| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| THE WORKS |
| 1 |
|
2% |
[ 1 ] |
| 2 |
|
17% |
[ 6 ] |
| 3 |
|
32% |
[ 11 ] |
| 4 |
|
26% |
[ 9 ] |
| 5 |
|
8% |
[ 3 ] |
| 6 |
|
11% |
[ 4 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 34 |
|
| Autor |
Wiadomość |
hot rychu

Dołączył: 13 Lut 2009 Posty: 170
|
Wysłany: Pią Cze 18, 2010 9:57 pm Temat postu: |
|
|
| Bri napisał: | | Jak czytam Wasze opisy to odnoszę wrażenie, że piszecie o zupełnie innej płycie. Moim zdaniem 'The Works' może nie jest tak olśniewające jak ANATO, Jazz, Queen czy Queen II ale i tak jest całkiem przyjemne. A 'Man on the prowl' uważam za świetny utwór. Podoba mi się, że jest w stylu rockabilly. Jedynie 'Keep Passing the Open Windows' średnio mi podszedł. Oceniłabym tę płytę na 5/6. |
Całkowicie popieram tego gościa , chociaż mnie na przyklad KEEP PASSING... się podoba...
Oczywiście większośc na tym forum uważa te płytę za słabą , ale ja zdecydowanie dołączam się do Bri , jako " obrońca" The Works . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Pią Cze 18, 2010 10:00 pm Temat postu: |
|
|
Nie chodzi mi o wciskanie czegokolwiek , komukolwiek tylko o to żeby trochę temat pociągnąć. Bo potem są pretensje że forum umiera jeśli chodzi o Queen i to nie tylko moje zdanie.
Do Dundersztyca : jakby się o gustach nie dyskutowało to by trochę z tego forum mało zostało  _________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bri
Dołączył: 12 Cze 2010 Posty: 14 Skąd: 53°02'N 18°37'E
|
Wysłany: Pią Cze 18, 2010 11:36 pm Temat postu: |
|
|
Wiesz, zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że twórców "Bohemian Rhapsody" stać na dużo więcej. Ale nie zgadzam się z tymi, którzy jadą po tej płycie jakby to było Tokio Hotel! Przecież 'The Works' to nie tylko kupa syntetyzatorów (uważam, że przesadzili z ich użyciem) ale też świetne partie fortepianowe, pozytywna energia i niesamowity (jak zawsze) głos wokalisty.
PS.: Jestem dziewczyną  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 12:02 pm Temat postu: |
|
|
| Bri napisał: | Ale nie zgadzam się z tymi, którzy jadą po tej płycie jakby to było Tokio Hotel! Przecież 'The Works' to nie tylko kupa syntetyzatorów ale też świetne partie fortepianowe, pozytywna energia i niesamowity (jak zawsze) głos wokalisty.
|
That's true in my opinion _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 2:12 pm Temat postu: |
|
|
| A to takie wg mnie pieprzenie, kiedyś sam tak pewnie gadałem za młodu jak byłem tru fanem, że "Hot Space jest dobre, bo poszli inną drogą, czego Queen sie nie dotknie jest świetne!" albo "The Works to pop na najwyższym poziomie Queen grał pop na najwyższym poziomie". Panowie i panie skończmy pieprzyć i przyznajmy (oczywiście Ci którzy jeszcze sobie tego nieuzmysłowili), że te płyty są słabe, albo mocno przeciętne. Dobra opinia o The Works bierze sie stąd, że ktoś słyszał bardzo mało muzyki poza Queen i myśli, że Queen jest święte, a Fred nieskazitelnym męczennikiem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Sro Wrz 15, 2010 1:13 pm Temat postu: |
|
|
| kwak napisał: | | A to takie wg mnie pieprzenie, kiedyś sam tak pewnie gadałem za młodu jak byłem tru fanem, że "Hot Space jest dobre, bo poszli inną drogą, czego Queen sie nie dotknie jest świetne!" albo "The Works to pop na najwyższym poziomie Queen grał pop na najwyższym poziomie". Panowie i panie skończmy pieprzyć i przyznajmy (oczywiście Ci którzy jeszcze sobie tego nieuzmysłowili), że te płyty są słabe, albo mocno przeciętne. Dobra opinia o The Works bierze sie stąd, że ktoś słyszał bardzo mało muzyki poza Queen i myśli, że Queen jest święte, a Fred nieskazitelnym męczennikiem. |
A wg. mnie to nie takie pieprzenie, The Works może się najzwyczajniej w świecie komuś podobać, nie twierdzę, że na równi z Innuendo czy innymi albumami, ale każdy ma prawo do własnej opinii czy wyrażenia własnego gustu. _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Wrz 15, 2010 2:04 pm Temat postu: |
|
|
| innuendo91 napisał: | | kwak napisał: | | A to takie wg mnie pieprzenie, kiedyś sam tak pewnie gadałem za młodu jak byłem tru fanem, że "Hot Space jest dobre, bo poszli inną drogą, czego Queen sie nie dotknie jest świetne!" albo "The Works to pop na najwyższym poziomie Queen grał pop na najwyższym poziomie". Panowie i panie skończmy pieprzyć i przyznajmy (oczywiście Ci którzy jeszcze sobie tego nieuzmysłowili), że te płyty są słabe, albo mocno przeciętne. Dobra opinia o The Works bierze sie stąd, że ktoś słyszał bardzo mało muzyki poza Queen i myśli, że Queen jest święte, a Fred nieskazitelnym męczennikiem. |
A wg. mnie to nie takie pieprzenie, The Works może się najzwyczajniej w świecie komuś podobać, nie twierdzę, że na równi z Innuendo czy innymi albumami |
a skoro może mu się to Works podobać, to czemu nie może mu się podobać na poziomie Innuendo? ;> _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
goat

Dołączył: 17 Sie 2010 Posty: 141 Skąd: sławno
|
Wysłany: Sro Wrz 15, 2010 10:01 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Fred w pogole lepsze riffy napisal od Briana- wszystko co najlepsze w Queemn jesli chodzi o riffy to Fred- Death on Two Legs, Ogre Battle, Innuendo, WIAWI, Bicycle Race... |
dobrze, ze o tym wspomniałeś, bo ja tak nie szperam za takimi informacjami, a jednak dobrze wiedzieć, bo jest to zaskakujace. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 5:07 pm Temat postu: |
|
|
Dałem The Works 5 trochę z sentymentu a trochę z tego że po prostu wpadają mi w ucho kawałki z tej płyty. Muszę szczerze przyznać że jest to niezbyt spójna płyta i jak sobie przypomnę cytowane słowa Briana w Dziełach Zebranych że będzie na niej dużo mocnego brzmienia i mocnych kawałków to coś mi tu nie pasuje bo to raczej płyta pop-rockowa ale koniec końców podoba mi się ta płyta może nie tak bardzo jak inne płyty ale podoba się, a przechodząc do poszczególnych piosenek:
Radio Gaga - Zdecydowanie moja ulubiona piosenka z tej płyty, jak chcieli to potrafili zrobić z syntezatorów użytek, zawsze jak ją słyszę przypomina mi się dzieciństwo druga połowa lat 90 wtedy poznałem tę piosenkę i ta chwytliwa melodia wpadła mi w ucho i siedzi do dziś, zapomniałem dodać ten niesamowity teledysk chyba najlepszy jaki mieli choć do dziś nie wiem co ma Metropolis do tej piosenki (pewnie nic) ale przyjemnie się ten teledysk oglądała a chłopaki chyba nigdy wcześniej i nigdy później nie wyglądali tak dobrze i jeszcze przypomniał mi się fragment teledysku w którym otwiera się album favourite years i wyświetlają nam się sceny z lat 70 czyżby chłopaki już wtedy doszli do wniosku co było najlepsze?
Tear It Up - tą piosenkę najmniej lubię i cenię z the Works miał być rock i jest rock ale taki "kicha" rock, nic specjalnego w niej nie ma jeżeli naprawdę Brian miał do wyboru to lub I Go Crazy to go nie rozumiem, I Go Crazy byłoby numerem 1 tej płyty
It's A Hard Life - jedna z najpiękniejszych ballad Queen zakochałem się w niej od pierwszego usłyszenia, naprawdę niesamowity wokal i świetny Brian gdzieś czytałem że riff jest dzieła Freddiego i że w ogóle dużo serca włożył w tą piosenkę no i teledysk.. kolejny "zabójczy" teledysk(co by nie mówić o tej płycie teledyski mieli zabójcze) Freddie daje czadu w czaderskim kostiumie i reszta grupy wygląda dosyć śmiesznie (John w tych rajtuzach to widok bezcenny )
Man On The Prowl - z początku niezbyt mi się podobała ta piosenka ale z biegiem czasu wydaje mi się że jest dosyć fajna i przyjemnie się jej słucha choć uczciwie trzeba przyznać że brzmi jak ubogi krewny przy CLTCL ale koniec końców przyjemnie się słucha śpiewu Freddiego a la Elvis
Machines - kolejna piosenka która spodobała mi się z czasem początkowo w ogóle nie mogłem jej ścierpieć a obecnie bardzo ja lubię Freddie wymiata wokalnie ale niestety trochę przesadzili z syntezatorami..
I Want To Break Free - i przechodzimy do dania głównego, niegdyś wielbiłem Break Free ale obecnie wydaję mi się że nie ma nic w niej szczególnego prócz rzecz jasna zniewalającym wokalem co nie znaczy że nie lubię tego słuchać zresztą to chyba najczęściej odtwarzana piosenka Queen w polskich radiostacjach. I Want To Break Free to zniewalający wokal no i jeszcze niesamowity teledysk w którym gosposia chce zostać baletnicą Swoja drogą szkoda że u nas w latach 80 ta piosenka nie stała się hymnem wyzwolenia
Keep Passing The Open Windows - bardzo przyjemna piosenka szkoda że nie śpiewali jej na żywo bo strasznie wpada w ucho mocny punkt tej płyty choć bardzo niedoceniony
Hammer To Fall - w końcu rock z prawdziwego zdarzenia świetnie sprawdzający się na koncertach, szkoda że tak mało takiego rocka mamy w latach 80 w wydaniu Queen teledysk choć nie tak oryginalny jak pozostałe równie świetny, pamiętam jak po raz pierwszy usłyszałem tę piosenkę zdziwiłem się to Queen? Oni grali takie rockowe kawałki? Dla usprawiedliwienia dodam że było to dosyć dawno i wtedy Queen znałem z ich największych przebojów pokroju Break Free itd
Is This The World Created - piękna ballada i okazuje się że zespół piszący teksty najczęściej o "o dupie Maryny" potrafi napisać coś poważnego i nie zwykle wzruszającego Brain i Freddie wspaniale się uzupełniają należy żałować że tak rzadko wspólnie tworzyli..
Ogólnie pisząc to ten album jest dla mnie zbyt krótki (np haniebny brak I Go Crazy) ale przyjemny w odbiorze. Może nie był to szczytowy okres Queen ale na pewno szczytowy w oryginalności teledysków (choć The Miracle depcze mu po piętach w tej dziedzinie) _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Van
Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 10
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 7:08 pm Temat postu: |
|
|
| Paolo napisał: | | Radio Gaga - Zdecydowanie moja ulubiona piosenka z tej płyty, jak chcieli to potrafili zrobić z syntezatorów użytek |
O tak, to chyba jedyny kawałek z tej płyty, który się nie zestarzał i do dziś brzmi bardzo przyzwoicie. Szkoda, że za rzadko używali syntezatorów jak należy i w efekcie mamy przeprodukowany, koszmarnie słaby jak na ten zespół (choć nie tylko) album.
| Paolo napisał: | | Machines - kolejna piosenka która spodobała mi się z czasem początkowo w ogóle nie mogłem jej ścierpieć a obecnie bardzo ja lubię Freddie wymiata wokalnie ale niestety trochę przesadzili z syntezatorami. |
Pomysł na Machines był nawet ciekawy i nieco naginając można by powiedzieć, że chcieli jakoś odnieść się do roku orwellowskiego itd.
I rzeczywiście zaczyna się całkiem nieźle, ale dalej to już podręcznikowy przykład jak schrzanić dobry kawałek. Jakieś denerwujące głosy robota, niepotrzebne przedłużanie, jakby trwało z 2 minuty mniej to nic by się nie stało, a tak, ech.
| Paolo napisał: | | I Want To Break Free to zniewalający wokal |
Taki zniewalający to raczej nie. Znaczy, Fred nie skopał tego wokalnie jak np. Gimme The Prize, gdzie zwyczajnie krzyczy, nie śpiewa.
Genialny wokal to ma You Take My Breath Away, Scandal albo Mother Love. W takim Skandalu to aż czuć te tabloidy na skórze, Break Free imo w kwestii wokalnej (żeby tylko wokalnej ) niczym specjalnym się nie wyróżnia.
Do tego wersja albumowa bez wstępu - brrr.
| Cytat: | | Hammer To Fall - w końcu rock z prawdziwego zdarzenia świetnie sprawdzający się na koncertach, szkoda że tak mało takiego rocka mamy w latach 80 w wydaniu Queen |
Dla mnie Hammer to Fall jest kolejnym dowodem na beznadziejną produkcję Worksów. Na płycie brzmi on strasznie płasko, jest jakoś dziwnie 'przykryty' i wypolerowany. Zupełnie jakby ktoś na siłę chciał przemycić rockowe akcenty na płytę popową, irytuje mnie też perkusja w tym kawałku, kojarzy mi się z uderzaniem o pokrywę śmietnika.
W ogóle nie czuć tu tej mocy z koncertowych wykonań, bo zgadzam się, że na żywo HtF wyglądał co najmniej nieźle.
| Cytat: | | Is This The World Created - piękna ballada i okazuje się że zespół piszący teksty najczęściej o "o dupie Maryny" potrafi napisać coś poważnego i nie zwykle wzruszającego |
'Spójrz na te biedne murzyniątka, ojojoj, ojojoj'
Sorry, ale ja właśnie tak to odbieram. Dla mnie, ten tekst brzmi strasznie banalnie, wydaje się napisany w pospiechu i tak na doczepkę.
Generalnie - albumu nie lubię i to bardzo. Słaba produkcja, zero własnego stylu, mało Briana i niestety przez to ludziom zapisał się w pamięci taki wizerunek Queen a nie inny. Na obronę krążka działa to, że następny jest porównywalnie cienki. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 8:53 pm Temat postu: |
|
|
O czadowo, że się wzięliście za recenzje Mniam.
Też się nosiłam ostatnio z zamiarem naskrobania o nieszczęsnych "worksach"...Temat został niejako wywołany do tablicy, więc parę słów rzucę przy tej okazji. Ogólnie, w przeciwieństwie do Paola, uważam tę płytę za najgorszy twór Królowej. Nie znam się na produkcji, nie mam pojęcia o prawidłowym użyciu syntezatorów, generalnie nie znam się na muzyce, słoń nastąpił mi na ucho, zwichrowując tym samym estetyczne wyczucie...Nie pozostało mi nic innego jak w odbiorze wszelkiego grania wspierać niewładne ucho całkiem gorącym serduchem, tak też się dzieje, albo coś do niego trafia, albo nie.
The Works nie działa...Po prostu. To album bez serca, bez duszy, samo, puste, głuche, utkane z dźwięków "ciało".
Trzy kawałki znośne, reszta przerażająco nijaka. Nie, nie piszę, że zła...Bo pewnie wcale nie taka straszna, ale bez mocy, bez emocji, bez życia. To w sumie taki smutny album. Regresywny. Wypalony.
Nie podzielam zatem entuzjazmu Paolo, nie potrafię. Większość kawałków mnie po prostu totalnie nie rusza, tak skrajnie. Ot, gra. Dwa mnie jednak irytują - Is This The World Created i Man On The Prowl. Coś jest w nich takiego śliskiego, lepkiego, nieprzyjemnego, jakiś rodzaj fałszu i twórczej niemocy, która to zawsze przywołuje u mnie posmak goryczy.
| Paolo napisał: | | Is This The World Created - piękna ballada i okazuje się że zespół piszący teksty najczęściej o "o dupie Maryny" potrafi napisać coś poważnego i nie zwykle wzruszającego Brain i Freddie wspaniale się uzupełniają należy żałować że tak rzadko wspólnie tworzyli.. |
Pisałam już o fakcie istnienia "Dupy Pani Maryni" w tekstach Queen, który to jest li tylko plugawą insynuacją!
Mam nadzieję, że pisząc tekstach "o niczym" nie miałeś na myśli moich perełek, moich ssssskaaaarbówww z Q, Q i SHA?!
A tekst tej pieśni jest okropny, nie dlatego, że nie wzrusza mnie ludzka bieda i koszmar życia w ubóstwie, wręcz przeciwnie. O pewnych rzeczach się nie śpiewa między jednym łykiem szampana a drugim, nie paple przed kamerami, ani na wiecach, tylko robi. I tyle. Wtedy jest autentycznie, wtedy chwyta za serce.
I nie piszę tu o chłopakach Królowej, tylko generalnie. Nie znoszę takiego bicia piany. Było założyć fundację, albo słać dotacje miast rzewne wylewajki produkować. Wtedy bym była poruszona i wzruszona, do łez. A tak tylko rozdrażniona.
| Paolo napisał: | | I Want To Break Free - i przechodzimy do dania głównego, niegdyś wielbiłem Break Free ale obecnie wydaję mi się że nie ma nic w niej szczególnego prócz rzecz jasna zniewalającym wokalem co nie znaczy że nie lubię tego słuchać zresztą to chyba najczęściej odtwarzana piosenka Queen w polskich radiostacjach. I Want To Break Free to zniewalający wokal no i jeszcze niesamowity teledysk w którym gosposia chce zostać baletnicą. Swoja drogą szkoda że u nas w latach 80 ta piosenka nie stała się hymnem wyzwolenia |
Hmmm, mnie ten kawałek bawi, nie powiem. Jest trywialny. Taki psikus, żarcik. W zasadzie nie pojmuję czego miałby być hymnem. Wyzwolenia? Nie mam pojęcia skąd ta fama. Według mnie nie ma w tym tekście ani mru mru o "wyzwoleniu", wręcz przeciwnie, ostatnia zwrotka jakoby zaprzecza jego idei.
Wokal jest wrzaskliwy i niechlujny jak na możliwości Tego Pana
| Paolo napisał: | | Radio Gaga - Zdecydowanie moja ulubiona piosenka z tej płyty, jak chcieli to potrafili zrobić z syntezatorów użytek, zawsze jak ją słyszę przypomina mi się dzieciństwo druga połowa lat 90 wtedy poznałem tę piosenkę i ta chwytliwa melodia wpadła mi w ucho i siedzi do dziś, zapomniałem dodać ten niesamowity teledysk chyba najlepszy jaki mieli choć do dziś nie wiem co ma Metropolis do tej piosenki (pewnie nic) ale przyjemnie się ten teledysk oglądała a chłopaki chyba nigdy wcześniej i nigdy później nie wyglądali tak dobrze i jeszcze przypomniał mi się fragment teledysku w którym otwiera się album favourite years i wyświetlają nam się sceny z lat 70 czyżby chłopaki już wtedy doszli do wniosku co było najlepsze? |
A tu się w większości zgodzę . Nie pałam wielką namiętnością do Ga Ga, ale mam do niej olbrzymi sentyment, bo to jeden z hymnów dzieciństwa. Poza tym koncertówki wymiatają. Ten kawałek po prostu był stworzony do grania "na stadionach", dosłownie. Partie klaskane przez dziesiątki tysięcy rąk przyprawiają mnie o niemal metafizyczny dreszcz i wzruszają dogłębnie. Teledysk też jest jednym z lepszych. Powiązanie z Metropolis - kapitalne, w iście queenowym stylu, z fantazją, polotem i tupetem. Jeden z moich ulubionych klipów.
Hard Life i Hammer To Fall to jedyne dwa kawałki, które na tej płycie naprawdę darzę jakimś uczuciem. Pierwszą przede wszystkim ze względu na wokal, w kontekście całości płyty zdecydowanie wybijający się na korzyść. Widać, że jak Fred chciał to mógł skapnąć nam ciapką swej mocy jak z płatka. Zaśpiewane z wyczuciem, emocjonalnie, dogłębnie...Drugi utwór ma z kolei witalność dawnego Queen, jakiś rodzaj pozytywnej, życiodajnej energii. Prawda, że jest rozjechany, ale ma w sobie ogromny potencjał mocy, co udowodniły koncerty.
Reasumując - ocena 3 i to i tak za piękne oczy. _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 9:41 pm Temat postu: |
|
|
A co z Keep Passing The Open Windows? Dla mnie jest to razem z It's A Hard Life najlepsza piosenka na płycie. Chwytliwa melodia, żwawe tempo i ogólne stężenie klimatu Queen jest duże - jak na lata 80. oczywiście . No i jest pianino, które jak już jest, to znaczy, że piosenka jest co najmniej dobra.
Ktoś w tym wątku pisał, że Open Windows jest piosenką dla której można kupić całą płytę. I chyba tak zrobię. Ale na wszelki wypadek poczekam na bonusy  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 10:08 pm Temat postu: |
|
|
Oczywiście nie miałem na myśli że wszystkie piosenki są o dupie Maryny ale na pewno spora ich ilość choćby takie I Want To Break Free a właśnie będąc przy tej piosence to mnie się wydaje że Freddie całkiem nieźle zaśpiewał (trochę mnie chyba poniosło z tym fenomenalnym) na koncertach nigdy nie umiał tak wyciągnąć
Nie jestem zbyt obiektywny bo przemawia za mną niezwykły sentyment no ale to nie zmienia że ja lubię
Dobrze rozumiem Aia że nie przepadasz za nią i w sumie nie dziwię Ci się podobnie jak Ty (domniemam że tak jest) wolę czasy Q, QII, SHA ale zarazem lubię komercyjne lata 80 taki jakiś paradoksalny jestem
A co do Keep Passing The Open Windows to kawałek kapitalny tylko jakiś taki zaszufladkowany. Może przy bonusach doczekamy się Love Kills wykonane przez Queen.. _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lut 03, 2011 10:21 am Temat postu: |
|
|
| Paolo napisał: | Oczywiście nie miałem na myśli że wszystkie piosenki są o dupie Maryny ale na pewno spora ich ilość choćby takie I Want To Break Free a właśnie będąc przy tej piosence to mnie się wydaje że Freddie całkiem nieźle zaśpiewał (trochę mnie chyba poniosło z tym fenomenalnym) na koncertach nigdy nie umiał tak wyciągnąć |
Nie dodałam emoty w poście wyżej odnosząc się do tekstów, moje oburzenie zabrzmiało nazbyt kategorycznie .
IWTBF jest trywialnym kawałkiem, fakt. Zastanawiałam się zawsze skąd przypisywana mu tak uparcie rola "hymnu wyzwolenia"...No nic.
Apropos popisu wokalnego Freda w tym kawałku, to wczoraj w nocy oglądałam na TVP Kultura Rock in Rio i miałam wątpliwą przyjemność usłyszeć jedno z bardziej katastrofalnych wykonań Normalnie masakra, aż mi się głupio zrobiło.
| Paolo napisał: |
Dobrze rozumiem Aia że nie przepadasz za nią i w sumie nie dziwię Ci się podobnie jak Ty (domniemam że tak jest) wolę czasy Q, QII, SHA ale zarazem lubię komercyjne lata 80 taki jakiś paradoksalny jestem |
Tak, wolę zdecydowanie, co nie znaczy, że nie przepadam jednocześnie za ich kawałkami z lat '80 . Uwielbiam np. takie Breakthru, Princes Of The Universe, I Want It All i parę innych. Bardzo lubię kilka numerów z Hot Space. Po prostu numery z Works do mnie nie przemawiają, jakoś mi nie leżą. Są takie sprane i wyprasowane, jak stara pościel.
| Paolo napisał: |
A co do Keep Passing The Open Windows to kawałek kapitalny tylko jakiś taki zaszufladkowany. |
Mnie zaś on ni ziębi, ni grzeje...Jest nijaki. Ma "momenty", ale niestety nie są one w stanie zdeterminować odbioru całości jako monotonnej i ostatecznie nużącej. Ale to Tylko moje zdanie, rozumiem, że może wpaść w ucho . Zależy jak w duszy gra. _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Pon Lut 07, 2011 2:38 pm Temat postu: |
|
|
Przez moją głupotę usunął mi się tu bardzo fajny (i długi) post, który był na ukończeniu. Aż mi się odechciało pisać od nowa, ale sprowokowana przez tutejszą dyskusję muszę to zrobić.
Szkoda tylko mojego czasu i tych myśli jakie mi w głowie sedziały, cóż trzeba spróbować to wszystko odbudować I to nie pierwszy raz.
The Works uważam za zdecydowanie najgorszy album w historii zespołu, wręcz tragicznie słaby jak na możliwości tych panów i jeszcze najgorzej wyprodukowany. Mogłabym się jeszcze zastanawiać czy najgorszym nie nazwać A Kind Of Magic, gdyby nie to, że na tej drugiej płycie są dwa utwory idealne, czyli WWTLF i POTU. Choć na Worksach są dwa utwory jakie darzę sporą sympatią, to jednak czegoś na poziomie tej dwójki wymienionej wyżej, imo nie ma.
Najpierw co niego o I Want To Break Free, będzie rzeźnia
| Van napisał: | | Taki zniewalający to raczej nie. Znaczy, Fred nie skopał tego wokalnie jak np. Gimme The Prize, gdzie zwyczajnie krzyczy, nie śpiewa. |
| Aia napisał: | | Wokal jest wrzaskliwy i niechlujny jak na możliwości Tego Pana |
A już myślałam, że jestem jedyną osobą tak uważającą. Całkowita zgoda z panią i panem powyżej! Wokalnie w IWTBF Freddie daje ciała.
I tu przypomniała mi się taka historyjka z życia wzięta: jadę samochodem ze starszą siostrą u niej w aucie jak zwykle Zetka i akurat puścili to "cudo", nawet z zapowiedzią "radiowca". Siostra zareagowała na to jakoś tak: "Twój zespół śpiewa" (ciekawe czy gdyby nie zapowiedź wiedziałaby, że to utwór Queen), ja jej odpowiedziałam tylko tyle, zgodnie z prawdą, że akurat tego nie lubię (aż żałuję, że nie powiedziałam czegoś więcej). Ale nie mając nic lepszego do roboty postanowiłam wsłuchać się w pioseneczkę, pierwszy raz w życiu tak dokładnie. I to był chyba ten moment, kiedy z "tylko" nielubienia, zaczęłam IWTBF wręcz nienawidzić. Dokładne wsłuchanie się utwierdziło mnie w przekonaniu, że to wielka słabizna jak na ten zespół. I wtedy zadałam sobie sprawę, że Freddie tu słabiusieńko śpiewa, jakby na odwal się, byle było (zresztą odnoszę wrażenie, że cała ta płyta była taka "na odwal się" nagrywana). Nijaka melodia na dodatek słabo zaaranżowana, tragiczne solo na syntezatorze, ktokolwiek wpadł na synthsolówkę (John?) jest idiotą, nudna, monotonna i słabo brzmiąca perkusja (zresztą na to cierpi cała płyta, niestety ), gitary tyle co kot napłakał, tylko pogłębiają słabość utworku. Nawet na żywo mnie totalnie nie rusza. I zgadzam się, wersja z Rio to totalna tragedia, nie tylko pod względem wokalnym. Z tego co puścili w telewizji, to był zdecydowanie najgorszy utwór.
Podsumowując, dla mnie IWTBF z tych wszystkich największych hitów Queen, jest zdecydowanie najgorszy. Smutno, że z czymś takim przeciętny słuchacz kojarzy Queen. Zresztą teraz przypomniało mi się coś jeszcze (a nie było tego w pierwotnej wersji tego postu), że kiedyś jak zainteresowałam się Queen, jeszcze nie byłam fanką, ale już wiedziałam, że rock jest tą muzyką, którą chcę słuchać, byłam bardzo zdziwiona kiedy sobie przypomniałam ten utwór. W mojej świadomości Queen zawsze figurował jako "zespół rockowy" (inaczej bym się Queen nigdy nie zainteresowała), a tu taki utwór, który brzmi zupełnie nierockowo, prawie w ogóle bez gitary. Żeby nie było, wiem że Gaga czy AKOm to twory równie mało rockowe, ale zanim pokochałam zespół sobie ich nie przypominałam, jakoś na nie nie trafiłam, o dziwo. Przypomniałam je sobie dopiero jak poznawałam te albumy, gdzie są te kawałki.
Ktoś tam bronił Keep Passing The Open Windows. Utwór nie jest zły, w sumie wyróżnia się na plus jak ta tak słabą płytę, ale dla mnie jest nijaki, albo inaczej: nie rusza mnie. W sumie jest tu trochę tego cudownego Queen z lat 70. ale jakoś nigdy się do tego nie przekonałam. nawet fortepian, który kocham w twórczości Queen, nie powoduje bym utwór bardziej lubiła, a szkoda
I zgodzę się z tym, że Machines to kawałek z fajnym pomysłem (co na tym "bezpomysłowym" albumie jest na wagę złota), ale realizacja pozostawia sporo do życzenia. Gdyby syntezatory nie brzmiały tak dupiasto to może coś by z tego było, bo gitarka jest naprawdę fajna, a tak to nic Zmarnowana szansa.
Teraz przejdę do tego co najgorsze,w moim odczuciu. Twory o tytułach Tear It Up oraz Man On The Prowl darzę ogromną niechęcią.
Ten pierwszy to dla mnie najgorszy rocker w historii zespołu (gorszy nawet od tego hotspejsowego), totalnie irytujący, szczególnie refren, który doprowadza mnie do szału. Nie mówiąc o tragicznie brzmiacej perkusji, chyba najgorszej na płycie. Jak mogło to coś znaleźć się na płycie zamiast nie genialnego, ale całkiem przyjemnego i energicznego I Go Crazy, nie zrozumiem nigdy. Dobrze, że chociaż ten utwór skończył jak b-side, ale tam się marnuje, powinien być na płycie (jak nic byłby jednym z najmocniejszych fragmentów), a TIU nawet na bycie stroną b singla nie zasługuje, ale tam chociaż by nie irytował.
Natomiast to drugie to o wieeeeeeeeele gorszy następca CLTCL, który jest taki se (no chyba, że na żywo, tam wymiata). Na szczęście nie grali tego potwora na żywo (? choć nie mam pewności stąd znak zapytania) i na całe szczęście nie wydali tego na singlu (choć gdzieś tu wyczytałam że były takie plany, na szczęście poszli po rozum do głowy). Wydanie na singlu tego badziewia byłoby porażką porównywalną z wydaniem Body Language, można ten utwór lubić (ja nienawidzę), ale trzeba przyznać, że to brzmi jak solowy utwór Freddiego, tam nie ma zespołu Queen, jest przede wszystkim Freddie, dlatego mnie tak mierzi jego obecność w dyskografii zespołu mierzi, Fredek mógł to zostawić na swoją solową płytę (nawet jeśli nie miał jej wtedy w planie), tam by pasował idealnie. Zresztą naprawdę dziwię się Brianowi i Rogerowi, że poszli na to, by to na singlu wydać o_o
Nawet jestem w stanie troszkę bronić Radio GaGę. To jest wręcz synthpop pełny automatu perkusyjnego (co słychać bardzo wyraźnie), ale nie jest przesadnie irytujący, choć nic wielkiego to nie jest. Mam nawet jakiś tam sentyment, za dzieciaka słuchającego Zetek i Eremefek nawet bardzo lubiłam, szczególnie końcówkę refrenu, ale teraz już zdecydowanie mniej. W Queen nie chodzi mi o utwory pełne syntezatorów i automatu perkusyjnego (jestem wręcz wielką przeciwniczką używania elektronicznej perkusji, jeśli ma się w zespole perkusistę, nawet jeśli nie brzmi źle, nie zastąpi prawdziwego perkusisty walącego w prawdziwe bębny i talerze, nigdy). Teraz refren mnie trochę irytuje, sprawia wrażenie niedopracowanego. Choć muszę przyznać, że GaGa na żywo jest naprawdę magiczna, w przeciwieństwie do IWTBF, naprawdę porywa w koncertowym wykonaniu zespołu. Tam jest jakiś pierwiastek tego co w Queen na żywo mnie rusza i powoduje, że darzę ten zespół ogromnych uczuciem (choć nie tyle co w innych utworach), nawet w Rio coś tam poczułam, nie mówiąc już o Live Aid.
Pozostały jeszcze trzy utwory, najpierw to coś z tekstem niby o czymś, pozostałą dwójkę zostawię na koniec (tak jak mam w zwyczaju, to co najlepsze - na koniec ).
Is This The World We Created...? - tu przyznaję, tekst jest dość banalny, niby o czymś, ale jednak mierzi. Już wolę teksty o niczym, ale fajnie napisane. Mogę powiedzieć, że wolę niebanalne pisanie o rzeczach banalnych niż banalne o rzeczach niebanalnych. Choć i tak na teksty nie zwracam aż tak wielkiej uwagi (z wyjątkami) żeby to aż tak bardzo irytowało. Z drugiej strony to na pewno dlatego, bo mój angielski jest słaby, gdybym z marszu rozumiała tekst, to może by irytował jak "poezja"z piosenek Feela, z tymi megagłupimi rymowankami ("w pustej szklance pomarańcze to dobytek mój" - mój "ulubiony" cytat w historii polskiej muzyki, co z tego, że kompletnie bez sensu? ważne, że się rymuje ). Sama melodyjka nie wkurza przesadnie, ale chyba na siłę próbuje być smutna, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Ale ciekawa jestem jak prezentuje się wersja całego zespołu z fortepianem (która niby powstała).
No i pozostało to co na naprawdę lubię
It's A Hard Life - to jest wręcz to cudowne Queen z lat 70., śliczna melodia i wokal, pełno fredowego fortepianu, który uwielbiam, cudna typowo redspecjalowa gitara (szczególnie solo jest śliczne), brak tych cholernych syntezatorów. Jedyne co trochę mierzi to brzmienie perkusji (znów ), ale jak wspominałam to typowe dla całej płyty, nawet tu okropność produkcyjna Worksów daje się we znaki. Jednak pomimo tego co napisałam wyżej nie darzę tego utworu jakimś płomiennym uczuciem. Bardzo cenię za tą obecność barokowego Queen z lat 70., ale nie wielbię tak jak utworów tego typu z tamtej dekady. Co nie zmienia faktu, że bardzo się cieszę, że Freddiemu choć raz udało się udowodnić, że potrafi jeszcze komponować TAKIE utwory, bo jakoś w w ejtisowej dekadzie wolał banalny popik. Skoro już o tym utworze mowa to przyznaję, że wersja z Rio nawet się spodobała (szczególnie solo) i kiedy to usłyszałam w telewizji to nadeszła wiekopomna chwila, bo miałam okazję pierwszy w raz w życiu usłyszeć ten utwór na żywo, może dlatego się tak spodobało To tym co kiedyś słyszałam na jutubie (było tam chyba m.in. Break Free z Rio) odechciało się ściągać jakikolwiek bootleg z tej trasy. Do dziś Works Tou to jedyna trasa koncertowa, z której nie mam na dysku żadnego bootlega. Kiedyś nadrobię, ale nie za szybko.
Aha, świetna jest wersja wydłużona z jakiegoś singla, polecam temu kto nie słyszał
| Paolo napisał: | | gdzieś czytałem że riff jest dzieła Freddiego |
Mogę się mylić, jestem muzycznym analfabetą, ale tu chyba nie ma czegoś takiego jak riff gitarowy. Może chodziło Ci o solo, bo ja słyszałam, że ponoć Freddie zanucił Brianowi to jak ma je zagrać.
Hammer To Fall - tak, wiem że takich rockerów jest na pęczki i że na płycie brzmi to słabiusieńko (znów szczególnie ta biedna perkusja , talerze to koszmar), trochę przeszkadzają mi te synthy (po co tu one? imo rocker obejdzie się bez syntezatorowego "wspomagania", na szczęście mało ich, to jakoś to przeżyłam), ale i tak utwór uwielbiam. Jestem nawet w stanie słuchać wersję studyjną, pomimo wszystko, choć kolejny wydłużony miks nazwany Headbanger's Mix jest o wiele ciekawszy, polecam.
Ale oczywistą oczywistością jest to, że HTF pokazuje swoją najlepszą stronę dopiero na żywo, bez tej koszmarnej produkcji. Porywa mnie ten utwór całkowicie jak I Want It All, i na pewno jest jednym z lepszych rockerów tej dekady, choć z najlepszymi z lat 70. (np. Dead On Time, Tie Your Mother Down czy White Manem, nie ma szans).
Udało się jakoś tego posta odbudować, nawet trochę rozbudować, ale co sporo czasu straciłam to straciłam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lut 08, 2011 12:15 am Temat postu: |
|
|
Łał, Lecri potoczystością pobiłaś mnie na głowę No!
Kolejna osoba dostrzegająca ułomność IWTBF , to cieszy, bo zdawało mi się przez wiele lat, że to utwór powszechnie lubiany. Dobrze, że tutaj "czar prysł". W komercyjnych stacjach radiowych na pewno jest odpowiednio dopieszczany, więc może z tego wynika jego "chwytliwość".
W Rio, jak pisałam Fred "wyśpiewał" to tragicznie, ale z ciekawości potem pooglądałam inne wykonania i wszystkie noszą te same znamiona niechlujstwa i śpiewania na granicy pokrzykiwania (np. Wembley czy Budapeszt). Ciekawa jestem czego to jest wynik, może tak naprawdę nie lubił tego kawałka po prostu I dlatego traktował programowo "z buta".
| Lecri napisał: | | Wydanie na singlu tego badziewia byłoby porażką porównywalną z wydaniem Body Language, można ten utwór lubić (ja nienawidzę), ale trzeba przyznać, że to brzmi jak solowy utwór Freddiego, tam nie ma zespołu Queen |
Hahaha, uwielbiam to, jakie emocje wzbudza ten kawałek. Fred byłby zachwycony Osobiście bardzo go lubię, bo działa. Muszę jednak przyznać Ci w tym punkcie rację, Queenu tam jak na lekarstwo...To rzeczywiście ciekawa kwestia, dlaczego przystali na wydanie BL jako singla? Z drugiej strony patrząc do samego HS przystaje jak ulał, powiedziałbym wręcz, że jest najsłodszą z jej rodzynek, kwintesencją i esencją - czysty, niczym nie skalany (może poza niewielkim wyuzdaniem) erotyzm .
| Lecri napisał: | | Aha, świetna jest wersja wydłużona z jakiegoś singla, polecam temu kto nie słyszał Smile |
Dzięki za linka .
Ooo, jakie odpałowe "chóry", czy jak to nazwać Hahaha, rozłożyły mnie, tak wchodzą ni z gruchy ni z pietruchy, czad. Generalnie miło się tego słucha, jak większości rozciągniętych utworów, więcej instrumentali, jeszcze więcej radochy. _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Wto Lut 08, 2011 12:57 pm Temat postu: |
|
|
| Aia napisał: | | Łał, Lecri potoczystością pobiłaś mnie na głowę No! |
No, nie powiedziałabym. Ja raczej nie jestem zadowolona ze swojego stylu pisania.
Ale akurat wczorajsze posty na tym forum pisało mi się bardzo łatwo i przyjemnie. Nawet to wkurzenie ze straty posta jakoś mnie nakręciło i w miarę pisania złość uleciała. Szkoda, że częściej nie mam takiej weny do pisania.
| Aia napisał: | | Kolejna osoba dostrzegająca ułomność IWTBF , to cieszy, bo zdawało mi się przez wiele lat, że to utwór powszechnie lubiany. |
Mnie się zawsze wydawało, że na tym forum to raczej specjalnie lubiany nie jest (choć to też zależy od osoby). Nie przypominam sobie za wielu pozytywnych opinii na temat IWTBF.
Ale jeśli mówisz o zwykłych zjadaczach chleba, nie fanach muzyki, zmywających naczynia przy radiu Zet, to pewnie masz rację. Ale z własnego doświadczenia wiem, że takim podoba się niemalże wszystko co jest często puszczane w radiu. W końcu sama kiedyś to takich osób się zaliczałam, ale mi się udało jakimś cudem uwolnić z sideł radiowej i telewizyjnej papki, późno, ale lepiej późno niż wcale. Ludzie ogólnie lubią takie piosenki jak We Are The Champions, GaGi i te wszystkie Magici, bardziej nie dlatego, bo to takie "zajebiste kawałki", tylko dlatego, bo często to słyszą. Zdarza się tak, że nawet jakiś utwór nie lubiany zaczyna się podobać po którymśtam usłyszeniu w radiu, melodyjka wbije się w czachę i nie będzie chciała wyjść.
Pamiętam jak się zwierzałam koleżance z klasy, na początku mojego zachwytu nad zespołem. Coś tam napomknęłam na temat WATC i ona od razu mówi, że to lubi. Ale jak ma tego nie lubić skoro zna to od najmłodszych lat i jest to typowa osoba "lubiąca te piosenki, które już zna"? Sama mi się przyznawała, że nie lubi za bardzo poznawać nowych rzeczy, woli po raz enty posłuchać Jest Już Ciemno ("Ale wszystko jedno", jak ja uwielbiam te grafomańskie rymowanki ) najlepszegopolskiegozespołuever, zamiast czegoś nieznanego.
| Aia napisał: | W Rio, jak pisałam Fred "wyśpiewał" to tragicznie, ale z ciekawości potem pooglądałam inne wykonania i wszystkie noszą te same znamiona niechlujstwa i śpiewania na granicy pokrzykiwania (np. Wembley czy Budapeszt). Ciekawa jestem czego to jest wynik, może tak naprawdę nie lubił tego kawałka po prostu I dlatego traktował programowo "z buta".
|
Nie wydaje mi się żeby Freddie tego kawałka nie lubił, wręcz przeciwnie. On mi się wręcz trochę kojarzy z pioseneczkami z Mr Bad Guya i utwór sam w sobie jak i jego beznadziejna aranżacja, jak w przypadku prawie wszystkich bedgajowych kawałków, jak i plastikowe brzmienie.
Tutaj nawet przypomniała mi się taka historyjka jak pewna dziennikarka pytała się Freddiego czy ten utwór jest o gejach (czy jakoś tak), a Mercury musiał tłumaczyć, że to nie on jest autorem utworu, tylko John.
Cóż, mnie tam osobiście jak Ty to nazywasz "niechlujne" wykonania na żywo tegoż "arcydzieła" nie drażnią. Nawet gdyby Freddie śpiewał to po mistrzowsku, to by nie spowodowało, że będę to lubić choćby odrobinę bardziej. Nawet najlepszy wokal nie uratuje u mnie słabego pod względem muzycznym kawałka. Ale odwrotnie już mogę, tzn. wybaczę słabszy wokal (ale bez przesady, są rzeczy jakich nawet ja nie potrafię zaakceptować), jeśli muzyka stoi na wysokim poziomie.
Mnie się wydaje, że Freddie tak to śpiewa na żywo, bo równie "bylejakowo" wyśpiewał wersję studyjną.
Poza tym mam jeszcze taki fajny przykład. Brian ponoć nie lubi czy tam nie lubił Don't Stop Me Now, bo jak gdzieś wspominał, że jest to ta bardziej popowa strona Freddiego (wtedy jeszcze "niewinna", a w latach 80. wzięła nad nim górę). Ale czy to znaczy, że z powodu swojej niechęci gra ten utwór gorzej niż inne? Dla mnie nie, wręcz przeciwnie. Niejednokrotnie tu wspominałam, że dla mnie gitara Bri w wykonaniach live DSMN robi ogromnie dużo dobrego temu utworowi, podnosi go na wyższy poziom. Gdyby grał niechlujnie to bym tego w życiu nie powiedziała. Uwielbiam Briana, ale fanatycznego podejścia do niego nie mam.
| Aia napisał: | | Hahaha, uwielbiam to, jakie emocje wzbudza ten kawałek. Fred byłby zachwycony |
Tu się zgodzę Body Langugage to chyba najbardziej kontrowersyjny utwór zespołu, a Hot Space najbardziej kontrowersyjny album.
Co do singlowości BL. Mnie to intryguje już od dawna, jak coś będącego wręcz całkowitym zaprzeczeniem tego czym było Queen i gdzie jest prawie sam Fred, mogło zostać wydane na singlu. To powinno być w sumie w temacie o HS, ale niech będzie. Ma ktoś może jakąś teorię na temat jak to mogło przejść? Johna to ja jeszcze jestem w stanie zrozumieć, on chyba nigdy nie był rockmenem z krwi i kości, ale Brian i Roger? Freddie ich upił żeby się zgodzili wydać to na singlu, czy co? Jeśli Queen to taki demokratyczny zespół, to chyba była potrzebna ich zgoda na taki krok, przynajmniej tak mi się wydaje.
| Aia napisał: | | Dzięki za linka |
Do usług Fajnie, jak komuś się te moje linki przydają. A wydłużoną wersję Hammer To Fall się słuchało? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Wto Lut 08, 2011 2:12 pm Temat postu: |
|
|
| Lecri napisał: |
Ma ktoś może jakąś teorię na temat jak to mogło przejść? Johna to ja jeszcze jestem w stanie zrozumieć, on chyba nigdy nie był rockmenem z krwi i kości, ale Brian i Roger? Freddie ich upił żeby się zgodzili wydać to na singlu, czy co? Jeśli Queen to taki demokratyczny zespół, to chyba była potrzebna ich zgoda na taki krok, przynajmniej tak mi się wydaje.
|
Pewnie trochę ich upił a potem były maślane oczy i słowa: Brain kochanie zgódź się co Ci szkodzi to będzie takie wariactwo w stylu Queen nie uważasz skarbie?
| Lecri napisał: |
Ale nie mając nic lepszego do roboty postanowiłam wsłuchać się w pioseneczkę, pierwszy raz w życiu tak dokładnie. I to był chyba ten moment, kiedy z "tylko" nielubienia, zaczęłam IWTBF wręcz nienawidzić |
Ludzie czy wy naprawdę nie widzicie ukrytej głębi w tej piosence? Człowiek które całe życie kogoś udaje robi coś co nie lubi nie chce ale musi to robić w końcu chce się uwolnić i robić to co naprawdę chcę
A poważnie to przy każdym następnym przesłuchani ten kawałek dużo traci.. _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lut 09, 2011 12:36 pm Temat postu: |
|
|
| Lecri napisał: | | Fajnie, jak komuś się te moje linki przydają. A wydłużoną wersję Hammer To Fall się słuchało? |
Dzięki Tobie dobra kobieto się słuchało, owszem Podobało się bardzo, bardzo! Gitary w centralno - końcowej części wymiatały. Te rozbudowane wersje to generalnie łakocie dla ucha są niezwykłe, jedna w jedną . Z każdego linka będę rada, bowiem nie jestem najlepszym muzycznym szperaczem. Wpadam do netu jak w ogień, utykam czasem płonąc - pisząc posty lub tasiemcowe listy (!), na szperanie muzyczne nie starcza czasu. Jak ktoś mi coś pod nos podetknie jestem zachwycona, bo inaczej mroki najgłębszych studni jeno przede mną.
| Paolo napisał: | takie wariactwo w stylu Queen nie uważasz skarbie? |
Hahaha, taaa, mogło tak brzmieć Tyle, że chłopaki zwykle racjonalizowali swoje posunięcia .
Wiecie czy ktoś w ogóle zapytał ich kiedyś o wydanie BL na singlu? Przecież to było bardzo ryzykowne?
Ale off
| Lecri napisał: | | Aia napisał: | | Kolejna osoba dostrzegająca ułomność IWTBF , to cieszy, bo zdawało mi się przez wiele lat, że to utwór powszechnie lubiany. |
Mnie się zawsze wydawało, że na tym forum to raczej specjalnie lubiany nie jest (choć to też zależy od osoby). Nie przypominam sobie za wielu pozytywnych opinii na temat IWTBF. |
Miałam na myśli "ogół" słuchaczy. A pisząc dalej podkreśliłam, że tutaj (w sensie - na forum), na szczęście "czar pryska" .
| Paolo napisał: |
Ludzie czy wy naprawdę nie widzicie ukrytej głębi w tej piosence? Człowiek które całe życie kogoś udaje robi coś co nie lubi nie chce ale musi to robić w końcu chce się uwolnić i robić to co naprawdę chcę |
Hmm, mi się wydaje, że właśnie się nie doszukujemy i dziwujemy od kilku postów, jakąż to głębię przepastną dostrzegają "inni", od brazylijskiej dziennikarki poczynając ( ), na licznych późniejszych dziennikarsko-kronikarskich reminiscencjach kończąc. Widziano w niej hymn wyzwolenia, utwór kierowany do środowisk gejowskich itp. Podczas gdy jest to tylko dowcipek z gatunku queenowych żarcików. Lekki i frywolny, piórko na wietrze.
Właśnie sobie uświadomiłam, że w tym oto kawałku dupy Maryni, której nieistnienie tak postulowałam, jednak mogłabym się dopatrzyć... _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Nie Mar 27, 2011 11:31 pm Temat postu: |
|
|
Po 37tych urodzinach Freddie'go ekipa wyruszyła z L.A. do Europy - jakie konkretnie utwory były nagrane w Mieście Aniołów? Czy coś wiadomo na ten temat? _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 4:00 pm Temat postu: |
|
|
The Works to dla mnie jedna wielka betoniarka.
Okej, po kolei.
Najpierw mamy "Radio Ga Ga" (pop?), po którym następuje hardrockowe "Tear It Up". Po lwim pazurze dostajemy na talerz "It's A Hard Life", w którym jest fortepian, wielka krewetka i nawiązanie do opery.
Po tym nadchodzi "Man On The Prowl"-podróba Elvisa, po której następuje "Machines" (rock z domieszką popu), a po tym szoku termicznym "I Want To Break Free", które jest lekkie i wesoło robi się na sercu.
Niestety tuż po nim do naszych uszu dociera surowe "Keep Passing The Open Windows".
I wreszcie coś sensownego na tym albumie: "Hammer To Fall"!
Trochę słodkie w produkcji, ale mi osobiście nie robi to.
Ale cóż z tego, skoro zaraz słyszymy "Is This The World We Created?".
Jeden wielki bigos. W dodatku na singlu pojawia sie wcześniej "I Go Crazy" i nie zostaje włączone do programu albumu, co rozczarowuje do głębi.
Gdzies tu kiedyś przeczytałem, że gdyby włączyć w odtwarzaczu opcje losowego odtwarzania, to by nie robiło różnicy. Tak właśnie jest  _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 10:02 pm Temat postu: |
|
|
The Works to dziwny album. Czuję, że jest najsłabszym albumem Queen (poza Flashem), jednak gdy przychodzi co do czego i muszę sformułować argumenty czemu tak jest, to mam problem. No bo wiadomo: są tu klasyki których się słucha z przyjemnością: popowy utwór do którego własnie najlepiej nadaje się synth-popowa aranżacja, czyli Radio Ga Ga, porządne jeb***cie w postaci Mayowskiego Hammer To Fall, które dorównywałoby nawet Tie Your Mother Down gdyby nie ten przeklęty automat perkusyjny. It's a Hard Life przez dłuższy czas mi się zdawał bardziej gofrowaty niż I Want To Break Free (o tym zaraz), ale teraz stwierdzić muszę, iż jest to naprawdę jeden z najmocniejszych punktów albumu.
No dobrze, to 3. A co z pozostałą szóstką? Po kolei: Tear It Up jest dość średnie: niby jest to piosenka mocna, rockowa, jednak nie dorównuje swojemu siostrzanemu utworowi jakim jest HtF. Może to ta krzyczana melodia (a raczej jej brak), ale chyba największy wpływ ma automat perkusyjny. Automaty same w sobie nie są złe - można je czasem fajnie zastosować (patrz niektóre nagrania Genesis na/po Duke, np. Duchess) a kiedy sample są dobre, to mogą nawet ujść za średniawego perkusistę. Niestety Queen poszło w drugą stronę (dzięki, Mack ) i postanowiło ich używac gdzie popadnie, czego The Works jest chyba największą ofiarą.
Man On The Prowl to juz w ogóle porażka. Kiedy Queen nagrywało w czasie sesji do The Game Crazy Little Thing Called Love, w pewnym sensie muzyczny żart i hołd dla rockabilly, wątpię, aby myśleli, że będą musieli odcinać kupony od tego 5 lat później. Trochę smutne - zespół słynący z niekończących się źródeł inspiracji musi uciekać się do kopiowania samego siebie. Machines z kolei to ciekawy eksperyment koncepcyjny, który niestety został zepsuty przez tą modną wówczas plastikową produkcję. Lepsza, bardziej naturalna produkcja i więcej gitary Briana i miano jednego z najlepszych piosenek na albumie miała by załatwione. Ba - kłóciłbym się, że może nawet byłaby jednym z najlepszych utworów zespołu z lat 80.
Keep Passing The Open Windows jest mocniejszą piosenką jak na album, ale w pewnym momencie zaczyna się dłużyć i staje się nudna. A szkoda - melodia ładna, aranżacja odwołuje się do tradycyjnego Queen, takie mniej wystylizowane It's A Hard Life. Skrócić do 3, 4 minut i by było zdecydowanie lepiej. W końcu Is This The World We Created? - piosenka napisana IDEALNIE w porę na Live Aid i będąca... kolejnym utworem typu "o jak mi smutno, jak mi źle, że dzieci głodują a ja nie"*. Lepsze (100 razy!) niż takie We Believe, nawet nieźle wychodziło na żywo, ale to nie mój typ utworu - nie przepadam za piosenkami, których przesłaniem jest "pomagajcie dzieciom w Afryce, a ja sobie posiedzę i ponurkuję w moim basenie banknotów i monet :3". A to jest właśnie taka piosenka.
No i w końcu I Want To Break Free...
| Lecri napisał: | | tragiczne solo na syntezatorze, ktokolwiek wpadł na synthsolówkę (John?) jest idiotą |
Solo na syntezatorze brzmi tragicznie, to fakt. Trochę jakby kaczka wleciała do studia, zaczęła kwaczeć i wszystkie mikrofony były akurat włączone. Ale pomysł sam zły nie był - przy TAKIEJ aranżacji jaką ten utwór miał, solówka gitarowa nie pasowała by zupełnie.
| Cytat: | | I zgadzam się, wersja z Rio to totalna tragedia, nie tylko pod względem wokalnym. Z tego co puścili w telewizji, to był zdecydowanie najgorszy utwór. |
Ditto. Wszystkie inne oficjalnie wydane o niebo lepsze. Nawet Wembley, którego ogólnie nie cierpię.
| Lecri napisał: | | Nawet na żywo mnie totalnie nie rusza. |
Ma prawo Cię nie ruszać, ale uważam, że dzięki koncertowym aranżacją naprawdę sporo zyskuje.
| Lecri napisał: | | Aia napisał: | | Wokal jest wrzaskliwy i niechlujny jak na możliwości Tego Pana | A już myślałam, że jestem jedyną osobą tak uważającą. Całkowita zgoda z panią i panem powyżej! Wokalnie w IWTBF Freddie daje ciała. |
Tu się zgadam i przytakuję. Trochę mi przypomina (ze wszystkich osób) Rihannę w S&M - taki sam Cartman.
I ostatnia rzecz... Gdzie jest I Go Crazy ja się pytam?
*A tak coś podobnego przeczytałem kiedyś na tym forum i mi się spodobało. Copyright ktokolwiek to wymyślił.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 10:10 pm Temat postu: |
|
|
| whoatemydinner napisał: | "o jak mi smutno, jak mi źle, że dzieci głodują a ja nie"*.
...
*A tak coś podobnego przeczytałem kiedyś na tym forum i mi się spodobało. Copyright ktokolwiek to wymyślił.  |
Bizon  _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 10:20 pm Temat postu: |
|
|
| PiotreQ napisał: | | whoatemydinner napisał: | "o jak mi smutno, jak mi źle, że dzieci głodują a ja nie"*.
...
*A tak coś podobnego przeczytałem kiedyś na tym forum i mi się spodobało. Copyright ktokolwiek to wymyślił.  |
Bizon  |
LOL, zastanawiałem się pomiędzy nim a Mike'iem. Ten tekst to klasyka forum i trzeba go przekazywać z pokolenia na pokolenie!  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 2:41 pm Temat postu: |
|
|
| whoatemydinner napisał: | | Solo na syntezatorze brzmi tragicznie, to fakt. Trochę jakby kaczka wleciała do studia, zaczęła kwaczeć i wszystkie mikrofony były akurat włączone. Ale pomysł sam zły nie był - przy TAKIEJ aranżacji jaką ten utwór miał, solówka gitarowa nie pasowała by zupełnie. |
Po pierwsze.
Tak się składa, że uważam aranżację IWTBF za okropną. Odnoszę wrażenie jakby ta piosenka była aranżowana z myślą o zawojowaniu list przebojów, że zespołowi się nie chciało i poszli na totalną łatwiznę. Melodia tegoż sama w sobie taka zła nie jest, ale przy takim jej "ubraniu" (plus straszliwa produkcja, która jeszcze bardziej pogrąża utwór) nie jestem w stanie w żaden tegoż kawałka zaakceptować. Nie w przypadku takie zespołu jak Queen I to przykre, że ludzie z takim popowym byle czym kojarzą świetny zespół rockowy.
Jeśli chodzi o queenowy pop to ja uwielbiam You're My Best Friend czy You And I, to są piosenki łatwe, miłe, uroczo słodkie idealne dla radia, ale zespół je tak fantastycznie zaaranżował, że coś dla siebie znajdzie w nich nie tylko ktoś oczekujący ładnych, chwytliwych melodyjek po ponucenia, lecz także ten bardziej wymagający. Ot choćby chórki w YMBF są moim zdaniem jednymi z najlepszych jakie ten zespół kiedykolwiek nagrał ( przecież konkurencja jest spora, w końcu oni byli w tym mistrzami). A w YAI bardzo cenię choćby fortepianowo-gitarową robotę. Natomiast w I Want To Break Free dla mnie nie ma zupełnie nic ciekawego, tylko okropne syntezatory, okropnie monotonne walenie w perkę (automat?), ta odrobina Red Special jaka się uchowała też niezbyt ciekawa, nawet Freddie totalnie zawodzi wokalnie. No i to synthsolo, o które tu się rozchodzi.
To było po pierwsze.
Po drugie.
Czemu uważasz, że do tej piosenki solo na gitarze, by nie pasowało? Bo to mocno syntezatorowy utwór? Ja nie widzę żadnego problemu, by solówka była gitarowa. Równie dobrze możnaby powiedzieć, że do Invisible Mana nie pasuje solo gitarowe, tam jest nawet synthbass, ale Brian zagrał solówkę, która pasuje świetnie i do tego sama w sobie jest fantastyczna A sama solówka jest dość nietypowa, ale to w końcu Brian, który nieraz takie nietypowe rzeczy grał na gitarze (patrz "syntezatorowe" solo w Get Down Make Love albo guitar jazz band w Good Company).
Poza tym myślę, że Brian potrafiłby wymyślić takie solo (i tak je zagrać), by idealnie pasowało do utworu. Często tak robił. Lazing On A Sunday Afternoon to świetny przykład, solówka jest idealnie dopasowana do charakteru tego pastiszu.
| whoatemydinner napisał: | | Ma prawo Cię nie ruszać, ale uważam, że dzięki koncertowym aranżacją naprawdę sporo zyskuje. |
Oczywiście muszę się zgodzić, że na żywo jest lepiej, aczkolwiem z tym "sporo" bym nie przesadzała Zresztą przy tak tragicznej wersji studyjnej, lepsza wersja live to żaden wyczyn. Gdyby Queen grało to tak samo beznadziejnie, albo jeszcze gorzej, to z tym zespołem byłoby jeszcze gorzej, niż było w tym okresie.
Dla mnie IWTBF na żywo wciąż jest "takie se", da się słuchać w przeciwieństwie do studyjnego potworka, ale chyba mam prawo wymagać od zespołu, tak świetnego na żywo, zdecydowanie więcej. Tymn razem zespołowi nie udało się mnie przekonać do tego kawałka, nawet na koncertach.
W przypadku Ragio GaGa się udało, w studiu takie se (choć nie ukrywam, że mam spory sentyment do studyjnej wersj), na żywo odżywa, piosenka staje się nagle czymś o wiele ciekawszym, lepszym. Jeszcze bardziej to się udało w przypadku Back Chat, wersja studyjna może i tak zła znowu nie jest, ale ciężko mi znieść to brzmienie (perka jest fuuj), a Red Special nie brzmi jak Red Special (co dla mnie jest dużą wadą), ale na żywo przeuwielbiam. Wersja z Milton to absolutne cudo, Red Special w końcu brzmi jak Red Special, a solo to mistrzowstwo i jest dla mnie największym plusem tego utworu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 3:48 pm Temat postu: |
|
|
| Lecri napisał: | Po pierwsze.
Tak się składa, że uważam aranżację IWTBF za okropną. Odnoszę wrażenie jakby ta piosenka była aranżowana z myślą o zawojowaniu list przebojów, że zespołowi się nie chciało i poszli na totalną łatwiznę. Melodia tegoż sama w sobie taka zła nie jest, ale przy takim jej "ubraniu" (plus straszliwa produkcja, która jeszcze bardziej pogrąża utwór) nie jestem w stanie w żaden tegoż kawałka zaakceptować. Nie w przypadku takie zespołu jak Queen Wink I to przykre, że ludzie z takim popowym byle czym kojarzą świetny zespół rockowy. |
Nigdzie nie powiedziałem, że aranżacja IWTBF jest dobra. Wręcz przeciwnie; uważam ją za słabą i bardzo niedopracowaną, co zresztą jest charakterystyczne dla utworów z tego albumu. Owszem, brzmi popowo oraz typowo "pod publikę" - ale dużo utworów w latach 80. (i nie tylko, ale wtedy IMO było to najbardziej zauważalne) było w ten sposób tworzonych. Patrz Invisible Touch Genesis - taki synth pop, że ręce opadają, a większość ludzi w USA i tak kojarzy zespół z piekną przeszłością progową z tym kiczowatym wstepem na perkusji i cholernie plastikowo brzmiącym syntezatorowym riffem. Tak jest i z Queen - no ale cóż, trzeba sie pogodzić. ;/
| Lecri napisał: | Po drugie.
Czemu uważasz, że do tej piosenki solo na gitarze, by nie pasowało? Bo to mocno syntezatorowy utwór? Ja nie widzę żadnego problemu, by solówka była gitarowa. Równie dobrze możnaby powiedzieć, że do Invisible Mana nie pasuje solo gitarowe, tam jest nawet synthbass, ale Brian zagrał solówkę, która pasuje świetnie i do tego sama w sobie jest fantastyczna Smile A sama solówka jest dość nietypowa, ale to w końcu Brian, który nieraz takie nietypowe rzeczy grał na gitarze (patrz "syntezatorowe" solo w Get Down Make Love albo guitar jazz band w Good Company).
Poza tym myślę, że Brian potrafiłby wymyślić takie solo (i tak je zagrać), by idealnie pasowało do utworu. Często tak robił. Lazing On A Sunday Afternoon to świetny przykład, solówka jest idealnie dopasowana do charakteru tego pastiszu. |
Uważam, że by nie pasowało, bo przy TAK SŁABEJ aranżacji tak kipiącej wszystkim co najgorsze w Queen w latach 80. mało co by pasowało. Kiczowaty syntezator do kiczowatej piosenki - proste. Jasne, można by wymysleć solo gitarowe które by idealnie wpasowało sie w klimat tego utworu - ale obawiam się, że żeby tego dokonać Brian by musiał nałożyć tyle efektów na dźwięk gitary (modulatory dźwięku, echa, fazery etc.), że solo gitarowe by brzmiało jak... syntezatorowe. I wrócilibyśmy do punktu wyjścia. A przywołany przez Ciebie The Invisible Man - zauważ że piosenka na moment solo całkowicie zmienia charakter - synth bass zostaje przygnieciony przez kilka warstw gitar, nie tylko prowadzących, ale także rytmicznych, grających w tle akordy. To solo pasuje, bo ZMIENIONA została aranżacja na czas solówki. Czy uważasz, że gdyby Brian zagrał na suchym podkładzie I Want To Break Free z tą plastikowo brzmiącą perkusją i całkowicie niebasowym dźwięku gitary basowej piosenka stała się lepsza? Moim zdaniem nie. Gdyby został zachowany ten podkład z bridge'a, tylko grając główną progresję i motyw, to takie solo by napewno działało. Ale nie - można pójść na łatwiznę, nie zmieniać aranżacji na te kilka taktów (rozumiem, gdyby musieli całą piosenkę redo dla tego solo [przydałoby się, ale to inna inszość], to ok; ale widać, że nawet im się nie chciało na tą jedną zwrotkę!) i zagrać słabe jak barszcz, ale i pasujące do pozostałej części piosenki synth solo.
A co do wersji na żywo - jasne, na koncertach to nie był żaden Let Me Entertain You albo inne Tie Your Mother Down, ale i tak brzmiało lepiej, musisz chyba przyznać.
Ale to prawda - Back Chat na żywo to czysty miód i biszkopt.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 5:24 pm Temat postu: |
|
|
Taa, cud, miód i czarownica.
Jeszcze apropos Invisible Man. Podczas solówki aranżacja się nie zmienia. Zostaje tylko właśnie, jak to ująłeś, 'przygnieciona' przez ścieżki gitary. Podkład jest dokładnie ten sam (chodzi mi o ten moment, kiedy gra już syntezator imitujacy bas).
I jeszcze o IWTBF. Pomijając fakt, że jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że solo jest zagrane na gitarze... Moim zdaniem solo gitarowe pasowałoby tutaj. Nawet do obecnej aranżacji. Na żywo Brian grał prawie dokładnie te same dźwięki podczas solo, które gra syntezator w wersji studyjnej. Poza tym przydałoby się podkręcić tempo (jak na koncertach). A, jeszcze jedno - bas w IWTBF jest prawdziwy. Grany przez Janka na jego precelku.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 5:33 pm Temat postu: |
|
|
| Arquest napisał: | Taa, cud, miód i czarownica.
Jeszcze apropos Invisible Man. Podczas solówki aranżacja się nie zmienia. Zostaje tylko właśnie, jak to ująłeś, 'przygnieciona' przez ścieżki gitary. Podkład jest dokładnie ten sam (chodzi mi o ten moment, kiedy gra już syntezator imitujacy bas).
I jeszcze o IWTBF. Pomijając fakt, że jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że solo jest zagrane na gitarze... Moim zdaniem solo gitarowe pasowałoby tutaj. Nawet do obecnej aranżacji. Na żywo Brian grał prawie dokładnie te same dźwięki podczas solo, które gra syntezator w wersji studyjnej. Poza tym przydałoby się podkręcić tempo (jak na koncertach). A, jeszcze jedno - bas w IWTBF jest prawdziwy. Grany przez Janka na jego precelku.  |
W to ostatnie akurat nie wątpię - sam gram na basie, więc mniej więcej rozpoznaję prawdziwy i syntetyczny. Ale dźwięk jest zrąbany IMO, nie wiem nawet jak to ująć, ale coś napewno z equalizerem poszło nie tak im i za mocno podbili wysokie tony, brzez co bas nie ma aż takiego charakterystucznego dudnienia (ale od czego jest equalizer w odtwarzaczu audio). A poza tym, przykryli go chamy pod gitarą akustyczną.
No, do TIM - jeśli gitara w tle jest dodana, to moim zdaniem aranżacja się zmienia. Jest bardziej rockowo, co jest kontrastem z resztą utworu. Tzn. wiem, że mój punkt widzenia nie jest chyba zgodny ze słownikową definicją aranżacji, ale chodzi mi o to: Gdyby solo w I Want To Break Free było zagrane na gitarze i z gitarą elektryczną (fajną) w tle, to by diametralnie zmieniło charakter środka piosenki i by było znośnie.
Moim zdaniem natomiast nie zgadzam się, że solo by tam pasowało przy istniejącym podkładzie. Brzmiało by to tak kontrastowo, że choćby solo było najlepsze, to i tak cały wydźwięk fragmentu by był sztuczny, choć na pewno mniej sztuczny niż ten, który teraz jest. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 8:16 pm Temat postu: |
|
|
Generalnie, gdyby 'użyli Briana' w całej piosence, byłoby duuużo lepiej. Mógł przeca zagrać wstęp na Deaky Ampie, podkład mógł być na Red Special zamiast na akustyku, solo gitarowe z ładnym tłem... A pewnie było tak, że Janek widząc, że Brian poszedł się wysikać, krzyknął do Freda Mandela: 'Ej, chodźże zagrasz mi tu jedno solo, byle szybko, żeby Bri nie widział!' i mamy to, co mamy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Lip 04, 2011 11:14 pm Temat postu: |
|
|
I właśnie o to mi chodzi: gdyby porządna gitara była w całym utworze, to by brzmiało zdecydowanie lepiej. A w tej formie to solo na gitarze zamiast klawiszach (bez zmiany niczego innego) pomóc by mogło ewentualnie tej piosence w stopniu lekkim. No, ale zawsze jakiś improvement...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|