| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:14 am Temat postu: |
|
|
BTBBH taaaa, to juz takie trochę za dużo wojny na wojnie. Ten utwór chyba najbardziej mi zgrzyta w całości. Obawiam się że Waters nie mógł oprzeć się pokusie napisania antywojennego protest songu. Za to Verę dla jednego fragmentu "Does anybody else in here | Feel the way I do?" wspaniałomyslnie mogłabym zostawić, choc wspaniała rzecz to to nie jest.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:18 am Temat postu: |
|
|
Protest songu, czy może raczej gorzkiej parodii buńczucznych marszy, pieśni masowych etc. Bo przecież muzyka jest dokładnie taka jak w utworach, które mają zagrzewać do robienia sobie krzywdy. Tylko - ot - słowa inne. Negujące ten sens. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:24 am Temat postu: |
|
|
Dziękuję Wam.
Bring The Boys Back Home chyba lepiej sprawdza się w tej części po instrumentach - gdy nagle wszyscy zaczynają pukać do drzwi, pytać, co się dzieje, a tło narasta tak gwałtownie, jak strach, po czym ponownie następuje pytanie: "czy tam ktoś jest?", tylko tym razem z większą dozą lęku - i przejście do Comfortably Numb. Niesamowity moment.
Vera jest fajna, ta część instrumentalna brzmi tak cholernie sentymentalnie, świetnie pełni swoją funkcję. Tylko że to takie wtrącenie motywu opowieści, bez wysublimowanych rozwiązań muzycznych. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 10:31 am Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | Mnie The Trial od strony muzycznej zarąbiście się podoba. Posłuchajcie tej części, gdy przychodzi żona:
But no! You had to go your own way,
Have you broken any homes up lately?
Just five minutes, Worm Your Honor,
Him and me alone! |
Pociągnąłeś za właściwy sznurek. Mnie ten fragment autentycznie podnieca! I jeszcze ten wjazd złowieszczej gitary, niosącej werdykt:
The evidence before the court is
Incontrovertible, there's no need for the jury to retire.
Ciaryyyyyy!
| Fenderek napisał: | | Dla jednych im coś smętniejsze- tym lepsze. Dla innych nie. Dla Ciebie DB jest dojrzałe- dla mnie poza wyjątkami jest stetryczałe. Zresztą, niech będzie dojrzałe. Dojrzała nuda to ciągle nuda. Mnie nie interesują smęty- ja w smutku potzrebuję złości. Gilmour proponuje mi tylko zadumę. Wybacz, ale na to to ja będę miał czas i ochotę jak będę miał lat 50. |
O widzisz. To jest klasyczny konflikt pokoleń. Gilmour na DB, a ZWŁASZCZA na OAI śpiewa o rzeczach dla Ciebie zbyt odległych w tej chwili. To tak, jakbym ja próbował zainteresować moją Babcię nowym Bioshockiem i oczekiwał ekscytacji. Nie dziwi mnie, że nie odczuwasz potrzeby "zadumy" tego typu, ostatecznie David jest teraz na zupełnie innej Wyspie, niż Ty. Nie każdy smutek musi być wyrażany złością, nie wszystko trzeba wykrzyczeć, lecz ewidentnie Ty masz taki, a nie inny gust. Cieszę się, że w końcu podałeś klarowny powód, poza "nuda, nuda, nuda". Na to czekałem. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 10:50 am Temat postu: |
|
|
Ja lubię złość jako uczucie- alke właściwie dlatego że złość oznacza działanie. Złość jest uczuciem niezgody na pewne rzeczy- i wymaga energii. Złość nie musi być destrukcyjna, broń boże nie o to mi chodzi- inaczej słuchałbym punku Złość może (i w zdrowej sytuacji powinna) być motorem działania, chęci zmiany sytuacji która się nie podoba. Można być w zgodzie z sobą- i ciągle przeżywać złość. Ta, wyrażana w sposób zdrowy i na bieżąco nie przybierze postaci agresji- wręcz przeciwnie, zapewni całkiem fajny spokój ducha, bo nie będzie zalegać.
Zaduma z kolei... z jednej strony zgoda ze wszystkim dookoła i samym sobą- ale nie mam nawet najmniejszego zamiaru udawać ze jestem w jakimś stanie nirvany Z drugiej strony jest w tym też jakaś bierność...
No i co by jednak nie mówić- takie High Hopes jest wielką zadumą- ale przecież złego słowa na ten kawałek nie powiem To nie jest takie czarno-białe, na zasadzie zamkniętych maksymalnie szufladek i kategorii i już.
Ale... jak mam ochotę na zadumę- słucham Chopina. Serio. Podejrzewam, że idą tam zupełnie inne emocje, które mi bardziej do zadumy pasują. Tak to już jest, że jeden włączy Dire Straits a drugi Slayera żeby niby osiągnąć to samo Niby- bo przecież każdy z nas jest inny i soundtracku do innych emocji (albo innego soundtracku do tych samych) szuka.
| Incubus napisał: | | Na to czekałem. |
No bo czasem trzeba przycisnąć...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 10:56 am Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Odnośnie do "koncertowego burzenia koncepcji": zmiana czasów nie ma tu żadnego znaczenia - muzyka zostaje ta sama, muzycy są ci sami (a nawet starsi). |
Otóż ma to OGROMNE znaczenie! Obejrzyj sobie stare koncerty PF czy Genesis z lat '70. Pamiętam, że nawet Brian opowiadał w jednym z wywiadów (gdzieś na etapie trasy The Works) o zmianie nastawienia publiczności i zespołu względem siebie, odkąd zaczynali swoją karierę. W latach '70 muzycy nie przywiązywali uwagi do swojego wyglądu, gesty sceniczne nie istniały, najważniejsze było odtworzenie muzyki z odpowiednim namaszczeniem. Muzycy nie patrzyli na publiczność, nie zabiegali o jakąkolwiek interakcję. Jeżeli widownia dobrze się bawiła sama z siebie - super. Queen zaczął szybko reagować na ten trend. Pink Floyd w sumie też, odkąd Roger zwabił fana na scenę i napluł mu w twarz (dlaczego mnie to nie szokuje? ). Obserwując Queen bez trudu można zauważyć naturalną zmianę image'u - ale czy dla Ciebie wraz z nastaniem lat '80 Queen zaczął "zaburzać swoją koncepcję" bo Freddie zamienił fortepian na statyw i zaczął biegać i SKAKAĆ (o zgrozo!) po piętrowych scenach w dresie i wyginać się jak małpa? Jak do tego doszło? Co się stało? Przecież przez tyle lat siedział sobie spokojnie za fortepianem!
Misiu, czasy się zmieniają i naprawdę nie możesz oczekiwać w połowie lat '90, w dobie Nirvany i Green Day, aby publiczność siedziała niczym na kazaniu sprzed 20 lat. To nienaturalne, żeby nie powiedzieć niedorzeczne! Muzyka sceniczna MUSIAŁA ewoluować w sposób naturalny, ostatecznie rock to nie chorały gregoriańskie. W latach '70 Floydzi grali statycznie bo takie były konwenanse, a nie dlatego że taki mieli rytuał. Sorry, ale nie wyobrażam sobie w latach '90 kilkudziesięciu tysięcy fanów na płycie, stojących jak zombie i obserwujących swoich idoli siedzących na stołkach barowych. Ta epoka przeminęła, tak samo jak The Shadows, czy Beatlesi.
| Misiu napisał: | | Wyobraźmy sobie, że Gilmour zaśpiewa Time, a po nim palnie: "Yeah!" |
No rzeczywiście trzeba to sobie wyobrazić, ponieważ jak dotąd nic podobnego nie miało miejsca. Jeżeli już, to wyobrażam sobie "Oh yeah indeed!"
| Misiu napisał: | | Wiem, że piszę to strasznie zawile, ale mnie chodzi tylko o to, że od Floydów ja chcę spokojnego koncertu z klasą. To, co burzy właśnie tę koncepcję, nie podoba mi się, bo moim zdaniem po prostu do muzyki Floydów nie pasuje. |
No więc tak było w Gdańsku - nieważne, że to nie był KOMPLETNY PF, było naprawdę blisko, zwłaszcza w drugiej części koncertu. Ponadto było spokojnie, z klasą, w zgodzie z repertuarem. Lecz to, co zadowoli Ciebie, innych zanudzi na śmierć. I nie mam tutaj na myśli siebie.
| Misiu napisał: | | Wiecie co? Nie trzeba lubić The Wall, ale ja dziś przesłuchałem go pierwszy raz od czasu gdy studiuję psychologię. Przerabialiśmy już temat granic (i murów) człowieka i naprawdę - to jest tak prawdziwe, tak autentyczne, że nie uwierzę, iż Roger nie czytał na podobny temat zanim wymyślił swój koncept. Główna postać to po prostu wzorcowy przykład postawy zwanej "mury zamiast granic", śmiało można by opisać tę historię na wykładzie. |
Moim zdaniem nie tyle czytał, co SŁUCHAŁ! Powiem krótko: The Lamb Lies Down On Broadway - 1974. Nie wiem czy znasz, ale ja mam taką teorię, że Pink jest nieco bardziej dramatycznym rozwinięciem Raela. Jedynie psychoza została zamieniona na depresję, Waters dodał od groma wątków osobistych, lecz szkielet albumu (In the Flesh? / In the Flesh ~ The Lamb Lies Down On Broadway / The Light Dies Down on Broadway te klamry są umieszczone w identycznych miejscach obu albumów!), sposób konstruowania kolejnych kompozycji (The Trial ~ The Colony Of Slippermen - to aż razi!), specyficzna ekspresja wokalu (por. Comfortably Numb i The Chamber Of 32 Doors)... to wszystko jest podejrzanie zbliżone. Dla mnie The Wall jest w znacznej mierze kalką osiągnięć Genesis sprzed 5 lat.
| Fenderek napisał: | | Ale... jak mam ochotę na zadumę- słucham Chopina.Serio. |
Nie dziwi mnie to, sam chwilami uciekam do klasyki. Chopin jest wtedy doskonałym wyborem, in general.
| Fenderek napisał: | Tak to już jest, że jeden włączy Dire Straits a drugi Slayera żeby niby osiągnąć to samo Niby- bo przecież każdy z nas jest inny i soundtracku do innych emocji (albo innego soundtracku do tych samych) szuka. |
O, świetnie napisane!
| Fenderek napisał: | No bo czasem trzeba przycisnąć...  |
I taka też moja rola na tym forum.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 12:25 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Oodkąd Roger zwabił fana na scenę i napluł mu w twarz |
? _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 12:29 pm Temat postu: |
|
|
Nie wiedziałeś? To taki mały zalążek The Walla.
Załączam oryginalnego PDF-a z mojej wersji bootlega, czytaj margines pod 'Good Morning':
LINK _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nathalie

Dołączył: 19 Mar 2010 Posty: 428 Skąd: Z krainy Ozz...
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 12:53 pm Temat postu: |
|
|
Ja Pink Floyd'ów lubię. Żeby zarzucić ulubioną piosenką- Learning to fly.
Wspaniały zespół, dobra muzyka. Szkoda, że osobiście znam tylko jedną fankę zespołu.
Chciałam wybrać się na The Wall, ale te bilety... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 12:55 pm Temat postu: |
|
|
To znaczy to było dokładnie tak:
Po Sheep zespół grał pierwsze Pigs on the Wing. Publika była rozgadana. W trakcie utworu można usłyszec jakieś wystrzały- jakieś kapiszony czy korki czy coś. To było jeszcze w czasach kiedy można było wnieść na koncert dosłownie wszystko. Utwór zagrano, następne było Dogs, nie spotykało się to z jakims szalonym entuzjazmem publiki (to była wtedy nowa płyta), przyszła kolej na drugie Pigs on the Wing. Waters zagrał pierwszy akord, przystanął, zagrał ten akord raz jeszcze- znowu się zatrzymał. W tym momencie znowu kapiszony i publika, szemranie na temat tych kapiszonów czy co to tam było, zainteresowana, może zdegustowana, może... tak czy siak, zrobił się rumor. Waters zaczął po raz trzeci i doszedł do słów. Ale zaraz po pierwszej linijce tekstu poleciał kolejny głośny wystrzał. Waters miał dość. Zaczął przeklinac głośno na kolesia z przodu strzelającego kapiszonami, wrzeszcząc, ze chce zagrac tu piosenkę i może inni są zainteresowani wysłuchaniem. Publika w sumie stanęła za nim, wyrażając aprobatę na te słowa, ale wyraźnie to Watersowi nie wystarczyło na wyładowanie złości. Pomarudził jeszcze i zagrał jeszcze raz- tym razm nieprzerwanie, do końca.
Splunięcie odbyło sie podczas Pigs (Three Different Ones)- zaraz następnego w kolejce.
Jeszcze podcza skoncertu, na sam koniec Waters żegnał się z publiką mówiąc "Thank you-take it easy. Don't worry about it! I don't…well I do, but I wish I didn't.". Tak czy siak- w późniejszych wywiadach przyznawał że był zażenowany całym zdarzeniem i zszokowany własnym zachowaniem. Po tym wydarzeniu zaczął myśleć o tym jak bardzo zespół i fani na wielkich stadionach stali się wyalienowani. Stąd też niezrealizowany acz moim zdaniem genialny pomysł w filmowej wersji, by nakręcić scenę koncertowej publiczności, wrzeszczącej, rozhisteryzowanej- bombardowanej w tym czasie przez samoloty- i ciągle histerycznie wpatrzonej w swoich idoli, nie zwracającej uwagi na to co się dzieje... Szokująca byłaby to scena- ale IMO naprawdę niezła...
A tak swoją drogą- kuźwa, jaka setlista- nie najlepsza z możliwych (taka w ogóle możliwa, żeby koncert nie mia trwac pięciu godzin? ), ale... w całości WYWH i Animals (i na deser dwa kawałki z Ciemnej Strony)... przecież dziś bilet na coś takiego kosztowałby 500 funtów a i tak by Wembley zapełnili  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pią Cze 04, 2010 1:07 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:00 pm Temat postu: |
|
|
aha Incubus, Fenderek dzięki  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:11 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Po Sheep zespół grał pierwsze Pigs on the Wing. Publika była rozgadana. W trakcie utworu można usłyszec jakieś wystrzały- jakieś kapiszony czy korki czy coś. |
To były przede wszystkim race. O tyle groźne, że leciały również w stronę zespołu.
| Fenderek napisał: | A tak swoją drogą- kuźwa, jaka setlista- nie najlepsza z możliwych (taka w ogóle możliwa, żeby koncert nie mia trwac pięciu godzin? ), ale... w całości WYWH i Animals (i na deser dwa kawałki z Ciemnej Strony)... przecież dziś bilet na coś takiego kosztowałby 500 funtów a i tak by Wembley zapełnili  |
Totally true! _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 1:59 pm Temat postu: |
|
|
Faktycznie- race! Kuźwa- słowa zapomiałem!  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 2:06 pm Temat postu: |
|
|
Ciekawe, dlaczego ten bootleg nazywa się Who Was Trained Not To Spit In The Fan...
Prawda, że te koncerty musiały być fantastyczne. W ogóle, polecam gorąco bootlegi. Have A Cigar nabiera pazura, druga część Shine On You Crazy Diamond zawiera różne dodatki i piękne zmiany aranżacyjne. Naprawdę świetne rzeczy.
-------------------------
Incubus:
Czasy się zmieniają, ale powtórzę: muzyka i muzycy pozostali ci sami. Zauważ, że tego o czym piszę nie robił żaden z Floydów - wszystko to młodzi muzycy, którzy zostali zaproszeni. A gdy przyszedł czas na Live8, wszystko pozostało tak samo - czterech Panów wyszło na scenę i pozamiatali czterema utworami, bez zbędnego show. Także za to kocham Floydów. Gdyby nie było wokół tylu muzyków, wyglądało to chyba inaczej.
A Queen? Przecież w latach 70. Freddie nie siedział cały czas za fortepianem! Przecież też wychodził na przód, machał rękami, miał swój zakres gestykulacji. Bo taka była po prostu muzyka zespołu, do niej to pasowało. Do Floydów to nie pasuje, no.
| Incubus napisał: | | Misiu, czasy się zmieniają i naprawdę nie możesz oczekiwać w połowie lat '90, w dobie Nirvany i Green Day, aby publiczność siedziała niczym na kazaniu sprzed 20 lat. |
Live8 pokazał, że wcale nie. Przecież jest mnóstwo wykonawców grających muzykę, której się słucha, przy której "show" jest czymś nieodpowiednim. Taka jest właśnie muzyka Floydów, moim zdaniem.
Ale nie chcę też przesadzić - to nie jest jakiś straszny szkopuł, po prostu bym to zmienił.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 2:15 pm Temat postu: |
|
|
O właśnie, Incubus. Pójdź/obejrzyj sobie koncert Sigur Ros. Jak się okazuje na współczesnym zespole współczesna publika może stać jak na kazaniu. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 2:25 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Live8 pokazał, że wcale nie. Przecież jest mnóstwo wykonawców grających muzykę, której się słucha, przy której "show" jest czymś nieodpowiednim. Taka jest właśnie muzyka Floydów, moim zdaniem. |
Aleś się uczepił tego Live8 - przecież to była jedna wielka mistyfikacja, zobacz jak Gilmour z Masonem polewa z Watersa między wierszami. Dla mnie ten festyn to żaden wyznacznik akurat. Waters, nota bene, fałszował tam jak pies pod bramą.
A co do PULSE'a... zawsze możesz posłuchać sobie wersji audio, tam Ci nic nie skacze.
| le_mmor napisał: | | O właśnie, Incubus. Pójdź/obejrzyj sobie koncert Sigur Ros. Jak się okazuje na współczesnym zespole współczesna publika może stać jak na kazaniu. |
Na pedałów nie chodzę, więc nie wiem. Może geje tak mają. Pomówmy o publiczności zrównoważonej emocjonalnie, miłującej się w Chrystusie. _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pią Cze 04, 2010 2:42 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 2:41 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
Aleś się uczepił tego Live8 - przecież to była jedna wielka mistyfikacja, zobacz jak Gilmour z Masonem polewa z Watersa między wierszami. Dla mnie ten festyn to żaden wyznacznik akurat.
|
Trochę odszedłeś od tematu, ale już nieważne - ta polewka faktycznie jest przemocna. No i jednak dystans między Watersem a Gilmourem był ewidentny, nawet gdy się Panowie objęli, Waters spoglądał gdzieś na boki, a początkowo wszyscy po prostu chcieli zejść ze sceny, tylko im Roger zaczął kiwać.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 2:43 pm Temat postu: |
|
|
Też mówię, że mistyfikacja. I ja generalnie uwielbiam odchodzić od tematu - wtedy przychodzi kater i jest fajniej.
A Lamba znasz? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 3:51 pm Temat postu: |
|
|
Nie no, nic, klasyczny summon dla picu. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 5:30 pm Temat postu: |
|
|
Lamba bym znał, gdyby Genesis nie był w sklepach taki drogi. Rzadko można trafić na zwyczajne wydanie, zawsze jest dodatkowy DVD, więc te 80 złotych z reguły wolę wydać na coś innego. Gdybym znał wcześniej i był fanem, to brałbym bez wahania, ale niestety tak nie jest.
A teraz, skoro już kupiłem wszystkie sezony Z Archiwum X, biorę się za wszelkie Floydowe braki. A biorąc pod uwagę, że to mój ukochany zespół - mam ich naprawdę spooooro.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 5:39 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
Na pedałów nie chodzę, więc nie wiem. Może geje tak mają. Pomówmy o publiczności zrównoważonej emocjonalnie, miłującej się w Chrystusie. |
Bardzo mi miło, że w tak wysublimowany sposób uciąłeś dyskusję. Tak trzymać. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pią Cze 04, 2010 8:51 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
Aleś się uczepił tego Live8 - przecież to była jedna wielka mistyfikacja, zobacz jak Gilmour z Masonem polewa z Watersa między wierszami. Dla mnie ten festyn to żaden wyznacznik akurat. Waters, nota bene, fałszował tam jak pies pod bramą. |
.To fakt Gilmour z Masonem mieli ostry polew podczas Wish You Were Here i wcale im się nie dziwię,bo ja również .
Jeśli idzie o The Division Bell,to gdyby zaczęli tam kombinować,wmyślać coś nowego na siłę,zmieniać styl,to Fenderek by napisał,że stare dziady na siłę próbują się odmłodzić,zamiast grać tak jak potrafią najlepiej .Ja bardzo lubię ten album,fantastycznie brzmi jako całość (może poza Take It Back).Oczywiście nie stawiam go obok wielkiej czwórki z lat 70 tych,ale na 5 miejscu by się u mnie znalazł. _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 1:26 am Temat postu: |
|
|
| Anunaki napisał: |
Jeśli idzie o The Division Bell,to gdyby zaczęli tam kombinować,wmyślać coś nowego na siłę,zmieniać styl,to Fenderek by napisał,że stare dziady na siłę próbują się odmłodzić,zamiast grać tak jak potrafią najlepiej |
Grac tak jak potrafią NAJLEPIEJ to bez Watersa nie potrafią...
Co mogliby osiągnąć- odwołać się do innego obszaru estetycznego, który wywołałby u mnie inne emocje... a gdyby weny starczyło na trzy takie High Hopesy i jeszcze ze trzy Maroony to złego słowa na album bym nie powiedział...
Bo rzeczywiście, w takim Great Day For Freedom grają tak jak potrafą najlepiej, normalnie klasyka...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 10:42 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Bo rzeczywiście, w takim Great Day For Freedom grają tak jak potrafą najlepiej, normalnie klasyka...  |
Myślałem, że tego nikt nie napiszę. Toć to ... jeden z dwóch najlepszych utworów na tej płycie.
Pamiętam w I liceum byliśmy w jakiejś sali audiowizualnej i ni z tego ni z owego na max głośnikach właśnie to puścili. Tak głośno słuchać tą muzykę. Niesamowite to było. I od tamtego momentu tak poleciał w górę ten kawałek, że aż miło.
Co do samego DB. Na pewno porównywać go do tych klasycznych i do Final Cut nie będę. Czasem mi głupio gdy stawiam go wyżej ale. Ale to jak ten album potrafi wyciszyć swoimi wspaniałymi MELODIAMI. Nie znam chyba drugiego tak melodyjnego albumu do wyciszenia. Niesamowity jest ten album. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 11:29 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | wasdfg to był sarkazm (bo jeśli nie był, to przestaję czytać posty Fenderka). |
w sumie masz rację nie lubię już Fenderka. Nie zna się na muzyce. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 12:37 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Grac tak jak potrafią NAJLEPIEJ to bez Watersa nie potrafią...
Bo rzeczywiście, w takim Great Day For Freedom grają tak jak potrafą najlepiej, normalnie klasyka...  |
Kolejny Watersowiec,ja jestem Gilmourowcem,więc się nie dogadamy w tej kwestii .A co do A Great Day For Freedom,to fakt-klasyką nie jest,ale mimo wszystko przyjemnie się go słucha . _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 1:23 pm Temat postu: |
|
|
I się potem dziwic, że się jeden z drugim dogadac nie mogą, jak sami fani PF widzę tworzą jakiś sztuczny podział na gilmourowców i watersowców... Zaprawdę, chwali się wam ;] _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|