie stanowią dla mnie żadnego wyznacznika. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie
Ostatnio zmieniony przez Misiu dnia Pon Cze 07, 2010 3:02 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:02 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Z porównaniem do The Lamb Lies Down On Broadway spotykam się pierwszy raz i ciekaw jestem, jak widzą to inni, ale sam chętnie poznam i porównam. A póki co, poproszę o przytoczenie tych "wielu pomysłów", które miał z Genesis zerżnąć Waters, bo zakładam, że przy takim sformułowaniu jest to więcej niż inspiracja jednym albumem. |
Na takie porównanie wpadłem już wiele lat temu, na forum Pink Floyd wywołało swego czasu burzliwą dyskusję... tylko tam większość znała Lamba. Konkretne przykłady podałem już TUTAJ, mogę tez zacząć pisać eseje na bazie Supper's Ready, ale chciałbym abyś najpierw tego posłuchał bo inaczej marnujemy tylko czas.
| Misiu napisał: | | W progu "absolutnie wszystko" powstało w latach 70.? Wybacz, ale dla mnie to zwykła demagogia. Lata 70. nie znały czegoś takiego jak metal |
Black Sabbath, halo!
| Misiu napisał: | | jak rozbudowane syntezatory (na czym oparł się cały neoprog) czy możliwości wykorzystania elektroniki. |
Genesis, HALO!  _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pon Cze 07, 2010 3:04 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:04 pm Temat postu: |
|
|
PROGRESYWNY metal. I nie wmówisz mi, że elektronika w Genesis stała na poziomie tej późniejszej, skoro w latach 70. nie było nawet takiej technologii. Nie znam za dobrze twórczości Genesis, ale zwyczajnie w to nie wierzę.
Czekam na odniesienie się do reszty. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:07 pm Temat postu: |
|
|
Wiesz, mam wrażenie, że operujesz terminami, których nie rozumiesz. Bo co dla Ciebie oznacza termin PROGRESYWNY, którym tak epatujesz? Progresja to nic innego, jak innowacyjne granie BEZ GRANIC, przekraczanie dotychczasowych, a w przypadku ich braku - wyznaczanie nowych standardów. Jeżeli dla Ciebie Black Sabbath oraz Genesis z lat '70 nie gra progresywnie w swoim gatunku, to chyba rzeczywiście marnujemy czas.
Argument "nie znam, ale nie wierzę" też nie jest zbyt dobry w dyskusji... chętnie do niej powrócę w momencie, gdy poznasz utwory, na które się powołuję (w tym przypadku Genesis).
I, do cholery! Wygooglaj sobie przynajmniej takie nazwisko, jak Tony Banks bo tym brakiem syntezatorów w latach '70 autentycznie strzeliłeś sobie w stopę. Przy okazji poczytaj sobie też kim był Robert Moog. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:18 pm Temat postu: |
|
|
Z terminem "progresywny" jest pewien problem, bo w zasadzie masz rację, Black Sabbath był progresywny w swoim gatunku, ale dzisiaj chyba niewielu już tak powie, bo "progresywny" zamknięto w pewnych ramach i sam w nieuzasadniony sposób naprzemiennie stosuję oba znaczenia. Tu mój błąd, przyznaję.
I żadne "do cholery!", już raz coś na ten temat powiedziałem. Wiem, kim jest Tony Banks, ale sobie wygoogluję, skoro tak chcesz. Mam tylko nadzieję, że nie mylisz instrumentów klawiszowych z syntezatorami.
Prawda jest taka, że odeszliśmy trochę od tematu. Mówienie, że lata 90. to jedynie ewolucja lat 70. to straszne uproszczenie. Porównaj prog metal lat 90. do Black Sabbath. Dwie nowe jakości. Kto w latach 70. grał podobnie do Mike'a Oldfielda? W latach 90. muzyka, którą zwie się dziś progresywną, bardzo mocno poszerzyła horyzonty, czerpiąc inspiracje z okresu wcześniejszego. The Division Bell tego nie zrobił nawet w 10 procentach, niczego nowego do muzyki lat 90. nie wprowadził, w przeciwieństwie do wcześniejszych albumów Pink Floyd, na których obecny był Waters, w przeciwieństwie do innych albumów lat 90.
I jeszcze jedno - prog lat 70. też nie wziął się znikąd, też czerpał z dokonań wcześniejszych dekad, więc o latach 70. można by napisać to samo, co piszesz o latach 90. Muzyka to pewien łańcuch, który inspiruje się wcześniejszymi elementami. Pytanie, czy wprowadza przy tym coś nowego. The Division Bell w moim mniemaniu niczego takiego nie wprowadził. Jeśli ktoś uważa, że tak, to niech mi powie co, a chętnie tę kwestię omówię. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie
Ostatnio zmieniony przez Misiu dnia Pon Cze 07, 2010 3:22 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:21 pm Temat postu: |
|
|
Pogrubiłem użytkowników do których pisałem odpowiedź w odpowiednich akapitach. Żeby nie umknęło.
| Incubus napisał: |
| Fenderek napisał: | | Nie bardzo rozumiem zachwyty w-7- że melodia... każda piosenka ma melodię! Jaka ta melodia powiedz, to może zachwyt jakoś zoastnie zrozumiany, ale jak dowodem na genialność płyty jest melodyjność to jakoś mnie to nie przekonuje... |
Ależ tu nie chodzi o JAKĄŚ TAM melodyjność, tylko o specyficzny, baśniowy sposób budowania nastroju, który Ciebie akurat nudzi i usypia, ale nam się podoba.  |
Incubus to wyśmienicie podsumował. To o co mi chodziło. Więc Fenderku. Inaczej pojmujemy subtelność. Dałeś przykład Cave'a. Ok. Nie odbieram mu pozycji czy czegokolwiek, tyle dla mnie to nie jest ten sam poziom "wspaniałości". Pewnie Ty w jakiś sposób mitologizujesz (to nie jest pejoratywne) i widzisz pewnie coś czego ja nie widzę. Wspaniale. Tyle tylko, że ja DB w ten sam sposób... mitologizuję. Dla mnie to po prostu jest wspaniała naprawdę płyta z dozą ogromnej subtelności i rzadko o ile w ogóle spotykanej melodyjności. Tak jak pisałem. Nie znam drugiej płyty choć trochę zbliżonej do DB. Misiu starannie się uchyla od podania konkretnych przykładów, które przy jednym z pierwszych postów miał na pęczki. Ok. Nieważne. Ja drugiej zbliżonej stylistycznie dla mnie subtelnością i melodyjnością płyty nie znam. Też pisałem o tym, że ta płyta jest wręcz prostacka z mnóstwem oczywistych pomysłów. Ale znów się zapętlam. Pokaż mi taką drugą.
Teraz Misiu . Właśnie dlatego, że muzyka nie zmienia się na raz. Diametralnie nie można powiedzieć by było wiele płyt które zmieniły rzeczywistość. Często to był pewien plik płyt które razem ukierunkowały przyszłe pokolenia. "rzucasz się na mnie" (bez obrazy), że Waters. Ale ja teraz nie mówię o Watersie tylko po prostu rzuciłem temat WYWH tak z głupa. Toteż do Watersa ja się nie odnoszę tylko do grupy osób jakim był Pink Floyd.
Nie twierdzę, że są podobieństwa. Ale nie sądzisz, że ta "kosmiczna" muzyka oparta na dźwiękach wywoływanych z jakiego tylko się da narzędzia. Ta przestrzeń którą zawarli NAJPIERW na DSOTM a potem w WYWH. Nie ma namacalnych dowodów. Chodziło mi bardziej o styl który tylko ewoluował.
W tym momencie jestem trochę zakręcony i mogłem na któryś "zarzut" nie odpowiedzieć. Nie dlatego, że nie chciałem. Pogubiłem się  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:32 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Pytanie, czy wprowadza przy tym coś nowego. The Division Bell w moim mniemaniu niczego takiego nie wprowadził. Jeśli ktoś uważa, że tak, to niech mi powie co, a chętnie tę kwestię omówię. |
Nie nie, mój drogi, to TY sugerowałeś nam, że znasz kilka TAK SAMO melodyjnych albumów, jak DB, więc to TY najpierw się obroń i podaj ze 3 przykłady, zamiast odwracać kota ogonem. Let's play fair.
| Misiu napisał: | | Z terminem "progresywny" jest pewien problem, bo w zasadzie masz rację, Black Sabbath był progresywny w swoim gatunku, ale dzisiaj chyba niewielu już tak powie, bo "progresywny" zamknięto w pewnych ramach i sam w nieuzasadniony sposób naprzemiennie stosuję oba znaczenia. Tu mój błąd, przyznaję. |
Ok, mamy chociaż zgodę co do Black Sabbath, widzę progres (harharhar ). A Genesis - już nie jest progresywny? Kto przed nimi tak grał, hm? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 3:52 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | A Genesis - już nie jest progresywny? Kto przed nimi tak grał, hm? |
Ej no, come on, każdy na tym forum wie, że Genesis to klasyka muzyki progresywnej. Gdzie ja zasugerowałem, że nie?
| Incubus napisał: | | Nie nie, mój drogi, to TY sugerowałeś nam, że znasz kilka TAK SAMO melodyjnych albumów, jak DB, więc to TY najpierw się obroń i podaj ze 3przykłady, zamiast odwracać kota ogonem. |
"Tak samo melodyjny" to jest każdy album neoprogresywny.
Pisałem już o porównaniach do The Division Bell wcześniej, nie odwracam żadnego kota ogonem. Ty też wspomniałeś, że Pink Floyd cytuje tam samego siebie ze wcześniejszego okresu.
W stylu Wearing The Inside Out Wright grał już na Wet Dream, Take It Back brzmi jak U2, Marooned, a zwłaszcza Coming Back To Life blisko do neoprogu, Lost For Words jest po prostu piosenką z akustyczną gitarą (weź Is This The World We Created?, tylko zmień rytm), High Hopes blisko do klimatów Dead Can Dance, A Great Day For A Freedom to wokal z pianinem w tle (w latach 80. mało było ballad opartych o ten schemat?) plus solówka, która jakkolwiek piękna by nie była (moim zdaniem Gilmour nagrał wiele, wiele lepszych, ale to inna kwestia), nie jest niczym nowym. Włącz sobie ballady Gary'ego Moore'a z późniejszego okresu czy Vinniego Moore'a. Ta muzyka nie jest taka sama, ale moim zdaniem różni się jedynie detalami takimi jak rytm, długość solówki, feeling gitary i tak dalej, a styl i schematy pozostają podobne.
Inna rzecz, że ja nie znam tylu albumów co większość na tym forum, daję głowę. Ale takie rzeczy jak brak nowości w The Division Bell w mojej opinii po prostu się słyszy, słyszy się, że niczego innego poza chwytliwymi i pięknymi melodiami tam nie ma, jeśli człowiek orientuje się trochę w tym, jak mniej więcej wyglądały muzyczne dekady. Dlatego piszę - jeśli jest, to niech mi ktoś napisze, co to, a chętnie o tym porozmawiam i zmienię zdanie, jeśli poczuję się przekonany. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 4:01 pm Temat postu: |
|
|
Nie nie nie, maiłeś podać przykłady CAŁYCH albumów JEDNEGO artysty, a nie rozbijać kolejno utwory po świecie, że x brzmi jak y, ja się tak nie bawię, to lipa jakaś. Następnym razem nie obiecuj, jeśli w istocie nie znasz. Narobiłeś nam tylko z w-7 smaka bo obaj chętnie byśmy sobie posłuchali jeszcze ze 3 takie Division Belle. Gdyby tylko rzeczywiście istniało coś podobnego... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Cze 07, 2010 4:17 pm Temat postu: |
|
|
No ale co to za różnica, czy cały album, czy pojedyncze utwory? Co to zmienia w kontekście mojej opinii? W jaki sposób przeważa o Twojej? Jaki to plus dla The Division Bell?
Sorry, ale Ty się chcesz tylko przyczepić i po raz kolejny pobawić, a ja, głupi, znowu dałem się w to wciągnąć licząc na to, że naprawdę sobie przemyślałeś to, co mówiłem ostatnio. Sam na moją prośbę nawet palcem nie kiwnąłeś. I jak tu nie być na siebie złym, że jest się tak naiwnym... _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|