| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| HOT SPACE |
| 1 |
|
8% |
[ 3 ] |
| 2 |
|
11% |
[ 4 ] |
| 3 |
|
25% |
[ 9 ] |
| 4 |
|
22% |
[ 8 ] |
| 5 |
|
16% |
[ 6 ] |
| 6 |
|
16% |
[ 6 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 36 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Sro Gru 21, 2011 12:39 am Temat postu: |
|
|
Zależy do czego się porównuje. Ściany dźwięku nie ma, ale niech ci będzie.  _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Sro Gru 21, 2011 11:33 am Temat postu: |
|
|
Faktycznie w Put Out The Fire mi od zawsze brakowało tego crasha i basu na początku jak w Father To Son, ale to jeszcze nie dyskfalifikuje tego kawałka z listy najostrzejszych w dorobku Królowej, no nie? Na początku jest faktycznie za liptonowo
O, i to samo mamy w Princes of The Universe - sama partia gitarowa, i to jeszzce otwarty akord a nie riff, bez żadnego uderzenia w talerz...? Trochę... żalowato  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gosiakn

Dołączył: 23 Lut 2009 Posty: 421 Skąd: Białystok
|
Wysłany: Sob Maj 12, 2012 7:20 pm Temat postu: |
|
|
Ponieważ trzydziesta rocznica wydania albumu Hot Space zbliża się wielkimi krokami, postanowiłam wyrazić w tym temacie swoją opinię, jako że tu jeszcze nie pisałam, a że wielu aspiruje do osiągnięcia najwyższego pułapu hipsterstwa, to trzeba by było popisać o czymś innym niż Lambert, czyż nie?
Płytę oceniłam na 5 mimo że nie uważam jej za idealną, mistrzowsko spójną, czy wykorzystującą potencjał grupy. Biorąc pod uwagę okoliczności niesprzyjające powstawaniu nowego materiału, jak konflikty między członkami zespołu, czy nieopamiętanie się i kompletne zachłyśnięcie Freddiego bujającymi rytmami patrzę na ten album okiem innym, niż na te wcześniejsze. Przede wszystkim materiał sprawdza się w sytuacjach parkietowych, co mogą potwierdzić ci, którzy doświadczyli i w tej roli jest serio niepowtarzalny. Jakbym go oceniała miarką moich ulubionych Queen albumów to pewnie wypadłby gorzej w ostatecznej nocie. Co w nim lubię, że przyznaję tak dobrą ocenę? Chyba inność, nie przeszkadza mi, a wręcz ją doceniam. Kiedyś niespecjalnie przemawiało do mnie BL, zmieniło się to z chwilą gdy muzyka połączyła się z ruchem - wtedy jest moc! Są tu rzeczy, za którymi nie przepadam, jak np. Life Is Real, ale zdecydowanie więcej jest kawałków, które kołyszą i do siebie pasują. Duży plus za Under Pressure, tego chyba powtarzać nie trzeba. Co zasługuje na uwagę, to jeszcze sekcja dęta w Staying Power. Smuteczek, że tak mało gitary na płycie
W ogóle to przebrnęłam przez całą tę dyskusję o HS i wygląda na to, że swego czasu przebiegała całkiem dynamicznie
Jak jest teraz z waszym zdaniem na temat HS? Zmieniło się coś? Należy się huczna impreza-trzydziestka, czy lepiej to przemilczeć?  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Pon Lip 16, 2012 4:09 pm Temat postu: |
|
|
Jest to najdziwniejsza (nie licząc Flasha) płyta grupy, nijak nie pasująca do reszty dokonań zespołu. Co nie znaczy, że słaba. Długo nie mogłem przekonać się do HS, ale kiedy polubiłem tę płytę, zrozumiałem, jak wiele straciłem będąc hotspejsfobem. Płyta może być kontrowersyjna, za dużo zdecydowanie elektroniki (i to takiej dewaluującej się, czyli brzmiącej z dzisiejszego punktu widzenia starodawnie), utwory takie mało rockowe... wiele można złego powiedzieć o tej płycie, ale stawiam jej 5. Lekko naciągane, ale co mi tam.
Przede wszystkim - strona 1 i 2 znacząco się różnią. Pierwsza strona to czysty paradygmat syntezatorowy, druga miewa już przebłyski rocka.
Staying Power , Dancer, Back Chat, Body Language i Action this day omówię krótko i wspólnie. Kiedy pierwszy raz to zapuściłem, przekonany byłem, że to nie ta płyta, że coś się pomyliło, że to nie Queen. Zupełnie nie ich styl, nigdy przedtem (ani potem) czegoś takiego nie grali. Ale mimo wszystko uważam to za ciekawy i udany eksperyment - ale cieszę się jednak, że tylko jednorazowy. Różnorodność jest tym, co w Queen lubię, nie ma tak, że wszystkie utwory brzmią tak samo (jak ma np. U2), ale wciąż mamy coś nowego. Z podanej piątki najbardziej lubię (na granicy z "uwielbiam") Back Chat. Pozostałe cztery - słucham razem z Hot Spacem, nie szaleję za nimi, ale też żadnej nigdy nie przeskakuję. Nucę i tupię sobie radośnie nogą w rytm każdej jednej, chociaż gdyby ta czy tamta nie pojawiłaby się na płycie, nic pewnie by się nie stało.
Put out the fire - Ach, ja lubię ten falsecik przed refrenem! Żaden z tego utworu rocker, ogólnie przeciętny utwór w karierze zespołu, ale zostawia po sobie miłe wspomnienie.
Life is Real - Gdyby wydając Greatest Hits III panowie pomyśleliby w kategoriach "najlepsze piosenki, które nie znalazły się na GH1 i GH2 + the best of MiH + NOBY" to myślę, że Life is Real miałoby na tej płycie miejsce gwarantowane jak nic. Piękna, subtelna ballada - jedna z najbardziej niedocenianych w historii zespołu.
Calling all girs - Też elektronika, ale na stronę A już tak nie do końca pasuje. Klasyczny wypełniacz, nie zachwyca specjalnie, ale skoro już jest... no to fajnie, że jest.
Las palabras di Amor - Swojego czasu przekonany byłem, że śpiewa to Brian. W dużej mierze przyczynił się do tego Freddie, śpiewając ten utwór z brianowską manierą (czyżby zamierzona parodia?). Sympatyczny utwór, ale raczej nie jest wielkim dziełem. Szybko wpada w ucho, ale szybko się też nudzi - pod tym względem jest pełnoprawnym utworem z gatunku POP.
Cool Cat - Hmm... Kocie piosenki Freddiemu nie wyszły. Nie lubię tego, podobnie jak nie lubię Delilah. Moim zdaniem najsłabszy utwór na płycie, chociaż tragedii jeszcze nie ma.
Under Pressure - Jeden z najlepszych utworów zespołu. Do dziś wywołuje u mnie ciary. Świetny duet z Davidem, znakomity w każdej nutce. I ten teledysk jeszcze... brrr... creepy - ale w dobrym sensie. Dzięki niemu zainteresowałem się też bliżej twórczością Davida - i nie żałuję.
Płyta w miarę równa. Kilka utworów przeciętnych, większość raczej dobra (lub bardzo dobra) i dwa wybitne (Under Pressure, Life is Real). Za całokształt - lekko naciągane 5. _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kaszmira

Dołączył: 14 Mar 2012 Posty: 112 Skąd: Świętochłowice
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2012 8:45 pm Temat postu: |
|
|
Wystawiam 4..
Staying Power całkiem fajne:)
Back Chat to taki Michael Jackson i jak dla mnie jest przyzwoite.
Put On The Fire to mocny punkt płyty.
Body Language jest jakieś takie drażniące.
Nie będę wymieniać wszystkich tylko skomentuję ostatnią..
Under Pressure..jakie szczęście ,że znalazła się na tej płycie..to takie szczęśliwe zakończenie:D Uwielbiam ją !! Nie idzie przy niej ustać w miejscu;)
Hot Space nie jest tragiczna ale nie jest to też Queen w takim wydaniu jakie kocham;)
<lubię to> i w zasadzie tyle;) _________________ 'And whatever will be will be..'
------------------------
http://sklep.slaskiecentrumperkusyjne.pl/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
drawer

Dołączył: 09 Wrz 2012 Posty: 19 Skąd: Nottingham / Trzebnica / Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 9:21 pm Temat postu: |
|
|
| Dla mnie 6! Fantastyczne brzmienie. Jak ktoś nie odsłuchał na na winlylu, to nie dziwie się, że na podstawie jakości CD ma ten album w głębokim otworze! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
June

Dołączył: 03 Maj 2012 Posty: 329
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 9:55 pm Temat postu: |
|
|
*kaszel* Myślę, że nie brzmienie, a kompozycje mają tu znaczenie... Dobry utwór/album broni się puszczony przez najpodlejsze głośniczki komputerowe, chociaż rzeczywiście na dobrym sprzęcie może brzmieć jeszcze lepiej. Czy jest tak w drugą stronę... Hmm.
Moja opinia od pierwszego odsłuchu znacznie się zmieniła. Najpierw mi się HS podobała, potem... po prostu przestałam jej słuchać. Krótki romans z tą płytą, może dwutygodniowy. Tu wychodzi na wierzch to, że oceniając coś, dobrze jest zapoznać się z całym dorobkiem artysty. Bo o ile przy The Miracle i The Works (bo Innunedo nawet na początku stawiałam ciut wyżej) Hot Space jest nawet OK, to po przesłuchaniu Queen II robi się człowiekowi tak... dziwnie. A mówiąc o samej sferze muzycznej - cóż, płyta Queen bez Red Special. To tak, jakby kazać Marilyn Monroe wystąpić w filmie z papierową torbą na głowie - nikt nie wątpi, że można, może to dać nawet ciekawy efekt, ale nie za to ludzie ją pokochali*.
Indywidualnie utwory się bronią, cała płyta to natomiast za dużo szczęścia na raz.
*I nie chcę tu zabrzmieć jakbym myślała, że u MM ważny był tylko wygląd, ale jej wizerunek dopełniał gry aktorskiej i ludzie przez lata będą ją jeszcze stawiać w szeregu z jakąś Wenus z Milo jako kanon kobiecej urody (ja również) i za to ją zapamiętają. _________________
Prześpij się trochę.
Nie udzielaj rad.
Dbaj o zęby i dziąsła.
Ron Padgett, Jak stać się doskonałym |
|
| Powrót do góry |
|
 |
aber

Dołączył: 09 Sty 2010 Posty: 1325 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 9:59 pm Temat postu: |
|
|
| drawer napisał: | | Dla mnie 6! Fantastyczne brzmienie. Jak ktoś nie odsłuchał na na winlylu, to nie dziwie się, że na podstawie jakości CD ma ten album w głębokim otworze! |
Świetny argument!!!!!!! _________________ QPoland - Największa polska strona o zespole Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 10:04 pm Temat postu: |
|
|
| June napisał: | | *kaszel* Myślę, że nie brzmienie, a kompozycje mają tu znaczenie... |
Nie słuchałaś na winylu, nic nie wiesz.
Ja słuchałem. Ale że za przesłuchanie nie wniosłem opłaty 20PLN to mi się płyta specjalnie nie podobała. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 11:37 pm Temat postu: |
|
|
A może na wydaniu winylowym są całkiem inne kawałki? _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
June

Dołączył: 03 Maj 2012 Posty: 329
|
Wysłany: Sob Wrz 15, 2012 10:11 am Temat postu: |
|
|
Jak ktoś ma to niech mi podeśle, wersja z cd mi się znudziła...  _________________
Prześpij się trochę.
Nie udzielaj rad.
Dbaj o zęby i dziąsła.
Ron Padgett, Jak stać się doskonałym |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sob Wrz 15, 2012 12:20 pm Temat postu: |
|
|
Na winylu w duecie z Freddiem śpiewa Hogarth, obecne jest pięciosekundowe demo ze Stewartem, nie ma solówek Briana i jest nowa suita - In Only Seven Days (Monday - I Started My Holiday, Tuesday - I've Been Ironing My Socks, Wednesday - I Saw Her In the Laundry, Thursday - I Crapped My Pants on Purpose to See Her Again, Friday - I Have No Fresh Underwear, Saturday - I Met Her Again and She Told Me It Was Impossible to Clean My Pants, Sunday - Oh No I Have to Go Back to Munich and Record with These F***ing Idiots Who Don't Appreciate My Talent!). _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Wrz 16, 2012 11:58 am Temat postu: |
|
|
mike- ja chcę usłyszeć tę suitę.
Ja MUSZĘ usłyszeć tę suitę!!! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
carl johnson

Dołączył: 19 Paź 2012 Posty: 5 Skąd: Ameryka
|
Wysłany: Wto Paź 23, 2012 6:49 pm Temat postu: |
|
|
W okolicach lipca 1981r w studiu we wspaniałej szwajcarskiej miejscowości Montreux ma miejsce żywiołowa burza mózgów między muzykami zespołu Queen i niejakim Mackiem jak będzie wyglądała następna płyta, Brian wrzeszczy, Roger go przekrzykuje Freddie myśli jakby tu się zmyć na miasto, Mack nerwowo zagryza wargę jedynie Deaky w kącie brzdęka jakieś mało ważne pampam parapampam wtem nadchodzi jego królewska mość David Bowie i marzenia Freddiego stały się faktem poszli w miasto.
Wrócili w nocy w stanie mocno wskazującym i nabrali chęci do nagrywania. Roger który przejawiał największą ochotę do grania woła Johna:
- Ej Dikon pamietasz to coś plumkał przed wyjściem?
Niestety Deaky się zalał i zapomniał ale na szczęście Roger pamiętał i tak powstał właśnie największy hajlajt płyty Under Pressure pijani Mercury i Bowie śpiewali koncertowo aż nabrali ochoty na kolejne duety i obiecał każdemu że zaśpiewa z Fredkiem w duecie po jednej piosence napisana przez nich jako że UP to był twór Johna przyszedł czas na Cool Cat czyli twór Fredka (z pomocą Johna) Bowie w alkoholowym amoku nie zauważył że zaśpiewał chórki w jednej z najgorszych piosenek popełnionych przez Queen (na szczęście jak wytrzeźwiał a zespół mu przypomniał o owych chórkach kategorycznie zabronił ich publikacji) przyszedł czas na Briana, a Borsuk miał prawdziwą bombę rockową o enigmatycznym tytule I Don’t Want To Be A Rolling Stone Bowie ochoczo zabrał się do śpiewania bo jak stwierdził nie lubił tych dupków z Rolling Stone (i gdy David sobie przypomniał co śpiewał błagał Briana by nie było tego na płycie bo mu Jagger jaja urwie ale na szczęście dla niego zespół nie planował wydać tego na płycie ale o tym później) przyszedł czas Rogera a ten miał w zanadrzu niejakie Action This Day lecz Bowie przetrzeźwiał nieco i stwierdził że on takiego gówna nie zaśpiewa i tak się skończyło współne picie granie i śpiewanie z Bowie'm.
Nadszedł czas poważnych decyzji zespół miał trzy nagrania poprockowy Under Pressure pedalskie Cool Cat i rock w czystej postaci I Don’t Want To Be A Rolling Stone. W owym dniu Freddie z Johnem pewnie weszli do studia i ustami Mercurego powiedziało robimy płytę w stylu disco-funk, Rogera i Briana zamurowało ale nie na długo pierwszy odezwał się Roger:
R:- Poebało was? Funk, Disco? Precież my rocka gramy...
F:- Roger Darling teraz jest popyt na funk na czarny funk nie widzisz tego?
R:-Taa jasne ciekawe gdzie Ty to widzisz
Wtem małomówny John się odezwał:
J:- Taylor a Another One Bites The Dust?
R:- To był przypadek i jeszcze ten riff który podpierdzieliłeś murzynom
F:- Podpierdzielił czy nie hit był i jest ogromny, a Ty Rog powiedz mi napisałeś jakiś hit co? Jakiś nr 1? Jakoś sobie nie przypominam więc zamknij ryja
R:- No tego no, Brian ratuj sytuację
B:- No mnie ten funk nie podchodzi ja chcę grać na mojej gitarze... Poza tym takiego rockera mamy
F:- Nie bój żaby napisz taki jakiś rock ale wiesz taki funkrock i strzel jaką balladę coś jak Save Me pasi? A może na jakiś funk się skusisz co? a O tamtym rocku zapomnij po cholere iśc na wojnę z tymi debilami z Rolling Stone
B:- No nie wiem no ale dobra raz się żyję niech Ci będzię
I tak sobie powstała płyta Hot Space.
Brian napisał funkrocka Put Out The Fire a i balladę strzelił Las Palomas i niestety ale ku radości Freda skusił się na funk pt Dancer
Buntownik Roger któremu wyrwano wszystkie argumenty przerobił na funk Action This Day a i stworzył też niegłupie Calling All Girls
Deaky który okazał się cichym zwyciężcą wspomnianych kłótni nie wykazał się zbytnim polotem uznając że UP i słowa w CC wystarczą napisał jeszcze Back Chat które w jego mniemaniu miało być hitem na miarę AOBTD ale niestety Brian mu zniszczył to marzenie dodając swoją gitarę którą dosłownie wywalczył pięścioma powalając biednego Johna
i Na koniec charyzmatyczny frontman który był w raju tworzył funk na całego czego Body Language i Staying Power są żywymi dowodami ale że nie samym folkiem człowiek żyje napisał cudną balladę na cześć Lennona Life Is Real
Niestety płyta nie odniosła oczekiwanego sukcesu, chłopaków na dodatek zdołował niejaki Michael Jackson który stwierdził że pomysł był świetny ale z funkiem jak i z piciem trza umić
Największy zwyciężca: Roger i Brian ostatnie ostoje rocka
Największy przegrany: Deaky do dziś dnia przekonuje (znaczy do dnia kiedy był ostatni raz widziany) że gdyby nie gitara w Back Chat Hot Space sprzedawałaby się lepiej niż Thiller MJ-a _________________ "Jest niemożliwym egzystować w społeczeństwie i jednocześnie być wolnym od niego" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Corey

Dołączył: 15 Lis 2012 Posty: 1741 Skąd: Wembley Stadium
|
Wysłany: Pon Gru 03, 2012 7:14 pm Temat postu: |
|
|
Kiedyś się zastanawiałem co było powodem, że Queen nagrał taki kicz?
No cóź to nic innego jak skutki zbyt długiego imprezowania Freddiego w ekskluzywnych klubach gejowskich, gdzie królowała owego czasu muzyka funk i disco. Może i Freddie był wtedy w przysłowiowym 7 niebie, ale kolegom z grupy wcale ten projekt na nowy krążek się nie podobał. Wiadomo, że Freddie był strasznie uparty i miał głęboko w dupie zdanie innych, dlatego tak czy owak Hot Space powstać musiało. Dla innych dobrze, bo ujżało światło dzienne Under Pressure, a dla pozostałych to było oczywiste przegięcie i żal. Dla mnie album jest taki sobie. Nie lubię plastikowego brzmienia, dlatego z pewnością nigdy tak w 100% do tego kiczu się nie przekonam. Jest oczywiście super duet z Bowie, dwie może trzy ballady, w tym jedna dla Lenona. Jest jedna zboczona i reszta do tańca, ale to jednak nie na moje nerwy  _________________ magic
Niesamowity Chuck Norris!!! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Soplica

Dołączył: 06 Lis 2012 Posty: 680 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Wto Gru 18, 2012 7:06 pm Temat postu: |
|
|
Generalnie po pierwszym przesłuchaniu krążka, nie miałam ochoty włączyć go kolejny raz - jak inne płyty...
Wg mnie bardzo słaba płyta, za dużo tych sentezatorów, za mało gitary. Że to płyta Queen przypomina mi jedynie Under pressure, które uwielbiam.
Daje 4, bo w miarę przyzwoite jest Back Chat, Life is real i Cool cat, chociaż Freddie mógłby nie piszczeć tym falsetem przez cały utwór. _________________ There's no time for us, there's no place for us... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
david82

Dołączył: 09 Wrz 2012 Posty: 569
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 12:24 pm Temat postu: |
|
|
| Jeśli Back Chat jest jednym z najlepszych kawałków na płycie (pomijająć UP oczywiście) to nie zabieram się za cały album. Widzę, że szkoda czasu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Soplica

Dołączył: 06 Lis 2012 Posty: 680 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 12:42 pm Temat postu: |
|
|
Na tej płycie (oprócz UP) nie ma brzmienia Queen... Jakby to zupełnie inny zespół nagrał. _________________ There's no time for us, there's no place for us... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
tretos

Dołączył: 14 Lut 2011 Posty: 330
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 1:12 pm Temat postu: |
|
|
No fajnie, fajnie Rainbow. w 2013 ( może ). Osobiście wolałbym Hammy 79..ale no cóż, byłbym idiotą gdybym psioczył teraz Anyway, czekamy na Houston!  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
annie_m

Dołączył: 01 Gru 2012 Posty: 688 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 6:48 pm Temat postu: |
|
|
| tretos napisał: | No fajnie, fajnie Rainbow. w 2013 ( może ). Osobiście wolałbym Hammy 79..ale no cóż, byłbym idiotą gdybym psioczył teraz Anyway, czekamy na Houston!  |
Zawsze lepsze coś niż nic  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 8:14 pm Temat postu: |
|
|
| annie_m napisał: | | tretos napisał: | No fajnie, fajnie Rainbow. w 2013 ( może ). Osobiście wolałbym Hammy 79..ale no cóż, byłbym idiotą gdybym psioczył teraz Anyway, czekamy na Houston!  |
Zawsze lepsze coś niż nic  |
Powiedział Brian kończąc produkcję Absolutely the Greatest Hits Queen Ever Recorded vol. 1 _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Soplica

Dołączył: 06 Lis 2012 Posty: 680 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sro Gru 19, 2012 9:00 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | annie_m napisał: | | tretos napisał: | No fajnie, fajnie Rainbow. w 2013 ( może ). Osobiście wolałbym Hammy 79..ale no cóż, byłbym idiotą gdybym psioczył teraz Anyway, czekamy na Houston!  |
Zawsze lepsze coś niż nic  |
Powiedział Brian kończąc produkcję Absolutely the Greatest Hits Queen Ever Recorded vol. 1 |
Proszę, bądźmy optymistami... _________________ There's no time for us, there's no place for us... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Czw Gru 20, 2012 12:26 am Temat postu: |
|
|
Hot Space - nie do końca rozumiem dlaczego na tej płycie wieszane są psy. Ktoś już na forum napisał, że odpycha przy pierwszym przesłuchaniu - tak było też i ze mną. Po zassaniu i zapuszczeniu autentycznie zwątpiłem, czy w ogóle mam do czynienia jeszcze z Queen. Dopiero przeczytanie, że na końcu jest "Under Pressure" (Palabras wtedy jeszcze nie znałem) uspokoiło mnie, że faktycznie to nasz zespół.
Mam taką taktykę na płyty - jeżeli się nie podoba/jestem nieprzekonany (a wypadałoby to lubić) słucham do oporu. Jeżeli się nie spodoba, wrócić za kilka miesięcy. I znów katować. Metoda sprawdza się w ok. 50% - są płyty oporne na tę taktykę, są też takie, które bardzo ładnie wskakują mi do głowy - oczywiście nie od razu, ale im więcej ich później słucham, tym bardziej mi się podobają.
Hot Space nie było szczególnie oporne - już po ok. 10 przesłuchaniach wiedziałem, że TO JEST TO! Płyta na pewno jest dość wyjątkowa na tle pozostałych dokonań zespołu. Żadna przedtem ani potem (nie licząc Flasha, który się nie liczy) nie była naszpikowana taką elektroniką. Ale czy to źle?
Na +:
- Back Chat - genialne moim zdaniem. Utwór silnie zrytmizowany, ale dużo lepszy aniżeli AOBTD czy Dragon Attack. Do mnie przemawia - dniem i nocą chodzi mi po głowie.
- Under Pressure - świetny, klimatyczny utworek ze znakomitym teledyskiem.
- Life is Real - świetne, bardzo sentymentalne i takie "lennonowskie". Cudowne i wzruszające
- Put out the fire - mówcie sobie co chcecie, na mnie ten sopranik w przedrefrenie działa znakomicie, cała reszta też niczego sobie.
- Las Palabras de Amor - celowo na końcu. Ciekawy utwór, ale po jakimś czasie się nudzi. Uwierzycie albo nie, ale byłem długo święcie przekonany, że śpiewa to Brian. A to Freddie jedynie bawił się śpiewając z mayowską manierą.
Na -:
- Body Language - tragedii niby nie ma, ale gdyby utwór skończył jako B-side nikt chyba za nim by nie płakał
- Cool Cat - nie trawię tego, najsłabsze na płycie - ale Queen ma w swojej karierze o wiele bardziej wnerwiające utwory.
Pozostałe utwory - lubię. Nie przepadam, nie szaleję, ale lubię. Ale mimo wszystko za takimi "Action this Day" czy "Staying Power" tęsknię.
Podsumowanie: Daleki jestem od filozofii "Co daje Queen, muszę uwielbiać". Na swojej drodze do gigantycznego sukcesu mieli sporo wtop, przyznaję. Hot Space do nich nie należy. Był to swoistego rodzaju eksperyment na tym, co onego czasu było bardzo popularne. Jednorazowy. Queen to zespół wielu twarzy (a jeżeli dołączyć do tego to, co robili Freddie, Brian i Roger w karierze solowej, twarzy tych jest jeszcze więcej). Możemy niektóre odrzucić, niektóre przyjąć, niektóre wielbić - każdy z nas ma do tego prawa.
Dla mnie Hot Space to album na 4 (niech będzie - z dużym plusem) - z zastrzeżeniem, że nie dziwię się osobom, którym się nie podoba. Jego niesztampowość jest bowiem bronią obosieczną, która zachwyca innych i odrzuca drugich. Cieszę się, że załapałem się do tych pierwszych. _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|