| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| MADE IN HEAVEN |
| 1 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
9% |
[ 4 ] |
| 4 |
|
24% |
[ 10 ] |
| 5 |
|
31% |
[ 13 ] |
| 6 |
|
34% |
[ 14 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 41 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Tangerine Dream

Dołączył: 19 Lut 2011 Posty: 106 Skąd: Strawberry Fields
|
Wysłany: Czw Paź 20, 2011 12:30 pm Temat postu: |
|
|
Napisalem to na swojego bloga, ale tu tez moge sie pochwalic, o ile jest czym.
To jest i był album niezwykły, wyjątkowy. Odbierany najczęsciej jako swoisty hołd dla zmarłego cztery lata przed premierą Freddiego Mercuryego. W czym tkwi wyjątkowość tego albumu? Wyobraźcie sobie sytuację, która miała miejsce...
Jest rok 1991. Zespół Queen wydaje płytę Innuendo. Zgarnia ona wysokie oceny, jest zachwalana przez krytyków, dawniej niepobłażliwych dla Królowej. Zespół dorósł w końcu do podniosłych i poważnych brzmień. Ale na światło dzienne wychodzi, że Freddie umiera na AIDS. Publikuje on specjalne oświadczenie, w którym mówi, że zostało mu mało życia, i jest coraz bliżej śmierci. Umiera niedługo po premierze Innuendo. Ludzie masowo wykupują wcześniejsze albumu, Mercury przeszedł do historii jako jeden z najlepszych głosów rockowych w ogóle. Ogromny ból fanów, przyjaciół, bliskiej rodziny, zespołu.
W 1992 roku odbywa się koncert poświęcony pamięci Freddiego, w którym uczestniczy ogromna ilość gwiazd, mniej i bardziej znana. Występy odnoszą ogromny sukces. Po koncercie o zespole zaczyna cichnac.
Jest rok 1993/94, pojawiają się plotki na temat tego, że zespół pracuje nad nowym materiałem. Do tego będzie można usłyszeć tak głos Freddiego. Ludzie nie wierzą. Cześć uważa, że to nie będzie możliwe, a płyta wydana zostanie po to aby trochę zarobić na marce zespołu. Co się okazuje w 1995, mylą się i to cholernie.
Jest rok 1995, na światło dzienne wychodzi Made in Heaven. Już od pierwszych sekund płyty słychać Freddiego. Jego silny i królewski głos nastraja do przesłuchania reszty płyty, która zapamiętana zostanie jako najniezwyklejsza z dorobku Queen. Album zbiera bardzo dobre i dobre oceny, nie można go uznać, za fatalny eksperyment, o nie, nie.
Po jakimś czasie okazuje się, że tylko 3 nagrania ze wszystkich ścieżek na płycie są nagraniami zarejestrowanymi tuż przed śmiercią Freddiego. Chodzi tu o You Dont Fool Me, Winter Tale oraz Mother Love. Reszta nagrań była odrzutami z wczesniejszych sesji, lub przearanzowanymi nagranimi Freddiego z innych wydawnictw. Tyle ze jest tu jeden "problem". Wszystkie nagrania sa dokladnie dopieszczone, w najmniejszych szczegolach. Nie ma szans ze trafimy tu na cos co brzmi jak jakich niepotrzebny zapychacz czy smiec. W stare nagrania np takie jak Heaven For Everyone czy Too Much Love To Kill You, tchnieto nowe zycie. Haven For.. w wersji The Cross brzmial plastikowo, plasko, nieciekawie, a tu mamy naprawde swietny utwor, jeden z najlepszych w karierze zespolu. Dziwi fakt, ze takich utworow jak Let Me live czy It´s Beatiful Day nigdy nie wydano, bo tu brzmia zaskakujaco swiezo i przepysznie. Mozemy uslyszec tu dwa przearanzowane nagrania z plyt solowych Mercuryego, I Was Born To Love You, bardziej rockowe i agresywniejsze, oraz Made In Heaven, nie podane w prostej formie tak jak pierwowzor. Uslyszymy tu jeszcze My Life Has Been Saved, ktory byl strona B singla, wydana w 1989 roku. Hm moim zdaniem jest nieco lepsza niz wczesniejsza wersja, za co duzy plus dla zespolu. No i pozostaly nam trzy ostatnie, zarejestrowane utwory Freddiego. You Dont Fool Me, ktoremu wiele zarzuca za geste dodanie syntezatorow, oraz popowe, dyskotekowe brzmienie. Ej, jak mozna tak pomyslec!? Przeciez utwor brzmi naprawde przejmujaco. Co jak co ale nie wiem skad te porownanie do dyskotekowych brzmien, ja takich tu nie slysze. Jak dla mnie nagranie jest bardzo smutne i przygnebiajace. A biorac pod uwage jedna z najlepszych solowek jaka popelnil Brian, nagranie jest bez watpienia klejocikiem w koronie Krolowej. Drugie z trzech nagran to Winter Tale. Jest co magicznego w tym nagraniu. Wybornie go sie slucha gdy siedzac w pokoju patrzy sie przez okno za ktorym pruszy snieg. Nie wiedziec czemu, zawsze przechodzi mnie dreszcz pod sam koniec utworu, ale skoro Freddie cierpiac katusze zwiazane z Aids spiewal tak silnym glosem, to mnie to nie dziwi. Ostatnim nagraniem, ktore zarejestrowal jest Mother Love. Wystepuje ono jako pierwsze z trzech nagran ktore wyroznilem, ale warto zostawic jego opis na koniec. Po pierwsze, utwor cholernie wzrusza.. I nie wiem czy to zasluga tekstu, czy glosu Freddiego, ale bardziej stawiam na druga opcje. W jego spiewie slychac zmeczenie, ale przeplatajaca sie z checia walki i stworzeniem czegos doskonalego. I nie chce zebyscie odewbrali moje slowa jako przesade, bo tak nie jest. Freddie byl perfekcjonista. I potwierdza to fakt, ze ostatnie jego nagranie trzyma tak wysoki poziom. Niestety nie uslyszymy jego glosu w ostatniej, czwartej zwrotce. Niestety nie mial sil zeby ja zaspiewac, dlatego na jego prosbe niezwykle pieknie wykonal ja Brian.
Album konczy mocniejsza wersja It´s Beatiful Day. Pozostaje nam tylko nagranie bonusowe, obdazone nazwa track 13 lub Dead. Cos co obroslo ww pewnych kregach legenda. Ponad 20 minut podczas ktorych slyszymy te magincze brzmienie syntezatora, ktore przewija sie przez cala plyte. Co jakis czas przewijaja sie nam rozne strzepki rozmow lub inne, przerazajaco brzmiace dzwieki. Nagranie odbiera sie jako wyimaginowana muzycznie droge Freddiego do nieba. W pewny momencie slyszymy deszcz, cosymbolizuje moment pogrzebu Freddiego. Fatycznie w tamtym dniu niebo plakalo.. Ktos kto to stworzyl byl moim zdaniem geniuszem.
Nie musze postawic tu krotkiej opini wieczacej ta recenzje, wystarczy ze posluze sie slowem, ktore pada w ostatnim nagraniu ,,Fab". Faktycznie, fantastyczna plyta, budzaca ogromne poklady emocji podczas sluchania. Nie zaluje pieniedzy ktore na nia wydalem. Ciezko trafic na taki album, tak niezwykly |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Lis 12, 2011 1:41 am Temat postu: |
|
|
reset statystyk: 11.11.2011
1 - 0% - [ 1 ]
2 - 0% - [ 2 ]
3 - 2% - [ 5 ]
4 - 8% - [ 19 ]
5 - 24% - [ 52 ]
6 - 63% - [ 137 ] _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Lis 12, 2011 3:55 am Temat postu: |
|
|
Dałem 3.
Popelina.
Gdyby wydali EPkę z Zimową, ML i YDFM to dałbym 6. Niestety, to namolne próbowanie udowadniania, ze Fred przed śmiercią śpiewał (tylko) o smierci mnie po prostu wkurwia. To jest po prostu tandetnie nieprzyzwoite. Połowa albumu tonie w przestrzennych klawiszach, które mają rzecz zrobić bardziej przystepną i bardziej mistyczną- szkoda tylko ze osiąga się to najbanalniejszymi metodami. W ogóle takie kawałki jak MLHBS czy TMLWKY to absolutne zapychacze, że o coverach solowego Mercury'ego nie wspomnę...
Zrobione na siłę. Te kawałki które były nagrane rzeczywiście na miesiace przed smiercią- coś nieprawdopodobnego. Reszta dla fanów CTRL C + CTRL V... ja odpadam. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Sob Lis 12, 2011 11:44 am Temat postu: |
|
|
Daję 4... Wahałem się nad piątką, ale przed chwilą dałem ją Innuendo, więc byłoby nieuczciwe wystawiać teraz tę samą ocenę słabszej płycie. Osobiście nie nazwałbym popeliną, bo gdzieś tam drzemie we mnie sentyment związany z odsłuchami na trzeszczącej kasecie... Ale fakt, w wielu miejscach panowie poszli na łatwiznę i przekroczyli granicę dozwolonego patosu. Niemniej, słucha się tego nadal przyjemnie, jeżeli tylko nie jest się nastawionym na Bóg wie jakie doznania. Oczywiście wszyscy się chyba zgadzają, że nie brak tutaj również utworów genialnych (A Winter's Tale, Mother Love). Myślę, że jest to ciekawy element dyskografii, chociażby przez swoją kontrowersyjność. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Sob Lis 12, 2011 12:44 pm Temat postu: |
|
|
Dla mnie dostatecznie.
Kopalnia hitów, wszystko brzmi poprawnie, ale jest to słabszy album niż Innuendo, któremu przed chwilą wystawiłem 4. Kiedyś lubiłem, no ale wykorzystywanie utworów solowych.. nieładnie.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Lis 13, 2011 12:25 am Temat postu: |
|
|
4 bo klimat ta płyta ma jednak niesamowity. Pamiętam, że tu zjechałem okropnie tę płytę ( i pewnie dalej się pod ty podpisuję) ale nie ma lepszej płyty na zimę. A raczej na moment jej rozpoczęcia gdy budzi się człowiek o 5 rano, wygląda za okno a tam śnieżny puch. Nic tylko puścić MiH przy całej jej ułomności i rozkoszować się błogością. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Lis 17, 2011 11:05 pm Temat postu: |
|
|
produkcja nawet fajna, ciepła, ale calosc przeslodzona, obok kawalkow swietnych są totalne zapychacze, ktorych w dodatku nie powinno tu byc. calosc nalezy raczej traktowac jako skladanke. kilka numerow zupelnie od czapy. ale winter's tale, solowka w YDFM i mother love + fajne obie wersje IABD podwyzszają jej ocene. niech bedzie hmmm 4 z olbrzymim minusem. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mozzer

Dołączył: 14 Sty 2012 Posty: 235 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Mar 06, 2012 10:50 pm Temat postu: |
|
|
Powróciłem do tej płyty przy okazji skompletowania kolekcji remasterów 2011. I po raz kolejny jestem nią oczarowany. Oczywiście można by sie do paru rzeczy przyczepić ( dobór utworów - że tylko 3 z " ostatniej " sesji ,po co MLHBS i dlaczego odświeżono solowe kawałki Freddiego, że zbyt emocjonalny, żeby nie powiedzieć pretensjonalny) Można by , tylko po co .
Wyszła wspaniała , wzruszająca płyta , gdzie najważniejszy jest ten jeden niepowtarzalny głos . I jest to wspaniały hołd dla tego "głosu" wszech czasów . Wspaniały suplement to tej niesamowitej historii jednej z najlepszych kapel rockowych . I to powinien być już koniec . Niestety nie był . Później było już tylko staczanie się po "równi pochyłej ", które kulminacje będzie miało 7 lipca w Knebworth .
Daje 5 - obok Innuendo , Queen II i ANATO moja ulubiona płyta . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tangerine Dream

Dołączył: 19 Lut 2011 Posty: 106 Skąd: Strawberry Fields
|
Wysłany: Sob Mar 17, 2012 4:46 pm Temat postu: |
|
|
| Pięknie brzmi Heaven For Everyone gdy taka piękna pogoda a słońce przygrzewa w plecy., tak jak dziś. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Filip2412
Dołączył: 30 Gru 2010 Posty: 35 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sob Mar 24, 2012 4:04 pm Temat postu: |
|
|
Powiem tak:część tego album to prawdziwa rewelacja.Piękna ballada A Winter's Tale,Taneczne You Don't Fool Me z jedną z najlepszych solówek jakie kiedykolwiek wykonał Brian,przejmujące Mother Love,gospelowe Let Me Live,przyjemne i krótkie It's A Beatiful Day,lepsza od niego repryza tego kawałka.Ale moim zdaniem część rzeczy jest tu kompletnie niepotrzebna;oba covery Freddiego,nowa wersja Too Much Love Will Kill You i najbardziej nowa wersja My Life Has Been Saved.Obyło by się też bez Track 13 i Yeah( )po kiego grzyba urwali 4 sekundy od It's A Beatiful Day reprise i dali tylko na wersję CD?!Dla mnie najdurniejsza rzecz jaką KIEDYKOLWIEK zrboili nagrywając płytę.Z coverowych utwórów dobre jest tylko Heaven For Everyone.Zamiast nagrywać te cztery nowe wersje utworów mogli sięgnąć po inne nie nagrane przez Queen dema i tu je wstawić.Daję 4= gdyby nie te cztery rzeczy o których mówiłem byłoby wyżej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Kwi 01, 2012 4:39 pm Temat postu: |
|
|
Dla mnie bomba- przy "A Winter's Talke po raz pierwszy bylem z kobieta... Wiec chocby tylko z tego powodu- 6!!!!
Ale cala plyta jest genialna, zwlaszcza "Mother Love". Ciekawe jest tylko to, ze jedynie oba wspomniane przeze mnie utwory pochodza z 1990/91- reszta to nagrania wczesniejsze...
Nic to- *spiewa*
"It's winter faaaall... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Kwi 01, 2012 4:46 pm Temat postu: |
|
|
Całkiem dobry album pomimo że go nie pamiętam _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Kwi 01, 2012 4:52 pm Temat postu: |
|
|
 _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Nie Maj 06, 2012 9:54 pm Temat postu: |
|
|
Mam pytanie, odnośnie tego, jak sam Freddie się zapatrywał na tę płytę.
Z tego co mówił David Richards, Mercury upierał się bardzo by ją wydano, z pełną świadomością tego, że wydania krążka już nie doczeka.
Tylko czy wiedział, jaki będzie kształt tego albumu? (3 utwory '1991, 2 z Mr Bad Guy i pozostała 5 odpicowanych odrzutów)
Czy Mercury chciał po prostu, żeby wydano jego ostatnie piosenki nagrane za życia?
Ciekawi mnie to.. Pozdrawiam _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Maj 06, 2012 11:00 pm Temat postu: |
|
|
| innuendo91 napisał: |
Tylko czy wiedział, jaki będzie kształt tego albumu? (3 utwory '1991, 2 z Mr Bad Guy i pozostała 5 odpicowanych odrzutów)
Czy Mercury chciał po prostu, żeby wydano jego ostatnie piosenki nagrane za życia? |
A jak miał wiedzieć jak to będzie wyglądało?
Po prostu chciał zostawić jak najwięcej, nagrywał póki mógł.
To jak ostatecznie ten album wygląda to już panowie Taylor, May i Deacon. Nie bez kłótni, zresztą, bo may nie bardzo się palił do pracy nad tym materiałem, Roger i John sami zaczęli coś przy tym robić, co podobno strasznie wkurzyło Briana... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kapelutek

Dołączył: 25 Kwi 2012 Posty: 261 Skąd: Rzeszów/Szczecin
|
Wysłany: Pon Maj 07, 2012 2:34 pm Temat postu: |
|
|
Uwielbiam Made in Heaven, to album, który przesłuchałam jako pierwszy, ponieważ mają go jeszcze moi rodzice. Dopiero zaczęłam wtedy poznawać Queen, nie wiedziałam, że np. Mother Love to ostatnie nagranie Freddiego, ogólnie moja wiedza na temat Queen była zerowa.
Teraz kiedy wiem już więcej patrzę na ten album pod innym kątem - słucham piosenek, zwłaszcza tych nagrywanych w 1991 roku i wywołują u mnie jeszcze większe emocje. Szkoda mi jedynie tego, że dużo materiału jest z wcześniejszych lat. Myślę, że jeszcze dużo nagrań Freddiego z 1991 roku leży w archiwach, skoro tak dużo nagrywał przed śmiercią, a wydano jedynie te 3 utwory. No ale chyba nigdy się nie doczekamy, żeby chłopaki coś z tym zrobili...
Co do pojedynczych utworów:
It's a Beautiful Day - piękny opening, tylko puścić sobie to rano i wyjrzeć przez okno - no-one's gonna stop me now;)
Made in Heaven - uwielbiam wstęp na gitarze Briana, daje mi takiego kopa, jest też trochę niepokojący a zaraz potem wchodzi spokojny wokal Freddiego, dużo bardziej wolę wersję tą niż z solowej pana Wąsatego, tamta była jakaś taka mniej barwna
Let Me Live - podoba mi się to, że każdą zwrotkę śpiewa inny pan, szkoda, że John nic nie zaśpiewał bardzo pozytywny utwór, lubię ten chór w tle - szkoda też, że to nie wyłącznie panowie śpiewają chórki jak to mieli w zwyczaju np. w Bohemian:)
Mother Love - coż tu mówić więcej, mam łzy w oczach kiedy słucham tej piosenki, wyobrażam sobie jak musiało wyglądać jej nagrywanie w studiu, także tekst kiedy Freddie śpiewa, że pragnie tylko spokoju przed śmiercią, po prostu... A ostatnia zwrotka Briana - Freddie nie może już śpiewać i Brian śpiewa w jego imieniu... zawsze płaczę przy tej piosence - arcydzieło
My Life Has Been Saved - nie wiem dlaczego niektórzy się tak czepiają tej piosenki, może nie jest tak dobra jak Mother Love, ale to piosenka w całkiem innym stylu. Poza tym wolę jakoś tą wersję niż z '89, może dlatego, że już się do niej przyzwyczaiłam.
I Was Born to Love You - również świetny utwór, i również wolę go w wersji Q, chociaż do wersji pop Freddiego też czasem poskaczę:)
Heaven to Everyone - znalam tą piosenkę dużo wczesniej, jest ona dosyć często grana w radiu, tak jak I Was Born zresztą też. Utwór Rogera więc dodatkowy plus:) Bardzo ją lubię.
Too Much Love Will Kill You - moja druga najukochańsza piosenka z tej płyty, obok Mother Love. Niektorzy narzekają, że wersja Freddiego jest za słodka, ale ja wolę jego niż Briana. Kocham tą piosenkę miłością nieskończoną i wieczną
You Don't Fool Me - hit radiowy, znałam ją bardzo dobrze przed przesłuchaniem płyty;) Myślę, że najlepiej oddają tą piosenkę slowa mojej mamy: przy tej piosence czuję się jakbym miała skrzydła i mogła lecieć a w tle nucić tą melodię. I to chyba wszystko na ten temat:)
A Winter's Tale - piękna piosenka, bardzo spokojna i melodyjna, kojarzy mi się ze śniegiem (co ty nie powiesz:P), mgłą... Idealna do sluchania przy zapalonym kominku z herbatką w ręku. Ostatni utwór autorstwa Freddiego, brzmi w nim jakiś smutek, że trzeba opuszczać ten przepiękny świat...
It's a Beautiful Day (Reprise) - jest takim rozwinięciem pierwszej części, zaczyna się ostra gitara, udowadniająca, że rzeczywiście ,,no-one's gonna stop me now"
Yeah - hm... yeah:)
Hidden Track - piękny, ale niepokojący utwór. Czytałam trochę na jego temat i sama nie wiem jak go interpretować, może rzeczywiście jest to przedstawione 22 lata istnienia Q i związanych z tym zmian w życiu Freddiego. Jestem pewna natomiast, że na samym końcu Freddie odkrywa Niebo\Raj i to daje nadzieję. Jest wiele momentów bardzo niepokojących w tym utworze, co nie pozwala mi go sluchać przed snem w ciemnym pokoju - zawsze mam potem schizy. Ale ogólnie to ciekawy kawałek muzyki, trochę relaksacyjnej momentami, a momentami wręcz odwrotnie - ale przecież takie jest zycie: pasmem radości i smutków.
Ogólnie jest to jedna z niewielu płyt, które znam od deski do deski - jak już mowiłam zaczynam dopiero przygodę z Queen i odkrywam piosenkę po piosence, płytę po płycie. Narazie wypowiadam się na temat tych, które już dobrze znam:)
Oceniam ją na 6, nie ma na niej utworu, którego bym nie lubiala i musiała przesuwać.
Ok, trochę się rozpisałam:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
June

Dołączył: 03 Maj 2012 Posty: 329
|
Wysłany: Pon Maj 07, 2012 3:16 pm Temat postu: |
|
|
A ja tego albumu jeszcze całościowo nie odkryłam, chociaż dużo utworów kojarzę - wolę go zostawić na względny koniec, bo nie ciągnie mnie do niego i za bardziej "pełnoprawną" ostatnią płytę mam Innuendo. No bo co - mamy tu trzy utwory nagrane za życia Freddie'ego a reszta to tylko przeróbki czy inne materiały które nie zostały przez niego "zaaprobowane" bo zwyczajnie nie miały prawa. Teoretycznie mogli na tyle znać jego gust, że lecieli na wyczucie z tymi aranżacjami, ale dla mnie to nie jest dalej to samo co z nim, bo oprócz wokalu dałby pewnie nowe pomysły w innych utworach, a zawsze mógł się też nie zgodzić na pewne elementy, bo ile dobrze pamiętam z jakiegoś artykułu, veto zawsze obowiązywało.
Co do Mother Love - utwór ma świetny klimat, jest bardzo poruszający i nie jestem w stanie powiedzieć, co czułam pierwszy raz go słuchając. Przez tę ostatnią zwrotkę zaśpiewaną przez Briana to brzmi to jak przerwany dialog i to jest właśnie dla mnie szczyt dramatyzmu, który i bez tego rozbrzmiewa tam od pierwszej do ostatniej nuty. Bardzo lubię ten utwór (o ile można go "lubić"), ale trzeba mieć do niego nastrój i może ciut dystansu, bo możne wpędzić w nie lada dół.
*Mam jeszcze pytanie dotyczące końcówki Mother Love - skąd pochodzi wokal przed płaczem dziecka? Przypominam, że jestem nowicjuszką... ^^
** Poprawiłam ten post, bo zauważyłam, że w kilku miejscach dałam "ź" zamiast "ż" (głupia komórka) i to brzmiało jakbym sepleniła mówiąc do niemowlaka... x_X _________________
Prześpij się trochę.
Nie udzielaj rad.
Dbaj o zęby i dziąsła.
Ron Padgett, Jak stać się doskonałym |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Pon Maj 07, 2012 7:10 pm Temat postu: |
|
|
June to pochodzi z piosenki Goin' Back która została nagrana i wydana na singlu w 1973r przez taki zespół czy tez projekt Larry Lurex (w skład którego wchodził Freddie Brian i Roger)
Tu możesz sobie posłuchać całość KLIK _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
June

Dołączył: 03 Maj 2012 Posty: 329
|
Wysłany: Pon Maj 07, 2012 7:44 pm Temat postu: |
|
|
| Bardzo dziękuję ^^. Nawet ciekawe to, ma klimat. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Pon Maj 07, 2012 7:52 pm Temat postu: |
|
|
Do usług Tak dla uzupełnienia informacji to nie jest ich autorskie dzieło tylko cover  _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Sro Maj 09, 2012 10:43 am Temat postu: |
|
|
Dokładniej mówiąc, cover Dusty Springfield. I małe sprostowanie-Brian i Roger wzięli udział w nagraniu I Can Hear Music(Goin' Back już nie-choć niektóre źródła podają inaczej). Ten fragmencik można usłyszeć także na instrumentalnej wersji Machines. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Corey

Dołączył: 15 Lis 2012 Posty: 1741 Skąd: Wembley Stadium
|
Wysłany: Czw Gru 06, 2012 9:40 pm Temat postu: |
|
|
Ten album jest piękny, prawie całkowicie melancholijny i dlatego bardzo mi się podoba. Ostateczne pożegnanie Freddiego ze swoimi przyjaciółmi, rodziną i fanami. Cały album fajnie przenosi w inny wymiar, szczególnie ostatnia pozycja Wysoko sobię cenię takie właśnie utwory jak: Mother Love, I Was Born to Love You, Heaven For Everyone, Too Much Love Will Kill You, You Don't Fool Me oraz A Winter's Tale. Jak już kiedyś wspomniałem bardzo lubię powolne i smutne piosenki Queen, więc ten album jest dla mnie dziełem naprawdę wyjątkowym Kiedyś jak byłem dużo młodszy, to tylko przy Made In Heaven potrafiłem szybko się zrelaksować lub zasnąć po zjebanym dniu w szkole  _________________ magic
Niesamowity Chuck Norris!!! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Czw Gru 06, 2012 10:18 pm Temat postu: |
|
|
| June napisał: | No bo co - mamy tu trzy utwory nagrane za życia Freddie'ego a reszta to tylko przeróbki czy inne materiały które nie zostały przez niego "zaaprobowane" bo zwyczajnie nie miały prawa. Teoretycznie mogli na tyle znać jego gust, że lecieli na wyczucie z tymi aranżacjami, ale dla mnie to nie jest dalej to samo co z nim, bo oprócz wokalu dałby pewnie nowe pomysły w innych utworach, a zawsze mógł się też nie zgodzić na pewne elementy, bo ile dobrze pamiętam z jakiegoś artykułu, veto zawsze obowiązywało.
|
A przepraszam, Queen to tylko Freddie, że wszystko musiał aprobować? Brian jest moim zdaniem najbardziej niedocenianym muzykiem w zespole, a właśnie on odpowiada za wiele hitów, za charakterystyczne brzmienie zespołu (ta gitara...) oraz w zasadzie za całą taką bardziej 'rockową' stronę twórczości grupy. Ale także Roger jest na tyle silną osobowością muzyczną, że wspólnie (z małą pomocą Johna i podpierając się tym, co zostawił w "spadku" Freddie) stworzyli wielkie, epokowe dzieło.
I nie patrzmy na to, co Freddie aprobuje, a co nie. Takiego np. albumu Dark Side of The Moon nie aprobował - a jest świetny. I tak samo jest z "Made in Heaven". Osierocona trójka wywiązała się z zadania zdecydowanie powyżej oczekiwań. Być może Freddie, gdyby miał szansę coś powiedzieć, zrobiłby to, czy tamto inaczej - ale kto wie, czy nie gorzej? _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Soplica

Dołączył: 06 Lis 2012 Posty: 680 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sob Gru 22, 2012 12:36 pm Temat postu: |
|
|
Bardzo dobry album. Nie taki typowy, ale piękny. Wyjątkowy, bo ostatni. I 3 piosenki z ostatniej sesji. Uwielbiam You don't... za świetną energię. Mother love ma niesamowity klimat, zawsze mnie porusza. I was born to love you wesołe i poprawiające nastrój. A tekst Too much love will kill you jest bardzo bliski moim przeżyciom.
Oczywiście album na 6.
Mam taką nadzieję, ze kiedyś wreszcie panowie zbiorą się do kupy, powyciągają z archiwum jakieś smaczki i dadzą nam płytę w stylu MiH... _________________ There's no time for us, there's no place for us... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
June

Dołączył: 03 Maj 2012 Posty: 329
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2012 4:31 pm Temat postu: |
|
|
| haes82 napisał: |
A przepraszam, Queen to tylko Freddie, że wszystko musiał aprobować? Brian jest moim zdaniem najbardziej niedocenianym muzykiem w zespole, a właśnie on odpowiada za wiele hitów, za charakterystyczne brzmienie zespołu (ta gitara...) oraz w zasadzie za całą taką bardziej 'rockową' stronę twórczości grupy. Ale także Roger jest na tyle silną osobowością muzyczną, że wspólnie (z małą pomocą Johna i podpierając się tym, co zostawił w "spadku" Freddie) stworzyli wielkie, epokowe dzieło.
I nie patrzmy na to, co Freddie aprobuje, a co nie. Takiego np. albumu Dark Side of The Moon nie aprobował - a jest świetny. I tak samo jest z "Made in Heaven". Osierocona trójka wywiązała się z zadania zdecydowanie powyżej oczekiwań. Być może Freddie, gdyby miał szansę coś powiedzieć, zrobiłby to, czy tamto inaczej - ale kto wie, czy nie gorzej? |
Jeśli ktoś nie docenia Briana, to z pewnością nie ja (mówiąc szczerze, darzę go największą sympatią z całej czwórki) ^^. Z tą aprobatą chodziło mi tylko o muzykę Queen, nie umniejszam też roli reszty zespołu w procesie tworzenia, ale po prostu chciałam zwrócić uwagę na to, że to, co było tworzone w hołdzie Freddiemu, mogłoby mu się całkowicie nie spodobać. To już kwestia samodzielnej oceny, która w przypadku zespołu, którego członek umiera/odchodzi, jest bardzo skomplikowana. Nie uważam, że MIH jest zła, ale uważam, że przez odejście Freddiego to ciut mniej ich płyta, a bardziej tribute, lekka zbieranina, próba poukładania tego, co zostało. Niemniej jednak, brzmi przyjemnie (znacznie więcej zastrzeżeń mam co do 'Cosmos Rocks')... _________________
Prześpij się trochę.
Nie udzielaj rad.
Dbaj o zęby i dziąsła.
Ron Padgett, Jak stać się doskonałym |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|