| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 1:16 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Oczywiście, nikt słuchający WALL nie myśli o Watersie, tylko o Gilmourze... |
Uwziąłeś się akurat tego jednego albumu, jakby nie mieli innych. OK, facet, Roger Waters napisał (w większości) The Wall, ale czy ja dla równowagi mam Ci tu postawić Division Bell, w którym Watersa masz... chwileczkę... ZERO?
| Fenderek napisał: | Shine On You Crazy Diamond, taki mało ważny w katalogu Floydów kawałek, faktycznie jak Jacek Cygan... No bez przesady. |
No stary, ale Shine On bez gitary Davida byłby akurat NICZYM. Dziwię się, że w ogóle podałeś przykłąd tego utworu bo strzeliłeś sobie tym w stopę. Powiem tak: każdy szanujący się fan zna bootlega z Oakland '77, z trasy Animals. Jest tam cały Shine On. Jego magia trwa przez kilkanaście minut... dopóki Waters nie rozdziawia papy i nie zaczyna bezczelnie, niekontrolowanie FAŁSZOWAĆ! Komentarz zbędny, jak dla mnie.
| BeBe napisał: | | Cytat: | | Pigs On The Wing, pt. 1, Pigs On Th Wing, pt. 2, Dogs, Pigs (Three Different Ones), Sheep (cały Animals!), Shine On You Crazy Diamond - obie części, Brain Damage, Eclipse, If... Jeśli mniej od Gilmoura, to raczej niewiele. |
A to nie będzie wszystko co śpiewał do czasu Walla? ;> |
No raczej. Mało tego! Utwory zestawione są tendencyjnie, Dogs śpiewa Gilmour nie Waters , ten dośpiewuje jedynie końcówkę (która pasuje tam jak stanik na dupę), bo inaczej byłby CHORY nie mając udziału wokalnego w KAŻDYM utworze. Tak a propos ego.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 1:23 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: |
| Cytat: | | Pigs On The Wing, pt. 1, Pigs On Th Wing, pt. 2, Dogs, Pigs (Three Different Ones), Sheep (cały Animals!), Shine On You Crazy Diamond - obie części, Brain Damage, Eclipse, If... Jeśli mniej od Gilmoura, to raczej niewiele. |
A to nie będzie wszystko co śpiewał do czasu Walla? ;>
|
Weź se stare płyty i spradź
Nie.
| BeBe napisał: |
Ale jednak to na koncercie Gilmoura czułbym się bardziej jak na koncercie PF niż na koncercie Watersa. |
Ja na koncercie ani tego ani tego nie czułbym się jak na Floydach. Bo czegoś w obu przypadkach BARDZO brakuje
| Incubus napisał: |
Uwziąłeś się akurat tego jednego albumu, jakby nie mieli innych. OK, facet, Roger Waters napisał (w większości) The Wall, ale czy ja dla równowagi mam Ci tu postawić Division Bell, w którym Watersa masz... chwileczkę... ZERO? |
E- a co to za argument używając płyty z okresu w którym jednego w zespole nie było?
Niech będzie Animals. Niech będzie Ciemna Strona. Jeśli tam ktoś słyszy tylko Gilmoura- to sporo traci z odbioru tych płyt IMO... jego strata nie moja.
Poza tym- wiesz dobrze, że z wyjątkiem (ale wybitne to wyjątki) 3-4 kompozycji ja NIE CENIĘ Division Bel, więc ten argument nie tylko mnie nie przekona,a le wręcz utwierdzi w czymś innym
| Incubus napisał: |
No stary, ale Shine On bez gitary Davida byłby akurat NICZYM. Dziwię się, że w ogóle podałeś przykłąd tego utworu bo strzeliłeś sobie tym w stopę. |
Byłby też niczym, gdyby po intrze się skończył. I kiedy się słucha całości- sychać w niej Watersa. Jakoś Cygana na płytach nie pamiętam. Mówilismy o radio i o tym co w nim grają- a nie o trasach z 1977. A pan Kowalski, który słyszy utwór w radio (powiedzmy że w Trójce, tam grają)- słyszy genialną gitarę a potem słyszy resztę utworu i słyszy głos Watersa. Pewie i tak nie wiem kto jest kto- ale... w tym utworze, dla wielu najważniejszym w całym katalogu zespołu (nie dla mnie, ale nieważne) Gilmour jest tylko gitarą Pink Floyd, nie głosem. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Cze 03, 2010 1:32 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 1:34 pm Temat postu: |
|
|
Moim zdaniem ta dyskusja do niczego nie prowadzi bo jednym brakuje tego, drugim tamtego... nie dogadamy się w tej kwestii. Podkreślam jeszcze raz - zgadzam się ze sloganem promującym ostatnią trasę Davida - to JEST głos i gitara Pink Floyd - dwa elementy najbardziej rozpoznawalne wśród fanów tego zespołu. OK, są fani, którzy niczym emo w kącie będą płakać nad krwawiącym serduszkiem Rogera oraz potną się z tęsknoty za polami czerwonych maków rozjechanych przez stado T-50, ale KURWA! Pink Floyd to nie tylko egoistyczne opowieści Rogera. I naprawdę ciężko winić zespół o to, że ich Ojciec Dyktator raczył odejść. Ja jestem mu akurat wdzięczny za to, ponieważ w innych okolicznościach nie powstałby Division Bell - przez Ciebie niedoceniany, z kolei ja widzę w nim esencję Pink Floyd (dlaczego? polecam LEKTURĘ). Ale spójrzmy na temat nieco bardziej obiektywnie, w ujęciu masowym. Podałem przykłady z mediów - w końcu nie każdy ma uzbierane na dysku całe dyskografie w mp3 - tam nie sposób zauważyć, ze Waters praktycznie NIE ISTNIEJE w szeregach tego zespołu, poza wspomnianą rolą Cygana. Piszesz o Ciemnej Stronie - ok, zapomniałem o "medialnych" Time i Money, w których TEŻ głosem i gitarą jest... niespodzianka - David Gilmour! Dlatego takie sformułowanie (nawet jeśli jest to slogan) jest jak najbardziej uzasadnione, nie ma NIC wspólnego z domniemanym ego Davida. Takie są po prostu fakty. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 2:59 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | Weź se stare płyty i spradź Wink
Nie. |
Ale mi chodzi o piosenki w których tylko on śpiewał.
| Cytat: | | Ja na koncercie ani tego ani tego nie czułbym się jak na Floydach. Bo czegoś w obu przypadkach BARDZO brakuje Wink |
No ja rozumiem, bo dla mnie też ani jeden ani drugi nie odda ducha całego zespołu, ale to jednak solówki Gilmoura i jego głos jest dla mnie ogromnie waży w Pink Floyd. Może dlatego tak bardzo cenię Division Bell, który owszem - tekstowo nie zachwyca, ale kompozycje imo są na nim bardzo udane.
Poza tym, o dziwo - zgadzam się z Incubusem. Jego zdanie w pełni pokrywa się z moim. Dla mnie też gitarą i głosem Pink Floyd jest David Gilmour i czy wam się to podoba czy nie - nie zmienicie tego
Poza tym - podam wam przykład - jak bardzo ludzie oczekiwali płyty Gilmoura? Potwornie. Jakby to była co najmniej płyta Pink Floyd. Czy tak bardzo oczekują Watersa? Ca Ira okazała się klapą, a rockowych płyt Pan ten nie zamierza wydawać. Poza tym, myślę, że nas nie zaskoczy - temat przewodni: II wojna światowa, psychoza i tata. Super. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.

Ostatnio zmieniony przez BeBe dnia Czw Cze 03, 2010 3:02 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:01 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | | Poza tym, o dziwo - zgadzam się z Incubusem. |
No nie? Na tym forum zwykło się zgadzać z Kacz... Fenderkiem.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:02 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Mike Portnoy też skacze, co nie znaczy, że jest słabym perkusistą. |
Kogo Ty porównujesz? Portnoya do Pink Floyd? Porównajmy Slayera do Agnieszki Osieckiej, niech Osiecka sobie poskacze, powydziera się i powie, że Bóg nas nienawidzi. Pink Floyd nie grał takiej muzyki, więc skaczący perkusista i wywijający basista mi tam po prostu nie pasują. Burzą pewną koncepcję. Spójrz na występ z Live8, jest czwórka muzyków, którzy zaczarowują widownię muzyką, bez wygibasów, jest spokojnie i... muzycznie.
Gdzie ja napisałem, że PULSE jest słaby? To jest wspaniały koncert - i wcale nie musiałem na nim być, by to stwierdzić.
| Incubus napisał: | Jesteś ewidentnie uprzedzony. A co niby oddaje jakiś rozwodniony Andy Fairweather Low, czy nieopierzony Doyle Bramhall XXXII w składzie Watersa? I te muppety mają czelność grać The Walla! |
Dysponuję pewnym uprzedzeniem, bo jestem Watersowcem, który jednak uwielbia Gilmoura, ale dla mnie to ewidentnie Ty jesteś tak samo stronniczy, jak ja, a może nawet i bardziej. Byłeś w Earl's Court w październiku 1994 roku, zazdroszczę Ci jak cholera. Na ilu koncertach Pink Floyd byłeś jeszcze? Widziałeś całą czwórkę razem na scenie kiedykolwiek? Ja nie byłem na ani jednym koncercie Pink Floyd i oceniam sprawę dzięki wszystkiemu, co mam do dyspozycji - DVD i bootlegom. Słucham i oglądam zarówno koncerty z Watersem jak i bez niego. I stwierdzam, że Gilmour, Wright, Mason plus dwadzieścia muzyków na scenie nie oddają klimatu Pink Floyd tak samo, jak nie oddaje go Waters. Żadna sztuka być po którejś ze stron, jeśli było się na koncercie tylko jednej z nich. A nawet jeśli, to chyba dobrze pamiętać, że na dwóch ostatnich trasach zespołu grało trzech Floydów, Waters był sam. Gdzie tu ktoś napisał, że Waters z muzykami oddaje lepiej klimat Floydów na scenie?
| Incubus napisał: | | Ech, szkoda słów... zauważę tylko, że cała ostatnia trasa Davida była promowana hasłem "głos i gitara Pink Floyd". Jak dla mnie - wszystko w temacie. |
Proszę Cię... Watersa zareklamują: "Głos, bas, pisarz i kompozytor Pink Floyd". Chyba się nie pomylą? A hasło będzie skuteczniejsze? Oczywiście, że będzie.
| Incubus napisał: | Czy Twoim zdaniem gitarą i głosem Pink Floyd jest Roger Waters? |
Gitarą nie, bo grał na basie. A z resztą - co jest niby nie tak? Reklama skuteczna, fałszu w tym brak.
| Incubus napisał: | | No raczej. Mało tego! Utwory zestawione są tendencyjnie, Dogs śpiewa Gilmour nie Waters |
Gotta admit that I'm a little bit confused - i już do samego końca. To jest odrobinkę mniej niż połowa tekstu! Jeśli dla Ciebie to Gilmour, to ja tylko powtórzę, że naprawdę są fani, którzy ich głosów nie rozróżniają.
I nie, to nie są wszystkie utwory, w których śpiewał Waters. Jak pisze Fenderek - włączyć wcześniejsze płyty i słuchać. Dla mnie to wyjątkowo niesprawiedliwe utożsamiać wokal Pink Floyd z Gilmourem. Waters śpiewał tam wystarczająco dużo, by go zauważać. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie
Ostatnio zmieniony przez Misiu dnia Czw Cze 03, 2010 3:13 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:12 pm Temat postu: |
|
|
Kilka faktów, bez zbędnych cytatów bo zrobi nam się manuskrypt Domu nad rozlewiskiem:
Byłem w Berlinie, nie w Earl's Court, lecz koncerty z tej trasy były skryptowane pod system oświetleń (tak samo jak ostatnia trasa Genesis), więc praktycznie każdy wyglądał i brzmiał tak samo.
Porównania z Majkiem nie zrozumiałeś. Żywiołowość w wybranych (podkreślam! podczas Sorrow nikt nie skakał ) utworach nie jest niczym złym, np. w Learning To Fly było to jak najbardziej na miejscu. Zresztą szczerze mówiąc mam w dupie czy ktoś skacze czy stoi, dopóki gra dobrze.
Na Live 8 było muzycznie i magicznie, dopóki Waters nie zajechał WYWH stękaniem i jęczeniem. Ten występ pokazał dobitnie, że gość nie powinien już wracać do tej rzeki.
Hasło: "Głos, bas, pisarz i kompozytor Pink Floyd" moim zdaniem nie będzie skuteczniejsze, ponieważ przytłaczająca większość odbiorców kojarzy bardziej Rynkowskiego, niż Cygana. Waters odszedł z PF wieku temu, kolejne pokolenia poznały PF już bez niego i obecnie gość ma do tej nazwy takie prawa, jak Fish do grania pod szyldem Marillion.
A jednak cytacik musi być bo zmodyfikowałeś swoją wypowiedź, a inaczej się nie da:
| Misiu napisał: | | Gotta admit that I'm a little bit confused - i już do samego końca. To jest odrobinkę mniej niż połowa tekstu! Jeśli dla Ciebie to Gilmour, to ja tylko powtórzę, że naprawdę są fani, którzy ich głosów nie rozróżniają. |
Napisałem przecież jasno:
| Incubus napisał: | Dogs śpiewa Gilmour nie Waters , ten dośpiewuje jedynie końcówkę (która pasuje tam jak stanik na dupę), bo inaczej byłby CHORY nie mając udziału wokalnego w KAŻDYM utworze. Tak a propos ego.  |
Uważam, że ten jego skrzek w ostatnich minutach utworu jest zupełnie niepotrzebny. Mógł już odpuścić bo obaj wiemy dobrze, że jego możliwości są z niższej klasy. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:25 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | Porównania z Majkiem nie zrozumiałeś. Żywiołowość w wybranych (podkreślam! podczas Sorrow nikt nie skakał ) utworach nie jest niczym złym, np. w Learning To Fly było to bardziej na miejscu. Zresztą szczerze mówiąc mam w dupie czy ktoś skacze czy stoi, dopóki gra dobrze. |
Zrozumiałem, tylko że dla mnie to nie pasuje do żadnego utworu Pink Floyd. Burzy koncepcję, bo wcześniej też nagrali parę żywszych utworów, a niczego podobnego tam nie było.
Jeśli Twoim zdaniem hasło ustala się głównie pod tych, którzy sprawdzają fakty z historii, to niestety muszę Cię rozczarować. "Głos i gitara Pink Floyd" jest chwytliwe, bo i takie miało być. Poza tym, nie znaczy zupłenie nic. To, że Vizir jest skuteczniejszy od zwykłego proszku znaczy dokładnie tyle samo. To, że zdaniem Komorowskiego "Zgoda buduje" - tak samo.
| Incubus napisał: |
A jednak cytacik musi być bo inaczej się nie da:
| Misiu napisał: | | Gotta admit that I'm a little bit confused - i już do samego końca. To jest odrobinkę mniej niż połowa tekstu! Jeśli dla Ciebie to Gilmour, to ja tylko powtórzę, że naprawdę są fani, którzy ich głosów nie rozróżniają. |
Napisałem przecież jasno:
| Incubus napisał: | Dogs śpiewa Gilmour nie Waters , ten dośpiewuje jedynie końcówkę (która pasuje tam jak stanik na dupę), bo inaczej byłby CHORY nie mając udziału wokalnego w KAŻDYM utworze. Tak a propos ego.  |
|
Powtarzam - to jest prawie połowa tekstu.
Zrobiłeś mu analizę psychologiczną, że wiesz, co czuł Waters śpiewając w Dogs? I co, końcówka pasuje tam jak stanik w dupę, bo? Bo śpiewa Waters? Bo Ty wiesz najlepiej, dlaczego on tam śpiewa? I ja jestem uprzedzony? Jesteś sto razy bardziej uprzedzony ode mnie, bo ja o Gilmourze złego słowa nie napiszę, a Ty tylko szukasz powodu, żeby pojeździć po złym, plującym nienawiścią Watersie. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:37 pm Temat postu: |
|
|
Pierwsze słyszę o jakichś "koncepcjach" w odniesieniu do koncertów, to jest tak śmieszny argument, że szkoda słów. Równie dobrze możesz powiedzieć, że Twój święty Waters burzy własne koncepcje na każdym swoim koncercie spacerując z basem, bo przecież w studio siedział na taborecie nagrywając ten sam utwór, więc taka nagła żywiołowość jest nie w jego stylu. No bez jaj, koncerty żądzą się swoimi prawami, ale rozumiem, że Ty chodzisz na nie po to, aby oglądać swoje porcelanowe laleczki w bezruchu, bez burzenia pedantycznych koncepcji nie wiadomo czego.
Dwa wokale w Dogs nie pasują mi ze względów czysto estetycznych - Waters zaśpiewał końcówkę bardzo słabo i zburzył tym koncepcję wytworzoną przez mocny, sugestywny wokal Gilmoura. Wkurza mnie to jego jęczenie w utworach spoza świętej sagi o jego tatusiu, gdzie rzeczywiście się wczuł i tego nie krytykuję. I w ogóle dałbyś już spokój z tym moim "pojeżdżaniem", Watersa bardzo cenię, głównie za Amused To Death i The Walla, ale niestety wokalistą jest niebywale ograniczonym, stąd nie wszędzie jego ekscentryczny styl śpiewania się nadaje (vide: Dogs).
A z tym Vizirem to już pojechałeś tak miałko, że nie wiem co powiedzieć.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:45 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | Dwa wokale w Dogs nie pasują mi ze względów czysto estetycznych - Waters zaśpiewał końcówkę bardzo słabo i zburzył tym koncepcję wytworzoną przez mocny, sugestywny wokal Gilmoura. Wkurza mnie to jego jęczenie w utworach spoza świętej sagi o jego tatusiu, gdzie rzeczywiście się wczuł i tego nie krytykuję. I w ogóle dałbyś już spokój z tym moim "pojeżdżaniem", Watersa bardzo cenię, głównie za Amused To Death i The Walla, ale niestety wokalistą jest niebywale ograniczonym, stąd nie wszędzie jego ekscentryczny styl śpiewania się nadaje (vide: Dogs). |
Ja sobie z kolei nie wyobrażam samego wokalu Gilmoura w Dogs. Waters pasuje bo urozmaica całą kompozycję dzieląc ją na dwie części i w pewnym sensie nadaje całemu utworowi (no i albumowi) bardzo jadowitą tonację. Końcowe słowa nawiązujące do litanii to czysty Waters który w odróżnieniu od Gilmoura bardziej dosadnie akcentuje treść. No i właśnie.. Treść.. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 3:50 pm Temat postu: |
|
|
Tak, jak Ty tutaj:
| Incubus napisał: | Na Live 8 było muzycznie i magicznie, dopóki Waters nie zajechał WYWH stękaniem i jęczeniem. |
A Waters śpiewał już we wcześniejszych wersjach Dogs, już w 1975 roku, gdy zespół żył w zgodzie, więc to gadanie o jego ego po prostu mija się z celem. Chyba nie ma motywu w Pink Floyd niepodyktowanym ego Watersa...
Kończę tę dyskusję. Jesteś szalenie inteligentnym gościem, dlatego to nie mój poziom - cholernie sprytnie naginasz wszystko pod swój pogląd, przejaskrawiasz, dodając do tego multum prowokacyjnych wstawek, więc można tak w nieskończoność, a przegadać się Ciebie nie da. Podziwiam tych, którzy to potrafią.
Potraktuj to jako brak argumentu z mojej strony. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:03 pm Temat postu: |
|
|
No weź, Misiu, to nie ja tutaj rozsypuję Vizir. Masz sporą wiedzę na temat PF i mimo drastycznej różnicy zdań dyskusja jest ciekawa (jakkolwiek odwieczna). Piszesz o wcześniejszych wersjach Dogs - równie dobrze mogę powołać się na wczesne wersje Money (również live), które zostały zarzucone, ponieważ Waters po prostu NIE DAŁ RADY tego zaśpiewać - to bardzo słaby wokalista i tylko tyle mam do zarzucenia "jego" części Dogs. Jestem szalenie wymagający, jeśli chodzi o wokalistów, stąd taki a nie inny avatar. A mimo to ubóstwiam Amused To Death, co już wiele razy podkreślałem. Waters nie jest dla mnie cały "be" - po prostu nie wszystko co robił jest dla mnie złotem.
EDIT: I czy rzeczywiście w '75 zespół żył w zgodzie? Bo mi się coś zdaje, że dopiero Roy Harper ich godził.  _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Czw Cze 03, 2010 4:08 pm, w całości zmieniany 3 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:03 pm Temat postu: |
|
|
Nie chce mi się pisac długich postów. :<
Z tymi koncertami i "klimatem" to nie wiem o co Wam chodzi/. Waters odszedł z PF prawie 30 lat temu, w tym czasie zmieniło się wiele, także koncerty, ich rozmach, możliwości techniczne. To trochę tak jak porównywac Hammersmith Queenów z rozczochranym Freddiem z tym macho z lat 80-tych, ganiającym po stadionie. Moim zdaniem dla laika dwa rózne zespoły. Co do Floydów, to równie dobrze Sydowiec moze spytac, gdzie ten klimat z Pipera? Albo gdzie Pompeje a gdzie The Wall? I co to jest tak naprawdę prawdziwy Pink Floyd? Ten z Ummagumma, psychodeliczny, czy ten z AHM, czy może z DSOTM? A może z The Wall? Spojrzmy prawdzie w oczy, ten zespół był spójny tylko na poszczegołnych albumach - cała jego twórczość to ciągły progres/regres, skakanie po gatunkach, od nawiedzeńców z początku lat 70-tych, przez rock-operę az do wesołego disco spod znaku One Slip. Dlatego uważam ze ciężko wymagać od tych muzyków po 30 latach od wydania TDSOTM tworzenia klimatu zblizonego do tego z lat 70-tych, po tym, jak mieli na koncie Radio Waves czy One Slip...
Waters 2002 - swietny koncert dla przezywającej fascynację Watersem 20-latki. Czy tam był klimat PF? Więcej tam było jednak solowego Watersa do czego koles miał pewne prawo bo nagrał kilka dobrych albumów. Po prostu dobra muzyka i świetna zabawa.
Gilmour + Wright w Stoczni - pierwsza część ewidentnie solowa, druga to już leniwy Floyd z trasy Pulse, Floyd może bez Pinka, ale już bliższy "oryginałowi" z lat 90-tych.
PULSE - tańczący z garami Wallis jak najbardziej mile widziany, tak samo jak podskakujący Pratt. Fajnie wreszcie zobaczyć zespoł, którego bawi granie muzyki, który nie podchodzi do niej poważnie jak na pogrzebie. Sam koncert bardzo dobry (choc wolę DSOT), przyjemny wizualnie co, to tez wazne było zawsze dla PF, na swoje czasy bajerancki i nowoczesny.
Dlatego nie wiem czy ejst sens wymagac od tych panów spełnienia naszych wewnętrznych życzeń dotyczących "klimatu" PF, bo klimat tego zespołu jest tym, co chce widziec każdy z nas.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:06 pm Temat postu: |
|
|
Ja pierdolę, jeszcze betona tu brakowało.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Shoryuken

Dołączył: 26 Mar 2010 Posty: 358 Skąd: ja mam to k***a wiedzieć?
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:13 pm Temat postu: |
|
|
| Aaricia napisał: | | Co do Floydów, to równie dobrze Sydowiec moze spytac, gdzie ten klimat z Pipera? |
To tam był jakiś klimat? I są tu jacyś Sydowcy? Jak dla mnie to jeden z najgorszych albo wręcz najgorszy debiut zespołu muzycznego wszechczasów. Jeśli o mnie chodzi to wręcz nie do przesłuchania. _________________ http://www.lastfm.pl/user/Shoryuken10 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:16 pm Temat postu: |
|
|
Bo słuchałeś bez tytki.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:16 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | Ja pierdolę, jeszcze betona tu brakowało.  |
Rany, przestań się podniecać każdym moim zdaniem, serio. Nawet nie wiesz, kiedy żartuję, a kiedy piszę poważnie. I znowu przeklinasz. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:18 pm Temat postu: |
|
|
Shoryuken, ale widzisz, sa tacy którzy uważają że prawdziwy PF popsuł się już na drugiej płycie, zeby umrzeć zaraz po niej.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:21 pm Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | I znowu przeklinasz. |
No wiem. Ale pracuję nad tym. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:21 pm Temat postu: |
|
|
Pink Floyd skończył się na Piperze. Potem jeszcze Syd próbował utrzymać poziom, ale też się skończył. Po nim Flojdzi popadli w komerchę, concept albumy i "nastrojowe" solówki.  _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:22 pm Temat postu: |
|
|
Tia. I tylko Waters się nie skończył. Taka male Cher. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Shoryuken

Dołączył: 26 Mar 2010 Posty: 358 Skąd: ja mam to k***a wiedzieć?
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 4:23 pm Temat postu: |
|
|
| Aaricia napisał: | Shoryuken, ale widzisz, sa tacy którzy uważają że prawdziwy PF popsuł się już na drugiej płycie, zeby umrzeć zaraz po niej.  |
Taaa... Pewnie to są wszyscy znajomi i rodzina Syda... i Kater  _________________ http://www.lastfm.pl/user/Shoryuken10 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 5:09 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Masz sporą wiedzę na temat PF i mimo drastycznej różnicy zdań dyskusja jest ciekawa (jakkolwiek odwieczna). |
Pewnie, że ciekawa, zresztą o Pink Floyd to ja mogę gadać, bo choć zespół jest już tak ograny, że już bardziej się nie da - to chyba jest moim faworytem. Ale jeśli w trakcie rozmowy bez widocznego nawiązania po raz setny piszesz o "jękach Watersa" albo jakieś zdanie komentujesz w sposób: "to śmieszne, szkoda słów", to... mnie faktycznie szkoda słów, więc kończę, bo nie widzę w tym niczego innego jak sprytnej prowokacji ukrytej w ciekawym sposobie wypowiadania się, jaki niewątpliwie prezentujesz. Tak jakbyś umyślnie chciał się kłócić, a nie dyskutować. Pomyśl nad tym, gdy będę podziwiał niesamowite solówki Davida. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 5:52 pm Temat postu: |
|
|
| Shoryuken napisał: | | I są tu jacyś Sydowcy? |
Są. Choćby w mojej osobie. Ale nie powiem nigdy, że Floydzi skończyli się na debiucie, o nie.
| BeBe napisał: | Cytat:
Pigs On The Wing, pt. 1, Pigs On Th Wing, pt. 2, Dogs, Pigs (Three Different Ones), Sheep (cały Animals!), Shine On You Crazy Diamond - obie części, Brain Damage, Eclipse, If... Jeśli mniej od Gilmoura, to raczej niewiele.
A to nie będzie wszystko co śpiewał do czasu Walla? ;> |
No chyba sobie żartujesz! Mogę z pamięci wymienić jeszcze: "Set The Controls Of The Heart Of The Sun", połowa płyty "More", "Grantchester Meadows", "San Tropez" i "Free Four". Nie wiem, czy czegoś jeszcze nie pominąłem (można na pewno doliczyć jeszcze "Several Species of Small Furry Animals Gathered Together in a Cave and Grooving with a Pict" i "Careful With That Axe, Eugene", tylko ktoś by się przyczepił, że to nie jest wokal ). A to wszystko tylko jeśli chodzi o główny wokal.
Nie rozumem podejścia BeBe, z którego, jak mi się wydaje, wynika coś w stylu: uważam, że w punku można śpiewać kiepsko, natomiast w rocku progresywnym zły technicznie śpiew mi nie pasuje. Dobry technicznie wokal nie może nieść w sobie maksimum emocji, dlatego ja nie słucham prog rocka. Nie lepiej pozbyć się etykietek i słuchać tego, co się podoba?
Do Incubusa: nie można porównać Watersa do Cygana, bo Roger nie tylko był tekściarzem, ale - pomińmy nawet, że był basistą i wokalistą, bo w tych rolach nie zawsze się sprawdzał - także w bardzo dużym stopniu twórcą koncepcji płyt Floydów, w tym tak hołubionego "Dark Side Of The Moon". Gdyby ten album nie miał konsekwentnego konceptu, a jedynie był zbiorem piosenek, jego wartość byłaby duuużo niższa. A ten koncept jest prawie w całości tworem Watersa. On pisał nie tylko teksty, ale i muzykę. Cygan tego nie robi. Piszesz o tym, co słyszy w radiu przeciętny słuchacz. A dlaczego mielibyśmy przejmować się tym przeciętnym słuchaczem, dla którego ta muzyka jest tylko tłem, czymś wciśniętym często pomiędzy piosenki Ich Troje i między którymi nie widzi on wielkiej różnicy; który - już tak na marginesie - tak naprawdę oprócz głosu i gitary słyszy też teksty i kompozycję, tyle, że może nie zdawać sobie sprawy, że ten koleś, który śpiewa nie napisał ich? Dyskutujemy (o ile dobrze pamiętam, od czego ta dyskusja się zaczęła), kto tworzył klimat Floydów. Ani Gilmour, ani Waters, tylko aż 4 muzyków (ja dodałbym jeszcze Barretta jako piątego). Jeżeli koncert Gilmoura w Gdańsku rzeczywiście wydawał mi się bardziej floydowy niż np. koncert Watersa w Berlinie, to tylko dlatego, że z Gilmorem był jeszcze Wright! _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 6:13 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | połowa płyty "More" |
Skucha. Na More śpiewał tylko Gilmour.
| Cytat: |
Nie rozumem podejścia BeBe, z którego, jak mi się wydaje, wynika coś w stylu: uważam, że w punku można śpiewać kiepsko, natomiast w rocku progresywnym zły technicznie śpiew mi nie pasuje. Dobry technicznie wokal nie może nieść w sobie maksimum emocji, dlatego ja nie słucham prog rocka. Laughing Nie lepiej pozbyć się etykietek i słuchać tego, co się podoba? |
Generalnie słucham prog rocka. Ale chodzi mi o to, że jeżeli muzyka jest wypacykowana to i wokal winien taki być. Do opery nie wsadzę gościa który nie potrafi śpiewać, a swoim wrzaskiem będzie przekazywał emocje, prawda? _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 6:34 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | | Cytat: | | połowa płyty "More" |
Skucha. Na More śpiewał tylko Gilmour. |
Faktycznie. Ale, jak napisałem wyżej, podawałem tytuły z pamięci, "More" słuchałem... jeden raz? I to ładnych kilka lat temu.
| Cytat: | Cytat:
Nie rozumem podejścia BeBe, z którego, jak mi się wydaje, wynika coś w stylu: uważam, że w punku można śpiewać kiepsko, natomiast w rocku progresywnym zły technicznie śpiew mi nie pasuje. Dobry technicznie wokal nie może nieść w sobie maksimum emocji, dlatego ja nie słucham prog rocka. Laughing Nie lepiej pozbyć się etykietek i słuchać tego, co się podoba?
Generalnie słucham prog rocka. Ale chodzi mi o to, że jeżeli muzyka jest wypacykowana to i wokal winien taki być. Do opery nie wsadzę gościa który nie potrafi śpiewać, a swoim wrzaskiem będzie przekazywał emocje, prawda? |
No nie wiem, to mógłby być niezły eksperyment. Zależy co chciałoby się osiągnąć. Jeżeli chciałoby się w jakiś ironiczny sposób skontrastować podniosłą muzykę i taki ludzki krzyk - to miałoby to sens.
Oczywiście przypadek Pink Floyd jest inny. Tylko czy ich muzyka jest właśnie taka w najwyższym stopniu wycyzelowana? W sensie dbałości o to, żeby efekt nagrania był dokładnie taki, jaki mieli w umysłach - pewnie tak, w studiu na pewno, na żywo w bardzo dużym stopniu. Ale jakieś zgrzyty, piski, które w muzyce klasycznej uznane byłyby po prostu za błędy w sztuce - zdarzały im się. I miały swoją rolę. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 6:35 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | | że jeżeli muzyka jest wypacykowana |
Sam jesteś wypacykowany  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 6:44 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Faktycznie. Confused Ale, jak napisałem wyżej, podawałem tytuły z pamięci, "More" słuchałem... jeden raz? I to ładnych kilka lat temu. Wink |
Warto zatem wcześniej sprawdzić
| Cytat: | | No nie wiem, to mógłby być niezły eksperyment. Zależy co chciałoby się osiągnąć. Jeżeli chciałoby się w jakiś ironiczny sposób skontrastować podniosłą muzykę i taki ludzki krzyk - to miałoby to sens. |
Nie, to nie miałoby sensu, bo to tak jakby ktoś w kościele mówił "Gott ist Tot".
| Cytat: |
Sam jesteś wypacykowany Wink |
No chyba nie. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Cze 03, 2010 7:07 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | BeBe napisał: | | że jeżeli muzyka jest wypacykowana |
Sam jesteś wypacykowany  |
o i to mi się podoba! wreszcie jakiś merytoryczny post w karierze Fenderka! _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|