| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| A NIGHT AT THE OPERA |
| 1 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 4 |
|
2% |
[ 1 ] |
| 5 |
|
10% |
[ 5 ] |
| 6 |
|
86% |
[ 40 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 46 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 11:47 pm Temat postu: |
|
|
Przyjdą, ja gram od jakiegoś roku, co prawda na klasyku i raczej nie porzykładam się do niego jak do basu, ale Love of My Life, choć wolniej niż Brian zagrać nawet nawet umiem... Tylko się zawsze męcze z kartką z tabem, bo nie umiem na pamięć  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Pią Sty 02, 2009 11:53 pm Temat postu: |
|
|
| RockFan90 napisał: | Oszy Ty... |
Och żarcik, nie gniewaj się Rocky.
Ja tam lubię sobie tak po cichu aranżować utwory różnych wykonawców. U innych jest to w zasadzie: o tutaj lepiej by to brzmiało, tutaj to bym zmienił. W przypadku Queen zmiany idą w kierunku: "może tak mi się uda to zagrać/zaśpiewać".
Jak prawicie o Love Of My Life to przed oczami mam wkur$$onego Freda na koncercie w Montrealu i "So you don't know it?"... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Nie Sty 25, 2009 6:06 pm Temat postu: |
|
|
Prophet's Song to mistrzostwo,niesamowity utwór _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OldRep

Dołączył: 09 Lut 2009 Posty: 14
|
Wysłany: Sob Lut 14, 2009 10:22 pm Temat postu: |
|
|
Poczytałem Wasze teksty i o to wniosek:
Wszyscy obowiązkowo na korepetycje z ....
historii filmowej burleski i na "A Night At The Opera" i "A Day At The Races"
z braćmi MARX w roli głównej do kina marsz.
Wtedy może naprawdę poczujecie klimat tego albumu.
Być może dlatego nigdy mi klimatem nie pasowały "Prophet's song" i "I'm in love with my car" - reszta jest bezwzględnie genialna słuchana razem czy osobno, rano czy wieczorem, latem czy zimą itd....
PS
Jest jeszcze "KACZA ZUPA", kolejny zwariowany film z braćmi Marx
ale płyty Queen o takim tytule nie ma , a Groucho Marx to ten na moim awatarze. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Lut 14, 2009 10:59 pm Temat postu: |
|
|
| OldRep napisał: |
ale płyty Queen o takim tytule nie ma |
Prasa przed wydaniem szóstej płyty plotkowała, ze to miał być tytuł. A fani "nadrobili zaniedbanie" i nazwali (zatytułowali) tak jeden z popularniejszych wtedy bootlegów wydanych na winylu.  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Pią Lut 20, 2009 10:15 am Temat postu: |
|
|
jak dla mnie dwa utwory które odstają to Sweet Lady i You're My Best Friend, są jakieś takie błache, zwłaszcza ten drugi, hit to z pewnością jest ale nijak ma się do genialnych kawałków z płyty ...co do I'm in Love with My Car to jest znakomity, ma świetny klimat, dobrze że tego Freddie nie śpiewał, kawałek z takim zadziorem jest potrzebny na tej płycie _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Maj 20, 2009 3:06 pm Temat postu: |
|
|
Dla tego albumu 6-stopniowa skala jest zdecydowanie za mała! Takie coś jak ANATO zasługuje przynajmniej na 2-3 razy tyle!
To jest mój absolutny numer jeden spośród wszystkich płyt Królowej! Mistrzostwo nad mistrzostwami! Płyta nie ma wogóle słabych punktów! No po prostu nie ma się do czego przyczepić! Zakochałem się w tym albumie już od pierwszego przesłuchania! Choć nabyłem go stosunkowo późno... Właściwie to na początku pożyczył mi go na kasecie jeden mój kolega wraz z "The Works"(były to dwa albumy które przez lata budziły moje największe zainteresowanie). I najpierw przesłuchałem kasetę z "The Works", a jak potem wziąłem sobie ANATO no to już po prostu nie mogłem się oderwać od słuchania i puszczałem ją sobie w kółko po kilka godzin! A w następnych dniach to już nawet nie korciło mnie by znów wrzucić sobie 'The Works'. Tą drugą kasetę po przesłuchaniu ANATO normalnie rzuciłem w kąt(w przenośni oczywiście ) i wręcz nawet zapomniałem, że mi ją kumpel wogóle pożyczył. Ale oczywiście nie znaczy to, że nie lubię tego albumu, choć przy ANATO to on nie ma u mnie żadnych szans.
W szoku normalnie byłem, gdy Gazeta Wyborcza zaczęła wydawać wszystkie płyty Królowej, a ja się zorientowałem, że jednym z dwóch albumów, na które nie zdążyłem się załapać był właśnie ANATO! Na szczęście kilka miesięcy później dokupiłem sobie to wydanie w MediaMarkcie.
Tak wogóle to pragnę podzielić tutaj zdanie dwóch użytkowników z jednej z pierwszych dwóch stron tego tematu, którzy stwierdzili, iż słuchając tego albumu ma się wrażenie, że jest się w operze. Ja również mam takie odczucie, choć tak naprawdę to nigdy w życiu jeszcze w operze nie byłem.
Tak się zastanawiałem, czy już przede mną ktoś coś takiego napisał...
ANATO to ponadto ulubiony album moich rodziców, a od 'Bohemian Rhapsody' rozpoczęli oni swoją przygodę z zespołem, który wcześniej robił na nich raczej średnie wrażenie.
Dodam jeszcze iż ten album stylistycznie do złudzenia przypomina mi Sheer Heart Attack. Utwory z tych dwóch płyt są wg mnie tak do siebie podobne, że nieraz mi się myliło który z której płyty pochodzi i tak przez jakiś czas 'Love Of My Life' przypisywałem do SHA, a takie 'Tenement Funster' do ANATO i nie tylko. Jak dla mnie to te dwa albumy tworzą z sobą nierozerwalną całość. A jeśli chodzi o ADATR, który dla części z Was jest kontynuacją czy wręcz uzupełnieniem ANATO, to ja osobiście takiego wrażenie nie mam. Niezbyt mi się te dwa albumy kojarzą ze sobą. Oprócz SHA to ANATO stylistycznie kojarzy mi się jeszcze trochę z Innuendo.
A poszczególne utwory skomentuję o tak:
1.Death On Two Legs - Daje kopa! Mocne wejście na sam początek albumu! Już na samym wstępie mamy narastające napięcie tworzone zarówno przez fortepian jak i gitarę. Mocno jadowity utwór zarówno w tekstach jak i w instrumentalnym wykonaniu! Normalnie gdy go słyszę to myślę o wszystkich swoich wrogach i tak się na nich wyżywam emocjonanie! Zamykam wtedy oczy i wyobrażam sobie, że widzę przed sobą m.in. kilku kretynów z mojego dawnego gimnazjum i liceum, kilku nauczycieli z tychże szkół, mojego niedoszłego ciotecznego szwagra i całą masę innych wykolejeńców na których się w swoim życiu przejechałem i którzy mi szkodzili i że słowa Freddy'ego kierowane są właśnie do nich i że to ja im je wyśpiewywuję. Ach, gdybym mógł tak kiedyś w realu stanąć przed nimi wszystkimi naraz i im prosto w twarz to wszystko wyśpiewać!!!
Najlepszy tutaj jest tekst "But now You can kiss my ass goodbye!"
Ciekawostką jest też iż dawniej ten utwór kojarzyłem mi się z serialem "Futurama", ale nie mam pojęcia dlaczego. Do dnia dzisiejszego jednak skojarzenie to kompletnie już u mnie zanikło.
2.Lazing On A Sunday Afternoon- bardzo fajny skoczny i operowy kawałek! Głos Freddy'ego fajnie brzmi, zupełnie jakby był puszczany przez radio. Najbardziej lubię ten jego niepokój w głosie gdy śpiewa: "I'm come from London town, I'm just an ordinary guy..."
Szkoda jednak, że ten kawałek jest taki krótki.
3.I'm In Love With My Car - świetny popis wokalny Rogera, a i tytuł i treść piosenki bardzo pomysłowe. Początkowo to mi się ten utwór ciągle mylił z "Tenement Funster" z poprzedniej płyty, również autorstwa Rogera. Myliło mi się głównie który z której płyty pochodzi.
Ale muszę niestety stwierdzić iż jest to kawałek, który najmniej mi się na płycie podoba, ale jest to stwierdzenie wyłącznie relatywne, bo utwór sam w sobie jest świetny! Gdybym miał jednak głęboko się zastanowić i dokładnie pogrupować wszystkie utwory z płyty w kolejności od najlepszego do najgorszego to akurat ten kawałek zajął by ostatnie miejsce. Trochę przykro o tym pisać, no ale w końcu któryś utwór musiałby to miejsce zająć. Zaś na pierwszym miejscu to bym się wahał postawić pomiędzy Cygańską Rapsodią a Pieśnią Proroka...
4.You're My Best Friend - piękna ballada, która swojego czasu kojarzyła mi się z moją byłą dziewczyną. Teraz mi się już troszeczkę przejadła(jako iż znałem ją zdecydowanie dłużej od reszty kawałków z płyty, gdyż znałem ją już z "Greatest Hits I"), ale wciąż jest świetna. To jeden z najlepszych utworów Johna, a i podoba mi się ten wstęp na elektronicznym pianinie granym przez niego samego(chyba...).
5.'39 - piękna akustyczna ballada w stylu country, a ja uwielbiam takie klimaty! Jeden z lepszych utworów na płycie. Jak spojrzałem pierwszy raz w życiu na tytuł to mnie się wydawało, że pewnie będzie on o II Wojnie Światowej...
6.Sweet Lady - świetne narastające tempo wszystkich instrumentów w refrenie. Ogólnie cały utwór niezły.
7.Seaside Rendez-Vous - fajne, kabaretowe i przedwojenne klimaty. Nie wspominając już o tym iż piosenka ze względu na tytuł kojarzy mi się bardzo z morzem, a i za to też ją bardzo lubię. Ale najlepsze to są tutaj popisy Freddi'ego i Rogera jak śmiesznie imitują dźwięki instrumentów dętych. I jeszcze nawet zdało mi się gwizdek tam gdzieś usłyszeć...
8.The Prophet's Song - nie no, po prostu majstersztyk! Klasa sama w sobie! Utwór tajemniczy i mistyczny, ponadto ileż tu surrealizmu... Mogę go słuchać po prostu na okrągło! Podoba mi się też, że jest taki superdługi! Dłuższy nawet od Rapsodii! Swojego czasu myślałem, że on jest z wcześniejszej płyty i mylił mi się trochę z "In The Lap Of The Gods".
Najlepsza to w nim jest ta 2-3-minutowa część gdzieś po środku, gdzie głos Freddi'ego jest 3-krotnie na siebie nałożony! Gdy pierwszy raz miałem styczność z tym utworem to w pewnym momencie miałem wątpliwości czy to wciąż ta sama piosenka, czy to już może następny track poleciał i zdziwiło mnie gdy po tejże części utworu nastąpił zwrot ku wcześniejszemu graniu. A później gdy już zaczęło się "Love Of My Life" to mnie się wydawało, że ta piosenka jest jeszcze częścią poprzedniej... no normalnie myślałem, że Pieśń Proroka i LOML to jedna piosenka. Takie bardzo ładne, chwytliwe no i mylące jest przejście pomiędzy nimi.
Ciekaw jestem jak musi to brzmieć w wersji surround... :]
Aż dziwi mnie, że ten utwór nie został nigdy wydany na singlu, ani też nie był grany na koncertach(sprostujcie mnie proszę, jeśli się mylę).
9.Love Of My Life - jedna z piękniejszych ballad Królowej! Najlepiej wychodzi chyba jednak na koncertach gdy to publiczność śpiewa jej słowa.
Dodam iż myliłem początkowo ten utwór z "Lily Of The Valley" z SHA, no i LOML przypisywałem przez to do wcześniejszej płyty, a LOTV z kolei do ANATO.
10.Good Company - kolejna perełka w koronie! Utworek po części podobny stylistycznie do SSRV i po części do '39, no i partia ukulele też jest spoko.
11.Bohemian Rhapsody - o tym utworze, chyba nie muszę dużo pisać, bo w sumie w słowa zachwytu nad nim ubrać się nie da. :] To wciąż jest utwór ze ścisłej czołówki nie tylko Królowej ale i całej muzyki XX wieku! Kwintesencja wszystkiego co najlepsze w Queen. O tym utworze to nawet mieliśmy w całości poświęconą jedną lekcję muzyki w 3 klasie gimnazjum - aż taki jest wybitny...
Pomimo upływu lat utwór mi się nie przejadł i chyba się już raczej nie przejje.
Jedyne co mnie w tym utworze gryzie to to, że w wersjach koncertowych część operowa zawsze była puszczana z taśmy w tle. Szkoda, że nie było nam nigdy dane usłyszeć tej partii na żywo, ale rozumiem też, że była ona trudna do wykonania . A i jeszcze... wstęp do tej piosenki też na koncertach był ciągle pomijany.
12.God Save The Queen - piękne zwieńczenie przepięknej płyty! Wprost nie można było dać na zakończenie nic innego jak właśnie hymn Wielkiej Brytanii!
Na koniec dodam jeszcze tylko, iż jakoś nie potrafię słuchać tego albumu wyrywkowo! Jak już to w całości i to też w odpowiedniej kolejności.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
AveQueen

Dołączył: 06 Lis 2008 Posty: 523 Skąd: xtr
|
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 9:16 pm Temat postu: |
|
|
A więc rozpocznijmy rzeź niewiniątek dzisiaj pod rytualny nóż pójdzie najwspanialsza płyta ludzkości. Niech poleje się krew
Death On Two Legs- Boskie rozpoczęcie płyty, rockowa atmosfera i ogólnie jedna wielka rockowa uczta. Tak powinna wyglądać piosenka" akcja, riff i gary oraz melodia z wpadającym w ucho textem.- 8/10
Lazing On A Sunday Afternoon- pasowałby na początek albumu, świetne odprężenie przed poprzednim trackiem. No i ta atmosfera lat 20. XX wieku.- 6/10
I'm In Love With My Car- chociaż wersja live brzmi o wiele lepiej to tu też popis rogera- wokalny jak i perkusyjny- 7/10
You Are My Best Friend- No! Łagodne i przyjemne w odbiorze. Nawet John potrafi coś kiedyś wydłubać metodą prób i błędów(tu jeszcze błędów) -6/10
'39- Bezkonkurencyjnie najlepsza piosenka śpiewana przez Briana, klimat chyba bardziej Szanty niż Country ale mniejsza z tym. Głos w tej piosence uwodzi i jednocześnie zachwyca. Piękne.-9/10
Sweet Lady- no coż, nie przepadam, jedyny kawałek na płycie którego nie mam w TOP 25 - 5/10
Seaside...- I znowu back to the 20. I znowu ten Klimat. I znowu-6/10 nie tfu!- 7/10
The Prophet's Song- Idealne! W tym miejscu ukazuje się potęga muzyki i jej Królowej. - 10/10
Love Of My life- Moment odprężenia po eksplozji. Klimat Ma? Ma! No to 7/10
Good Company- Pomysł świetny! i znowu ten zboczony głos Maya!8/10
BohRhap-[...]-10/10
God Save The Queen- oj chroń chroń.... _________________ WWW.MEALKISDIANA.BLOOG.PL |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 9:55 pm Temat postu: |
|
|
Nie będe się rozpisywał odniose się tylko dlaczego wole ADATR. Good Company - może i to co Brian tam gra to maestria, ale mnie ten kawałek średnio rusza, gdy go słucham z niecierpliwością czekam na Bohemian już, hmm co tam jeszcze do krzyków w Prophets się przyzwyczaiłem, polubiłem więc już tego nie napiszę. Sweet Lady - jednak mimo wszystko, kawałki z grubej rury na ADATR są lepsze, refren lekko chaotyczny chodź riff i cała reszta miażdży Ale jednak jeśli mówić o tych płytach jako bliźniaczych siostrach i porównywać utwory które są ze sobą spokrewnione minimalnie wygrały, by wyścigi, hmm minimalnie? sprawdźmy... (w miejscu gdzie nei będe mógł się kompletnie zdecydować dam remis )
Death on 2 legs - Tie Your Mother - DEATH
I'm In Love With My Car - Drowse - DROWSE
Seaside - Good Old - LOWELAS
Best Friend - You And I - cholera remisik
39 - Long Away - 39
Love of my life - Breath Away - BREATH
Prophets Song - White Man - remisik!
Bohemian - Waltz - remisik!
Więcej porównań mi się nie nasuwa, ale na DAY zostaje Teo i Somebody, a na NOCY Lady, Company i Lazing - porównanie tu na krzyść ADATR, no i cholera mimo, że za Company nie przepadam szczególnie to doceniam, Sweet Lady to wciąż świetny rocker, naprawdę dwie doskonałe płyty!
| kwak przed chwilą napisał: | | Nie będe się rozpisywał odniose się tylko dlaczego wole ADATR |
lol, wszystko przez te dwie stówy   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tkacz

Dołączył: 01 Mar 2009 Posty: 172 Skąd: Wołomin
|
Wysłany: Sob Maj 23, 2009 6:27 pm Temat postu: |
|
|
Death on two legs
Kiedyś moja w sumie ulubiona piosenka Queen. Utwór bardzo koncertowy, zresztą zwróciłem na niego uwagę, właśnie słuchając Live Killers. Wersja studyjna zrobiła na mnie wrażenie jeszcze większe. Ideał kunsztu, profesjonalizmu i oryginalności, bo drugiej piosenki o podobnym klimacie nie znam. 10/10
Lazin' on a Sunday afternoon
Bardzo przyjemna groteskowa wstawka. Bo ciężko to traktować jako pełnoprawny utwór Przejście między "Death on two legs" i "I'm in love with my car", bardzo zgrabnie zostało tu wpasowane. Oceny nie przyznam, bo trudno oceniać to w tej samej skali, co takie giganty jak "Bohemian rhapsody", czy "Prophet's song".
I'm in love with my car
Dla mnie chyba najmniej potrzebny utwór na płycie, pomijając oczywiście "God save the queen". Aczkolwiek kiedyś mi się ta piosenka bardzo podobała, z pewnością przejadła mi się w jakiś sposób po tych 6875478689054 przesłuchaniach. Obiektywnie oceniając - 7/10
You're my best friend
Bardzo, bardzo przyjemne. Chórki idealnie pociśnięte, pięknie brzmiące, balsam dla ucha. "Uuuuh, you make me believe" - to brzmi pięknie. I taki czysty, nieskazitelny głos Freddie'go. 8/10
'39
Jak dla mnie, nie umywa się do wersji koncertowej, zwłaszcza z Live Killers i z Houston, ale na pewno jest świetnym pomysłem. I w tej studyjnej wersji (a słyszałem ją wcześniej niż koncertową) też się swego czasu zakochałem. Nadal brzmi dla mnie bardzo miło. 7/10
Sweet lady
Jedno, co mi się bardzo w tym podoba, to melodia zwrotki. Aranżacja instrumentalna oraz ten sflaczały, przeciągły refren nie biorą mnie kompletnie, choć uważam, że sam pomysł, zarys utworu jest niezły i mogłoby wyjść z tego coś naprawdę dobrego. 5/10
Seaside rendevouz
Świetny kawałek! Głos Freddie'go, melodia, aranżacja, wszystko mi się podoba. Jest taki lekki i nie bardzo serio, więc trudno go ocenić na 10, jak prawdziwe rockowe giganty, ale spokojnie mogę dać 9/10
The prophet's song
Utwór generalnie bardzo dobry, ale w kawałku o takiej długości (nienajmniejszej) i skomplikowanej strukturze trudno uniknąć fragmentów, które nie każdemu przypadną do gustu. Kompozycja jest idealna, to powiedzmy sobie od razu. Mam jednak małe zastrzeżenia. Wiem, że to głupie, ale... na początku przez dłuższy czas jest za cicho!!! Zawsze mnie to strasznie denerwowało! Chciałbym, żeby to było lepiej słyszalne, przecież to taki zajebisty motyw, że chciałoby się go w normalnym natężeniu dźwięku! Kiedyś nie podobała mi się pierwsza część tych wokaliz a capella (aż do falsetowego "la la la la la" ), zwłaszcza to brutalne wejście z "now I know" wybijało mnie jakoś totalnie z klimatu Ale z czasem się jako tako przyzwyczaiłem Ogółem jednak odejmę... 2 punkty Od takich gigantów trochę więcej wymagam 8/10
Love of my life
Oczywiście piękniejsza jest wersja live, ale ta również jest boska. Czyste piękno i nostalgia. 8/10
Good company
Przyjemne, zabawne, humorystyczne... Może być 7/10
Bohemian rhapsody
Nie trzeba chyba nic mówić... 10/10 _________________ Twoja stara nie umie zanucić zwrotki "Jest już ciemno". |
|
| Powrót do góry |
|
 |
cinas91

Dołączył: 15 Paź 2008 Posty: 329 Skąd: Leszno
|
Wysłany: Sob Maj 23, 2009 7:41 pm Temat postu: |
|
|
| Tkacz napisał: | | zwłaszcza to brutalne wejście z "now I know" |
A dla mnie to wejście jest mega kozackie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tkacz

Dołączył: 01 Mar 2009 Posty: 172 Skąd: Wołomin
|
Wysłany: Sob Maj 23, 2009 8:25 pm Temat postu: |
|
|
Mnie to jakoś zawsze kłuło w uszy, taki jakby dysonans czułem Ale gdyby każdy odbierał muzykę tak samo, to nie można by jej było nazwać sztuką I byłoby nudno  _________________ Twoja stara nie umie zanucić zwrotki "Jest już ciemno". |
|
| Powrót do góry |
|
 |
czomolungma1

Dołączył: 22 Maj 2009 Posty: 7 Skąd: Serock
|
Wysłany: Pon Maj 25, 2009 12:51 pm Temat postu: |
|
|
A jak dla mnie tylko 5.
Owszem, ten album jest bardzo dobry i każda kompozycja w sumie jest godna uwagi. Słuchałem niedawno i miałem już ogólnie zdanie o niej wcześniej ułożone. Teraz się utwierdziłem w tym przekonaniu. Powiem, że niekiedy denerwuje mnie nieco brzmienie płyty (perkusja jakaś dziwna), chociaż nie lubię się czepiać takich rzeczy. Płyta też nieco dziwna. Jednak troszeczkę nie w moim stylu. Ale, jak pisałem, nie wątpię w moc tych utworów. Po prostu dla mnie znalazłyby się lepsze albumy, dla mnie to chociażby "News od the world" i "Innuendo". Dodam, że ten album przypomina mi ogólnie "Sheer heart attack", tak jak Mefju254. I "A day at the races" na pewno też, chociażby w sensie okładki . Już widzę te zmarszczki ze złości na twarzach, gdy czytacie mój post Ale takie jest moje zdanie, mój gust. O każdym z poszczególnych utworów pisać nie będę. Powiem tyle, że najbardziej z tych wszystkich fajnych kompozycji podobają mi się "Death on two legs", "You're my best friend", "Seaside Rendes-Vous", "The Prophet's Song", "Bohemian Rhapsody (a jednak ) i "God save the Queen" (to doskonałe zwieńczenie płyty). W sumie mogłem nie wymieniać tytułów, bo wszystkie utwory są na wyrównanym poziomie.
I na koniec, jak dla mnie album trochę przereklamowany. Dla mnie jest na równi z wcześniejszymi albumami Queen. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karpacz07
Dołączył: 26 Lip 2009 Posty: 2
|
Wysłany: Sob Sie 15, 2009 3:11 pm Temat postu: |
|
|
| Oczywiście dałem albumowi 6 . Super album , na czele z takimi pisenkami jak : The Prophet's Song , Bohemian Rhapsody czy I'm In Love With My Car . Po prostu super album . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sob Wrz 12, 2009 11:32 am Temat postu: |
|
|
No, przyszedł czas na dzieło najbardziej wychwalane tuż obok "Innuendo". Cóż, jak dla mnie, to tej drugiej płyty w życiu by nie przebiło. Zresztą to nawet nie jest mój ulubiony album z lat 70-tych. Piosenki są różnorodne, ale czy są aż tak spójne, jak wy to wygłaszacie, to mam wątpliwości Jak dla mnie 5, to najodpowiedniejsza ocena. Ona poziomem jest raczej zbliżona do wcześniejszych albumów formacji, choć w sumie pochwały w jego stronę nie budzą we mnie dziwoty. Utwory, które się tu głównie wymienia, są naprawdę mocne. Poza tym zgadzam się z użytkownikiem czomolungma1, że perkusja brzmi tu jakoś dziwacznie Ale i tak płyta nieco przeceniania, jak dla mnie (coś ostatnio używam często tego słowa, zwłaszcza w stosunku do wcześniejszych tworów grupy) Przejdę do omówienia każdego z utworów.
1.Death on two legs (Dedicated to...) - pochwały w stronę tego utworu są jak najbardziej uzasadnione. To wejście naprawdę robi wrażenie. Tematyka też mi odpowiada. Sądzę, że podobna jest w utworze "Mój wydawca" zespołu Kult Świetna, mocna, zaangażowana piosenka. Polubiłem ją praktycznie od razu.
2.Lazing On A Sunday Afternoon - niezły, żartobliwy utwór, ale nie robi na mnie aż takiego wrażenia, jak wcześniejszy
3.I'm in love with my car - przyznam się, że utwór nieco mi się przejadł (o dziwo) Roger miał lepsze utwory ("More of that jazz" chociażby). Co najwyżej niezły, rewelacją w życiu bym tego nie nazwał.
4.You're my best friend - pierwszy utwór Deacona, który trafił na singiel. Mam pewien sentyment do niego, dlatego mocno mi się podoba. Utwór naprawdę niesamowity, piękny (jak to utwór autorstwa Johna Deacona ).
5.'39 - takie trochę country. Naprawdę ładny, zwłaszcza refren jest udany. Musiałem jednak posłuchać go trochę więcej, by go wyłapać
6.Sweet lady - najmniej lubiany utwór tego albumu z tego, co widzę . Coś w tym jest. Ten refren jest jakiś dziwny. Wcześniej, to dla mnie był nawet fatalny Za to riff i zwrotki robią już na mnie dobre wrażenie. Choć po części ma w sobie odrobinkę infantylności (chyba niezbyt mnie przekonują zbyt mocne grania zespołu z pierwszego okresu).
7.Seaside Rendez-Vous - do tego utworu nie mam zastrzeżeń. Udany pastiż. Nie sądziłem, że solówka, to dźwięki wydawane z krtani członków zespołu Ale coś mi się zdawało, że rzeczywiście słyszałem tu Rogera
8.The Prophet's Song - obawiam się, że mam pewne "ale". Utwór za sam pomysł ma u mnie uznanie, aczkolwiek nie do końca podchodzi mi jego wykonanie. Tak po prostu. Nawet mógłbym się przyczepić do tej części chóralnej (choć to najlepszy fragment utworu). Ja bym tutaj parę rzeczy podmienił Nie przekonuje mnie jakoś brzmienie i wykonanie. To jest tak strasznie na poważnie, że jakąś ja tą powagę tracę w słuchaniu tego. Chyba wolę pastiże na tym albumie. Nie mniej utwór, to i tak jeden z lepszych utworów na płycie. Choć mówię, że jak na taką tematykę, to jak dla mnie mogłoby być trochę inaczej. Wybaczcie mi!
9.Love of my life - ładnie jest ciągiem z "The Prophet's Song". Połączenie tych dwóch utworów wykonali zawodowo, a sam utwór??? Przyznam się, że to prostu mi się przejadł. Kiedyś podobał się bardziej, ale po prostu mi się już znudził Ale odśpiewana wzorowo muszę przyznać. Ładna jest ta piosenka o miłości, aczkolwiek znam lepsze w wykonaniu tegoż zespołu
10.Good company - sam nie wiem, co mam myśleć o tej piosence. Niby to fajne, ale na tle albumu specjalnie się nie wyróżnia. Mi się tu najbardziej podoba końcówka i motyw, który się pojawia jako początek utworu, przed zwrotkami i jako końcówka.
11.Bohemian Rhapsody - nie ośmieliłbym się napisać, że to kiepski utwór, bo to nie prawda, aczkolwiek sami wiecie, może się przejeść Lecz tu na albumie słucha mi się go dość miło. Razem z innymi piosenkami na płycie dobrze współgra i wytwarza się klimat, który pozwala słuchać tego utworu w miarę bez znużenia. Największe wrażenie zawsze robiła i zawsze będzie robić na mnie część środkowa z chórkami: "Galileo figaro, mama mia" i tak dalej. To mi się nigdy nie znudzi w tym utworze Ogólnie jako całość utwór jest bardzo dobry, ale wydaje mi się, że takie "rapsodie" się już pojawiały w twórczości zespołu Mimo wszystko i tak się wybija na plus na tle albumu.
12.God save the Queen - interesujące wykonanie hymnu Wielkiej Brytanii. Nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń. Nadaje się ta zakończenie albumu, nadając mu iście brytyjski charakter.
Mam nadzieję, że miło się czytało. Postarałem się napisać to najlepiej, jak mogłem, a łatwo nie było. Wracając do spójności, to jednak coś w tym jest (mając na myśli "Bohemian Rhapsody"). Jak dla mnie, to nie jest jednak najspójniejsza płyta, ani tym bardziej nalepsza. Aczkolwiek album bardzo dobry. Jednak jeśli by patrzeć po procentach lubienia utworów, to już nie stoi tak wysoko. Były płyty zdecydowanie bardziej spójne pod tym względem. Czyli reasumując PŁYTA ZBYT PRZECZENIANA  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Sro Wrz 30, 2009 7:19 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Sob Wrz 12, 2009 3:07 pm Temat postu: |
|
|
I'm In Love... może na albumie rewelacyjny nie jest, za to w wersji koncertowej wymiata. Może mi łatwo zaimponować, ale jednoczesne śpiewanie i granie na perkusji (do tego takie granie) to cud-miód. _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Nie Wrz 13, 2009 6:27 pm Temat postu: |
|
|
Chciałbym dodać jeszcze:
O "Death on two legs"
| Mefju254 napisał: | Ach, gdybym mógł tak kiedyś w realu stanąć przed nimi wszystkimi naraz i im prosto w twarz to wszystko wyśpiewać!!! |
Gdybyś to zrobił z oryginalnym tekstem, co ci twoi oprawcy życiowi nawet by połowy nie zrozumieli
Korciło mnie, by to napisać  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Sro Lis 11, 2009 7:11 pm Temat postu: |
|
|
Genialne mistrzostwo 6! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Pon Gru 21, 2009 6:33 pm Temat postu: |
|
|
mimo,że na SHA jest więcej rozpieprzaczy to jednak ciągle jakbym miał wskazać nr. 1 Queen to bym wskazał ten album, jako całość bo brak słabych punktów a i wspaniałych utworów trochę jest, w sumie połowa płyta ,jak nie więcej _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Wto Gru 22, 2009 5:30 pm Temat postu: |
|
|
Dla was, to dzieło skończone, "Wenus z Milo"
A dla mnie nie, tzn. jest sporo albumów Queenu, które bardziej się podobają. I wcale nie uważam się za pokrzywdzonego psychicznie, skoro nie wszystko jest tu dla mnie cacy. Nikt z was nie zwrócił chociażby na perkusję brzmią przez większość albumu, jakby to było nagrane w latach 50-tych, jak nie wcześniej ? Uważam, że żarty się tu bardziej udały, niż utwory poważne Dla mnie "The Prophet's Song" to zbyt wydumany utwór i (brzydko się wyrażę ) zmarnowany potencjał. Jest jakiś taki dziwny No dobra, i tak jest dobry i sam pomysł na utwór świetny
I mam gdzieś, że będziecie mnie nazywać heretykiem, a zresztą ja już pisałem o tym albumie. _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Wto Gru 22, 2009 5:36 pm Temat postu: |
|
|
Death on Two Legs uważasz za żart czy utwór poważny ?, bo dla mnie to najlepszy utwór Queen, waga superciężka, do tego arcygenialnego poziomu mogę jedynie przyrównać Killer Queen i Spread Your Wings
i to jest śmieszne, bo inne zespoły mają takie pomniki, Child in Time, Stargazer, War Pigs, Hallowed Be thy Name ,a Queen w tak krótkich utworach tyle ukazywał
a dzieło skończone to dla mnie koncert Live Killers, tam jak dla mnie jest wszystko _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Wto Gru 22, 2009 7:13 pm Temat postu: |
|
|
Akurat "Death on two legs" uważam za dosyć udany poważny utwór, aczkolwiek znalazłbym sporo, które bardziej mi się podobają w twórczości zespołu.
A tak w ogóle, to z tych wszystkich płyt klasyków różnych klasycznych zespołów, znalazłbym dużo lepszych albumów od tego, np. "The Wall" Pink Floyd, albo "Machine Head" Deep Purple.
Jeśli ten album jest tą największą doskonałością, to chyba powinienem się zastrzelić
Trochę to ironicznie napisałem, jakby co  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Gru 22, 2009 8:52 pm Temat postu: |
|
|
| Dundersztyc19 napisał: |
Jeśli ten album jest tą największą doskonałością, to chyba powinienem się zastrzelić
Trochę to ironicznie napisałem, jakby co  |
ufff
<ulga> _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 2:55 am Temat postu: |
|
|
w zasadzie to dla mnie Queen nie ma takiej jednej naprawdę genialnej płyty studyjnej, II jest świetna, awangardowa, ale mimo ze stanowi całość to jednak jest trochę nierówna ,Sheer Heart Attack ma wiele świetnych utworów, ale te i miniaturki trochę zaniżają ocenę, z kolei Night at the Opera wydaję się najrówniejszą, ale też wydaję mi się że np. Sweet Lady czy YOu are My best Friend trochę nie pasują, Jazz z kolei końcówka płyty wyraźnie odstaje ...to są moje 4 ulubione płyty studyjne
mimo,że Queen to w żadnym wypadku nie jest kapela singli czy hitów bo sporo świetnych utworów to te małe znane,to jednak lubię ich utworami bardziej niż płytami , a za takie największe osiągniecie uważam koncerty :Live Killers czy Montreal _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 7:46 am Temat postu: |
|
|
| futureal napisał: |
a dzieło skończone to dla mnie koncert Live Killers, tam jak dla mnie jest wszystko |
To nie jest koncert- to jest zlepek koncertów, pocięty jak w szatkownicy, wywalono przynajmniej cztery kawałki które były stałym punktem programu (It's Late, If You Can't Beat Them, Somebody to Love i Fat Bottomed Girls)...
Stary, jak kiedyś wyjdzie porządnie zremasterowane Hammersmith 1979 to dopiero usłyszysz dzieło skończone... Zresztą, weź któryś lepszy bootleg z tamtej trasy (Killers)- i tam będziesz miał prawdziwe, autentyczne dzieło- weź Frankfurt (bardzo dużo z Killers tam było zagrane), weź Chicago 78 (ta sama trasa, tylko w Stanach, jakość niewiele gorsza od Killers!) i usłysz to tak jak naprawdę było. TO jest dzieło- bo prawdziwe... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 12:38 pm Temat postu: |
|
|
rozumiem, na tej zasadzie znalazłyby się np. bootlegi Ironów które robią większe lub porównywalne wrażenie jak .Live after Death ...Paryż 1986 (trasa Somewhere in Time) ,Rock in Rio 1985 (trasa World Slavery Tour) czy Reading 1982 (trasa Beast on the Road ) ....tyle ,że narazie jestem na etapie słuchania bootlegów tylko tej kapeli (Ironów), ale faktycznie pewnie kiedyś zacznę słuchać bootlegów też innych kapel i zdecydowanie Queen też będzie w tej grupie
poprostu zaczynałem od Live Killers, przez 4-5 lat nie znałem nic innego Queen, poza oczywistymi hitami ,no i mam do tej płyty stosunek taki a nie inny ,poza wszystkim bardzo ale bardzo mi się na nim podoba te ostre mocne brzmienie ,żywe instrumenty ,praktycznie każdy utwór wypada lepiej niż studyjnie _________________ Someone Chasing I Cannot Move |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 1:14 pm Temat postu: |
|
|
Ze genialna trasa to byla to inna sprawa, wiec i jej zapis robi wrazenie. Tylko ze on mogl (ciagle moze!) byc jeszcze lepszy- i to sporo! Mam nadzieje, ze kiedys sie doczekamy... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 1:35 pm Temat postu: |
|
|
Oj, strasznie duże wymagania macie Wolę nie iść waszym śladem i cieszyć się z tego, co jest. _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Gru 23, 2009 1:41 pm Temat postu: |
|
|
no wiesz jeżeli stawiamy (a wszyscy są tutaj zdaje się do tego skłonni - ze mną na czele, żeby nie było ) Queen obok tych wszystkich Purpli, Floydów i innych Zeppelinów to jednak i wymagania powinny być dostatecznie wysokie  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|