| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| MADE IN HEAVEN |
| 1 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
9% |
[ 4 ] |
| 4 |
|
24% |
[ 10 ] |
| 5 |
|
31% |
[ 13 ] |
| 6 |
|
34% |
[ 14 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 41 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Nie Gru 06, 2009 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Szczerze, to nawet brałem pod uwagę taką możliwość Zwłaszcza moment ze śmiercią w końcówce. _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Gru 06, 2009 3:30 pm Temat postu: |
|
|
Jeśli końcówka to rok 1995 no to to nie może być śmierć Freddiego.
Wg tej skali śmierć Freda ma miejsce gdzieś pod koniec 18. minuty. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Wto Gru 08, 2009 10:44 pm Temat postu: |
|
|
Dziwne, bo nie przypomina mi się jakoś żaden ekscytujący moment w końcówce 18 minuty. Możesz przypomnieć, co wtedy było  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Gru 08, 2009 10:45 pm Temat postu: |
|
|
szum? _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Czw Gru 10, 2009 12:42 am Temat postu: |
|
|
| Dundersztyc19 napisał: | Dziwne, bo nie przypomina mi się jakoś żaden ekscytujący moment w końcówce 18 minuty. Możesz przypomnieć, co wtedy było  |
A to tak trudno sprawdzić samemu skoro już masz do tego utworu dostęp?
P.S. A tak swoją drogą skoro już przy ekscytujących momentach jesteśmy to dla mnie(jak już pisałem wcześniej) równie 'ekscytującym' momentem co ta perkusja w 13:29 jest jeszcze ten niepokojący basowy szum w ok. 5:09. I tak się zastanawiam czy on też czasem czegoś nie symbolizuje... wg skali czasu w tym utworze początek 5-ej minuty to był w realu 1978 rok... rok wydania albumu Jazz, ale nie wiem w sumie czy nie towarzyszyło temu coś niezwykłego, co ten szum mógłby symbolizować... A może to tylko ja próbuję mu tu nadać jakieś symboliczne zdarzenie, bo tylko ja się go boję?  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Czw Gru 10, 2009 7:32 pm Temat postu: |
|
|
No jak to co, impreza w Nowym Orleanie z okazji wydania Jazz, kiedy wszyscy się naszprycowali, napruli i rżnęli wszystko co żywe. Najfajniejszy moment w historii zespołu. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Czw Gru 10, 2009 8:57 pm Temat postu: |
|
|
Tja... to była jedyna taka chwila, że jakby byli tam bohaterowie ASAQ to byliby święcie oburzenie skalą rozpusty  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pietras

Dołączył: 25 Sty 2010 Posty: 206 Skąd: "Otłok" city
|
Wysłany: Wto Sty 26, 2010 1:26 pm Temat postu: |
|
|
Trzy lata wytężonej pracy trzej wspaniałych muzyków, których rany po utracie przyjaciela były wciąż bardzo świeże, skrawki materiału pozostawione przez Niego w przerwie sesji nagraniowych na Innuendo... Opłacało się. Bardzo dobry album, fantastyczna robota Briana, Johna i Rogera i zapewne jeszcze całego sztabu ludzi. Między 4, a 5. Mimo wszystko, moja ocena to: 5. _________________ www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Sty 26, 2010 6:48 pm Temat postu: |
|
|
| na made in heaven nie ma żadnych, jak to piszesz 'skrawków' z sesji innuendo... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pietras

Dołączył: 25 Sty 2010 Posty: 206 Skąd: "Otłok" city
|
Wysłany: Sro Sty 27, 2010 1:05 pm Temat postu: |
|
|
Odpowiem krótko - "Mother Love". _________________ www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Sty 27, 2010 3:25 pm Temat postu: |
|
|
| pietras napisał: | | Odpowiem krótko - "Mother Love". |
"Mother Love" zaczęto nagrywać już po wydaniu Innuendo! To było jesienią 1991. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pietras

Dołączył: 25 Sty 2010 Posty: 206 Skąd: "Otłok" city
|
Wysłany: Sro Sty 27, 2010 3:29 pm Temat postu: |
|
|
W takich razie dotarłem do nieprawdziwych informacji. Zwracam honor. W każdym razie, chodzi o ten okres twórczości Freddiego, kiedy nagrywając po prostu słaniał się na nogach... A stworzył piękne rzeczy. _________________ www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Sty 27, 2010 3:36 pm Temat postu: |
|
|
z tą jesienią to pewnosci nie ma tzn tak sie uwazalo przez dluzszy czas i tak twierdzą autorzy niektorych książek o queen, że ostatnia sesja miala miejsce na przelomie pazdziernika i listopada 1991, zdaje sie. ale tez mielismy jakis czas temu studyjne zapiski z rozpisanym tekstem czy tez nutami (nie pamietam juz) do mother love podczas sesji nagraniowej i z datą bodajże maj 1991. wiec cholera wie jak bylo naprawde. chcialem o to zapytac freestone'a, no ale olał nas, jesli chodzi o pytania do fanzinu wiec...
ale bez wzgledu na to, czy byl to maj czy jesień, to i tak bylo juz po sesji innuendo, ktora miala miejsce w roku 1990 i ewentualnie w styczniu 1991 bodajze. w lutym wyszla przeciez plyta. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Sty 27, 2010 3:44 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | ale bez wzgledu na to, czy byl to maj czy jesień, to i tak bylo juz po sesji innuendo, ktora miala miejsce w roku 1990 i ewentualnie w styczniu 1991 bodajze. w lutym wyszla przeciez plyta. |
Wg tej książeczki dołączonej do płyty z Gazety Wyborczej rok temu sesja do Innuendo trwała od marca 1989 do listopada 1990, czyli wychodzi na to, że zaczęła się jeszcze przed wydaniem The Miracle. No ale dobra, nie będę już offtopował, bo dyskusje o tych płytach są gdzie indziej.
Tak tylko chciałem/próbowałem sprostować. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Sty 28, 2010 1:44 am Temat postu: |
|
|
właściwa sesja nagraniowa, a sesje, na które składają się próby i tworzenie utworów to nie do końca te same rzeczy druga rzecz, że faktem jest że nad innuendo pracowali już wiosną 1989, mniej więcej w okresie wydania the miracle. ale, mój drogi, istotną rzeczą jest to, że od czasu zakończenia nagrań do wydania płyty, sporo wody w kranie musi spłynąć - to czas poświęcony na mastering i miks płyty, oraz wszelkie terminy dla wytwórni, związane z całą machiną promocyjną, okładkami, tłoczeniem i formatowaniem. mastering i miks włącza się rzecz jasna w czas produkcji płyty, choć właściwy materiał jest nagrany dużo wcześniej. by było bardziej obrazowo, porównam do do filmu. po zrealizowaniu zdjęć przychodzi równie pracochłonny i czasożerny czas montażu, postsynchronów, do tego dochodzi cała masa pracy wytwórni. z produkcją płyty jest bardzo podobnie, co więcej, miks płyty trwa często dłużej niż samo jej nagranie. podsumowując... w chwili, gdy chłopcy dłubali wiosną 1989 nad innuendo czas nagrywania the miracle mieli daleko za sobą, choć nie było jej jeszcze na rynku. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Kwi 20, 2010 9:39 pm Temat postu: |
|
|
o ile płyta taka sobie, to właśnie słuchałem You Don't Fool Me i... ten utwór jest absolutnie przeboski. Jasne dyskotekowe rytmy to coś co Narki omijają szerokim łukiem ale tutaj przefantastycznie zagrane. A już solówka jest magiczna. Jedna z 3, 4 najlepszych rzeczy jakie Brian nagrał w ogóle IMO!
NIezykle... dramatyczna i piękna. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Wto Kwi 20, 2010 9:49 pm Temat postu: |
|
|
Tyle że klip do dupy Ja do YDFM przekonywałem się latami aż w końcu coś załapało i nie przeskakuję już do następnego utworu. Jednak nadal jakoś mi nie pasuje do MiH. Już prędzej widziałbym go na Hot Space  _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Lis 23, 2010 7:43 pm Temat postu: |
|
|
Zbliżają się święta. Tylko jeszcze śniegu brakuje. Ale już dziś nie mogłem wytrzymać i na tapecie mamy MiH. A to niezawodny czas zmiany nastroju na totalnie melancholijny. Tylko brake tego cholernego śniegu. O ile milej by się słuchało tego albumu. Matko. Niby taki ... mocno średni, a jednak na zimowe wieczory ten album jest niezastąpiony. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Sob Gru 25, 2010 4:36 pm Temat postu: |
|
|
Witam wszystkich:)
Dużo słyszałem o tym forum i w końcu postanowiłem się tu udzielić nieco;)
Wracając do sedna czyli płyty Made In Heaven dałem jej ocenę 5.
MiH była pierwszą płytą Queen którą wysłuchałem w całości bardzo mi się spodobała ale muszę szczerze przyznać że nie wiedziałem dużo o tym zespole a o samej płycie wiedziałem że ukazała się 4 lata po śmierci Freddiego. Pamiętam że duże wrażenie na mnie wywarła piosenka Mother Love choć wtedy jeszcze nie znałem historii powstania tej piosenki.
Od tego czasu minęło kilka lat moja wiedza o Queen została bardzo wzbogacona i chcę się podzielić przemyśleniami na temat MiH.
Jestem zdania że nie pasują tam piosenki z Mr Bad Guy, owszem brzmią o wiele lepiej ale wg mnie one tam nie pasują zostawiłbym tylko tytuł Made In Heaven ale samej piosenki już nie włączał.
Heaven For Everyone - ta piosenka osobiście się mi bardzo podoba (pamiętam czasy jak królowała na 30tonach na tvp2) i taki paradoks mi się nasuwa odrzut z A Kind Of Magic stał się sztandarowym hitem MiH i nasuwa mi się kolejna myśl ile jeszcze takich odrzutów może być w archiwach które mogły by być takimi hitami..
Too Much Love Will Kill You - kolejna piosenka która mi się bardzo podoba i mam tu osobisty szacunek do Braina że ją włączyli do tej płyty przecież mogła dalej istnieć jako jego solowy kawałek lub demo z czasów The Miracle a przecież Brian na pewno się spodziewał że wersja z wokalem Freddiego może w pewnym stopniu odtrącić w cień jego wersję..
Mother Love - zawsze jak słucham tej piosenki mam dreszcze, umierający człowiek ledwo stojący na nogach a w głosie taka siła.... niesamowite..
O pozostałych piosenkach nie będę pisał bo moje zdanie co do nich jest bardzo zbliżone do większości tutaj przedstawionych więc nie będe ich powielał;)
Generalnie bardzo przyjemna, melancholijna i klimatyczna płyta cieszę się że powstała.
Jestem tylko ciekaw jednego czy prawdą jest to co gdzieś kiedyś wyczytałem, otóż spotkałem się z informacją że Freddie chciał aby ta płyta (następna po Innuendo) została wydana, wiecie coś na ten temat? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Gru 27, 2010 11:18 am Temat postu: |
|
|
Paolo na Twoje pytanie nie znam niestety odpowiedzi...Może jakiś bardziej światły fan dopomoże.
Miałam pisać o Jazzie, ale skoro Paolo wywołał MIH, to wypowiem się i ja na jego temat. Wypowiem się, choć po lekturze całości wątku może nie powinnam. Ale! Forum jest płaszczyzną wymiany opinii, a nie pochlebstw toteż upoważniłam się do wyrażenia „zdania odrębnego” w sprawie.
| Paolo napisał: | | Mother Love - zawsze jak słucham tej piosenki mam dreszcze, umierający człowiek ledwo stojący na nogach a w głosie taka siła.... niesamowite.. |
Też To mam
Ale od początku...
MIH poznałam dawno temu, na tyle dawno, że nawet nie pamiętam okoliczności. Było to zapewne w podobnym okresie co pierwszy świadomy kontakt z Innuendo, w czasach szczenięctwa. O ile to drugie robiło na mnie od zarania wrażenie kolosalne, o tyle MIH jakoś tak mi umykał. W zasadzie wszechpotężny czas nie podołał i tych pierwszych odczuć nie zmienił. Na pewno na obecne postrzeganie albumu miało wpływ poznanie i uświadomienie sobie dramatycznych okoliczności jego powstania oraz pieczołowite budowanie stosownej otoczki, które ułatwiają mi strawianie całości.
Płyta w moim odczuciu jest mocno średnia, nierówna, czy może raczej niespójna. Nie tworzy wg mnie koncepcyjnej całości, choć zapewne miało tak być. Jest „zlepkiem” w duchu GH, a do tych mam szczególną awersję i unikam ich jak ognia, nie dają bowiem szansy „pojąć ducha”, tej specyficznej aury towarzyszącej powstawaniu sztuki. Oddalają od artysty miast przybliżać.
Album od swego zarania miał być ostatnim, siłą rzeczy, jeszcze w trakcie sesji niejako poświęconym pamięci Freda. Pomijając Pod tym kątem dokonywany był wybór utworów, które w zamyśle miały „przybliżać nas do nieba”, wprowadzać w melancholijny nastrój, dawać pożywkę do egzystencjalnych rozmyślań. I tu oto pojawia się u mnie problem...Bo ów stan przy MIH pozostaje dla mnie nie osiągalny . Album jako całość jest dla mnie wyzuty z emocji, co któryś z utworów muśnie wrażliwą strunę, następny hamuje drgania...Niestety, ekspresja, burza uczuć, emocjonalne szaleństwo, tak prawdziwe na Innuendo, tu gasną. Ta płyta jest dla mnie jak spłowiałe płótno mistrza. Widać geniusz, ale jakby zblakły, bardziej pozazmysłowo niż zmysłowo wyczuwalny...
Żeby nie zafałszować jednak własnych odczuć, muszę nadmienić, że album zawiera kilka kawałków naprawdę niezłych, w tym przejmujące i niepokojące It's A Beautiful Day oraz Track13, a także dwa dzieła, które są dla mnie absolutnie obłędne: Mother Love i A Winter's Tale, które kocham całym sercem, całą duszą. Jest w nich to mistyczne Coś. Są emocje, są uczucia, jest życie, choć zawieszone już ponad ziemskim padołem...To one są dla mnie największą wartością MIH.
Mother Love - zaczynając od strony czysto muzycznych zabiegów, podoba mi się bardzo końcówka z zaśpiewami i cofaniem taśmy(zawsze w końcówce łzy same cisną mi się do oczu, dlatego uważam, żeby nie słuchać ML w miejscach miejscach publicznych, bo już kilkakrotnie dałam się poznać jako jednostka emocjonalnie niestabilna). Ktoś uznał (przepraszam nie pamiętam kto)za zbędny zabieg z płaczem dziecka na końcu. Muszę przyznać rację, skutecznie dławi efekt wznoszenia ponad doczesność, natychmiastowo sprowadzając na ziemię, ale może tak właśnie miało być?!
Ze strony emocjonalnej ML nieodmiennie mną wstrząsa. Jest niezwykłe, oprócz tego, że jest kapitalnym dziełem muzycznym, jest dla mnie także najpiękniejszym, najbardziej przejmującym świadectwem siły pasji człowieka i jego miłości do życia, do, do sztuki. Fred dokonał niemożliwego, zaśpiewał umierając, udowadniając że żył by tworzyć i tworzył by żyć.
Tym, czego Fred dokonał przez Innuendo po ML, niejako forsując piętrzące się przeciwności, chorobę i depczącą po piętach śmierć, wybił się ponad wszystkich. Wzrusza mnie niewymownie i daje natchnienie...
A Winter's Tale to kwintesencja zachwytu nad światem, nad zwyczajnym pięknem, które większości z nas umyka w pędzie codzienności, którego nie doceniamy. Jest przesłaniem, zatrzymaj się, rozejrzyj, nabierz mroźnego powierza w płuca, uchwyć spojrzeniem płatki śniegu, zanurzyć się w bladym słońcu. Ten utwór jest muzyczną impresją...Migotliwą chwilą schwytaną w więzy nieskończoności. Jest siłą rzeczy delikatny, ulotny, subtelny. It's bliss...
PS (off). Ostatnio „nachodzi” mnie jakoś na pisanie, chyba się starzeję.
Trudno, z góry przepraszam, że uprawiam tu u Was (bo jeszcze nie czuję się jednak u siebie z racji stażu ) taką trochę „sztukę” dla sztuki, bo w rzeczy samej nie wiem, czy kogokolwiek interesuje co mam do powiedzenia na jakiś tam temat . Tym bardziej, że na muzyce się nie wyznaję. I to nie hipokryzja z mojej strony, tylko taka ot, luźna refleksja nad sensownością własnych poczynań . _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM
Ostatnio zmieniony przez Aia dnia Sro Gru 29, 2010 9:49 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pon Gru 27, 2010 1:50 pm Temat postu: |
|
|
| Paolo napisał: | | Jestem tylko ciekaw jednego czy prawdą jest to co gdzieś kiedyś wyczytałem, otóż spotkałem się z informacją że Freddie chciał aby ta płyta (następna po Innuendo) została wydana, wiecie coś na ten temat? |
Wieść niesie, że Freddie chciał zostawić chłopakom jak najwięcej materiału, żeby mogli nagrać płytę i to potem wydać. Tyle wiemy, a ile w tym prawdy - ciężko powiedzieć. Mamy trzy premierowe utwory (tzn. trzy, które na pewno zostały napisane i zaśpiewane po sesjach do Innuendo), tylko tu się rodzi pytanie - czy powstały tylko trzy, bo Freddie więcej nie dał rady, czy może reszta pozostała w archiwum i czeka roku 2121, kiedy to pojawi się box set.
PS: Jeśli czegoś nie dopowiedziałem lub pomyliłem, to na pewno przyjdzie Mariusz i uzupełni/poprawi  _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Gru 27, 2010 1:54 pm Temat postu: |
|
|
z tym 2121 to juz podobno nieaktualne. przeniesli ostatnio date premiery na marzec 2125, bo w 2121 wypada jakas wazne konferencja na temat ochrony borsuków _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dzejkop

Dołączył: 18 Gru 2010 Posty: 55 Skąd: In der nahe von Petrikau
|
Wysłany: Pon Gru 27, 2010 2:23 pm Temat postu: |
|
|
Track 13 jest świetna do OOBE, nie wiem nawet czy nie lepsza od Tubular Bells I Oldfielda. _________________ Last.fm |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Wto Gru 28, 2010 1:26 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | Jeśli czegoś nie dopowiedziałem lub pomyliłem, to na pewno przyjdzie Mariusz i uzupełni/poprawi  |
Pomyliłeś mnie z Fenderkiem  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Gru 28, 2010 6:11 pm Temat postu: |
|
|
Przecież często uzupełniasz/poprawiasz innych - jak na przykład o Bukareszcie...
PS. To nie było nieżyczliwe.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pokacoolka

Dołączył: 22 Lis 2010 Posty: 77 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: Sro Gru 29, 2010 10:58 am Temat postu: |
|
|
Skoro w tym temacie już jest mowa o Bukareszcie to czuję się zobowiązana napisać coś na temat MIH.
Chwilowo obowiązki wzywają, więc jak wrócę z biblioteki wysmaruję coś konkretnego, na razię ograniczę się natomiast do zagłosowania w sondzie. Szkoda, że nie ma 4,5, bo samo 5 wydaje mi się zbyt wysoką notą, a 4 - za niską. Hmm..., niech będzie na korzyść, dam 5, ale kierując się przede wszystkim emocjonalną oceną płyty, bo oceniając bardziej merytorycznie chyba skłaniałabym się ku mocnej 4. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
shamar

Dołączył: 18 Maj 2008 Posty: 1942 Skąd: K-ce / Czewa
|
Wysłany: Sro Gru 29, 2010 12:49 pm Temat postu: |
|
|
| Paolo napisał: |
Jestem zdania że nie pasują tam piosenki z Mr Bad Guy, owszem brzmią o wiele lepiej ale wg mnie one tam nie pasują zostawiłbym tylko tytuł Made In Heaven ale samej piosenki już nie włączał.
|
Chyba sie powtórze... ale co brzmi lepiej ? IWBTL z tymi jarczmarcznymi piszczałkami i Allah wie czym tam jeszcze ? Napakowane do granic jakimis instrumentami i starymi samplami. To brzmi jakby sie nie mogli zdecydować co tam upchnąć i napchali wszsytkiego. Tragedia.
Made in Heaven jest swietne z tymi poteznymi bedbnami i fajną solowką. Ale... oryginalna wersja też jest dobra. Przy czym lepsza jest wersja Extended ze swietnym chorkowym intrem Freda.
A wiec IWBTL moglo by wypasc. MiH nie. Nie pasuje też do tej płyty IABD ale nie dlatego, że jest złe jako intro / outro. Tylko dlatego, że slychać , że to stary kawałek, głos Mercurego brzmi tam zupelnie inaczej niż w pozostałych.
Dodatkowo nalezało zostawić oryginale MLHBS a nie ugładzić do takiej kupowatej wersji. No i HfE powinno zostać w wersji singlowej bo ta albumowa za bardzo sie wlecze.
Wracajac do mojego ulubionego tematu -
GOIN BACK na koncu Mother Love brzmi dokladnie tak jak na bootlegu In Nuce a nie jak ta spaprana wersja , ktora wyszla oficjalnie.
 _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Sro Gru 29, 2010 7:32 pm Temat postu: |
|
|
| shamar napisał: |
Chyba sie powtórze... ale co brzmi lepiej ? IWBTL z tymi jarczmarcznymi piszczałkami i Allah wie czym tam jeszcze ? Napakowane do granic jakimis instrumentami i starymi samplami. To brzmi jakby sie nie mogli zdecydować co tam upchnąć i napchali wszsytkiego. Tragedia.
Made in Heaven jest swietne z tymi poteznymi bedbnami i fajną solowką. Ale... oryginalna wersja też jest dobra. Przy czym lepsza jest wersja Extended ze swietnym chorkowym intrem Freda.
A wiec IWBTL moglo by wypasc. MiH nie. Nie pasuje też do tej płyty IABD ale nie dlatego, że jest złe jako intro / outro. Tylko dlatego, że slychać , że to stary kawałek, głos Mercurego brzmi tam zupelnie inaczej niż w pozostałych.
Dodatkowo nalezało zostawić oryginale MLHBS a nie ugładzić do takiej kupowatej wersji. No i HfE powinno zostać w wersji singlowej bo ta albumowa za bardzo sie wlecze.
|
Po dłuższym zastanowieniu mogę się zgodzić co do IWBTL rzeczywiście wersja z Mr Bad Guy wydaje się lepsza może mniej rockowa ale bardziej żywa i okraszona bardzo ciekawym teledyskiem.
Co do Made In Heaven to uważam że obie wersje są świetne przy czym ta z płyty MiH ciut lepsza ale jednak nie włączałbym jej wolałbym na jej miejsce jakąś inną piosenkę może jakiś ciekawy odrzut z Innuendo czy The Miracle..
Co do MLHBS i HfE zgadzam się w pełni co do IABD to lepszy by był w jednym kawałku wg mnie oczywiście  _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|