| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| MADE IN HEAVEN |
| 1 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
9% |
[ 4 ] |
| 4 |
|
24% |
[ 10 ] |
| 5 |
|
31% |
[ 13 ] |
| 6 |
|
34% |
[ 14 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 41 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Mar 11, 2008 8:59 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | riff You Don't Fool Me jest bardzo podobny do tego z Back Chat |
Po raz pierwszy (cyfrowo :1) ... ZGODZĘ SIĘ z tobą ...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Mar 12, 2008 12:53 am Temat postu: |
|
|
| tak, te utwory wiele łączy, także to, że zawierają po prostu cudowne, najlepsze na płytach HS i MIH solówki... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
airad
Dołączył: 16 Lut 2008 Posty: 25 Skąd: wawa
|
Wysłany: Sro Mar 12, 2008 1:19 am Temat postu: |
|
|
Mój pierwszy post na forum. Witam wszystkich
A co do MIH - dałam oczywiście 6. Piękny album, chociaż jakiś czas musiałam się przekonywać. A przekonały mnie głównie Mother Love i Made in heaven (moim zdaniem wersja lepsza niż na M.BG) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
JądRo?!

Dołączył: 29 Sie 2007 Posty: 615 Skąd: tarnów
|
Wysłany: Sro Mar 12, 2008 5:15 pm Temat postu: |
|
|
witam, witam No posłuchałem Back Chat: Całkiem spoko, brzmi jak typowy kawalek z lat 80-tych ale do YDFM az tak bardzo nie jest podobne _________________ Dlaczego PFQ na facebooku jest taki niemrawy? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Pon Lip 28, 2008 12:37 pm Temat postu: |
|
|
Pamiętam jak wypłynął news że będzie nowy album. Mieszkam w 30 tys. mieście ale takich kolejek jak wtedy pod sklepem muzycznym nie widziałem wcześniej ani później. Na dodatek właściciel palant przywiózł tylko 20 sztuk co kuwa groziło zamieszkami i rozniesieniem sklepu! Ojciec wskoczył po płytę i kupił. Laćki mi z nóg spadały jak biegłem do chaty by posłuchać. Pierwszy odtwarzacz CD jaki miałem katowany był całymi dniami. Teraz w wieku 29 lat potrafię się opanować ale wtedy buczałem jak małe dziecko. Piękna płyta! Trud jaki pozostała trójka włożyła w to wydawnictwo bardzo doceniam bo wierzę jak im było trudno. Solowe kawałki Freddiego nabrały tu innych barw, oczywiście biją oryginały na głowę do tego "Too Much Love Will Kill You" w wersji Freddiego, piękne "A Winter's Tale" ciut kiczowate ale porywające mnie "You Don't Fool Me", pilot płyty "Heaven For Everyone" równie świetny. Oryginał Taylora to mi się z wczasami na Bahama kojarzy... tutaj na płycie brzmi jak należy. No i nie mógł bym zapomnieć o ulubionej kompozycji zespołu, mianowicie "Mother Love". Cudo! Jak zapodaje to minimum 15 razy pod rząd. Fenomenalny vocal Fredka i te okoliczności gdzie poprosił Briana by zaśpiewał ostatnią zwrotkę. Płyta na 6. _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Czw Lis 27, 2008 10:52 pm Temat postu: |
|
|
Wyobrażam sobie jak ciężko było wrócić chłopakom do studia pierwszy raz bez Freddiego.Komplikowanie materiału na ostatni album kosztowało ich wiele sił,zarówno fizycznych jak i psychicznych.Jednak chęć spełnienia ostatniej woli Freddiego wzięła górę Powstało dzieło niezwykle szlachetne,o wymownym tytule,atmosfera płyty rzeczywiście daje takie odczucie jakby została ona stworzona w niebie. Podoba mi się bardzo żywe brzmienie wszystkich instrumentów,utwory są dopracowane do perfekcji.I to właśnie tu znajduje się ostatnia ścieżka wokalna Mercurego-środkowa część Mother Love zawsze przyprawia mnie o dreszcze gdy jej słucham.To wydawnictwo nie przypomina żadnego wcześniejszego w dorobku Queen, to swoisty hołd dedykowany "nieśmiertelnemu duchowi Freddiego Mercurego". |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xysio
Dołączył: 14 Gru 2006 Posty: 9 Skąd: Otwock
|
Wysłany: Czw Lis 27, 2008 11:50 pm Temat postu: |
|
|
Made In Heaven to pierwsza studyjna płyta Queen z jaką miałem styczność. Gdy słuchałem jej po raz pierwszy nie znałem tragicznych okoliczności jej powstania, a mimo to czułem emanujące od niej emocje, wyczuwałem że jest w pewien sposób ważna dla zespołu. Później dowiedziałem się, że powstała po śmierci Freddiego i wszystko stało się jasne.
Bez względu na ogromny ładunek emocjonalny, MiH to przede wszystkim świetny album, mimo zaledwie trzech nowych utworów zaskakujący różnorodnością i innowacyjnością.
It's A Beautiful Day - wspaniałe wprowadzenie, śpiew ptaków i delikatna melodia daje wrażenie, że oto zaczyna się coś niezwykłego i tak jest w rzeczywistości.
Made In Heaven - znany już utwór solowy Freddiego, w nowej, chwytającej za serce aranżacji. Teraz naprawdę uwidacznia się sens tego tekstu. No i wiele mówiący tytuł.
Let Me Live - powstające przez wiele lat gospel, efekt końcowy jest cudowny, jest w nim wszystko za co kocha się Queenów.
Mother Love - nie chcę brzmieć banalnie, więc nic nie napiszę, i tak wszyscy wiedzą.
My Life Has Been Saved - pierwszy lekki zgrzyt tej płyty, utwór ładny, ale po prostu lekko nudzi, mimo że nie jest długi.
I Was Born To Love You - klasyczny Freddie. Szybkie, energetyzujące dźwięki, banalny tekst, na który jednak zupełnie nie zwraca się uwagi.
Heaven For Everyone - przesłanie bardzo komercyjne, ale podane we wspaniałej formie.
Too Much Love Will Kill You - perełka, najlepszy utwór na płycie, wykonanie dużo lepsze niż Maya. Wspaniałe dźwięki, chwytający za serce tekst i głos Freddiego, który wznosi się na wyżyny.
You Don't Fool Me - po najlepszym utworze nastrój psuje najgorszy. YDFM to disco w stylu Hot Space, kompletnie niepasujące do płyty.
A Winter's Tale - wspaniałe podsumowanie całości - opowieść o krainie pokrytej śniegiem, pokazuje jak wielki jeszcze potencjał tkwił w wokaliście grupy.
It's A Beautiful Day (Reprise) - zmiksowany utwór początkowy, spinający album jakby klamrą. Duży plus za nawiązanie do początków istnienia poprzez dołączenie motywu s SSOR.
Yeah - Yeah
Track 13 - utwór do samodzielnego słuchania, wymaga mocnego skupienia. Cała końcówka jest unikalna i tworzy coś, czego nie podejmuję się oceniać, żeby nie wpadać w przesadę.
Podsumowując MiH to jedna z najciekawszych płyt wydanych kiedykolwiek. Jest niemal doskonała, jednak pewne błędy ma, dlatego daję jej "tylko" 9/10 (6/6). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Wto Gru 16, 2008 11:21 pm Temat postu: |
|
|
Muszę przyznać że się nieźle rozpisałeś.Ale ogólnie recenzja w porządku,patrzenie na album bardzo obiektywne  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 10:38 am Temat postu: |
|
|
Recenzja zacna - podoba mi się zwłaszcza jeden wątek, na którym usnułeś swoje refleksje. Mianowicie zwrócenie uwagi na daty pochodzenia poszczególnych utworów i odbarwienie pewnego mitu, a jednocześnie podkreślenie, że i bez tej legendarnej otoczki, album jest miodny. Czytelnicy serwisu mogą tych informacji nie znać, więc dobrze zburzyć ich światopogląd. Oceniłeś rzeczywiście baaardzo wysoko, chyba trochę przesadnie - no ale takie Twoje prawo. Natomiast za jeden fragmencik należy Ci się plaśnięcie gołą dupą w pysk, albo łańcuchem po spoconych jajach, jak to mówi Bizon.
| Cytat: | | Zresztą, Roger i Brian mają tu również pole do wokalnego popisu (przy czym w wypadku gitarzysty należy to słowo wziąć w nawias) |
 _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 12:42 pm Temat postu: |
|
|
A czemu? Zbyt delikatnie to ujął?  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pi5mak

Dołączył: 17 Paź 2005 Posty: 60 Skąd: Swarzędz
|
Wysłany: Pon Gru 22, 2008 2:14 pm Temat postu: |
|
|
| Dałem 6 bo uważam ze to majstersztyk wsród albumów Queen. Wiadomo jest to zupelnie inny album od poprzednich ale sluchajac jego nie da sie nie zauważyc ze niektore utwory spiewal czlowiek ciezko chory. Gdy o tym sie pomysli płyta nabiera tajemniczości;] wyglada niczym concept-album, podejmowane tematy to milość i śmierć, okładka jest po prostu świetna (swoja drogą dopiero 2-3 lata temu zauwazylem ze to pomnik hehehe). W "Innuendo" czuc napiecie spowodowane tym co mialo dopiero nastąpić, w "Made In Heaven" jest jakgdyby etap rozładowania tego napięcia. Moje ulubione utwory: "Let Me Live", "Mother Love", "Heaven For Everyone", "You Don't Fool Me" i "A Winter's Tale". To tyle;) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Gru 22, 2008 2:20 pm Temat postu: |
|
|
W ostatnim wywiadzie w CLASSIC ROCKU (EDIT- to byl RECORD COLLECTOR, nie Classic Rock, sorry) Brian przyznal, ze jest to jedna z ulubionych jego plyt Queen- po QII i... Miracle, zeby bylo ciekawie. Kazda z innych powodow. QII- czysto muzycznych i fakt, ze po raz pierwszy w karierze mogli zrealizowac swoja wizje. MIRACLE- ze wzgledu na w sumie lekkosc materialu kontrastujaca z tym co sie zaczynalo dziac. Wreszcie MiH- jako ze byl to najbardziej wzruszajacy album nad ktorym pracowal, biorac pod uwage, ze kilka piosenek to bylo ledwie kilkanascie(dziesiat) sekund materialu zaspewanego przez Freddiego i swtorzyc z takich skrawkow pelnoprawne piosenki (np. LET ME LIVE) bylo prawdziwym wyzwaniem a rownoczesnie zamknieciem waznego w ich zyciach rozdzialu. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pon Gru 22, 2008 3:05 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pi5mak

Dołączył: 17 Paź 2005 Posty: 60 Skąd: Swarzędz
|
Wysłany: Pon Gru 22, 2008 3:03 pm Temat postu: |
|
|
| Dokładnie "Let Me Live" wyszlo perfekcyjnie, w "Mother Love" podoba mi sie ta ostatnia zwrotka którą dośpiewał Brian a potem Freddie na Wembley i Larry Lurex "Goin' Back". Ten album to byl strzał w 10-tkę. Można go słuchać na okrągło;] pięknie zamyka dyskografie Queen, tak samo pięknie jak "The Division Bell" dyskografie PF. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pablov1982

Dołączył: 19 Gru 2008 Posty: 132 Skąd: wawa
|
Wysłany: Wto Gru 23, 2008 11:26 am Temat postu: |
|
|
Nie lubię go niestety. Jakiś taki dla mnie smutny.
Made in Heaven - to już było i to na solowym albumie FM
Too Much Love Will Kill You - też było tyle, że w wykonaniu BM jakoś przywiązałem się do wersji z "Back To The Light"
You Don't fool me - jakoś mnie razi ten kawałek
Beautyful Day - za słaby jak na Queen
Mother Love - smutastwo
paronasto minutowy (czy ile on tam ma) temat instrumentalny dodany do CD - balon wypełniacz nie wiadomo pod co to przypiąć
ech wogóle jakieś takie to dziwne wykopalisko ten album.
ech no nie lubię akurat go |
|
| Powrót do góry |
|
 |
cinas91

Dołączył: 15 Paź 2008 Posty: 329 Skąd: Leszno
|
Wysłany: Wto Gru 23, 2008 11:31 am Temat postu: |
|
|
| pablov1982 napisał: |
Mother Love - smutastwo
|
Dla mnie to najlepszy utwór na płycie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Wto Gru 23, 2008 5:30 pm Temat postu: |
|
|
| pablov1982 napisał: |
Made in Heaven - to już było i to na solowym albumie FM
|
Ale należy dodać ze wersja Queen jest tysiąc pięćset sto dziewięćset razy lepsza niż ta pochodząca z Mr.Bad Guy. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 11:25 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 bardzo dawno temu napisał: | | Pikny album. Jak zdrowie pozwoli napisze coś potem. |
No to chyba chory byłem po dziś dzień
Ze względu na to w jakich okolicznościach powstał, album nie może podlegać aż tak surowej ocenie jak wszystkie wcześniejsze. Ma w sobie tyle tajemniczości.... patosu... emocji że ciężko podobnej dawki szukać w innych albumach Q... EWENTUALNIE na Innuendo ale bardzo naciągając.... No to lecim.....
1. It's A Beautiful Day. wraz z reprise
Zaczynam się zastanawiać czemu ten album jest tak wychwalany przez wszystkich... Dochodzę do jednego wniosku... wszystko przez okoliczności... Bo gdzie tu jest genialna kompozycja? Chyba takiej nie ma.... Ale ocenie każdą z osobna. Zwykły niczym nie wyróżniający się utwór z wyjątkiem tego hmmmm baśniowego podkładu... Całkowicie letni utwór.... NIC fascynującego....
2. Made In Heaven.
Kolejny utwór z niczym wspaniałym.... że słyszymy Fredka ostatni raz? Że to jego ostatnia płyta? Że tytuł chwytający za serce? Że znów baśniowy podkład? Że....... kolejny całkowicie utwór letni.... Nie... nie mogę odmówić zarówno MiH jak i IABD że się ich przyjemnie słucha... bo jest miło, ciepło tak... niebiańsko. Ale nic genialnego.... Przynajmniej gitara fajna...
3. Let Me Live.
Miło że Roger zechciał zaśpiewać... O nawet Brian o ile mnie słuch nie myli dał głos... ale co to do cholery ma być? Co taki potwór robi na płycie zespołu Queen? Że niby ma być baśniowy klimat cały czas? Ileż można... trzy utwory w takim klimacie utrzymane to za dużo.... OK ... słucha się przyjemnie ale.... jakżesz mogłem tak ubóstwiać ten album? Ano... Freddie umierał.... ale trochę obiektywizmu ludzie....
4. Mother Love.
I tu mnie chwyta.... on umierał a wciąż śpiewał... i to jak.... czy jego głos się wzniósł powyżej tego co zaprezentował na Innuendo? Nie wiem, ale w jednym szeregu można postawić .... Jakże on śpiewa to ... z łzami w oczach tak ja to widzę.... Znów ten wqrwiający baśniowy klimat ale tu nie drażni.... Utwór jaki marzy się chyba każdemu wielkiemu muzykowi... mieć siły i zaśpiewać na kilka tygodni przed śmiercią taki osobisty kawałek.... jakiej muzyki by się nie grało... I ta wstawka pod koniec... podobno wszystkie utwory lecą w wielkim przyśpieszeniu.. I to Fredka Eoooooo ... genialna wstawka..... Za ten utwór ten album kochać można.... ale nie bezgranicznie....
5. My Life Has Been Saved.
O szlag... wracamy panowie i panie na ziemię... wracamy w krainę Gumisiów gdzie Jagód w brud..... Och ach... baśni ciąg dalszy..... Czy ja to przetrzymam?
6. I Was Born To Love You.
Co to ma być na tym wstępie? Noż kurcze mol...... Ale przynajmniej czuć tu jakąś gitarę i jakąś namiastkę rocka.... namiastkę poza wokalem Queenu..... Ale czy ja dobrze słyszę? Baśni ciąg dalszy a disco się rozwija..... Jeden z lepszych....
7. Heaven For Everyone.
Baśni ciąg dalszy... ale tu się zatrzymam i zapytam JAKIEJ BAŚNI!!! No to podobać bezgranicznie się może Choć początek za długi i może zacząć się nudzić.... ale jak już to przeżyjemy..... Kolejny mocny kawałek tej płyty....
8. Too Much Love Will Kill You.
I czyż nie mogli zacząć choć jednego utworu od mocnego kopa? Będziemy musieli to przeżyć ... no ale Freddie umierał ..... Dobra jestem zbyt cyniczny, no ale.... ech.... Choć utwór ten się mi podoba i to bardzo.... W głosie Fredka czuć moc. I ta solówka na gitarze.... Kolejny bardzo mocny utwór płyty....
9. You Don't Fool Me.
Mimo iż zajeżdża mi tu tanim disco to utwór ma u mnie wzięcie.... To chyba jest ten najmocniejszy, najtwardszy moment tej płyty.... Ale czemu w rytmach disco... taniego disco.... czemu mi tu jedzie z daleka HS choć TDFM od HS jest o milion lat świetlnych do przodu.... tu przynajmniej czuć gitarę.... i to świetną gitarę... pokuszę się o stwierdzenie że najlepszą gitarę tej płyty.....
10. A Winter's Tale.
Jak na Innuendo prz TATDOOL tak tu przy tym utworze mnie KOMPLETNIE nie chwyta. Można się rozpływać, że Freddie umierał i że jeden z jego ostatnich utworów.... ale no ja proszę o choć trochę obiektywizmu.... Och... on śni czy to nie jest piękne? Wiem, że prawdopodobnie jeżdżę może troszkę za bardzo po tym utworze, ale.... Patetyzmu od cholery.... Ale jak zapewnić trzeba aurę romantyzmu to utwór nadaje się perfekcyjnie..... Mimo tego, że nie przemawia do mnie, mam go i tak za bardzo mocny punkt tej płyty.....
11. 4 sekundy i instrumental
Co to ma być to yeah? Ja kompletnie nie wiem
A to instrumental? Żeby jak się zaczyna rzygać baśnią nie skończyć samym rzyganiem? Chyba w życiu tego całego nie przesłuchałem... może jeszcze do tego dorosnę? Nie rusza mnie kompletnie i nie zechcę zgodzić się z twierdzeniem, że ma nas wprowadzić w jakieś zamyślenia.... nie wiem czemu ale kojarzy mi się z opowieściami z Narnii.....
Oj dostanie mi się za tę recenzję.... Ale czekajcie czekajcie... jest 8 minuta instrumentala i zaczyna się coś dziać Chyba jeden z lepszych momentów tej płyty.... Ej to fajne zaczyna się robić...... Ale minuta 10 i koniec.... i wyjaśnij mi ktoś co to są te głosy coś koło 10:35 i później... kto to mówi i w ogóle.... Dobra zmieniłem swą ocenę do instrumentala.... ale bez przesadnych zachwytów...
No i jeszcze raz. Ale mi się dostanie za tę recenzje. Ale obiektywizmu czasem zabraknąć nie może i nie może tego nawet przyćmić to w jakim momencie ta płyta powstawała. Całkiem inna niż reszta z dyskografii Queen. Na pewno jej nie można oceniać w sposób w jaki się ocenia pozostałe.... Na 4 w żadnym wypadku nie zasługuje... Na 6 już na pewno mimo kochanego przez wszystkich ML... 5 będzie dobrą oceną... może trochę zawyżaną ale co tam.... Czekam na posty pełne potępienia....
EDIT
Szlag.... przestraszyłem się na instrumentalu w sekundzie 13:27.... to powinno służyć za podkład do jakiegoś taniego horroru ! _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 12:10 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | 10. A Winter's Tale.
Jak na Innuendo prz TATDOOL tak tu przy tym utworze mnie KOMPLETNIE nie chwyta. Można się rozpływać, że Freddie umierał i że jeden z jego ostatnich utworów.... ale no ja proszę o choć trochę obiektywizmu.... Och... on śni czy to nie jest piękne? Wiem, że prawdopodobnie jeżdżę może troszkę za bardzo po tym utworze, ale.... Patetyzmu od cholery.... Ale jak zapewnić trzeba aurę romantyzmu to utwór nadaje się perfekcyjnie..... Mimo tego, że nie przemawia do mnie, mam go i tak za bardzo mocny punkt tej płyty..... |
Faktycznie, jeździsz po tym utworze jak Kaczyński na szczyt europejski - na siłę Jak wyglądam za okno i widzę prószący śnieg (nareszcie!), to mogę słuchać tego w kółko i w kółko i w kółko again. Nie wyobrażam sobie zimy, tej prawdziwej, bez tego kawałka, chociaż sprawdza się także w pozostałe pory roku.
| wasdfg7 napisał: | 11. 4 sekundy i instrumental
Co to ma być to yeah? Ja kompletnie nie wiem
A to instrumental? Żeby jak się zaczyna rzygać baśnią nie skończyć samym rzyganiem? Chyba w życiu tego całego nie przesłuchałem... może jeszcze do tego dorosnę? Nie rusza mnie kompletnie i nie zechcę zgodzić się z twierdzeniem, że ma nas wprowadzić w jakieś zamyślenia.... nie wiem czemu ale kojarzy mi się z opowieściami z Narnii.....
(...)
EDIT
Szlag.... przestraszyłem się na instrumentalu w sekundzie 13:27.... to powinno służyć za podkład do jakiegoś taniego horroru ! |
I bardzo Ci tak dobrze, wredna szujo A tak poważnie, to myślę, że naprawdę docenisz 13 za jakiś czas. Zdarza się, że zapętlam go sobie np podczas nauki, albo czytania książki. W tym z pozoru dziwactwie jest ukryta magia. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 12:25 am Temat postu: |
|
|
mnie zastanawia ciagle z ilu potencjalnych kawalkow wykroili you don't fool me no bo z tego, co wiadomo, to podobno zlepek pojedynczych jakichs fragmentow spiewanych przez freddiego, zupelnie nie polaczonych ze sobą na poczatku i wlasciwie jak zaczynano prace nad MiH, to nie bylo czegos takiego jak YDFM, nawet w wersji mocno demowej. dopiero richards poskladal jakies fragmenty wokali i zrobil z tego jeden kawalek.
no wiemy na pewno, ze uzyto fragmenty jakichs wokalnych harmonii z a winter's tale ale ciekawi mnie , czy jak juz te boxy wyjdą za milion lat, to czy moje wnuki (ktorych nie bede mial, bo jak miec wnuki bez dzieci? heh) bedą mogly uslyszec jakies fragmenty wokali oryginalnych, albo chociaz przeczytac jakis szczegolowy opis tego, jak i z czego to richards polatal. swoją drogą, facet powinien dostac chyba writing credit za ten numer, skoro sam zespol potwierdzil, ze zanim on nie zaczal sie bawic w to lepienie kawalkow wokali, to nie bylo nawet mowy, zeby to nazwac jakims utworem. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 12:56 am Temat postu: |
|
|
| CORAX napisał: | | A tak poważnie, to myślę, że naprawdę docenisz 13 za jakiś czas. Zdarza się, że zapętlam go sobie np podczas nauki, albo czytania książki. W tym z pozoru dziwactwie jest ukryta magia. |
Coś mi się zdaje, że ten czas nadszedł bo leci to już u mnie któryś raz z kolei Ale dalej mi się kojarzy z Opowieściami z Narnii.
Chyba w końcu zaczynam rozumieć na co tak naprawdę czekają Bizon, Fenderek i inni. Ten box.... Ja też go chcę.... bo jak się mają takie rzeczy wyjaśnić.... Ja chcę box  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 12:58 am Temat postu: |
|
|
W sumie o tym You Don't Fool Me pierwsze słyszę... a ciekawe, w sumie zawsze ten chórek na wejściu tak mi średnio pasował, właśnie jakoś tak bardziej do Winter's Tale  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 1:16 am Temat postu: |
|
|
| CORAX napisał: | | wasdfg7 napisał: | 10. A Winter's Tale.
Jak na Innuendo prz TATDOOL tak tu przy tym utworze mnie KOMPLETNIE nie chwyta. Można się rozpływać, że Freddie umierał i że jeden z jego ostatnich utworów.... ale no ja proszę o choć trochę obiektywizmu.... Och... on śni czy to nie jest piękne? Wiem, że prawdopodobnie jeżdżę może troszkę za bardzo po tym utworze, ale.... Patetyzmu od cholery.... Ale jak zapewnić trzeba aurę romantyzmu to utwór nadaje się perfekcyjnie..... Mimo tego, że nie przemawia do mnie, mam go i tak za bardzo mocny punkt tej płyty..... |
Faktycznie, jeździsz po tym utworze jak Kaczyński na szczyt europejski - na siłę Jak wyglądam za okno i widzę prószący śnieg (nareszcie!), to mogę słuchać tego w kółko i w kółko i w kółko again. Nie wyobrażam sobie zimy, tej prawdziwej, bez tego kawałka, chociaż sprawdza się także w pozostałe pory roku. |
Wraz z Twoją odpowiedzią skojarzyło mi się coś.... wypowiedź Antaresa czy jak mu tam z Innuendo na cenzurowanym na temat TATDOOL . Że siedzi sobie z Freddiem blah blah blah..... Na siłę to bym nie powiedział, że jest moja wypowiedź... o co to to nie Nie porusza mojego serca z kamienia, choć zaznaczam, że nie odbieram mu piękna jakie w sobie ma bo ma niewątpliwie.... Tylko no po prostu.... Fajnie, że jest ale chyba bym nie rozpaczał gdyby jej nie było
Jaką chcecie następną obrazoburczą recenzję? Żeby się nie zrobił offtop. To jest pytanie retoryczne  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 1:24 am Temat postu: |
|
|
Te, "hrumhrum9" czy jak Ci tam. Troszkę szacunku dla cudzych nicków i wypowiedzi. Blah, blah!
Co do tego czy utwór Cię łapie, czy też nie... Według mnie bardzo dużo zależy od tego w jakich okolicznościach zetknąłeś się z albumem. Z czym Ci się on kojarzy. Ja przy każdym kawałku widzę konkretną sytuację/(kraj)obraz, czuję smak, zapach... Tak już mam. Oprócz słuchu odbieram melodię wszystkimi zmysłami. Dlatego jak już się przywiązuję do piosenki to na amen. A Innuendo i szczególnie Made in Heaven budzą we mnie sporo uczuć. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OldRep

Dołączył: 09 Lut 2009 Posty: 14
|
Wysłany: Pią Lut 13, 2009 11:56 am Temat postu: |
|
|
Absolutnie, bezwzględnie i bezwarunkowo 6.
Ładunek emocjonalny jaki niesie ta płyta zaćmiewa wszystkie techniczne mankamenty związane z czasem i sposobem powstania utworów na tym albumie.
"Mother love", "A Winters tale",“I Was Born To Love You”,“Too Much Love Will Kill You”, "Heaven for everyone" stawiają ten album wśród najlepszych w dorobku Queen.
le_mmor - świetna recenzja. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Czw Wrz 17, 2009 10:24 am Temat postu: |
|
|
"Made in heaven" to bardziej taki sentymentalny, uczuciowy album. Głównym jego atutem jest klimat i sposób, w jaki powstawał. To nie jest typowy album studyjny, bo to po części składak. Są tu utwory solowego Freddiego, ale w aranżacji reszty zespołu. Dlatego ostatnim w pełni premierowym albumem studyjny oryginalnego składu jest "Innuendo". A teraz moje subiektywne odczucia. Ten album, to dla mnie już nieco inna bajka, niż jego poprzednik. To już jest cisza po burzy, relaks. Rzeczywiście momentami album ociera się o niebo. Jednak nie każdą kompozycję bym nazwał rewelacją. Daję albumowi 5, bo mimo wszystko nie jest dla mnie absolutnie rewelacyjny. Ale jest dość spójny ze względu na klimat. Jednak mimo wszystko utwory wyraźnie odstają od siebie. Lubię ten album, pewnie nawet bardzo. A co okładki, to przyznam, że jest dużo okładek, co mi się podobają bardziej
1.It's A Beautiful Day - niezły wstęp, aczkolwiek kompozycja rewelacją dla mnie nie jest. Wolę to traktować, jako udane intro
2.Made in heaven - zacny utwór. W obydwu wersjach mi się podoba. Reszta zespołu nadała mu większy patos (o ile to jest odpowiednie słowo w tej sytuacji). Piękny i ciekawy muzycznie. Ładnie zaśpiewany, wykonany i tak dalej
3.Let me live - utwór ciekawy ze względu na to, że każdą zwrotkę śpiewa kto inny i ma gospelowy klimat. Po prostu ładna rzecz, ale nie najlepsza z całego albumu.
4.Mother Love - zdaję sobie sprawę, jaka historia jest związana z nagraniem tego utworu. Piękny jest. Chyba jedna z najlepszych rzeczy na albumie i jedna z najciekawszych kompozycji w ogóle. Freddie naprawdę nieźle zaśpiewał, jak na swój stan. Niezłe są te wstawki z okrzykami Fredka z koncertu w końcówce utowru . Podoba mi się video wykonane do piosenki, które przywołuje mi skojarzenia z Obcym
5.My Life Has Been Saved - ja tam bardzo lubię ten utwór. Chwyta mnie za serce. I wykonanie z tego albumu też mi się podoba. Piękna jest też wymowa piosenki
6.I Was Born To Love You - przebój Freddiego trochę mi się ograł, aczkolwiek podoba mi się rzecz jasna. Pewnie uznacie to za herezję, ale bardziej wolę wersję z "Mr. Bay Guy" Ale Queen też dał rzecz jasna radę
7.Heaven for everyone - osłuchała mi się już ta piosenka. Aczkolwiek wymowa jest na tym albumie jest ładna. Ostatnio na YouTube widziałem teledysk w wersji The Cross Podobała mi się.
8.Too Much Love Will Kill You - ładna piosenka, ale też już mi się jakoś troszeczkę osłuchała Za to teledysk jest moim zdaniem lepszym składakiem od "The Show Must Go On". A może to tylko kwestia znużenia ...
9.You Don't Fool Me - naprawdę ciekawa kompozycja. Słuchać, że to jedna z późniejszych nagranych Freddiego. Niestety los sprawił, że też już się mi trochę osłuchała. Coś te piosenki na "Made in heaven" są zbyt przebojowe
10.A Winter's Tale - a to mi się z kolei nie osłuchało Świetna kompozycja, mająca taki zimowy klimat. Ten zachwyt nad przyrodą. Nie znika świadomość, że to ostatnia rzecz, którą napisał Mercury. Chyba moja ulubiona na "Made in heaven"
11.It's A Beautiful Day (Reprise) - chyba wolę tą wersję od tej pierwszej. Mi tam się podoba ta rozpędzona część i "wsamplowane" inne utwory Queen. Ma taki mocny koniec.
Żadnego otworu dodatkowego nie znam, bo na "It's A Beautiful Day" się u mnie kończy.
Praktycznie o każdym z tych utworów nie mam nic ciekawego do powiedzenia. No nie wiem... Same z siebie jakoś się niezbyt bronią. Ich fart polega na tym, że znalazły się na właściwym miejscu. Album naprawdę magiczny, miły w odbiorze. Naprawdę lubię go słuchać. Ja jednak bym go do "Innuendo" raczej nie porównywał, bo to jest co innego. W mojej opinii ta płyta jest zdecydowanie gorsza od porpzedniczki. Ale też jest bardzo dobra. I tak się cieszę, że zespół postanowił nagrać jeszcze jeden materiał. To jest ostatni studyjny album grupy (albumu "Cosmos rocks" nie wliczam, bo to trochę inne bajka i jej nie posiadam)
Ze studyjnych albumów, to by było na tyle  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Wto Lis 10, 2009 10:02 pm Temat postu: |
|
|
| Stawiam 6, ten album podobnie jak Innuendo ma ogromny ładunek emocjonalny... jest wspaniały! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 7:57 pm Temat postu: |
|
|
Ode mnie 5,5
Album po prostu prestiżowy! Nie tylko ze względu na brzmienie, ale i ze względu na genezę jego powstania. Tytuł również bardzo pomysłowy, a jeszcze lepsze jego graficzne zaprezentowanie na okładce płyty.
Ogólnie jest to piękne pośmiertne zwieńczenie całego dorobku Królowej. Taka kropka nad 'i'. Fajnie, że po śmierci Freddiego wyszedł jeszcze jeden album z jego udziałem.
Ale pomimo iż ten album jest wybitny, to jednak nie słucham go zbyt często, bo aby przy nim wytrwać potrzeba - tak jak tu już niektórzy z Was stwierdzili - olbrzymiego zaangażowania emocjonalnego. Ja go nie lubię słuchać, gdy mam jakiegoś wielkiego doła, bo wtedy ta muzyka sprawia, że dołuję się jeszcze bardziej. Gdy zaś jestem w hurra-optymistycznym nastroju to wtedy z kolei słuchanie tego albumu staje się dla mnie nudne i wolę zapuścić sobie coś wyłącznie radosnego. Najlepiej jest dla mnie słuchać go jak mam taki w miarę neutralny nastrój z lekkim odchyłem w stronę pozytywną. Przy skrajnych stanach emocjonalnych album może się wydać zbyt trudny w odbiorze.
Troszeczkę byłem zawiedziony jak się dowiedziałem, że nowe i bezpośrednio z myślą o tej płycie powstałe utwory są tylko 3(a właściwie to 4 jeśli wliczyć jeszcze niezatytułowany 'Track 13' ), a reszta to odrzuty z wcześniejszych sesji ze zmienioną jedynie aranżacją. No ale mimo to owe utwory są świetne i jak najbardziej daję radę.
Cały album ma swój klimat - taki bardzo niebiański z mnóstwem elementów/efektów transcendentnych(no i porusza bardzo ważną tematykę). Słuchając go naprawdę mam wrażenie jakbym był w niebie albo jakbym po prostu doświadczał czegoś irracjonalnego, transcendentnego, pozaziemskiego... niemożliwego do pojęcia przez rozum ludzki... nieźle to pobudza umysł i wyobraźnię.
Przechodząc do poszczególnych utworów:
1. It's A Beautiful Day - przez chwilę nawet spodziewałem się, że może będzie to jakiś cover utworu U2 o tej samej nazwie.
Ogólnie jest to utwór przepiękny i taki bardzo transcendentny - te dźwięki w tle wraz z takim charakterystycznym niebiańskim szumikiem gdzieś tak w drugiej połowie utworu sprawiają iż mam wrażenie jakbym normalnie był już na tamtym świecie! To naprawdę robi wrażenie...
2. Made in Heaven - kolejny utwór podczas słuchania którego również mam wrażenie jakbym był w zaświatach, a zwłaszcza na początku. Wstęp jest taki dogłębny, gitara Briana przerażająca... słuchając tego mam wrażenie jakbym doświadczał Sądu Ostatecznego, a przede mnę stoi Stwórca i groźnie się na mnie patrzy, po czym zaraz mnie osądzi i zadecyduje czy trafię do Nieba czy do Piekła.
Pozostała część utworu też jest bardzo dogłębnai przesiąknięta ładunkiem emocjonalnym.
Dodam jeszcze tyle iż zmyliła mnie trochę geneza tego utworu. Zmylił mnie tu bardzo tytuł, bo skoro jest taki sam jak tytuł płyty to myślałem, że faktycznie bezpośrednio z niej pochodzi, a tymczasem jest to utwór z solowej płyty Freddiego z jedynie zmienioną aranżacją. Przyznam, że już kiedyś miałem okazję usłyszeć jego pierwotną misterbedgajowską wersję, ale niestety słyszałem ją tylko raz i bardzo dawno temu, więc nie umiem porównać i stwierdzić która wersja lepsza.
3. Let Me Live - kiedyś ten utwór był dla mnie nijaki, ale dzisiaj bardzo go lubię, aczkolwiek do ulubionych na płycie to go nie wliczam. Fajne są tu te gospelowe chórki oraz popisy wokalne Briana i Rogera(szkoda, że i Johna nie dało się w to wciągnąć. ). To nadaje utworowi klimatu. Chyba jedyny taki utwór, gdzie wszyscy trzej muzycy(z wyjątkiem Johna rzecz jasna) wykonali razem jakieś dłuższe partie głosowe.
Z tego co mi wiadomo tu utwór ten pochodzi z sesji do Hot Space. I muszę Wam powiedzieć, że nawet faktycznie mi się z tą płytą trochę kojarzy, a zwłaszcza z utworem 'Las Palablas De Amor', ale to pewnie dlatego, że one razem znalazły się kiedyś na jednej płycie - 'Greatest Hits III'.
A i jeszcze - mnie podobnie jak Bizonowi też tak jakoś się ten utwór kojarzy z murzyńskimi pogrzebami, ale w przeciwieństwie do niego ja nie mam tu żadnych pejoratywnych odczuć z tym związanych.
4.Mother Love - Utwór mocno chwytający za serce! A jak sobie uświadomić, że to był ostatni nagrywany utwór przez Freda to stwarza to taką dodatkową głębię... Zawsze jak tego słucham mam ogromne dreszcze! W jego głosie słychać wyraźnie mieszaninę dwóch emocji - strachu i tęsknoty... Ma się wrażenie, że po prostu zbliża się coś nieuchronnego.
Wokal Briana daje radę, a tuż po nim zaczyna się moja ulubiona część utworu - zmiksowane fragmenty różnych wcześniejszych utworów Królowej i fragmenty okrzyków z koncertów, dźwięk cofanej taśmy i płacz dziecka na koniec. Tak jakby życie Freddiego przelatywało mu przed oczami. To właśnie ta sekwencja jest dla mnie najbardziej emocjonalna!
5.My Life Has Been Saved - to niestety jeden z najmniej lubianych przeze mnie utworów na płycie. On mi się po prostu źle kojarzy. Z pewnym bardzo smutnym i przykrym dla mnie wydarzeniem z mojego życia.
A i dodam też, że wolę zdecydowanie bardziej wersję z sesji do The Miracle, bo więcej tam gitary.
6.I Was Born To Love You - utwór bardzo fajny, ale ja zdecydowanie bardziej wolę wersję z 'Mr. Bad Guy'. Po prostu bardziej byłem do niej przyzwyczajony, pomimo, że ta wersja jest mniej Queenowa.
Najbardziej w całym tym utworze podoba mi się to skandowanie słowa 'Born' a po nim 'to love You' i to jego stopniowanie(za każdym razem słyszymy wyższy ton).
7.Heaven For Everyone - bardzo przyjemny kawałek, jeden z tych radośniejszych na płycie. Dreszczy dostaję przy chórkach "This could be heaven for everyone" gdzieś tak w drugiej połowie utworu.
A i też kojarzy mi się z albumem 'A Kind Of Magic'. Jak się później dowiedziałem pochodził on z tej właśnie sesji i nawet chyba miał być włączony do filmu 'Nieśmiertelny'. Ale ja skojarzenia z tym albumem a nawet filmem miałem jeszcze na długo zanim się dowiedziałem, że on z sesji do tego albumu pochodzi.
8. Too Much Love Will Kill You - utwór chwytający za serce. Niegdyś jeden z moich ulubionych przebojów Królowej wogóle, dzisiaj troszeczkę mi się już przejadł. Ale wciąż bardzo lubię go słuchać szczególnie gdy o czymś ważnym rozmyślam i dumam.
9. You Don't Fool Me - genialny utwór! Jeden z tych przebojów Królowej które znałem jeszcze jako dziecko(obok WATC, WWRY, Bicycle Race, TSMGO, Radio Ga Ga, Living On My Own, I Want To Break Free, Friends Will Be Friends, Heaven For Everyone oraz AKOM). Gdy go słucham przypominają mi się wczesne lata podstawówki, a nawet czasy przedszkola. I powiem więcej iż czasem mam wrażenie, że musiałem słyszeć ten utwór już wtedy - jako przedszkolak właśnie - pomimo iż wyszedł na płycie 2 lata później, a na singlu 3 lata później. Bardzo jednak możliwe, że pomyliłem go z jakimś innym podobnie brzmiącym utworem Queen.
A i co więcej - dodam też iż przez długie lata nie miałem pojęcie że jest to utwór Queen! Dopiero kilka lat temu się skapnąłem. Wcześniej wogóle nie mogłem tu skojarzyć ani głosu Fredka ani solówki Briana, która notabene jest chyba najlepszą w całym dorobku Królowej i jedną z najlepszych w muzyce ogólnie. To moja absolutnie ulubiona część utworu i zawsze dostaję przy niej dreszczy. Drugą moją ulubioną częścią utworu jest to chóralne echo we wstępie oraz ta linia basu w tle(chyba... nie jestem pewien czy to gitara basowa tam leci).
A i podobnie jak wielu z Was tutaj już się wypowiedziało - mnie też ten utwór tak jakoś nocnie się kojarzy. Ale skojarzań z płytą Hot Space to już nie mam żadnych.
10.A Winter's Tale - CUDO!!! Miodzio! Mój absolutnie numer jeden na płycie! Przepiękny! No i jeden z nielicznych nagranych tuż przed śmiercią Fredka no i ostatni przez niego napisany - dodaje to utworowi dużej głębi, aczkolwiek ta głębia jest już w samym klimacie piosenki - zimowa sceneria, niebiańskie dźwięki - zwłaszcza solówka Briana i ten riff ją poprzedzający - w książeczce dołączonej do płyty wydanej przez Gazetę Wyborczą napisane jest, że słuchając tej solówki ma się wrażenie jakby płynęła prosto z nieba. I rzeczywiście ja też mam takie wrażenie! Ale riff ją poprzedzający jest IMO lepszy. Mam wtedy wrażenie jakby ktoś z samego nieba do mnie coś wołał... jakby mnie do siebie wzywał... czuć wyraźnie, że dźwięk ten dochodzi z jakiegoś innego wymiaru... z zaświatów po prostu. Zawsze mam przy nim dreszcze!
W tej książecze od płyty dołączonej w GW jest też komentarz, że słuchając całego utworu ma się wrażenie, że się obcuje z czymś transcendentnym i nieśmiertelnym. No i ja też mam dokładnie takie samo wrażenie. Ma się też takie jakby smutnawe wrażenie, że jest tu opisywane piękno tego fizycznego świata, a tu niestety trzeba go już opuścić. Ale to wrażenie jest tu jak najbardziej na plus!
Dodam jeszcze, że mnie się najlepiej się tego utworu słucha popijając colę lub jedząc lody - jako, że utwór jest zimowy to trzeba wytworzyć tu taką zimową otoczkę no nie?
11. It's A Beautiful Day Reprise - jak dla mnie dużo lepsza wersja od tej zwykłej! Dużo więcej w niej życia i zdecydowanie szybsze tempo no i jeszcze ta wstawka z 'Seven Seas Of Rhye' w tle - robi wrażenie!
12. Yeah - bez komentarza... -_-
13. Track 13 - no o tym utworze to mógłbym pisać godzinami! To chyba najbardziej mroczny, tajemniczy, dogłębny, psychodeliczny, transcendentny i przerażający utwór Królowej! Bardziej nawet niż sama Pieśń Proroka z ANATO, aczkolwiek mniej mi się podoba od 'The Prophet's Song' gdyż czasami po prostu nie mam odwagi by ten utwór przesłuchać. Jest miejscami zbyt przerażający co powoduje u mnie paraliż ciała! Najgorzej jest jak go przesłucham wieczorem(nocą wolę się za niego nie zabierać) - pamiętam jak kilka dni temu późnym wieczorem gdy czytałem cały ten temat z recenzją MiH to jednocześnie też przesłuchiwałem tej płyty. Zanim skończyłem ten temat czytać zdążyła u mnie przelecieć w całości dwa razy. I podczas słuchania Tracku 13 miałem nieprzyjemne poczucie dyskomfortu i zagrożenia. Bałem się normalnie położyć spać, bojąc się, że wyobraźnia po przesłuchaniu tego utworu zacznie płatać mi figle. A jak już się położyłem spać to po prostu nie mogłem tej nocy spać i nawet przyśnił mi się też jakiś dziwny sen. Nie był on na szczęście przerażający ale był po prostu jakiś dziwny i niezrozumiały dla mnie. Najdziwniejszy jaki śniłem.
No ale wracając do samego utworu - zawsze podskakuję w 13:29 - ludzie, normalnie można od tego zawału serca dostać! Taka cisza, a tu nagle jakieś bębny i dzwoneczki wyskakują... Nawet gdy śledzę oś czasu oczekując na ten moment, żeby spróbować się go nie przestraszyć to i tak mi to nie wychodzi... Ale to nie jedyny straszny dla mnie moment. Ciarki mnie przechodzą również ok. 5:11 gdy pojawia się taki jakby basowy szum grozy. Basowy nie w sensie, że wydobywa się z gitary basowej, tylko w sensie wysokości/skali jego dźwięku. Zawsze gdy go słyszę to mnie normalnie paraliżuje i też mam takie dziwne uczucie jakbym był przez kogoś obserwowany.
Ktoś w tym temacie się wcześniej wypowiadał(chyba wasdfg7, ale nie jestem pewien) mówiąc, iż nie wie co to za głos w 10:28 czy coś koło tego oraz jakie słowa wypowiada. No więc już mówię - wypowiadane słowa to "Are You Running", a głos najprawdopodobniej musi być Freddiego. Na 100% w żaden sposób potwierdzić tego nie mogę, ale też tak jakoś nie wyobrażam sobie by miałby to być kto inny. Dodam też iż sam się kiedyś tego głosu przestraszyłem a i na początku myślałem, że wypowiada wyraz 'Honey'.
Napiszę jeszcze coś o końcówce - utwór kończy się w 22:33 wyrazem 'Fab' wypowiadanym przez Freddiego(4 sekundy wcześniej). W książeczce do płyty zawartej w GW napisane było iż utwór kończy się w sposób bardzo niepokojący. I powiem szczerze trochę się zawiodłem, bo spodziewałem się usłyszę nagle jakieś głośne przerażające wycie, które potem będzie niknąć w postaci echa czy jakoś tak... a tymczasem to 'Fab' brzmiało tak niegroźnie i neutralnie i jeszcze w dodatku strasznie cicho. Przy okazji - czy ktoś wie co ten wyraz oznacza? I jak to się miało w kontekście całego utworu?
Podsumowując utwór - nie radzę go słuchać w nocy, bo można tego gorzko później żałować, no chyba, że ktoś tu jest hardkorem. Ale uprzedzam, że paraliż całego ciała i mokre gacie będą gwarantowane...
Ja się co prawda lubię bać i poczuć nastrój grozy, no ale niekoniecznie nocą.
Dodam też iż utworu należy słuchać w absolutnej ciszy(ale nie nocnej ), aby móc wyłapać absolutnie wszystkie zawarte w nim dźwięki. Ja początkowo nie słuchałem go w takich właśnie warunkach no i niektóre dźwięki myliły mi się z odgłosami zza okna lub z telewizora. Z drugiej jednak strony ja nie bardzo lubię słuchać tego utworu w absolutnej ciszy, w każdym razie nie zawsze. Lepiej aby jakieś dodatkowe odgłosy czy muzyczka z zewnątrz niwelowały we mnie uczucie lęku, strachu, zwłaszcza gdy nie jestem emocjonalnie do tego utworu nastawiony(jak już wcześniej pisałem - do całego albumu trzeba się odpowiednio nastawić emocjonalnie, bo inaczej nie da się go w całości przesłuchać, zwłaszcza ostatniego tracku.)
O i jeszcze byłbym zapomniał - w niektórych miejscach słychać zmiksowane fragmenty IABD oraz trochę MIH(chyba). Co do IABD to przyznam, że czasem wstępy obydwu tych utworów mi się mylą. Miejscami słychać też odgłosy jakby UFO odlatywało...
Na początku gdy tą płytę zakupiłem to mnie trochę dziwiło dlaczego ten utwór nie ma nazwy i nie jest uwzględniony w spisie na płycie. Ale teraz uważam iż to dobrze, bo tylko dodaje mu to niezwykłości, mroczności i tajemniczości. Zapomniałem też dodać iż ogólnie przesłuchując ten utwór czuję się trochę jakbym był w czyśćcu i czekał na wyrok boski. A fragmenty w których najbardziej się boję, czyli 5:11 i 13:29 to tak jakby świadczyły, że mogę pójść zaraz do piekła...
Uff, to tyle. Na koniec jeszcze wspomnę iż okładka płyty bardzo mi się podoba, choć na początku myślałem, że na ten pomnik Freddiego stoi nad brzegiem morza a nie jeziora.
Dodam też iż Made in Heaven to ulubiony album moich rodziców. A przynajmniej jeden z trzech ulubionych obok Innuendo i ANATO. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sob Gru 05, 2009 8:57 pm Temat postu: |
|
|
Oczywiście "Yeah", to ja znam. Na kasecie, to po prostu przynależy do utworu "It's a Beautiful Day (Reprise)", zresztą są ze sobą. To idiotycznie, że oddzielili to jako osobny utwór na, ale w drugiej strony to ciekawy pomysł, że kończy się utwór 11, przemyka 12 "Yeah" i ledwie 5 sekund po końcu 11 utworu zaczyna się 13
Wreszcie miałem okazję posłuchać sobie tego "Track 13", ale zrobiłem to na YouTube. Pewnie to i tak zeżarło 50% uroku tego tworu.
Jak sobie posłuchałem, to poczułem jednak leciutkie rozczarowanie, bo po 22 minutowym utworze można się spodziewać więcej, ale i tak nie narzekam Mefju254 wszystko ładnie opisał.
Ja tam przez cały czas utworu słyszałem głównie motyw początku "It's a Beautiful Day". Najciekawszy był chyba moment około 13 minuty, gdzie (zdaje się), na klawiszach jest odegrana jakaś niepokojąca nuta obniżająca ton i chyba nagle cichnie, a po chwili słuchać nagle głośnie dźwięki, to chyba tak było Najciekawsza obok tego była jednak końcówka. To dla mnie brzmiało, jakby dźwięki opisywały Freddiego Mercurego, którego dusza opuszcza ciało i idzie w zaświaty. Zresztą ogólnie przy słuchaniu tego utworu miałem w głowie myśli o niebie, piekle i czyśćcu, tak jak mój przedmówca. Oczywiście bardzo widoczny jest fakt, że utwór się bardzo wyróżnia na tle twórczości zespołu, przez co ma swój wielki urok  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Gru 06, 2009 3:00 pm Temat postu: |
|
|
Odnośnie Youtube'a to ja znalazłem bardzo ciekawy komentarz jednego usera do tego utworu:
| Cytat: | | I bought this album on coloured vinyl when it came out (its a collectors item now) and only found out a few weeks ago about this track! I started listening to Queen again only recently (i used to be a fan, but my listening habits are very varied). Ive heard that this 22 minutes covers the years of Queens life from '73 to '95, is this true? Also, the sudden percussion effect @13.30(or thereabouts), is that indicative of Freddie contracting HIV? (13.30 would make it June '86)? Anybody? |
Co o tym myślicie? Czy to ma wg Was jakiś sens?
Bo wg mnie jest to nawet jak najbardziej możliwe, że takie było właśnie zamierzenie muzyków co do tego utworu. Że każda minuta odpowiada dokładnie jednemu roku z ich kariery a połowa trzynastej minuty, gdzie jest ta nagła przerażająca perkusja to wg tej skali połowa roku 1986, czyli mniej więcej wtedy gdy Freddie zachorował(przypuszczalnie). Taka ciekawa symbolika nam wychodzi. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|