FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
INNUENDO na cenzurowanym
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Recenzje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

INNUENDO
1
2%
 2%  [ 1 ]
2
0%
 0%  [ 0 ]
3
0%
 0%  [ 0 ]
4
10%
 10%  [ 5 ]
5
30%
 30%  [ 14 ]
6
56%
 56%  [ 26 ]
Wszystkich Głosów : 46

Autor Wiadomość
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Wrz 07, 2010 10:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
Zadawajcie mi proste pytania Razz

no, on studiuje hydrom-metamaty-cośtam-logię do niego trzeba prosto. Żeby mógł se przełożyć na tabliczkę mnożenia i zrozumieć Wink

Lecri napisał:

NAR dalej o Jazzie napisał:
NO i brakuje mi tu jakiegoś dzieła jak Innuendo czy The Show. Jest co prawda Mustapha i Don;t Stop Me Now ale to zdecydowanie nie ten kaliber.

Prawda. Nie ma czegoś takiego jak Marsz na QII, Proroka na ANATO, Walczyka na ADATR, czy Innuendo na Innuendo (brzmi jak masło maślane Laughing ), ale mi to nie przeszkadza. Na SHA też nie ma czegoś dłuższego i genialnego

No a Killer Queen? Dla mnie to co wyczynia Brian i Freddie to geniusz totalny. Utwór nie musi być przecież długi by był genialny. Co więcej jest to jedna z głównych cech jakie cenię u Queen. Że wyśmiewali te wszelkie progresy, które muszą nagrać co najmniej 15 minutową rzecz by się wyżyć. Q umiało to zrobić to samo (a często i zmieścić o wiele więcej treści od nich) w 3,4 minutowych piosenkach.
No i jest wspomniane Trio.

i tak do Don't Stop Me Now mam PRZEogromny sentyment, który na pewno wływa na moją ocenę

Lecri napisał:

Natomiast do tej samej kategorii co Mustapha zaliczyłabym Dead On Time, imo jest to fantastyczny rocker. Sekcja rytmiczna mnie tu rozwala w pozytywnym sensie (uwielbiam się wsłuchiwać w johnowy basik), nie mówiąc o gitarze czy wokalu Freddiego oraz chórkach.


a dla mnie ani Mustapha, ani Dead On Time (które uwielbiam!) ani Don't Stop Me czy Fat Girl nie mają najmniejszego startu do Innuendo (utworu). Mimo, że są to bardzo dobre i ciekawe utwory. Zwłaszcza Mustapha i Fat Bottom się wyróżniają, choć to nie moi faworyci.

nie wiem wasdfg7, twierdzisz, że brak tam (na Innuendo) rzeczy wielkich, nie licząc początku i końca..
IMO-
Rzeczy Wielkie: Innuendo, I'm Going Slightly Mad, Don't Try So Hard, Days of Our Lives, Bijou/The Show Must Go On.
Rzeczy Dobre: Headlong, Delilah, Wild Wind
Niezłe: Live with You, Hitman
Średnie: All God's People
i jako całość IMO przedstawia się to bardzo dobrze. W ogólne Innuendo IMO ustępuje jedynie latom 74-76.


tak w ogóle Lecri bardzo fajny post Razz
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Wto Wrz 07, 2010 10:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

zinger menu napisał:

Cytat:
TSMGO nie jest genialny.


Nie wyrywaj moich zdań z kontekstu. W budowie, w tym jak on wygląda od strony technicznej, w tym wszystkim co się składa na ten utwór. Przejdź się do jakiegokolwiek tematu gdzie wspominam o TSMGO, gdziekolwiek, i zawsze dostrzeżesz jedno. Dla mnie TSMGO to najlepszy utwór wszech czasów. Nic lepszego nie zostało stworzone. Co nie przeszkadza mi twierdzić, że doprawdy TSMGO genialny w swojej budowie nie jest. Ale dalej JEST TO NAJLEPSZY UTWÓR WSZECH CZASÓW. O!

I drogi NAR-ze
Rzeczy genialne
Bijou+TSMGO, Innuendo, DTSH
Rzeczy dobre
Wild Wind i Headlong
I cała reszta. Tak dla jasności
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
innuendo91



Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 228
Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia

PostWysłany: Wto Wrz 14, 2010 12:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dwie osoby wystawiły temu albumowi dwóję - to chyba żart jakiś?
_________________
"My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PiotreQ



Dołączył: 03 Kwi 2005
Posty: 4957

PostWysłany: Wto Wrz 14, 2010 12:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pewnie Fender po pijaku!
_________________


Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008


PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Wto Wrz 14, 2010 12:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po pijaku to ja prędzej MiH dałbym 5 albo 6...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
innuendo91



Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 228
Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia

PostWysłany: Sro Wrz 15, 2010 1:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To Wy PiotreQ'u i Fenderku? :>

Smile
_________________
"My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kwak
Gość





PostWysłany: Sro Wrz 15, 2010 2:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Smile Smile
Powrót do góry
OberstPrymas



Dołączył: 24 Kwi 2010
Posty: 2830
Skąd: Świebodzice

PostWysłany: Sob Paź 23, 2010 9:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jako, że Innuendo mam już od dłuższego czasu, pokuszę się o ocenę.
Innuendo - 6/6
I'm Going Slightly Mad 5+/6
Headlong - 5/6
I Can't Live With You - 5+/6
Nie rozumiem dlaczego ta piosenka tak się na tym forum nie podoba Confused
Jak dla mnie - pierwsza piątka całej płyty.
Don't Try So Hard - 5/6
Ride The Wild Wind - 6/6
W moim prywatnym rankingu najlepszy pop rockowy utwór Queen.
All God's People - 5/6
Trudny w ocenie. Z jednej strony nie ma w nim nic odkrywczego. Z drugiej - bardzo przyjemny wokal (np. we fragmencie:
Gotta face up
Better grow up
itd.

TATDOOL - 5+/6
Plus do oceny za solo Briana.
Delilah - 5/6
The Hitman - 4/6
Wyraźnie odstaje od innych utworów na płycie. Bardzo chaotyczna i w ostateczności nudna.
Bijou - 5/6
TSMGO - 6/6
Nie lubię pisać rzeczy oczywistych, tak więc odpuszczę sobie komentarz.
_________________
FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kwak
Gość





PostWysłany: Nie Paź 24, 2010 12:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

OberstPrymas napisał:

Nie lubię pisać rzeczy oczywistych, tak więc odpuszczę sobie komentarz.


Masz racje - taka lipa, że żal komentować Mad
Powrót do góry
Aia



Dołączył: 02 Gru 2010
Posty: 200
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Gru 12, 2010 10:47 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Recenzowanie zaczęłam od mojego zdecydowanego, nieustannego queenowego numeru jeden czyli Queen II i podążając tym tropem postanowiłam spłodzić słów garstkę o następnej w kolejce uczuć – Innuendo.

Album to zaiste dziwny, o którym tak do końca nie wiem co myśleć. Z jednej bowiem strony (tej stricte muzycznej) mieści się on na granicy moich estetycznych upodobań (nadto tchnie popem), z drugiej (tej emocjonalnej) niezmiernie silnie na mnie oddziałuje, jak to się potocznie formułuje „chwyta za serce” i choć nie lubię tego określenia tutaj pasuje jak ulał.

Zaznaczę na początku, że album w moim odczuciu nie jest równy i ma zdecydowanie słabsze momenty (The Hitman, I Can't Live With You, All God's People). Nie skupię się jednak na nich w tej recenzji, bowiem ich jakościowe „odstawanie”nie wydaje mi się aż tak istotne dla całościowego odbioru płyty.

Innuendo kipi emocjami, nic zresztą w tym dziwnego, bo de facto jest dziełem ostatnim, balansującym w pobliżu cienkiej granicy profanum i sacrum, życia i śmierci. Nie odważyłabym się interpretować go w wyabstrahowaniu od okoliczności jego powstania. Nie zamierzam też tego robić. To byłoby w moim odczuciu po prostu niestosowne...A przechodząc do rzeczy.

Pierwszym i nie wiem, czy nie najważniejszym wyróżnikiem Innuendo spośród innych płyt Queenu są teksty. W większości naprawdę mocne, sugestywne, bardzo sensualne z jednej strony, z drugiej ocierające się o mistycyzm. W prostych słowach zamknięto potocznie rozumiany „sens życia”: miłość, radość, wolność, spełnienie, szeroko pojęte doświadczanie świata...Może mogłyby uchodzić za banalne gdyby nie były nacechowane czy może napiętnowane przeczuciem końca, bezkresu kresu. Nie epatują przy tym żalem i goryczą. Choć są one w nich wyczuwalne, przyćmiewa je zwyczajny, bardzo ludzki, smutek i tęsknota za życiem i jego pełnią. Życiem z całym jego kolorytem, majestatem, pięknem. Za czymś już minionym, bezpowrotnym. Na mnie działają piorunująco. Nawet teraz, kiedy o tym piszę serce wali mi jak młotem, jest w tym jakiś obłędny „a kind of magic”.

Pod kątem muzycznym płyta także jest niezwykła. Lekki rock, czy nawet pop-rock doskonale współbrzmi z tekstami, chyba spośród albumów Queen najharmonijniej. Słowa i dźwięki stanowią dla siebie nawzajem doskonałą oprawę, dopełniają się, tworząc niezwykle energetyzującą, poruszającą całość. Trafiają naprawdę gdzieś bardzo, bardzo głęboko i tam zostają. We mnie jak zasiadły w '91 tak pozostały do dziś wracając raz niczym anioły, raz upiory z przeszłości, zawsze jednak wzbudzając w duszy drżenie...

W paru słowach napiszę jeszcze na koniec o kilku utworach, tych, które wg mnie czynią z Innuendo taką emocjonalną bombę.

Tytułowe Innuendo – niesamowicie przejmujące, świetne muzycznie, z pełną żalu, niepokojącą końcówką: We'll keep on smiling, and whatever will be, we'll just keep on trying...Till the end of time.

Moje ukochane I'm Going Slighty Mad – jak dla mnie muzyczny majstersztyk jedyne w swoim rodzaju Wink Tekst nie ustępuje aranżacji. Z jednej strony czuć w nim gorycz, z drugiej szyderstwo, jest odurzający.

Pełne ekspresji Headlong – ma w sobie coś z barokowego danse macabre...Z jednej strony głucha śmierć z drugiej krzyk świata. Niepokoi.

Mój nr dwa na płycie Ride The Wild Wind – niby muzycznie zupełnie nie moja bajka, a jednak przyciąga i energetyzuje mnie jak mało który utwór. Ma w sobie jakiś mistyczny pierwiastek. Przenosi w inny wymiar, gdzieś daleko, daleko stąd, gdzieś, gdzie tu i teraz przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

The Are The Days of Our Lives – Oniryczny, nostalgiczny, przepełniony żalem za światem, wzruszający kawałek. Chlipię przy nim jak bóbr nieustannie od dwudziestu lat...Porusza dogłębnie.

I wreszcie The Show Must Go On – zbierające jak widzę skrajne opinie. Moim zdaniem utwór jest wybitny, tak muzycznie, jak tekstowo. Ma w sobie moc, jest monumentalne, jest swoistym manifestem artystycznym zawierającym przesłanie - obwieszczenie, skondensowane w kilku prostych słowach a odnoszące się generalnie do zasadności własnego istnienia: „the show must go on, inside my heart is breaking, my make-up may be flacking, but my smile still stays on....I have to find the will to carry on...the show must go on”. Do mnie trafia.

Przepraszam za ten „zlew”, dopiero teraz widzę ile tego jest O.o. Na przyszłość postaram się bardziej powściągnąć paplaninę Confused
_________________
Errare humanum est...

SERDUCHA SERDUCHOM
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Nie Gru 12, 2010 10:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aia napisał:

Przepraszam za ten „zlew”, dopiero teraz widzę ile tego jest O.o. Na przyszłość postaram się bardziej powściągnąć paplaninę Confused


Ani się waż Exclamation Wink

Już wiem na kogo będę głosować w przyszły roku w kategorii "Najlepszy pisarz forum"

Świetnie, naprawdę świetnie operujesz językiem i generalnie dobierasz bardzo trafne słowa. No. Nie przestawaj i czekam na więcej recenzji Smile
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Nie Gru 12, 2010 12:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
Świetnie, naprawdę świetnie operujesz językiem i generalnie dobierasz bardzo trafne słowa. No. Nie przestawaj i czekam na więcej recenzji Smile



Ja pierdzielę, ileż to ja razy słyszałem to samo od... Dundersztyca na pw! Rolling Eyes I to nie tylko na tym forum. Confused Laughing
No ale ponieważ był to Dundersztyc to tylko się zdemotywowałem do takiego pisania...
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aia



Dołączył: 02 Gru 2010
Posty: 200
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Gru 13, 2010 9:24 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 dzięki Smile

Mefju, a szkoda, zgrabnie piszesz Wink

Z nadmiaru wrażeń jakich dostarcza mi pisanie Cool zapomniałam skrobnąć o dwóch utworach, które darzę wcale nie małym uwielbieniem...Doprawdy nie wiem jak mogło dojść do tego haniebnego przeoczenia Shocked

Bijou, zauważyłam, że jest przez większość z Was doceniany, nie będę zatem oryginalna pisząc, że jest on najbardziej uroczą, wzruszającą, a muzycznie absolutnie mistrzowską miniaturką, po prostu bijou. Jest w nim jednocześnie coś niepokojącego, ostatecznego.

No i na koniec zdecydowanie nadmiernie posponowana Delilah Wink Osobiście bardzo lubię ten kawałek. Podchodzi mi zarówno melodycznie, jak tekstowo. Daleka jestem od opinii o nim jako "muzycznym żarciku", choć może mam jakiś przyćmiony odbiór. Myślę, że jest to jedna z bardziej osobistych rzeczy napisanych przez Freda i choć może bawić, żartem nie jest. Jest w niej jakaś autentyczność, zwyczajność, ot cudowna, prościutka apologia miłości człowieka do zwierzęcia...Zawsze w dołku mnie ściska przy fragmencie You make me very happy... Jakoś podskórnie czuję, że tak faktycznie było.

Apropos Delilah mam zabawne wspomnienia z dzieciństwa. Mój ówczesny psiak usłyszawszy miałczącego Freda zawsze dostawał szału i bardzo skutecznie zakrzykiwał głośnik Laughing Czy to w domu, czy w gościnie, czy w późniejszych latach w samochodzie - co okazało się być szczególnie upierdliwe. Długie lata mój odbiór Delilah nie miał szansy osiągnąć pełni.
Na mojego obecnego burka Fred na całe szczęście nie działa, ale może to przez to, że darzy koty należytym szacunkiem Cool
_________________
Errare humanum est...

SERDUCHA SERDUCHOM
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kwak
Gość





PostWysłany: Pią Gru 31, 2010 1:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nieco zainspiowany onanistycznym postem NARa na temat Breakthru chciałbym posłać post nt. Innuendo gdyż właśnie niedawno przyszła do mnie ta płytka zamówiona na Allegro. Tak więc po raz pierwszy miałem okazję odsłuchać ten album z legalnego nośnika.

Apropo płyty, która przyszła to jest to chyba wydanie francuskie (bo w rogu pisze F i ten taki numer wiadomo o co cho ), książeczka 16 stron, teksty na białym tle czarną czcionką, tylko tytuły drukowanymi literami i kolorem takim jak napis "Innuendo" na okładce., 4 dobrze znane twarze Queenów (Freddie z kotami, Brian ze słońcem itp.), na przedostatniej stronie zdjęcie Queenów, a później informacje typu co, kto gdzie jak, no i podziękowania dla Steve'a. I na odwrocie trąbka stojąca na nogach wypluwająca nuty.

No więc zapuściłem raz, drugi, trzeci, czwarty w ciągu kilku dni i musze powiedzieć, że tam nie ma kawałka, który by mi się nie podobał. Są dwa, które odstają jednak od reszty, reszcie nijak niemogę nic zarzucić. "I Can't live with you" - ja ten kawałek naprawdę lubie, ale jeśli mam opisać jego położenie na Innuendo to widze taką dziurę pomiędzy wspaniałym przebogatym w zajebiste gitary i prze jajcarskim momentami wokalem Freda, takim "napchanym" rockerem jak Headlong, a kawałkowi absolutnie genialnemu no i krfa zmiatającemu z nóg, czyly "Don't Try So Hard". Jeśli, by porównać ten album wykresem to właśnie pomiędzy tymi kawałkami widzę taką linie spadającą w dół, bo ICLWY ciut zaniża tam poziom. Wpada w ucho, lubie tego słuchać, wokal Freda mi się fest podoba, ale jednak może chodzi o względy czysto muzyczne, tekst jest dość banalny, no i kawałek jakiś taki bez rewelacji w porównaniu do reszty, jest tylko dość dobry. Drugim utworem, na który coś tam powiem jest Delilah, jednak to już tylko pieprzenie głupot, bo to ewidentny muzyczny żarcik i mało tego dobrze mi tam pasuje, wracając do wspomnianego wykresu w tym momencie spadek będzie nieznaczny. Jednak już jako oddzielny kawałek to... nie robi takiego wrażenia jak reszta, która czy oddzielnie czy na płycie jest zajebista. Delilah słucham przeważnie jak jade z całą płytą. Samej tak o po prostu to raczej nie włączam.

Po długiej przerwie w słuchaniu Queen tak hardo jak niegdyś Innuendo robi na mnie wciąż ogromne wrażenie. Moim ulubionym momentem albumu (w tym momenciee) jest trójka Don't Try So Hard-Ride The Wild Wind-All God's People, o DTSH już powiedziałem powyżej dwa slowa, a apropo RTWW dla mnie to TOP 10 Queen i tyle. Bierze mnei to na max, Sometimes i get so low, I just have to ride! No i świetny gospel, który był robiony na Barcelonę i dla mnie dlatego jest zajebisty fest, że są to podobne klimaty + rockowe brzmienie i Queenowe chórki, co daje kawałek niesamowicie klimatyczny i arcymistrzowski. No a potem? kolejne arcymistrzostwo. Aaa niechce mi się już pisać CDN Laughing
Powrót do góry
Filip2412



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 35
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Gru 31, 2010 5:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rewelacyjny album
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Gru 31, 2010 6:03 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

kwak napisał:
Nieco zainspiowany onanistycznym postem NARa na temat Breakthru chciałbym posłać post nt. Innuendo

obżemój Nar nawracający na Queen /o\
no, ale miło, że się spodobało Wink

mnie z tej płyty tak całkowicie nie podoba się All God's People. Może nie jest to porażka na miarę poprzednich albumów, gdzie wpadki były o wiele gorsze, ale... no zupełnie IMO nie pasuje do albumu. Jeszcze Hitman i ICLWY takie dwa banały. Reszta to cud miód. Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kwak
Gość





PostWysłany: Pią Gru 31, 2010 8:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAR w temacie o Miracle nt. Headlong napisał:

TAK. znaczy, żadne dzieło, ale oglądając ten teledysk... cudo. Tak samo Mad jednak.


Masz na myśli, że te dwa kawałki dużo tracą gdy słucha ich się bez teledysków? Z tym się nie zgodze, bo mnie Headlong kopie tak czy siak. To niedoceniony wśród braci forumowej, acz zaprawde jeden z ich 4-5 najlepszych mocnych kawałków. Co to do Slightly Mad uważam podobnie no tyle, że ten teledysk to uwielbiam bardzo, to jest taka jedna doskonała całość, pamiętam jeszcze dawno temu gdy nie znałem teledysku to wyobrażałem sobie, że pasował by tu taki czarno biały. A Hitman? No nie wiem pewnie w Survivorze bym na niego wcześnie zagłosował, bo już naprawde prawie cała reszta jest dla mnie święta, ale dla mnie ten wokal Freddiego hmm nie wiem skrzeczący czy jak to nazwać (momentami śpiewa tak też w Headlong), choć skrzeczący to on pewnie za h nie jest ale nie chce mi się słowa szukać, bo ide zaraz pić, no iplus ten zajebisty riff sprawia, żem niegodzien nazwać tego utworu nudnym czy banalnym. No ja nie wiem Innuendo mi się wysuwa na prowadzenie wśród płyt Queen, ale może niedługo nadejdzie jakaś roszada gdy znów porwie mnie II lub Opera.
Powrót do góry
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Gru 31, 2010 9:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

kwak napisał:
NAR w temacie o Miracle nt. Headlong napisał:

TAK. znaczy, żadne dzieło, ale oglądając ten teledysk... cudo. Tak samo Mad jednak.

Masz na myśli, że te dwa kawałki dużo tracą gdy słucha ich się bez teledysków? Z tym się nie zgodze, bo...


nie. Zupełnie chyba nie zrozumiałeś co miałem na myśli Wink
Chodziło mi o to, że oglądają teledysk do Breakthru czy właśnie Headlong nasunęła mi się masa wspomnień, gdy poznawałem te kawałki i Queen w ogóle. Słuchając ich samych w sobie nie miałem czegoś takiego, piosenki podobają mi się w takim stopniu, ale kiedy widzę tego wychudzonego Freda, który lata jak szalony po całym studio to po prostu przypomina mi się jak oglądałem te teledyski po milion razy podczas pierwszej fascynacji Wink
A Mad to jeden z najlepszych utworów Queen, nie tylko na Innuendo, ale w ogóle IMO Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aia



Dołączył: 02 Gru 2010
Posty: 200
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Sty 06, 2011 9:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

kwaku nie dokończyłeś recenzji, czekam i czekam, a tu cisza...Smile Kawał dobrego słowa o Ride The Wild Wind i Headlong narobił mi apetytu na całość.

NAR napisał:

A Mad to jeden z najlepszych utworów Queen, nie tylko na Innuendo, ale w ogóle IMO Wink


Ha! Też to czujesz? Cóż za traf, znowu się nam zamiłowania pokrywają Laughing A już miałam tą obopólną słabość do Breakthru za jednorazowy eksces Cool

Przyjemnie mieć świadomość, że jednak nie jest się całkowitym odszczepieńcem Very Happy
Liczę na stosowne poparcie dl ww. kawałka w survivorze Cool

Jeszcze apropos Slighty Mad. Ostatnio słuchając go przeszły mnie ciarki, a łapy zlał zimny pot we fragmencie I'm knitting with only one needle, unravelling fast it's true, I'm driving only three wheels these days, but my dear how about you , uświadomiłam sobie dogłębnie znaczenie tego kawałka - to kwintesencja tego utworu, ale też całego Innuendo. Kosmiczny stopień abstrakcji, dystansu do rzeczywistości, siła życiowa bijąca z całości są autentycznie wręcz niewiarygodne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę to ten numer stawia dziarsko czoła wyzwaniu show must go on, a z drugiej strony idealnie koresponduje z don't take offence at my innuendo ...Obłędne, doprawdy, nigdy chyba nie stopnieje we mnie zachwyt dla Jego uderzającej mocy.
_________________
Errare humanum est...

SERDUCHA SERDUCHOM
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Writer



Dołączył: 09 Sty 2011
Posty: 17

PostWysłany: Wto Sty 11, 2011 12:07 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ponieważ bardzo lubię się kłócić, a moja recenzja Queen wywołała trochę kontrowersji, czas na Innuendo Wink

Jak wiadomo jest to ostatnia płyta zespołu powstała w całości za życia Freddiego. I jak wiadomo jest to płyta szczególna, całkiem inna od poprzednich, powstających w latach osiemdziesiątych, posiadająca własny, specyficzny klimat. Na klimat ten składają się w równym stopniu co sama muzyka, czynniki pozamuzyczne: tajemnicze teledyski, stylizowana okładka no i oczywiście śmierć głównego jej twórcy, sprawiająca, że dla fanów płyta ta ma szczególne znaczenie.
Dlatego trudno tę płytę oceniać biorąc pod uwagę jedynie aspekt muzyczny. Oceniając takie utwory jak These Are the Days of Our Lifes czy The Show Must Go On trudno nie kierować się uczuciami. Dlatego też spotyka się bardzo skrajne opinie o tym albumie, wśród fanów dominują oczywiście te entuzjastyczne, ale wielu krytyków ocenia go znacznie niżej. Co jest tego powodem?
Moim zdaniem pewna niespójność całego albumu. Utwory takie jak Hitman, czy I Can't Live With You, a nawet Headlong nie pasują do reszty, zaburzając ten fantastyczny klimat całości. Zwłaszcza psuje go ten pierwszy, którego nigdy nie mogłem przetrawić. Zespół postanowił nagrać ciężki, niemal metalowy kawałek i wyszło mu pięć minut huku i wrzasku bez żadnego ładu i składu - riff bez pomysłu, głupiutki tekst - to nie jest coś co powinno się tu znaleźć, szczególnie że mamy do czynienia z taką płytą. I Can't Live With You to całkiem niezły pomysł na utwór, ale niestety popsuty. Dopiero wersja z Rocks odsłoniła (chociaż nie w pełni) rockowy potencjał, jaki w nim tkwił. O Headlong pisałem gdzie indziej, tutaj tylko napiszę, że bardzo go lubię, ale chyba umieściłbym go w innym miejscu na albumie.
Osobna jest kwestia All God's People. Nie ukrywam, z początku wydawał mi się on bardzo ciekawym, oryginalnym, świetnie pasującym utworem. Szybko jednak mi się osłuchał i dzisiaj uważam, że jest to jeden ze słabszych utworów na płycie, chociaż na pewno podnosi oryginalność całości. Mimo wszystko chyba jednak lepiej by się sprawdził na Barcelonie.
I na tym kończy się moja krytyka - cała reszta albumu to niesamowite muzyczne perełki. Nawet często krytykowana Delilah - prosty utwór w całości opowiadający o kocie. Słuchając go trudno powstrzymać wzruszenie, wiedząc w jakim stanie był wtedy jego twórca. A także najsłabsze dzieło Rogera Taylora na tym krążku, Ride The Wild Wind, tworzące niesamowity klimat przestrzeni i wolności. Po względem muzycznym nie są to może utwory specjalnie udane, ale jak wspomniałem na początku, trudno tutaj oceniać coś jedynie przez pryzmat muzyki.
O dziełach w rodzaju Innuendo i The Show Must Go On nie muszę chyba wiele wspominać - powiedziano o nich już wszystko, a ja nie chcę być nieoryginalny. Pierwszy to twórcze rozwinięcie idei zeppelinowskiego Kashmiru, drugi zawsze odczytuję jako testament Freddiego, niezależnie od tego kto był prawdziwym autorem. Oba to arcydzieła, podobnie jak psychodeliczny I'm Going Slightly Mad. To ostatnie cudo wybitnie pokazuje, że pod koniec swojej kariery zespół przestał gonić muzyczne trendy i zaczął tworzyć to na co miał ochotę. Może przyczyną była zbliżająca się śmierć wokalisty? Tak czy inaczej powstał jeden z najbardziej oryginalnych utworów w całej ich karierze.
Jednak moje ulubione fragmenty płyty są całkiem inne. Pierwszy z nich to niedoceniany Don't Try So Hard. Cudowny falset, wspaniałe chórki no i świetny tekst - to pierwsze co mi przychodzi do głowy gdy przypominam sobie o tej chyba najpiękniejszej balladzie w karierze Queen, pomijając oczywiście niektóre fragmenty Queen II. I jest to absolutnie przemyślana opinia.
Wspaniałe wyciszenie niesie ze sobą These Are the Days of Our Lifes - trudno po usłyszeniu początkowych bębnów Rogera i pierwszych wersów nie przypomnieć sobie zmęczonego, wychudłego, czarno-białego Freddiego śpiewającego w teledysku o minionych dniach. Trzeba tylko uważać, by nie ominąć wspaniałego popisu Briana w jednej z najlepszych solówek w jego karierze.
No właśnie, jeśli chodzi o Briana, to jest on na tej płycie postacią bardzo wyróżniającą się, czasem nawet bardziej niż Freddie. Ich największym wspólnym dokonaniem jest tutaj mój zdecydowany numer 1 - Bijou. Tutaj wszystko jest absolutnie genialne - oryginalna konstrukcja zamieniająca miejscami role gitary i wokalu, owa gitara właśnie (absolutne wyżyny umiejętności Briana, porównywalne do najlepszych dzieł Gilmoura), "wokalna solówka" Freddiego, przepiękna, wzruszająca melodia. Ten jeden, niespełna czterominutowy utwór zawiera w sobie taką dawkę artyzmu, jakiej nie miały wszystkie dzieła Queen powstałe w latach osiemdziesiątych.
Tak więc Innuendo to zbiór utworów absolutnie rewelacyjnych, przemieszanych z mniej lub bardziej słabszymi. Z tym że te lepsze niemal całkowicie przyćmiewają te mniej udane. Ale ni do końca. Dlatego innej oceny chyba po prostu wystawić nie mogę.

Ocena: 5
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aia



Dołączył: 02 Gru 2010
Posty: 200
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Sty 11, 2011 8:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Writer dzięki za recenzję! Mam pożywkę z waszych myśli ostatnio wyborną Smile

Pojawiła się ciekawa wymiana zdań odnośnie Innuendo w dziale Miracli, chcąc się odnieść (nieco pośrednio, ale jednak) do tego dyskursu, pozwoliłam sobie przenieść go tutaj.

KrzysiekP napisał:
Lecri napisał:
KrzysiekP napisał:
W zasadzie co do The Miracle mogę się zgodzić, choć uważam, że przepaść między TM a Innuendo jest mniejsza aniżeli TM a jakikolwiek album z lat 70.

Całkowicie popieram. W ogólne nie uważam Innuendo za taki cudownym album jak niektórzy. Choć niepozbawiony cudownym utworów, ale tylko pojedynczych utworów, nawet A Kind Of Magic ma swoje Who Want To Live Forever i Princes Of The Universe.


No właśnie, na Innuendo za dużo jest takich "średniaków" (I Can't Live With You, Ride The Wild Wind, Delilah, All God's People.. nie są to złe kompozycje, Delilah ma uroczy klimat, no ale jednak.. Wink), co sprawia, że ogólnie źle się słucha całości, ale to do tematu o Innuendo, bo się tu mały offtop zrobił. Wink


Writer, hm, zapowiedziałeś kontrowersyjną recenzję, a wyszło chyba "jak zawsze" o Insynuacji Laughing.
Zdaje się łagodniej niż w pierwotnym założeniu? Nie bez powodu pytam. W zasadzie retorycznie. Bo w tym albumie naprawdę nie muzyka gra pierwsze skrzypce. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi. Głównym bohaterem Innuendo są emocje i to one determinują postrzeganie płyty. I nie, nie piszę, o sytuacji w jakiej była nagrywana, choć wiadomo, że warunkowała ten album. Piszę o tym, że w każdej nucie, każdej pauzie siedzą uczucia, tak silne, że nie sposób się od nich opędzić. Nie wiem, może to tylko ja tak mam i w tym miejscu imputuję Wam brutalnie własną percepcję. Może można podejść do Innuendo w pełni metodycznie...
Ja tego nie ogarniam zupełnie. Oczywiście, że widzę mankamenty, pisałam o nich zresztą w recenzji, kilka postów wyżej, ale jakoś nie mają one wpływu na doświadczanie całości. Prawda jest taka, że jest to jedna z tych płyt, które włączam i odpływam. Fakt, że ostatnimi czasy staram się dbać o higienę jej odsłuchu i robię to niemal wyłącznie w domu, co zmienia komfort i jakość odbioru, pozwala na odlatywanie na jej skrzydłach. Jestem jednak naprawdę daleka od przeskakiwania nad „zgnitkami”. Z tym albumem jest u mnie jak z pierwszymi czereśniami wczesnym latem, siedzę z łubianką na kolanach i pochłaniam wszystko jak leci, nie bacząc na jakość, słodycz, gorycz, czas, przestrzeń. Wszystko to w nieskończonej chwili.

Znam tę płytę od dzieciaka. Wiem, że napiętnowana jest całą masą wspomnień, marzeń, wciąż żywych oddechów przeszłości. Moja opinia nigdy nie będzie mogła nosić nawet znamion obiektywności. Pomimo tego naprawdę (!) bardzo chciałam (kilkakrotnie do tego podchodziłam), wejrzeć na Innuendo krytycznym okiem, zachowując stosowny dystans. Jak nie trudno wywnioskować z moich wcześniejszych słów wszystkie te usilne próby spalały na panewce...O zgrozo z pierwszymi taktami tytułowego kawałka...

Dla mnie to jedna z rzeczy okołobiegunowych, które albo się bezgranicznie kocha, albo nienawidzi...Kocham Innuendo miłością prawdziwą unosząca mnie nad ziemią, poza czasem i przestrzenią.

To rzecz mistyczna...Ej, naprawdę jej nie czujecie?

PS. Nasunął mi się właśnie (nie wiedzieć czemu [!]) w związku z lekturą mojego "natchnionego" bełkotu cytat z Queenu : Ooooo Ooooo Children of the land love is still the answer take my hand, the vision fades a voice, I hear "Listen to the Madman!", but still I fear and still dare not laugh at the Madman.
Laughing
_________________
Errare humanum est...

SERDUCHA SERDUCHOM
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lecri



Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 159
Skąd: Pomorze

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 1:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aia napisał:
To rzecz mistyczna...Ej, naprawdę jej nie czujecie?

Nie wiem jak inni, ale ja tego nie czuję. Choć Innuendo było pierwszym albumem Queen po jaki sięgnęłam, to nie mam do niego stosunku emocjonalnego (tylko do pojedynczych utworów) ani jakiegoś specjalnego sentymentu. Może to przez to, że bardzo szybko zaczęłam poznawać twórczość chłopaków z lat 70. (nie mając nawet dokładnie przesłuchane Insynuacji). Zaczęłam od Sheer Heart Attack, które z mnie z miejsca oczarowało. Szczególnie Killer Queen, po dziś dzień jeden z moich ulubionych utworów Królowej. Potem był debiut (którego na początku słuchało się dziwnie, przez tą surowość brzmienia, ale podobało się) tudzież Noc W Operze. Weszłam w Queen na całego, a Innuendo poszło w kąt. I pod dziś dzień zdecydowanie najwięcej znaczy dla mnie twórczość panów Mercury, May, Taylor i Deacon z lat 70., te płyty, które wtedy nagrali i koncerty, które wtedy zagrali. Tak już mam, że to co dla najcenniejsze zespół grał w czasach, gdy towarzyszyło im motto "żadnych syntezatorów" (a ja dodam jeszcze: "żadnej dziadowskiej elektronicznej perkusji", która mnie wkurza). Uważam, że wtedy chłopcy byli najbardziej oryginalni i twórczy i się wyróżniali na tle innych zespołów rockowych. Uwielbiam gitarowe orkiestracje albo Rogera i Freddiego "grających" ustami sekcję dętą w Seaside Randezvous, zamiast prawdziwej orkiestry dętej (a że uwielbiam dęciaki jest to dla mnie dodatkowy ogromniasty plus).

Dla mnie taki mistycyzm ma zdecydowanie Queen II. Mój ulubiony album tegoż zespołu, choć na początku w ogóle mi się nie podobał (poza Ogre Battle, bo to było takie ostre i rockowe to musiało się od razu spodobać), bo album był dla mnie za trudny, jednak z czasem zaczął się coraz bardziej podobać aż zakochałam się całkowicie. Słuchając tego albumu nie liczy sie dla mnie nic więcej, tylko chłonę te dźwięki. I też nie umiem spojrzeć na tą płytę choć trochę obiektywnie. Wyrobieni słuchacze znajdą wady, a to w Funny How Love Is, czy Loser In The End tudzież "emowatym smęcie" Some Day, One Day. Ja jakoś nie potrafię szukać tu wad. I nawet nie chcę.

Znów zaczęłam "offtopić", ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone.

Aia napisał:
PS. Nasunął mi się właśnie (nie wiedzieć czemu [!]) w związku z lekturą mojego "natchnionego" bełkotu cytat z Queenu : Ooooo Ooooo Children of the land love is still the answer take my hand, the vision fades a voice, I hear "Listen to the Madman!", but still I fear and still dare not laugh at the Madman.

Znakomity cytat Smile Ale to przez to, że to mój ulubiony twór Queen i ulubiony tekst tegoż zespołu. Bri mógłby mieć więcej takich "proroczych" znów, inspirujących do pisania tak wspaniałych utworów.

Tak w ogóle, to dzięki Aia, swoimi postami prowokujesz mnie do pisania o zespole, na co sama z siebie bym się nie wzięła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Writer



Dołączył: 09 Sty 2011
Posty: 17

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 5:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aia napisał:

Writer, hm, zapowiedziałeś kontrowersyjną recenzję, a wyszło chyba "jak zawsze" o Insynuacji Laughing.
Laughing


Może rzeczywiście trochę złagodziłem swoją opinię podczas pisania. Ale przynajmniej Hitmana zjechałem równo Wink Dotychczas spotykałem się głównie z bezkrytycznie pozytywnymi opiniami Innuendo, dlatego pomyślałem, że taka bardziej wyważona opinia może się wydać kontrowersyjna.
Z tą płytą w ogóle jest problem, bo jest co prawda świetna, ale na pewno nie dorównuje najlepszym dokonaniom Queen z lat siedemdziesiątych. A to wszystko przez tą nierówność. Zazdroszczę, że nie przeszkadzają Tobie te słabe punkty, bo mnie na przykład taki Hitman zupełnie psuje klimat zbudowany przez TATDOOL i Delilah. Zwłaszcza, że zaraz potem jest Bijou. Albo to nieszczęsne I Can't Live With You...
Czuję ten mistycyzm o którym piszesz, ale nie we wszystkich fragmentach, co nie oznacza, że nie rozumiem fascynacji tym albumem. Dla mnie taką płytą, która jest dla mnie poza wszelkimi kategoriami jest Made In Heaven - to jest dopiero naprawdę mistyczny, emocjonalny album, któremu wybaczam wszystkie słabości (nawet You Don't Fool Me Wink ). Ale o tym napiszę już w innym temacie.

Lecri napisał:

Dla mnie taki mistycyzm ma zdecydowanie Queen II. Mój ulubiony album tegoż zespołu, choć na początku w ogóle mi się nie podobał (poza Ogre Battle, bo to było takie ostre i rockowe to musiało się od razu spodobać), bo album był dla mnie za trudny, jednak z czasem zaczął się coraz bardziej podobać aż zakochałam się całkowicie.


To jest bardzo ciekawe, bo podobnie było ze mną i paroma innymi osobami, które znam - od początkowej niechęci (wręcz nie mogłem jej słuchać) aż do absolutnej fascynacji. Obecnie jest to mój ulubiony album Queen, który chyba jako jedyny nie ma żadnego słabego punktu. Ale to też temat do innego tematu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lecri



Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 159
Skąd: Pomorze

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 5:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No dobra, teraz Writer zainspirował mnie do napisania na temat, czyli o Innuendo.
Może nie ma tu utworu, który by mnie jakoś bardzo drażnił (poza tym, że nie lubię muzycznie piosenki o kotku, jest za słodka i za bardzo syntezatorowa, ale jest obecność tutaj jest uzasadniona i nie wyrzucałabym tego z albumu). Najbardziej nie pasuje mi tutaj I Can't Live With You, muzycznie i tekstowo wielki banał (szczególnie jeśli spojrzymy na autora, gdyby to było Johna to bym była mniej krytyczna, ale od Bri mam prawo wymagać zdecydowanie więcej), choć pomimo wszystko mam do tego kawałka jakąś sympatię, pomimo świadomości słabych stron. Hitman jest z pewnością niedopracowany, kiedyś mi się nawet podobał, teraz mniej, zdecydowanie mniej. A do bardzo krytykowanego All God's People mam wciąż sympatię Wink Cóż, mi tam klimat rodem z Króla Lwa nie przeszkadza, ale rozumiem, że innym może.

Writer napisał:
Dla mnie taką płytą, która jest dla mnie poza wszelkimi kategoriami jest Made In Heaven - to jest dopiero naprawdę mistyczny, emocjonalny album, któremu wybaczam wszystkie słabości (nawet You Don't Fool Me Wink ). Ale o tym napiszę już w innym temacie.

U mnie jest wręcz przeciwnie. Dla mnie na tym albumie jest za dużo lukru, jedyne utwory jakie naprawdę bardzo wysoko cenię to Mother Love i A Winter's Tale (a propos tego ostatniego, jakoś w Święta puścili to w Zetce, aż nie mogłam w to uwierzyć, że takie coś w tak szmirowatej stacji).
A You Don't Fool Me ma zdecydowanie jedną z najbardziej zajebistych solówek Briana, lecz sam utwór mnie nudzi. Szkoda takiej solówki, zasługuje na obecność w lepszym utworze.

Coś o Innuendo tym razem jest, ale znów się nie obeszło bez offtopu na temat innego albumu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aia



Dołączył: 02 Gru 2010
Posty: 200
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 7:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Writer napisał:

Czuję ten mistycyzm o którym piszesz, ale nie we wszystkich fragmentach, co nie oznacza, że nie rozumiem fascynacji tym albumem. Dla mnie taką płytą, która jest dla mnie poza wszelkimi kategoriami jest Made In Heaven - to jest dopiero naprawdę mistyczny, emocjonalny album, któremu wybaczam wszystkie słabości (nawet You Don't Fool Me Wink ). Ale o tym napiszę już w innym temacie.


Cieszę się, że rozumiesz nad czym się tutaj tak rozlewam, nawet jeżeli nie podzielasz wrażeń, to budujące Smile.
Rozumiem, że MIH też może wywoływać podobne emocje. Zasada, czy może raczej jej brak, jest mi znajoma. Co ciekawe u mnie budzi raczej krańcowe do Innuendo doznania. Tutaj co i rusz któryś kawałek likwiduje mi z trudem budowany nastrój. Piszę budowany, bo to jedna z tych płyt, które nie niosą mnie same, tylko muszę im dopomagać. Ostatnio coraz rzadziej mi to z nią wychodzi... Sad

Lecri napisał:

Dla mnie taki mistycyzm ma zdecydowanie Queen II. Mój ulubiony album tegoż zespołu, choć na początku w ogóle mi się nie podobał (poza Ogre Battle, bo to było takie ostre i rockowe to musiało się od razu spodobać), bo album był dla mnie za trudny, jednak z czasem zaczął się coraz bardziej podobać aż zakochałam się całkowicie.


O, widzisz, a ja wpadłam doszczętnie w Queen właśnie przez Q i QII, gdyby nie one pewnie by mnie tu nie było Wink (nawet na pewno). Tak, był w tym jakiś mistycyzm, jakaś manus dei, która spuściła na mnie w stosownym momencie natchnienie na poszperanie w przeszłości. Do dziś nie mogę się nadziwić jak bardzo łaknę tych dźwięków, jak silnie na mnie oddziałują i ostatecznie jaką frajdę mi dają w przeciskaniu się przez zawiesinę rzeczywistości. Oba "Queeny" przynoszą mi jednak bardziej sensualne rozkosze niż mistyczne uniesienia. Pożądam ich, tych dźwięków, tak w pełni zmysłowo... Cool

Innuendo to zupełnie inna para kaloszy, tutaj zmysły milczą niemal zupełnie (poza paroma solówkami Bri i partiami Freda), a przemawia nieuchwytne, lęgnące się we mnie głęboko, głęboko w środku odwiecznie "coś", spychające w czasoprzestrzenny niebyt. I jest to niebyt zupełnie innej kategorii niż ten, którego doświadczam przy KYA, Ogre Battle, March Of The Black Queen...Tam jest otchłań, mary przeszłości, nagie emocje, tu zaś życie, wigor, dźwięki o dezintegrującej mocy przemieniające moje ciało na miliony kanionów pełne rwących potoków spienionej krwi Cool Źródło, obłęd.

Znowu off?! Laughing
_________________
Errare humanum est...

SERDUCHA SERDUCHOM


Ostatnio zmieniony przez Aia dnia Sro Sty 12, 2011 7:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Michalzbiku95



Dołączył: 26 Lut 2010
Posty: 995
Skąd: Warszawa - Bielany

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 7:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Lecri napisał:

A You Don't Fool Me ma zdecydowanie jedną z najbardziej zajebistych solówek Briana, lecz sam utwór mnie nudzi. Szkoda takiej solówki, zasługuje na obecność w lepszym utworze.


dobra solówka , bo piosenka poskładana z 19 innych Razz
_________________
Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arquest



Dołączył: 27 Lut 2008
Posty: 1942
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 7:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Lecri napisał:
A Winter's Tale (a propos tego ostatniego, jakoś w Święta puścili to w Zetce, aż nie mogłam w to uwierzyć, że takie coś w tak szmirowatej stacji)


Oni zdaje się zmieniali "profil" jakoś pod koniec zeszłego roku, dobrze mówię? Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG WP Kontakt
Michalzbiku95



Dołączył: 26 Lut 2010
Posty: 995
Skąd: Warszawa - Bielany

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 8:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

że niby bardziej rockowi , czy coś?
_________________
Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arquest



Dołączył: 27 Lut 2008
Posty: 1942
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sro Sty 12, 2011 8:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No coś w tym rodzaju. Nawet 'Wish You Were Here' puścili... Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG WP Kontakt
Lecri



Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 159
Skąd: Pomorze

PostWysłany: Czw Sty 13, 2011 1:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Michalzbiku95 napisał:
dobra solówka , bo piosenka poskładana z 19 innych Razz

Oczywiście wiem jak powstał ten utwór, z jakichś strzępków itd. Ale i tak uważam, że takie solo ma prawo bytu w lepszym utworze, który nie będzie taki nijaki i nuuudny Wink

Arquest napisał:
Oni zdaje się zmieniali "profil" jakoś pod koniec zeszłego roku, dobrze mówię?

Ja sama z siebie bym już nigdy Zetki nie puściła, akurat ktoś w rodzince to włączył (bo gdybym to ja włączała radio to byłaby to najpewniej albo Trójka albo Radio Gdańsk) i myślałam, że to była jakaś "lepsza" stacja, a okazało się, że Zetka Wink Ale już dużo wcześniej mnie zaskoczyli puszczając coś Dżemu. Lecz i tak myślę, że te "lepsze" utwory to z powodu świąt, na co dzień prędzej usłyszymy tam Lady Gagę albo Rihannę niż Wish You Were Here.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Recenzje Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21  Następny
Strona 17 z 21

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek