| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Pink Floyd |
| Uwielbiam!!! |
|
49% |
[ 100 ] |
| Lubię |
|
40% |
[ 83 ] |
| Nie lubię |
|
7% |
[ 16 ] |
| Kim są 'różowe świnki'? |
|
2% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 204 |
|
| Autor |
Wiadomość |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 9:41 pm Temat postu: |
|
|
Co do Final Cut. Jak Wy nie czujecie emocji w całej tej płycie to nie macie serca. No serio. A co do MLOR ... nie tak genialna jak WYWH DSOTM czy Divison Bell no i przede wszystkim Final Cut, ale słucha się naprawdę fenomenalnie. A Learning to fly jest już w ogóle piękne, _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:02 pm Temat postu: |
|
|
W The Final Cut jest masa emocji. Myślę nawet, że gdyby to nie Waters śpiewał na wszystkich kompozycjach, byłaby to jedna z moich ulubionych płyt Floydów. Takie np. Not Now John jest przemega, a tutaj przecież Gilmour  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:07 pm Temat postu: |
|
|
Ech, Wertycjuszu...
A Final Cut to jest absolutnie genialne Watersostwo i nikt inny by nie mógł tego śpiewać, pomijając to, że Waters nie potrafi śpiewać w ogóle. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:36 pm Temat postu: |
|
|
O to to to. Water śpiewać zupełnie nie umie. Albo inaczej. Umieć to może umie, ale się nie nadaje. Ale tą płytą (Final Cut) kupił sobie moją dozgonną wdzięczność i miłość. To co się dzieje w Gunnersach, Fletcherach czy w tytułowym. Po prostu piękne. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:51 pm Temat postu: |
|
|
Więc skoro The Final Cut jest takie świetne, to czemu The Wall jest takie słabe?
On na pewno ironizował.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:52 pm Temat postu: |
|
|
| Dlatego że Waters to taki pinkfloydowy Fish. Fish chociaż umie śpiewać ale Waters również stara się interpretować teksty w teatralny sposób. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:53 pm Temat postu: |
|
|
Jeżeli to było do mnie Misiu to ja Ci tylko powiem, że jestem w obozie, który docenia, kocha i wielbi The Wall. Nie do mnie z pretensjami, że The Wall jest słabe bo z moich ust tego nie usłyszysz  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 10:55 pm Temat postu: |
|
|
Nie, nie, to do BeBe. Kojarzę mniej więcej, kto w czym tutaj gustuje na tym Forum.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 11:09 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | Więc skoro The Final Cut jest takie świetne, to czemu The Wall jest takie słabe?
On na pewno ironizował.  |
Bo dla mnie The Wall jest przede wszystkim rozlazłe i muzycznie nijakie (zaraz znów się zacznie, no ale skoro mam pisać...). W 60% to pogadanka Watersa, poemacik który myślę, że świetny jest do poczytania, ale mierny muzycznie. Nie mam siły słuchać gadania ew. skrzeczenia Watersa przez bite dwie godziny. Godzinę da się znieść.
Poza tym, dla mnie Wall jest eklektyczny, w niektórych miejscach upchany emocjami - w innych pusty i szary. Nijaki. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sro Kwi 14, 2010 11:34 pm Temat postu: |
|
|
Biorąc pod uwagę to, co zawsze mówiłeś na temat Watersa, a więc pogadanki, brak treści muzycznej, po raz setny o wojnie i tak dalej, to The Final Cut powinno chyba brzmieć jak morderstwo. No, w każdym razie - szanuję Twój gust i go nie podważam, ale jednocześnie zupełnie nie ogarniam z jakkolwiek logicznego punktu widzenia. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 12:09 am Temat postu: |
|
|
Bo w tak krótkiej formie jaką jest Final Cut przy The Wall nawet te pogadanki nie są drażniące. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 12:27 am Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | | Bo w tak krótkiej formie jaką jest Final Cut przy The Wall nawet te pogadanki nie są drażniące. |
Ototo. I The Wall jest taki nastawiony bardziej na widowisko, rozmach, fajerwerki, no rozumiesz o co chodzi, a Final Cut jest bardziej wyciszone i subtelne powiedzmy i to mi osobiście bardziej w niej odpowiada.
 _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 1:28 pm Temat postu: |
|
|
http://www.youtube.com/watch?v=wwht3dDPL_Q&feature=related
Między innymi dlatego kocham Division Bell. Dla mnie, ta kompozycja zjada całe Final Cut przynajmniej. No i ten moment, ten jeden moment...forever and ever - i mam ciarki na całym ciele. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 1:37 pm Temat postu: |
|
|
Bebe dał najlepszą kompozycję PF, więc ciężko się nie zgodzić.
W każdym razie przesłuchałem ostatnio to osławione Final Cut i wow to jest bardziej emo niż Radiohead  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 1:46 pm Temat postu: |
|
|
High Hopes jest wielkie to fakt. Uwielbiam wersję z prób, którą można znaleźć w dodatkach na jednym z DVD Davida.
Co do całego albumu The Division Bell... owszem dobra płyta. Brakuje jej jednak tej przestrzeni muzycznej i ducha Floydów z lat 70tych. Nie mniej jednak po odejściu Rogera jest to wydawnictwo do którego wracam najczęściej i łykam w całości bez popity.
 _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 1:53 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Brakuje jej jednak tej przestrzeni muzycznej i ducha Floydów z lat 70tych. |
Wydaje mi się, że dzieła Watersa też jej nie mają. Są bardzo eklektyczne i zamknięte na jednym temacie, zapięte na ostatni guzik. Duszne. Zwłaszcza Final Cut (choć to zaleta tej płyty). _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 2:02 pm Temat postu: |
|
|
Zgadzam się. Bardziej miałem na myśli tego ducha gdy we czwórkę uzupełniali się czyli do płyty Animals gdzie Gilmour był jeszcze jakąś przeciwwagą do poczynań Watersa a i reszta zespołu miała jakiś większy wkład w tworzenie.
Płyty za dyktatury Watersa tej kompletnej już, to całkiem inne bajki. _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 2:09 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: |
W każdym razie przesłuchałem ostatnio to osławione Final Cut i wow to jest bardziej emo niż Radiohead  |
W rok po tym ja Ci to poleciłem na pw? To w takim razie wszystkie te wiadomości usuwam no bo przecież zakłamane. Pewnie ani jednego mojego linka nie przesłuchałeś i wszystko sobie wymyśliłeś. To koniec  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 2:22 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | To koniec  |
oj no oj
z konkretnych kawałków poleciłeś mi zdaje się jedynie tytułowy, który kocham od tamtej pory. A że całej płyty nie przesłuchałęm wtedy? No znałem jakieś dwie rzeczy które trochę mnie odstraszyły i jakoś tak.
poza tym ostatnio w ogóle nie piszesz, a zdaje sie że mialeś mi coś przesłać.
 _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 2:31 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | No znałem jakieś dwie rzeczy które trochę mnie odstraszyły i jakoś tak.  |
Które?
| NAR napisał: |
poza tym ostatnio w ogóle nie piszesz, a zdaje sie że mialeś mi coś przesłać.
 |
Drzazgę widzisz u mnie a u siebie belki nie? Przypomnę słowo klucz dla Ciebie. Dream Theatre  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 3:03 pm Temat postu: |
|
|
Nie wiedziałem, że Pink Floyd się zreaktywowało  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
AveQueen

Dołączył: 06 Lis 2008 Posty: 523 Skąd: xtr
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 4:38 pm Temat postu: |
|
|
Też mi sztuka kochać High Hopes. A jak się ten jeden utwór ma do całego The Division Bell...
Nie wiem, czemu Wy nie doceniacie Keep Talking, ludzie. Fantastyczny klimat, fantastyczne brzmienie gitary Gilmoura i klawiszy Wrighta, zabieg z Hawkingiem niezwykle oryginalny i poruszający. Baaaardzo wysoki poziom. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Kwi 16, 2010 12:38 pm Temat postu: |
|
|
A idź precz z tym!
| BeBe napisał: | W The Final Cut jest masa emocji. Myślę nawet, że gdyby to nie Waters śpiewał na wszystkich kompozycjach, byłaby to jedna z moich ulubionych płyt Floydów. Takie np. Not Now John jest przemega, a tutaj przecież Gilmour  |
Legenda głosi, że Waters wyjątkowo oddał ten kawałek do zaśpiewania Gilmourowi bo tylko w nim występuje brzydkie słowo. A to przecież miał być taki niepokalany, czysty wyraz miłości syna do błogosławionego ojca... przy akompaniamencie Pink Floyd.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Kwi 16, 2010 9:31 pm Temat postu: |
|
|
ta wersja rzeczywiście jest jakaś niewydarzona ale już ta http://www.youtube.com/watch?v=9DLtMinPcZU&feature=related jak na 4 osobową wersje live zrobioną na heavymetalowo to jest naprawdę dobrze, oczywiście jak ktoś akceptuje high hopes w dynamicznej i mocniejszej konwencji
Co do Divison Bell to się nie zgadzam że brakuje tam floydów z lat 70 ,ja bym rzekł na odwrót że to jest powrót do przeszłości ,po latach 80 gdzie płyty brzmiały inaczej i mało zespołowo(ile osób pracowało przy AMLOR wie chyba tylko Gilmour) to na tej płycie wrócili trochę wstecz,na pewno jest bardziej floydowa niż poprzednia
Przedewszystkim pełnoprawny powrót Ricka Wrighta który dostarczył firmowych brzmień klawiszy jakich brakowało na AMLOR i sam po raz pierwszy od lat 70 zaśpiewał utwór, w ogóle jest kilka fragmentów które aranżacyjnie kojarzą się z tamtą dekadą ,nawet niektóre efekty dźwiękowe są podobne, też niektóre kompozycje przypominają takie kawałki wczesne typu "Fat old sun"
Oczywiście Gilmour jako lider daje zespołowi inne proporcje(muzyka,przestrzeń,melodie,solówki) a rezygnując z tego co dawał Waters(specyficzna aura,klimat,teksty,concept-album)
A że dla niżej podpisanego Pink Floyd to głównie Gilmour jego głos i gitara to nie mam wątpliwości że wolę Division Bell od solo Watersa (choć zdarzają mu się genialne numery typu "It's a miracle") |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Kwi 16, 2010 10:15 pm Temat postu: |
|
|
I Three Wishes!
Dla mnie również PF to muzyczna przestrzeń Gilmoura, jego charakterystyczny styl (kiedyś uważałem, że niepowtarzalny, ale wkrótce poznałem Marillion ) i nieprawdopodobnie ciepły, kojący, głęboki głos. Z drugiej strony - to również filozoficzne teksty Watersa, które jednak z perspektywy czasu odbieram jako doskonałą okazję do wyrażenia osobistych dramatów i kompleksów. Nie bez powodu, kiedy tylko przetopił cały swój żal i smutek na muzykę, poczuł się spełniony i najzwyczajniej w świecie trzasnął drzwiami. Jego prawo.
Minęło kilka lat i po usłyszeniu AMLOR poczułem się nieco zagubiony. Czegoś tu brakowało. Z czasem zrozumiałem jednak, że nie był to wcale watersowy patos, lecz nastrój kompozycji z dawnych lat. Ten powrócił w pełnej krasie wraz z Division Bell i Rickiem Wrightem, jak zauważył Maciej. I muszę przyznać, że nie docierają do mnie słowa krytyki pod adresem DB. O ile AMLOR można ganić za brak konsekwencji, tak już w DB dostrzegam niezaprzeczalne piękno w każdym punkcie albumu. Słucham go zawsze w całości, nic nie wybieram, nie odrzucam... bo zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Żaden utwór mnie nie razi, natomiast każdy wprowadza w odpowiedni nastrój, kilka zaś czasem wzrusza do łez - zazwyczaj bez użycia słów (Cluster One, Marooned). Niewielu artystów potrafi zagrać na moich emocjach w taki sposób, jak pan Gilmour i spółka na tym konkretnym albumie. I mam pełną świadomość tego, że w latach '70 PF grał bardziej ambitnie, odkrywczo, nieprzewidywalnie. Zgoda. Ale jednak DB chwycił mnie za serce najmocniej. Widzę w nim ten pierwiastek piękna, którego ze świecą szukam we współczesnej muzyce.
1994 byłby dla mnie rokiem PF, gdyby nie... mój avatar.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Kwi 16, 2010 10:40 pm Temat postu: |
|
|
Amused To Death jest lepszy niż trzy czwarte albumów Pink Floyd, jak dla mnie. Przede wszystkim - niesamowity klimat. Tak, It's a Miracle i Three Wishes to dwa najlepsze momenty. Ale poza tym, świetna jest aranżacja. Nie tam jakiś zwyczajny album rockowy, tylko dużo instrumentów, dużo ciekawych rozwiązań muzycznych, całkowicie udanego kombinowania. O tekstach wspominać nie trzeba.
A nie czytałem jeszcze książki, kurczę, podobno bardzo dobra jest. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Sob Kwi 17, 2010 8:30 am Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Amused To Death jest lepszy niż trzy czwarte albumów Pink Floyd, jak dla mnie. |
Najlepsze solowe dokonanie jakiegokolwiek członka PF. Zastanawiałem się kiedyś jaka płyta wyszłaby gdyby panowie wspólnie jakoś dogadali się i nagrali album realizując pomysły z Amused To Death i The Division Bell. Mielibyśmy chyba jeden z najlepszych albumów Floydów.
Wczoraj przypomniałem sobie na DVD koncert Watersa z trasy In The Flesh. Żałuję, że koncertu z tej trasy nie mogłem zobaczyć na żywo. Waters był w rewelacyjnej formie. Widziałem go w Pradze w 2007 jak był z The Dark Side Of The Moon ale po dziś dzień czuję niedosyt... chyba ze względu na to, że poprzednia trasa miała lepszą set listę. Co najważniejsze jednak, widziałem swojego guru live i nigdy tego nie zapomnę. Teraz Rog jedzie w trasę ze Scianą. Może do Polski zawita.
ps. Coś mi się kiedyś na forum odbiło o oczy, że ktoś jeszcze był na Watersie w 2007... Fenderek? _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sob Kwi 17, 2010 9:45 am Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Ale poza tym, świetna jest aranżacja. Nie tam jakiś zwyczajny album rockowy, tylko dużo instrumentów, dużo ciekawych rozwiązań muzycznych, całkowicie udanego kombinowania. |
To w większości zasługa Jeffa. Jak wiemy, Waters wcześniej próbował zastąpić Gilmoura Claptonem (z miernym skutkiem), z kolei na Amused To Death postawił na Becka i... to było to! Monumentalny, mądry i ciekawy album. Jeden z moich ulubionych.
A Three Wishes autentycznie KOCHAM!  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|