| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| INNUENDO |
| 1 |
|
2% |
[ 1 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 4 |
|
10% |
[ 5 ] |
| 5 |
|
30% |
[ 14 ] |
| 6 |
|
56% |
[ 26 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 46 |
|
| Autor |
Wiadomość |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Sob Lis 29, 2008 12:01 am Temat postu: |
|
|
| Antares napisał: |
Spróbuj jeden z drugim stworzyć coś w połowie tak dobrego!  |
Nie jestem tu po to aby mierzyć się z Queen ale wyrażać swoje opinie.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Sob Lis 29, 2008 12:56 am Temat postu: |
|
|
Wiem, wiem - potraktowałem sprawę dość abstrakcyjnie. Fakt, faktem są utwory lepsze i utwory gorsze (co i tak jest sprawą gustu). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Lis 29, 2008 3:29 pm Temat postu: |
|
|
| Antares napisał: | A i na ostatku, bardzo proszę nie nazywać poszczególnych utworów zapchajdziurami! Spróbuj jeden z drugim stworzyć coś w połowie tak dobrego!  |
NIe jestem muzykiem. Poprostu wyrażam swoje zdanie na temat tego co robili.
Gdy powiedzmy oglądam mecz naszej reprezentacji to też wrzeszczę "debilu, czemuś nie kopnął tego celniej?!" nie znaczy, że ja bym umiał lepiej kopnąć, ale że porównując co dany piłkarz robił wcześniej, można się było spodziewać, że lepiej zagra. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Sob Lis 29, 2008 9:02 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Wiem, wiem - potraktowałem sprawę dość abstrakcyjnie. Wink Fakt, faktem są utwory lepsze i utwory gorsze (co i tak jest sprawą gustu). |
Wszystko na ten temat powyżej. Koledze RockFanowi 90 już wyjaśniłem. Po drugie wszystko było potraktowane w formie żartu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Lis 30, 2008 1:27 am Temat postu: |
|
|
| Antares napisał: |
Wszystko na ten temat powyżej. Koledze RockFanowi 90 już wyjaśniłem. Po drugie wszystko było potraktowane w formie żartu. |
Ehh nie zauważyłem powyższych postów.
Spoko  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Gru 31, 2008 3:46 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 dawno temu napisał: | No więc arcydzieło, jedyny utwór którego NIENAWIDZE to Delilah. Wręcz nie mogę tego słuchać.
Innuendo - piękne, genialne, boskie.
I'm going Slighty mad. - trochę dziwne, ale piękne
Headlong - czysty hard rock
I can't live with you - piękne, co tu dużo mówić
Dont Try So Hard - Denne choć na swój sposób piękne
Ride The Wild Wind, These Are The Days Of Our Lives, Bijou, The Show Must Go On - najgenialniejsze piosenki z tej płyty, w szczególności ten ostatni.
All God's Ppl - nijakie
The Hitman - super extra[/list] |
Podchodząc bardziej krytycznie do tego albumu niźli te kilka lat temu są naprawdę tylko 2 utwory które są kompletne kompletnie. Mowa tu o samym Innuendo jak i o The show must go on. Albo po prostu będę pisać po kolei na temat każdego utworu.
1. Innuendo. Ballada rockowa tak mi się kojarzy. Utwór genialny w każdym jego oddzielnym elemencie. Głos Freddiego na tej płycie jest tak boski jak nigdy. Potężny, dojrzały, głos człowieka który już zna wszystkie swoje możliwości i praktycznie z wszystkich ich korzystający. Świadom zbliżającego się końca tworzy wraz z resztą Queen utwór genialny pod każdym względem. Wszystko w tym utworze jest jak najbardziej kompletne i doskonałe. Wstęp, wprowadzenie wspaniałe. Nie raz już ktoś wspominał że byłoby chyba najlepsze intro koncertowe.... gdyby jeno takie powstało. Tak patetyczny wstęp... ale nie patetyczny w znaczeniu w jakim dziś przystało go używać... w złym znaczeniu. Ale patetyczny w całym dobrym tego słowa znaczeniu. Utwór wspaniały
2. I'm going Slighty mad. Nie wiem czym się kierowałem gdy pisałem tę "recenzję" powyżej, ale za genialny utwór ten posądzony być po prostu nie może. Nigdy do mnie nie przemawiał tak jak chociażby wcześniej wspomniane Innuendo. Zresztą nawet nie ta półka..... Choć stawiać go na równi z innymi "dziełami" lat 80 go nie można. Jest nad nimi.... Głos Freddiego na tej płycie jest moim zdaniem najlepszy w całej historii Queen. Początek pisałem na podstawie wspomnień. Po przesłuchaniu troszkę jednak zmienię zdanie. Utwór ma momenty magiczne i wspaniałe. Solówka jest taka inna ale jakże wspaniała.
3. Headlong. Pamiętam jak dziś, że swego czasu... bardzo dawnego był to mój ulubiony utwór Queen. Utwór przy którym traciłem zmysły Dziś może przez to, że mi się przejadł już go tak nie lubię... nawet nie mam chęci by do niego wracać, ale gdy tak teraz sobie go słucham.... Ma moc ten kawałek.... Żałować można jak przy większości tej płyty, że nie zostały te kawałki zagrane na żywo. Ale nie przez Q+PR a przez Queen takim jakim go pokochałem. No ale jak wspominałem... gdyby Freddie żył ta płyta by nie powstała.... więc jest dobrze jak jest. Mocny, a nawet bardzo mocny punkt tej płyty !!
4. I can't live with you. Strasznie wtórny utwór i strasznie przeraźliwie lekki. Ale czy do takiego grania Queen nas nie przyzwyczaił? Nic więcej na temat tego utworu powiedzieć chyba nie mogę.... Straszna średnia krajowa. Ale uroku odebrać mu nie można. I chyba troszkę za długi
5. Dont Try So Hard. To jest utwór. Tak smutny, tak podniosły i tak wspaniały. Tajemniczy spokojny i ... genialny. Moment gdy jest "oooouu don't try so hard.." gdy wszystko nagle wstaje staje się silniejsze.... wspaniały. Aż chce się krzyczeć z Freddiem. Nie będę się powtarzał raz 50 że ten utwór jest genialny... może w swej prostocie a może w czym innym. Przejście do części rockowej jest .... genialne Bardzo mocny punkt tej płyty....
6. Ride The Wild Wind. Jak dziś pamiętam, że nim ukochałem utwór Headlong, na Innuendo (kasecie) przewijałem od TSMGO do Ride the wild wind. Taki skoczny, szybki i fajny kawałek. Daleko mu do podniosłości Innuendo czy DTSH.... Miły przyjemny i łatwy w odbiorze utwór. Dla mnie osobiście zawyżający aniżeli zaniżający poziom tej płyty. Takie lekkie oderwanie od rozmyślań przy DTSH. A głos Freddiego.... cud. Tak mnie naszło... gdyby to zagrali na koncercie Toć by ludzie salę roznieśli..... I ta solówka Jeden z lepszych utworów.....
7. All God's People I tu się mi nie zmieniło. Dalej twierdzę, że utwór po prostu nijaki. Ma może i swój przekaz ale totalnie lipny ... Dalej
8. These Are The Days Of Our Lives. Odmówić mu słusznego patosu nie można. Nie można odmówić temu utworowi, ze jest takim rozmyślaniem Freddiego nad życiem. ALE DO MNIE NIE TRAFIA. Dla mnie zawsze był to tylko kolejny utwór na Innuendo, który trzeba przeżyć. Zły nie jest, ale wspaniały za cholerę też nie. Dalej....
9. Delilah. Z nienawidzeniem już nie podchodzę do tego. Ale do uwielbienia jest mi równie daleko. Niczym się nie wyróżnia a drażnić może zacząć bardzo szybko.... dalej...
10. The Hitman. Chyba najmocniejszy kawałek na płycie i jak nieraz pisałem. Hard Rock to nie dla mnie. Mogę posłuchać ale szybko mnie nuży. Ale bardzo dobry kawałek.... Na koncert w sam raz... takie rozruszanie publiczności przydałoby się po We Believe
11. Bijou.... Tu się zbliżają do anielskiego grania jak chyba nigdy. Brian zagrał chyba solówkę życia do tamtego momentu. Coś tak wspaniałego... wręcz melodramatycznego. A wszystko po to by Freddie mógł zaśpiewać ledwie kilka linijek tekstu .... Boski utwór... a w połączeniu z wrażeniami jakie przeżyłem w Pradze.... Jeden z 3 najlepszych utworów na płycie. Mógłbym pisać jeszcze z godzinę o nim, ale po co jakbym powtarzał cały czas słowa.... boski
12. The Show Must Go On. Najgenialniejszy utwór na płycie, najgenialniejszy utwór w dyskografii Queen, najgenialniejszy utwór w historii muzyki. Może troszkę odbiera mu fakt, że to nie Freddie go napisał... ale ile osób na dobrą sprawę o tym wie? Pożegnanie króla. Pożegnanie w najlepszym możliwym sposobie. To co Queen zrobił w tym utworze. Wykracza poza ludzkie możliwości pojmowania. Głos Freddiego jest tak mocny jak nigdy. Jest pewny tego wszystkiego co śpiewa. To są jego słowa i on tak jak śpiewał tak myślał. Nie wolno się poddawać THE SHOW MUST GO ON!!!! Utwór jakiego nikt nigdy już nie przebije. I znów to napiszę.... Po tym co przeżyłem w Pradze nic już nie zniesie tego utworu z mojego osobistego tronu. Egzaltacja, uniesienie, wniebowstąpienie...... W tym utworze zawierają się najlepsze słowa w utworze jakimkolwiek. "I can fly my friends" To ma siłę... a z jaką werwą Freddie je wypowiada. On naprawdę lata..... Solówka jedna z najlepszych jakie powstały. Patetyzm na najwyższym poziomie.... Żadne słowa chyba nie oddadzą tego co naprawdę czuję do tego utworu.....
Innej oceny być nie może chociażby ze względu na ten ostatni utwór. 6 jako jedna z bodajże 3 płyt na które w podobny sposób bym zagłosował. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 9:44 pm Temat postu: |
|
|
Piękny album. Nigdy nie wiedziałem jak się zabrać za prawdziwą opinię o nim. Cały czas krąży po głowie to w jakich okolicznościach został nagrany. I to w połączeniu ze wspaniałą realizacją tworzy arcydzieło. Może będzie mi łatwiej odnieść się do wasdfg7, ponieważ moja opinia aż tak się od jego nie różni.
Na początku coś o wokalu Freddiego.
Niegdyś nie mogłem połączyć Freda z The Show Must Go On z We Will Rock You choćby. Inny człowiek... I przyznam, że wyobrażałem sobie go jakby śpiewając połknął cytrynę, jego głos stał się taki kwaśny... momentami. Dzisiaj zmieniłem opinię na ten temat. Ten głos rozdziera serce, niebo, ziemię. Ale mistrzostwem dla mnie jest These Are The Days of Our Lives... tak czysto zaśpiewane. Normalnie... jeśli anioły mają głos to właśnie tak śpiewają. To tak...
* Innuendo - zgadzam się, arcydzieło. Tekst jest po prostu... niesamowicie filozoficzny! No mnie po prostu rozłożył, na łopatki. Wielki, olbrzymi plus za teledysk. Zresztą został doceniony.
* I'm Going Slightly Mad - zdobycie się na taką ekstrawagancję... Cóż sądzę, że w tamtym czasie Freddie nie raz "was going sligthly mad". I ten przejmujący wokal... baryton, bardzo rzadko używany przez Freda.
* Headlong - optymistyczny kick ass. Na teledysku Mr Mercury pełen życia.
* I Can't Live With You - miłe, melodyjne... zbyt lekko potraktowane, jeden ze słabszych momentów. Mimo to fraza "I can live with you, but I can't live without you" może być potraktowane jak dialog umierającego z własnym życiem...
* Don't Try So Hard - rozdzierający... piękny.
* Ride The Wild Wind - kolejny słaby, nie wiem czy nie najsłabszy moment na albumie... fajne tempo.
* All God's People - przyjemny utwór... formą przypomina mi motyw z Pustyni i w Puszczy. Zawsze słuchając tego kawałka rozmyślam nad religijnością Freddiego i plotkami na temat rzekomego przejścia na chrześcijaństwo.
* These Are The Days Of Our Lives - dla mnie razem z Innuendo pierwszy numer na płytce. Niebiański wokal... Tutaj nie zgadzam się z postem powyżej. Gdzie tu widzisz patos? Freddie siada ze mną przy kominku i wspomina stare czasy. Rozprawiamy o tym co było kiedyś, może z łezką w oku, ale... gdzie tu patos? W związku z piosenką mam jeszcze mój mały, prywatny sentyment... Zawsze przypomina o pewnej o sobie i spędzonych z nią chwilach. Io amo siciliani ragazza!
* Delilah - to jak utwór z dedykacją najlepszemu przyjacielowi. Kocie zagrywki May'a - mistrzostwo. Miauczące chórki - kolejny moment w którym zespół ukazuje z jakim dystansem podchodzi do siebie.
* The Hitman - wściekłość, krzyk i wreszcie drwina... wg mnie z choroby. Ciężki, wspaniały... dla mnie walczy z Headlong o miano rockera albumu.
* Bijou - przenosi w inny świat. Poza tym zgadzam się z przedmówcą.
* The Show Must Go On - przedstawienie musi trwać... szkoda tylko, że niektórzy aktorzy muszą odejść. Utwór wspaniały pożerający, pochłaniający osobę słuchającą. Tekst - jeden z najlepszych w całej dyskografii, potwierdzający dojrzałość Briana jako tekściarza.
Ocena? Six, six, six... the number of the... Queeen! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 9:53 pm Temat postu: |
|
|
| Antares napisał: |
* These Are The Days Of Our Lives - dla mnie razem z Innuendo pierwszy numer na płytce. Niebiański wokal... Tutaj nie zgadzam się z postem powyżej. Gdzie tu widzisz patos? Freddie siada ze mną przy kominku i wspomina stare czasy. Rozprawiamy o tym co było kiedyś, może z łezką w oku, ale... gdzie tu patos? W związku z piosenką mam jeszcze mój mały, prywatny sentyment... Zawsze przypomina o pewnej o sobie i spędzonych z nią chwilach. Io amo siciliani ragazza!  |
Freddie siada przed oknem i sobie myśli.... och ach jakie były te dni mojego życia. Jak byłem dzieckiem blah blah blah. Mówię... utwór do mnie nie trafia więc moja ocena tego utworu może szokować i się nie podobać. To są dni naszego życia... ach..... Może niesprawiedliwą oceną będzie że średni to utwór jest ale.... są lepsze  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 10:27 pm Temat postu: |
|
|
| Antares napisał: | | Freddie siada ze mną przy kominku i wspomina stare czasy. Rozprawiamy o tym co było kiedyś, może z łezką w oku, ale... |
Dzisiaj sam jestem dziadkiem, co mógłbym dać swojemu wnuczkowi jak nie Innuendo original? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 4:21 pm Temat postu: |
|
|
wasdfg7, a mozę jestes za młody i zbyt zaabsorbowany teraźniejszością, zeby docenić TATDOOL? Bron boze nie ejst to krytyka, tylko pytanie. Czasem z hniektórymi utworami jest tak, ze potrafimy je zrozumiec i w pełni docenić z pewnym bagazem doświadczeń.
Dla mnie to najpiękniejszy fragment płyty. Czterej dojrzali mężczyźni grają utwór o utraconej młodości, a tekst spiewa śmiertelnie chory człowiek. dla mnie to mieszanka wybuchowa.
Sama jestem jeszcze młoda, ale z dopiskiem "jeszcze". Czasem czuję, ze ejstem na etapie znudzenia dorosłością, obowiązkami, że tęsknię to czasów, w których mozna było miec głupie marzenia i w nie święcie wierzyć. _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game.
Ostatnio zmieniony przez Aaricia dnia Sro Mar 10, 2010 12:00 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 4:30 pm Temat postu: |
|
|
Zależy jaka dla Ciebie jest granica dorosłości Nie czuję się specjalnie stary... do najmłodszych też już nie należę ... w sensie do najmłodszych choćby na tym forum.... Z bagażem doświadczeń. Każdy ma swoje i każdy jest zawsze bardzo doświadczony. Jeszcze nie spotkałem osoby nie mającej doświadczenia więc ten zwrot bym odrzucił w niepamięć.... Uwierz mi.... doceniam utwór za to w jakich okolicznościach powstał, doceniam nawet fakt tekstu tego utworu.... ale... no po prostu mnie nie bierze. Sama melodia, tekst, teledysk... nic z tych rzeczy.... O wiele większy bagaż emocjonalny przynosi mi słuchanie, oglądanie TSMGO czy (bo nie wątpię o to też się będzie dotyczyć dyskusja) Mother Love. Ani TATDOOL, ani Winter's Tale mnie nie rusza podczas słuchania. Powtórzę... doceniam okoliczności, doceniam to, że tworzył to umierający człowiek nawiasem mówiąc nasz idol, ale.... No po prostu, może zbyt sentymentalne dla mnie. Choć jak będę mieć te 70 lat zapewne sam będę tak marudzić  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 5:27 pm Temat postu: |
|
|
| Aariacia napisał: | | Dla mnie to najpiękniejszy fragment płyty. Czterej dojrzali mężczyźni grają utwór o utraconej młodości, a tekst spiewa śmiertelnie chory człowiek. dla mnie to mieszanka wybuchowa. Wink |
Bardzo dobrze ujęte. Mnie to powala na łopatki. A jak oglądam teledysk to... Kiedyś to oczy mi się nawet pociły.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 6:05 pm Temat postu: |
|
|
| Amerykańska wersja z animacjami także robi duże wrażenie, ale czy lepsza od oryginału to bym się kłócił. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Czw Sty 08, 2009 5:44 pm Temat postu: |
|
|
Zdaję sobie sprawę ,że to ważna płyta dla rocka i dla Queen,że jest to płyta wyjątkowa, można mówić o arcydziele itd. ale nie ma to dla mnie jakiegoś znaczącego wpływu na przyjemność słuchania. To już raczej nie jest mój Queen, może poza tytułowym, to utwory to już zupełnie inna bajka niż te z takich płyt jak Sheer Heart Attack,Night at the Opera czy Jazz. Album brzmi dużo bardziej przystępnie dla fanów muzycznego mainstreamu, tak bym powiedział, ja raczej jestem wychowany na hard-rocku,heavy-metalu, więc takie kompozycję jak I Can't Live With You ,God's People czy Delilah są dla mnie zupełnie obce, gdyby nie to że to Queen pewnie bym nigdy ich nie przesłuchał w życiu.
Za Made in Heaven nawet się nie biorę, jestem pewien ,że nie znajdę tam nic dla siebie, może kiedyś z ciekawości. Ogólnie to po Jazz bardzo lubię tak z 7-8 utworów Queen ,co nie znacza że uważam że Queen np.z lat 80 jest słabe, jest dobre ,ale to nie moja muzyka już, podobnie jak zresztą np.album A Day at the Races który mi nie wchodzi w 70%
Innuendo i Show Must Go On to prawdziwe klasyki rocka i uważam ,że to legenda płyta opiera się przede wszystkim na tych dwóch utworach. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Sty 08, 2009 6:30 pm Temat postu: |
|
|
| futureal napisał: | | Innuendo i Show Must Go On to prawdziwe klasyki rocka i uważam ,że to legenda płyta opiera się przede wszystkim na tych dwóch utworach. |
Oj nie zgodzę się. Innuendo na pewno nie jest najlepszym albumeme Queen (IMHO) ale nie można też mówić że jego reputację zbudowały dwa nagrania. Prawdę mówiąc nie widzę słabego utworu na tym krążku. No może brakuje trochę polotu I can't live, a God's People bardziej by pasowało IMHO na MiH, ale to niezmienia tego, że płyta i tak jest wielka. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
queenomaniaczka

Dołączył: 23 Gru 2008 Posty: 488 Skąd: Czempiń\Poznań
|
Wysłany: Czw Sty 15, 2009 9:57 pm Temat postu: |
|
|
Dzisiaj przesłucham tę płytę z ok. 10 razy, szczególnie wpadło mi w ucho I can't live with you i Don't try so hard. Znałam te kawałki, owszem, ale słyszałam je w życiu może z dwa lub trzy razy do dnia dzisiejszego. Mam niestety tę skłonność, że podczas słuchania albumu Innendo strasznie płaczę i dla prawdziwych fanów Queen łatwo jest zauważyć ogromną różnicę w głosie Freddiego. Kurdę, on chciał żyć i całe swoje życie "wcisnął" do tej płyty. Resztę sił. Zresztą tytuły mówią same za siebie, album to jedna wielka walka z przeklętą chorobą. Tylko Delilah jest taką odmianą, nieco weselszą choć i tutaj jest jakieś przesłanie - żegnał się nie tylko z fanami, przyjaciółmi, rodziną ale też z swoimi kotami, które były częścią jego życia. _________________ dirtyray.com
Nowe koszulki z najwyższej jakości tkaniny - 100% bawełny.
Nadruki wykonane metodą sitodruku oraz druku cyfrowego bezpośrednio na odzieży.
Dostępne są różne wzory, także muzyczne, przyjmowane są własne propozycje nadruków. Tanio i szybko! Osobiście polecam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
queenomaniaczka

Dołączył: 23 Gru 2008 Posty: 488 Skąd: Czempiń\Poznań
|
Wysłany: Sob Sty 17, 2009 3:34 pm Temat postu: |
|
|
Co oznacza metafora, tak dokładniej, w piosence Don't try so hard, "Polish all your shiny buttons"? Może ktoś wie, bardzo mnie to zastanawia... polish to przymiotnik polski ale czy to ma związek z Polską?  _________________ dirtyray.com
Nowe koszulki z najwyższej jakości tkaniny - 100% bawełny.
Nadruki wykonane metodą sitodruku oraz druku cyfrowego bezpośrednio na odzieży.
Dostępne są różne wzory, także muzyczne, przyjmowane są własne propozycje nadruków. Tanio i szybko! Osobiście polecam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Sty 17, 2009 3:41 pm Temat postu: |
|
|
czasownik to polish oznacza polerowanie _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Sty 17, 2009 3:46 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | czasownik to polish oznacza polerowanie |
Nie powinienem tego pisać... ale co tam
Kiedyś, kiedyś dawno temu, kiedy mój angielski był na żenującym poziomie...
W sklepie w Londynie zauważyłem pudełko z napisem SHOE POLISH i z entuzjazmem walnąłem do Asi (a wtedy nie było w ogóle polskich produktów nigdzie)- Patrz, mają polską pastę do butów...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
queenomaniaczka

Dołączył: 23 Gru 2008 Posty: 488 Skąd: Czempiń\Poznań
|
Wysłany: Sob Sty 17, 2009 5:17 pm Temat postu: |
|
|
Nie żeby mój angielski był na jakimś kiepskim poziomie, dogadać się za granicą dogadałam - aż sama jestem zdziwiona, ale miałam nieodpartą nadzieję, że czasownik polish będzie użyty nie w kontekście polerować lecz polski szkoda, szkoda ale dzięki. _________________ dirtyray.com
Nowe koszulki z najwyższej jakości tkaniny - 100% bawełny.
Nadruki wykonane metodą sitodruku oraz druku cyfrowego bezpośrednio na odzieży.
Dostępne są różne wzory, także muzyczne, przyjmowane są własne propozycje nadruków. Tanio i szybko! Osobiście polecam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Nie Kwi 26, 2009 11:11 pm Temat postu: |
|
|
album Innuendo... najwspanialsze arcydzieło w historii muzyki..moj ulubiony, zaraz za nim Barca.
kiedy po raz pierwszy usłyszałem piosenkę Innuendo mialem ciarki, wylączylem Hi-fi i siadlem na kanapie w totalnym milczeniu i osłupieniu, nie moglem uwierzyc ze mozna tak grac!
Myślę ze potęga tego albumu opiera się na 3 utworach: Innuendo, These Are The Days Of Our Lives, The Show Must Go On.
Nie bardzo przepadam za Headlong, wiem ze wszyscy go uwielbiają ale ja tak średnio za nim przepadam..tak samo Don't Try So Hard.
Z kolei uwazam ze Ride The Wild Wind jest stanowczo przez Was niedoceniany drodzy Forumowicze!! 
Teledysk do I'm Going Slightly Mad uważam za najlepszy w historii Queen. Jest wspanialy, jak piosenka zresztą.
Hitman świetnie kontrastuje z Delilah oraz Bijou. taki rocker pomiędzy kocim utworem a nostalgiczną balladą..
I Can't Live With You, All God's People też ocenę płyty zawyżają a nie zaniżają 
Jak dla mnie absolutnie 6, gdyby było można dałbym zdecydowanie więcej.
Nawet okładka jest świetna, uwazam ze najlepsza w historii Queen. _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
czomolungma1

Dołączył: 22 Maj 2009 Posty: 7 Skąd: Serock
|
Wysłany: Sob Maj 23, 2009 10:33 pm Temat postu: |
|
|
Niestety nie jestem oryginalny - oczywiście album oceniam na 6 i jest to według mnie bezapelacyjnie najlepszy album Queen
Jak dla mnie bije na głowę chociażby "A Night At The Opera" (choć tu może się ktoś obrazi ).
Zdecydowanie bardzo klimatyczna, a tego klimatu i przesłania dodała właśnie ówczesna sytuacja w zespole. Okładka też jest wyśmienita i jak najbardziej pasuje do zawartości dźwiękowej
Jako, że każdy z utworów został omówiony z osobna przez innych forumowiczów, to ja wypowiem się o niektórych.
Bijou - jak dla mnie moment kulminacyjny albumu, doskonały utwór jako przedostatni. Bardzo wzruszający, od początku zawsze mi się bardzo podobał. Jego budowa też zasługuje na wyróżnienie. Zresztą budowa tej piosenki przypomina utwór Metallici "To live is to die", gdzie przez pół utworu też jest grana muzyka i w środku pojawia się krótki tekst i następnie przez pół utworu grają tylko instrumenty. Nie wiem, czy to nie najbardziej uczuciowo zaśpiewany utwór... Dla mnie niedocenione cudo, ale może to i dobrze, że utwór nie jest wałkowany w radiach. Ale na forum cieszy się dużą popularnością
Delilah - utwór o kocie Mercurego. Mimo, iż utwór jest humorystyczny, to dla mnie jest wzruszający. Sam jestem miłośnikiem kotów i podoba mi się, że tak uczuciowo o nich myśli. Poza tym ta muzyczka w pewnym sensie wprowadza w nastrój zadumy. Co tu jeszcze powiedzieć. Od zawsze jeden z moich faworytów na płycie. Szkoda, że niektórzy go nieco zjechali, gdy czytałem komentarze.
The Hitman - na początku nieszczególnie mi podchodził, ale przekonałem się ostatnio do niego. Może i jest przydługi na końcu, ale jak dla mnie jest to w pewnym sensie klimatycznie. Poza tym to ostatni w kolejności radosny (tak myślę) utwór na płycie. Energiczny, mocno rockowy. Nie ukrywam, że jednak w końcówce "The Hitmana" mam pewną ochotę, by już było "Bijou", ale cóż. Ja nie jestem wredny i słucham utworu do końca, bo "Innuendo", to raczej w całości.
Może o innych utworach napiszę innym razem, jak będę miał wenę. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Nie Maj 24, 2009 1:18 pm Temat postu: |
|
|
| czomolungma1 napisał: |
Jak dla mnie bije na głowę chociażby "A Night At The Opera". |
podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami i nogami  _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Nie Maj 24, 2009 3:28 pm Temat postu: |
|
|
a jak dla mnie którakolwiek z pierwszych siedmiu płyt bije na głowę Innuendo, jedynym utworem który może się równać z klasykami jest tytułowy, jeszcze Show Must Go On, reszta to taki rock poprostu, a jak dla mnie Queen lat 70 to był wyjątkowy hard-rock z całym bogactwem muzycznym tej epoki...nie lubię brzmienia przełomu lat 80 i 90, kwestie historyczne mówiąc szczerze nie mają wpływu na przyjemność słuchania, mogę doceniać te utwory ale nigdy nie pokocham,poza tymi dwoma
gdyby Miracle był troszkę równiejszy też stawiałbym go chyba wyżej... _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sob Wrz 05, 2009 8:16 pm Temat postu: |
|
|
Proszę Państwa! Żadne tam "A night at the Opera", ani tym bardziej "A day at the Races" i ewentualnie nie "Queen II", lecz "INNUENDO" jest szczytowym osiągnięciem tej wspaniałej grupy . Pomijając oczywistość okoliczności, w których to wspaniałe dzieło powstawało, ten album ma w sobie coś, czego nie ma w sobie żaden inny. Nie ma takiej drugiej płyty, która by budziła we mnie tyle emocji Od razu przejdę do omawiania każdego z tych utworów, ale ostrzegam, że mój tok myślenia może wywołać o wielu szok, a nawet zniesmaczenie :
1.Innuendo - widzę, że oceniacie ten utwór, jako jedno ze szczytowych osiągnięć w dorobku Queen i są ku temu podstawy. Ja jednak nigdy go jakoś nie traktowałem go AŻ TAK szczytowo. Owszem, utwór wspaniały, aczkolwiek jakoś bardzo szczególnie nie przypadł mi do gustu W sumie ja bym tego nie traktował jako drugie "Bohemian Rhapsody", bo są zasadnicze różnice. Dla mnie utwór jest niezły, tyle, nie świetny, czy arcygenialny. Uważam go prostu za dobry wstęp do tego pięknego albumu. Poza tym nieco mi się przejadł. Aczkolwiek przyznam, że teledysk jest całkiem ciekawy i tekst piosenki w interpretacji jednego z użytkowników tutaj w temacie jest bardzo ciekawy. Ogólnie o ludzkiej egzystencji. No tekst muszę pochwalić, wreszcie to nie jest jakaś kolejna piosenka o miłości Ale ogólnie są utwory, które bardziej mi się podobają i przy których mam większe ciarki Najlepsze momenty, to solówka na mandolinie (o ile to jest ten instrument) i monumentalna końcówka, chórki
2.I'm going slightly mad - bardzo mi się podoba. Zarówno utwór, jak i teledysk robią na mnie ogromne wrażenie Sądzę, że najlepszą rolę pełnią właśnie tutaj dźwięki syntezatorów. Zwłaszcza w refrenie dodają jakby grozy I oczywiście śpiew Freddiego zasługuje na uznanie. Zawsze tam, gdzie mówił "Oh dear", dla mnie to brzmi, jakby mówił "odjazd"
3.Headlong - wspaniały rocker. Jeden z najlepszych, jakie słyszałem. Freddie brzmi, jakby był w świetnej formie Poza tym ma czaderski teledysk. Ta piosenka mi poprawia humor, zresztą to jeden z weselszych momentów na płycie. A końcowe słowa "O Yeah, O Yeah, O Yeah" brzmią dla mnie jak "O nie! O nie! O nie!"
4.I can't live with you - czego wy chcecie od tego utworu, dla mnie zacny Sprawia, że się rozczulam. I zdecydowanie wolę tą wersję od tej z "Rocks". Fajnie brzmi ten skejtowski rytm perkusji w zwrotkach Naprawdę rytm kojarzy mi się ze skatem Ale uważam to za zaletę. Piosenka piękne rozbudowana. W zasadzie to wszystko, co mam do powiedzenia o nim.
5.Don't try so hard - przepiękny, wzruszający utwór. Piękne tu Mercury śpiewa falsetem. Wrażenie zrobił na mnie wers, w którym było coś o "problemach, które rozmiarami przypominają góry" (to w pierwszej zwrotce) W tej piosence chyba Freddie pogodził się z losem, zwłaszcza jakoś mnie przekonuje do tego fragment z "Oh, It's a beautiful world"
6.Ride the wild wind - też jest wzruszający, jak praktycznie każdy utwór z "Innuendo". Ale tu jest dość ostry, choć złagodzony utwór o rytmie pędzącej lokomotywy. Najbardziej jakoś tu mi się podobają te odgłosy ludzi w refrenie. Freddie też tu daje czadu. Solidny i oryginalny utwór.
7.All God's People - ostatnio jeden z moich faworytów na płycie ZGADZA SIĘ! Uwielbiam ten utwór i trochę smutno mi się zrobiło, że wy uznajcie go za jeden z najgorszych na płycie. I przyznam się, że o mało co nie uroniłem łez przy fragmencie od 1:08 do 1:38 Ideą piosenki jest to, że WSZYSCY ludzie na globie są równi sobie wobec Boga i Queen przekazał to w cudowny sposób. Poza tym jest to niezła mieszanka stylów, pojawia się gospel (choć wcześniej nieco psioczyłem na niego). Końcówka też dosłownie mnie miażdży. Chyba jeden z moich ulubionych utworów w dorobku Królowej.
8.These Are The Days Of Our Lives - o tym utworze napisano chyba całe księgi. Tutaj będzie zaskoczenie Nie powiem wcale, że nie mnie w ogóle nie ruszał, jak to napisał Mefju254, ale dzisiaj mnie już rusza dużo mniej. Kiedyś słuchałem go z dużo większym wzruszeniem. Po prostu musiał mi się ograć, albo ze złośliwości mój organizm przestał go doceniać za to, że wy wszyscy go tak strasznie wychwalacie , spychając na cień inne utwory godne przynajmniej takiej samej uwagi. "All God's People", czy "Bijou", to w moim przypadku dużo lepsze wyciskacze łez
9.Delilah - kolejna piosenka, którą wręcz kocham. Może i miała być z założenia śmieszna, ale mnie doprowadza do płaczu (w pozytywnym tych słów znaczeniu ). To świetnie ze strony Ś.P. Freddiego Mercurego, że raczył wymyślić utwór pożegnalny dla swojego najdroższego kota. Sam jestem wielkim miłośnikiem tych wspaniałych zwierząt (sam mam jednego), więc łączę się tu uczuciowo z Fredkiem Piękne i jak dla mnie pełne zadumy. Przeważnie to koty jako pierwsze odchodzą z ziemskiego padołu, a tu chyba zrobił to jako pierwszy jego pan. i
10.The Hitman - wreszcie jakiś weselszy i mocniejszy fragment tej płyty. Kiedyś niezbyt pochlebnie odnosiłem się do tego utworu, ale już zdążyłem się do niego przekonać. I jak ktoś wspominał, jest świetnym kontrastem dla utworów umieszczonych obok. W sumie nic ciekawego o nim nie powiem. Świetny rocker, Brian tu rządzi. Końcówka nieco się dłuży, ale jak najbardziej da się przeżyć.
11.Bijou - dla mnie finał płyty. Przechodzą dreszcze, łzy się cisną. Jak dla mnie, to najprawdopodobniej NAJLEPSZY utwór Queen, a już na pewno jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości, jakie w życiu słyszałem Oprócz gitary i klawiszy, na uwagę zasługuję tu niezwykły głos Freddiego. Jak dla mnie, to jedna z najbardziej uczuciowo zaśpiewanych rzeczy przez wokalistę. No po prostu przepiękne Nie ma słów, by to opisać. I przy każdej z tych piosenek mam w głowie Mercurego schorowanego na AIDS, który czeka na śmierć. Wie, że jego żywot jest bliski końca, że światło zgaśnie...
12.The Show Must Go On - niewątpliwie utwór, bez którego "Innuendo" nie mogło by się obyć i żaden inny utwór nie mógłby być na albumie na jego miejscu. Jednak... Po prostu mi się PRZEJADŁ. Stacje radiowe, telewizja, internet, pochwały w jego stronę, przyćmienie innych utworów sprawiły, że słucham tego po prostu ze znudzeniem Piosenka nabrała kiczowatego kształtu. Ogólnie powiem, że to dla mnie najsłabszy utwór na płycie i na dzień dzisiejszy dreszcz znika po zakończeniu "Bijou". Niestety...
Ale bardzo mnie to smuci
Powiem wam, że jak czytam opinie na temat tego albumu tutaj i wszędzie gdzie indziej i pod warsztat zawsze są brane pod uwagę utwory "Innuendo", "These are the days of our lives" i "The Show must go on", zakrywając sobą całkowicie inne utwory, to poczułem do nich lekką awersję zwłaszcza, że jako osobne dzieła chyba nigdy tego nie traktowałem, jako te NAJ NAJ NAJ w dorobku Queen. No dobra, na początku przygody z grupą Głównie mnie denerwuje to, jakoby tylko te dwie piosenki miałyby być pożegnaniem Freddiego. CAŁY album to pożegnanie, z mniejszym lub większym szczególe!!!!! W każdym razie taki mam gust. I to wcale nie zmienia tego, że to dzieło doskonałe, które zasługuje na co najmniej 6+!!!!!!!!!!!!!
Kolejne 6+ za okładkę. Album doskonale oddaje sytuację choroby Freddiego i to, jakie relacje panowały w grupie. Aha, i jeszcze na uwagę zasługuję zdjęcie we wkładce zespołu, który ma smutne wyrazy twarzy, pełne zadumy Ogromny plus za tematykę utworów i ich teksty.
I tak w pełni nie wyraziłem tego, co myślę o tym albumie, nie da się  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Sob Wrz 12, 2009 2:56 pm, w całości zmieniany 4 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Wrz 05, 2009 9:10 pm Temat postu: |
|
|
Jezu takiego nasilenia emotek w jednym poście to ja chyba jeszcze chyba nie widziałem na tym forum _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
TheHero89

Dołączył: 23 Wrz 2008 Posty: 346 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sob Wrz 05, 2009 10:01 pm Temat postu: |
|
|
a przeczytałeś chociaż recenzję? Czy od razu stwierdziłes że nadmiar emotek to skutecznie uniemożliwił?  _________________ Wiesz, że 99% ludzi nienormalnych i zboczonych czyta mój podpis z ręką na myszce? - Nie zdejmuj ręki, już jest za późno...
-----------------------------
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Wrz 05, 2009 10:12 pm Temat postu: |
|
|
to drugie.
bo i po co? Patrząc po ilości emotek i pierwszych dwóch zdaniach doszedłem do wniosku, że post będzie zawierać takie rzeczy jak:
albumik najfajniejszy ze wszystkich Queenów, Freddie bardzo ładnie na nim śpiewał i umierał, same fajne piosenki itp. itd.
Bez obrazy.
Edit:
Przeczytałem o Innuendo (utworze) i
| Dundersztyc19 napisał: | | The Show Must Go On - [...] Piosenka nabrała kiczowatego kształtu. Ogólnie powiem, że to dla mnie najsłabszy utwór na płycie i na dzień dzisiejszy dreszcz znika po zakończeniu "Bijou". Niestety... |
i w ramach zaistniałych okoliczności odwołuję "bez obrazy". _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|