| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| QUEEN II |
| 1 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 2 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 3 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 4 |
|
0% |
[ 0 ] |
| 5 |
|
24% |
[ 9 ] |
| 6 |
|
75% |
[ 28 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 37 |
|
| Autor |
Wiadomość |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pon Maj 28, 2007 12:31 pm Temat postu: |
|
|
| jazzy napisał: | Metallica to może im possać.... i nic więcej....
nie można wprowadzać takich porównań ... |
A kto mi zabroni?  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Sob Cze 02, 2007 3:03 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Niby śpiewali o niczym, a jednak tworzyło to taki niecodzienny nastrój, że nie sposób tego albumu nie polubić. |
Jak o niczym? Zaraz wytłumaczę, o czy są poszczególne kawałki, jeśli nie widzisz sensu.
Procession - akurat ten rzeczywiście chyba jest o niczym.
Father To Son - o przechodzeniu z ojca na syna, nie wiem, czy klątwy rodowej, czy choroby genetycznej, ale oba wytłumaczenia pasują do tekstu.
White Queen - gostek siedzi w krzakach i obserwuje białą damę (upiora z zamku?), z którym nic go nie może połączyć (bo weź tu nawet przytul ducha, skoro on nie ma ciała), no i oboje są smutni.
Some Day One Day - jestem święcie przekonany, że Brian miał coś na myśli, kiedy pisał tekst .
The Loser In The End - tu wszystko jasne: niewdzięczny synek zostawia matkę, a Roger przekonuje ją, że tak ma być i niech się nie wtrąca w jego sprawy, on wie najlepiej, bo sam też jest synem, a jakby dobrze się zastanowić, to ona też była czyjąś córką.
Ogre Battle - koleś z fajką opowida o bitwie ogrów, jego słuchaczy chyba trochę odurzył dym, bo wydaje im się, że naprawdę są w środku tej bitwy. Aha, jak to nie wiadomo, który fragment wybrać do pogwizdania - "Come tonight, Come to the ogre sight, Come to ogre battle fight" - nauczyłe się po pierwszym przesłuchaniu. I do dziś umiem tylko tyle .
The Fairy Feller's Master Stroke - wokół drwala zbierają się postacie z bajki i obserwują jego mistrzowskie uderzenie. Ponieważ mu się nie spieszy, kolesie zajmują się swoimi sprawami, np. jakiś satyr włazi pod suknię damy i dobrze się bawi.
Nevermore - jakiegoś gościa opuściła kochanka i wszystko się popsuło.
The March Of The Black Queen - o, to cała historia aniołka, który chce się przyłączyć do czarnej mszy, ma jakieś tam wyrzuty sumienia czy coś, ale w końcu się przyłącza, a wtedy... wszystkich uczestników pochłania piekło. I ma za swoje.
Funny How Love Is - czyli że miłość jest tak czy siak śmieszna.
Seven Seas Of Rhye - monolog jakiegoś pomyleńca, który coś tam chce osiągnąć... Mam wrażenie, że żeby zrozumieć tekst, trzeba by wiedzieć, co to była za historia z tym królem Rhye. Bo chyba jest jakaś legenda o takim łebku, skoro później Queen śpiewał o nim jeszcze w jednej piosence (Lily Of The Valley).
No i oczywiście, że Quuen II jest świetną płytą, ale jak dla mnie wcale nie bardziej nakombinowaną niż np. Sheer Heart Attack. A już na pewno bardziej spójną. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vedono

Dołączył: 01 Cze 2007 Posty: 143 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 02, 2007 3:31 pm Temat postu: |
|
|
| Fenomenalny album ! Kopalnia świetnych riffów, kombinowania z rytmiką i konkretnych solówek ! Jedna z moich ulubionych płyt (po ANATO, SHA, NOTW). Gdyby mieli lepszą promocję i nieco więcej szczęścia to właśnie ta płyta - moim zdaniem - mogła by zajmować miejsce ANATO w historii zespołu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Sob Cze 02, 2007 6:52 pm Temat postu: |
|
|
| Gnietek napisał: | | Cytat: | | Niby śpiewali o niczym, a jednak tworzyło to taki niecodzienny nastrój, że nie sposób tego albumu nie polubić. |
Jak o niczym? Zaraz wytłumaczę, o czy są poszczególne kawałki, jeśli nie widzisz sensu.
Procession - akurat ten rzeczywiście chyba jest o niczym.
Father To Son - o przechodzeniu z ojca na syna, nie wiem, czy klątwy rodowej, czy choroby genetycznej, ale oba wytłumaczenia pasują do tekstu.
White Queen - gostek siedzi w krzakach i obserwuje białą damę (upiora z zamku?), z którym nic go nie może połączyć (bo weź tu nawet przytul ducha, skoro on nie ma ciała), no i oboje są smutni.
Some Day One Day - jestem święcie przekonany, że Brian miał coś na myśli, kiedy pisał tekst .
The Loser In The End - tu wszystko jasne: niewdzięczny synek zostawia matkę, a Roger przekonuje ją, że tak ma być i niech się nie wtrąca w jego sprawy, on wie najlepiej, bo sam też jest synem, a jakby dobrze się zastanowić, to ona też była czyjąś córką.
Ogre Battle - koleś z fajką opowida o bitwie ogrów, jego słuchaczy chyba trochę odurzył dym, bo wydaje im się, że naprawdę są w środku tej bitwy. Aha, jak to nie wiadomo, który fragment wybrać do pogwizdania - "Come tonight, Come to the ogre sight, Come to ogre battle fight" - nauczyłe się po pierwszym przesłuchaniu. I do dziś umiem tylko tyle .
The Fairy Feller's Master Stroke - wokół drwala zbierają się postacie z bajki i obserwują jego mistrzowskie uderzenie. Ponieważ mu się nie spieszy, kolesie zajmują się swoimi sprawami, np. jakiś satyr włazi pod suknię damy i dobrze się bawi.
Nevermore - jakiegoś gościa opuściła kochanka i wszystko się popsuło.
The March Of The Black Queen - o, to cała historia aniołka, który chce się przyłączyć do czarnej mszy, ma jakieś tam wyrzuty sumienia czy coś, ale w końcu się przyłącza, a wtedy... wszystkich uczestników pochłania piekło. I ma za swoje.
Funny How Love Is - czyli że miłość jest tak czy siak śmieszna.
Seven Seas Of Rhye - monolog jakiegoś pomyleńca, który coś tam chce osiągnąć... Mam wrażenie, że żeby zrozumieć tekst, trzeba by wiedzieć, co to była za historia z tym królem Rhye. Bo chyba jest jakaś legenda o takim łebku, skoro później Queen śpiewał o nim jeszcze w jednej piosence (Lily Of The Valley). |
No właśnie mówiłem, że piosenki są o niczym  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dajanek
Dołączył: 30 Mar 2007 Posty: 192
|
Wysłany: Pon Cze 04, 2007 4:56 pm Temat postu: |
|
|
Jedna z moich ulubionych płyt(obok Queen, Innuedno i Nocy w Operze).Album doskonały.Ulubione piosenki to:March of the Black Queen, White Queen, Ogre Battle i Nevermore:)
6 to jedyna możliwa ocena:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Max

Dołączył: 29 Lip 2007 Posty: 3 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Nie Lip 29, 2007 8:45 pm Temat postu: |
|
|
Album jest niemal genialny. W sumie każdy kawałek ma swój własny klimacik, słuchając "Queen II" nie natknąłem się na kalkę któregoś utworu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Polecam tym, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z Królową . _________________ All we hear is, Radio ga ga, Radio goo goo, Radio ga ga, Radio blah blah, Radio what's new? Someone still loves you. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Pią Sie 03, 2007 11:05 am Temat postu: |
|
|
| Max napisał: | Album jest niemal genialny. W sumie każdy kawałek ma swój własny klimacik, słuchając "Queen II" nie natknąłem się na kalkę któregoś utworu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Polecam tym, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z Królową . |
Akurat na sam początek przygody z Queen bym tej płyty nie polecał. Te utwory nie są tak chwytliwe, jak te z Innuendo czy Made In Heaven, myślę, że takie Ogre Battle dla kogoś, kto nie słuchał zespołu, może się wydać na początku nieciekawe. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CJ

Dołączył: 30 Cze 2007 Posty: 24
|
Wysłany: Sob Wrz 29, 2007 8:13 pm Temat postu: |
|
|
dla mnie to jest najlepsza płyta, umiem nawet grac Nevermore na pianinie a moja ulubiona piosenka to Ogre Battle. w ogole wszystkie piosenki do siebie pasują i tworzą jedną całość.  _________________ OJ, KOT! PANI MATKO, KOT KOT NAROBIŁ MI W POKOIKU ŁOSKOT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
JądRo?!

Dołączył: 29 Sie 2007 Posty: 615 Skąd: tarnów
|
Wysłany: Pią Paź 12, 2007 12:54 pm Temat postu: |
|
|
Na wszystkie albumy jest temat? Bardzo fajna plytka, pierwszy mij album Queen na CD a nie na kasecie Z tego wzgledu ona przetrwala a reszta niestety poszla sie gdzies je**ć  _________________ Dlaczego PFQ na facebooku jest taki niemrawy? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jazz

Dołączył: 10 Paź 2007 Posty: 98
|
Wysłany: Czw Paź 25, 2007 4:02 pm Temat postu: |
|
|
Po Innuendo to moja ulubiona płyta
W odróżnieniu od pierwszej płyty, tutaj słychać już zespół, który ma swój styl, swoje własne "morze dźwięków". Całość wydana jeszcze na winylu została podzielona na tzw. stronę białą i stronę czarną. I o ile na stronie białej słychać jeszcze dość wyraźne nawiązania do ówczesnych gigantów rocka, to strona czarna jest już typowa dla stylistyki Queen. Również zgrabnie podzielono kompozycje, dzięki czemu płyta w odróżnieniu od niektórych późniejszych albumów jest nadzwyczaj spójna. Na stronie białej autorami muzyki są: May (4 utwory) i Taylor (1 utwór), a strona czarna jest w całości dziełem Mercury'ego. Ale po kolei, zaczynamy od czegoś, co przypomina niemiarowe bicie serca, a raczej jakiś pochód. Po chwili wchodzi znajomo brzmiąca gitara Maya, grając prosty motyw, będący zapowiedzią pierwszej "właściwej" kompozycji. Trzeba przyznać, że tytuł ("Procession") jest bardzo adekwatny do muzyki. Jednak to tylko intro to potężnego, sabbathowego "Father To Son". Słyszymy tu już śpiew Mercury'ego, jeszcze dość nieokrzesany, młodzieńczy, ale już wielki. May gra wyraźnie pod wpływem Tonny'ego Iommiego, a Taylor swoimi nieoczekiwanymi perkusyjnymi przejściami nawiązuje bardzo wyraźnie do Billa Warda. "Father To Son" płynnie przechodzi w natchnioną balladę "White Queen (As It Began)". Freddie jest tutaj niezwykle liryczny, ale emocje narastają z każdym dźwiękiem (ich kulminacją jest podniosła środkowa część). Przy czymś takim kolejny "Some Day, One Day" robi wrażenie dośc błahej, choć niewątpliwie miłej piosenki. Po czym potężne bębny oznajmiają początek jedynej w tym zestawie kompozycji Taylora, ostrego, "bujającego" "The Loser In The End". Kończy się strona biała. Słyszymy szum wiatru, następnie dzikie okrzyki w wykonaniu perkusisty i wchodzi iście heavymetalowy riff "Ogre Battle". Jego dopełnieniem są potężny tutaj śpiew Mercury'ego przerywany co chwilę złowrogim wrzaskiem. Znów mamy płynne przejście do "The Fairy Feller's Master Stroke", dość mocnego utworu, z typowo "queenowymi" chórkami z brzmieniem klawesynu na pierwszym planie, który przechodzi w przepiękną fortepianową miniaturę "Nevermore". I możemy przejść do opus magnum albumu, czyli "The March Of The Balck Queen", to konglomerat tego wszystkiego, co w Queen najlepsze, czyli totalny eklektyzm pod każdym względem, odjazdowe wokale, szalejący fortepian i śpiewne solówki gitarowe. Do tego wszystkiego karkołomne zmiany tempa. Utwór dość niespodziewanie przechodzi w podniosły "Funny How Love Is". Głos Mercury'ego jest tutaj jakby gdzieś w oddali, co daje bardzo intrygujący efekt. Ostatnia piosenka to znane już szerszemu gronu "Seven Seas Of Rhye". Dość prosta piosenka z jazgotliwą gitarą i charakterystycznymi chórkami, zwieńczona "knajpianą" przyśpiewką. Cóż powiedzieć... Album genialny, jedno z największych dzieł w historii rocka.
Szósteczka. Nie ma to tamto!  _________________
Be free with your tempo be free be free
Surrender your ego be free be free to yourself |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Paulek

Dołączył: 01 Lis 2005 Posty: 274 Skąd: Racibórz / Gliwice
|
Wysłany: Czw Lis 22, 2007 3:48 pm Temat postu: |
|
|
I ja kiedyś wystawiłem tej płycie 5 - chyba największy błąd jaki mogłem popełnić przy ocenianiu tej płyty
Napaliłem się na nią, jak zobaczyłem cenę w Empiku - 39zł, a jak wiadomo średnio ceny albumów Queen stały po 75zeta. Zaraz więc wyskrobałem potrzebną sumkę i stałem się posiadaczem drugiego wydawnictwa ze stajni Królowej
Pamiętam bardzo dobrze swoją reakcję, gdy ją pierwszy raz pobieżnie przesłuchałem...
... totalne rozczarowanie
- "Co to ma być " Jakieś wrzaski, ryki (The Fairy Feller's Master Stroke) jednym słowem panuje jakiś totalny chaos. Już zaczynałem żałować wydanej kasy...
Jednak jako, że z natury twardziel jestem , postanowiłem ponownie ją przesłuchać i jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze n razy przy czym n dąży do +nieskończoności .
Po czasie utworki zaczęły do mnie przemawiać Wszystko zaczęło układać się w jedną spójną całość, pokazując tym samym kunszt i poziom płyty. Zakochałem się w White Queen i Nevermore. The March Of The Black Queen cenię sobie bardziej niż Bohemian Rhapsody, które przy tej wspaniałej kompozycji jest prostą piosenką...
Album, który na początku był dla mnie trudny do odbioru, okazał się fenomenalny. Na mojej subiektywnej liście ulubionych płyt zajmuje 1 miejsce i nic nie jest w stanie go zdetronizować.
I wystawiłem tylko 5
Ech te błędy młodości  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lis 22, 2007 5:08 pm Temat postu: |
|
|
Paulek, nie przejmuj się...Na mnie ta płyta kiedyś po przesłuchaniu zrobiła tak 'nijakie' wrażenie, ze prawie nic z niej nie zapamiętałem...  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
JądRo?!

Dołączył: 29 Sie 2007 Posty: 615 Skąd: tarnów
|
Wysłany: Pią Lis 23, 2007 2:53 pm Temat postu: |
|
|
Ja ją słuchałem po raz pierwszy ok 9 lat temu ( więc miałem 8 ) i to był taki okres że jak Queen to musi być rewelacja No ale mimo że mineło kilka lat to dalej mi się zajebiście podoba  _________________ Dlaczego PFQ na facebooku jest taki niemrawy? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 1:59 am Temat postu: |
|
|
| no fajna płyta tej... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 12:24 pm Temat postu: |
|
|
| Paulek napisał: | | Napaliłem się na nią, jak zobaczyłem cenę w Empiku - 39zł |
W mediamarkt wszystkie płyty kosztują po 30 zł. Dlatego ja kupuję w mediamarkt
A ja też musiałem się kiedyś do różnych płyt przyzwyczajać Ale gdy pierwszy raz słuchałem Queen II, miałem już te czasy za sobą. Od razu bardzo spodobało mi się 'father to son', 'nevermore', 'the fairy feller's master stroke', 'ogre battle', nie mówiąc już o 'march of the black queen'. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 5:45 pm Temat postu: |
|
|
Dałem 6... A co innego mógłbym dać ...? Ja też kiedy po raz pierwszy ją usłyszałem to... no zdziwiłem sie trochę ... Prawie chciałem ich oskarżyć o "pretensonalność i przesadę" ... Tak jak w '74 roku ... Ciekawostką jest to, że płyty nie kupiłem ja ... Kupił ja mój młodszy brat ... Miał wtedy chyba 6 czy 7 lat ... Akurat wtedy zbieraliśmy razem na Queen ... Ale najciekawsze jest to, że wziął on tę płytę, bo... spodobała mu się OKŁADKA ! ! ! Dobry wybór ... wg mnie ... Co do samej płyty ... Od początku ... Świetne intro (Procession)... A jeszcze lepiej jest, gdy przechodzi płynnie w Father To Son ... A w tej pieśni najbardziej podoba mi sie ten chórkowy fragment ... ty-ry-ry-ry-ty-ry-ry-ry itd. Dalej ... Biała Królowa ... bardzo dobra... Ba, genialna ! Ale wersja BBC jest lepsza ... Natepnie Some Day One Day ... Ładna pierwsza piosenka zaśpiewana przez Briana ... Dalej Przegrany Na Końcu ... Piosenka taka średnia i nie wybijająca się zbytnio ... Strona B : Bitwa Ogrów... Piekny wstęp ... To takie ła-ła-ła-ła-ła-ła ... Dziwne, że to piosenka Freda... Fajny, klawesynowy poczatek Fairy Fellers Master-Stroke ... Zwiastuje bardzo dobra piosenkę ... którą Fairy(...) jest ... Nevermore - najpikniejsza miniaturka jaką słyszałem ... A potem TMOTBQ... Wg mnie lepsze niż Bo Rhap ... Albo to drugie mi się juz przejadło ..? Pełno tu chórków ... Świetne ... Dalej ... Moim zdaniem niepotrzebne Funny How Love Is ... Takie ... No mogłoby od razu być 7 mórz Rhye ... Fajny i skoczny ... Ogólnie rzecz biorąc... Czyste piękno ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 5:50 pm Temat postu: |
|
|
Jesteś jak alfabet filmowy z Gazety Wyborczej - to mi się nie podoba, to, i to, to też jest niepotrzebne. jeb! 4 gwiazdki. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 5:53 pm Temat postu: |
|
|
| caterkiller napisał: | | Jesteś jak alfabet filmowy z Gazety Wyborczej - to mi się nie podoba, to, i to, to też jest niepotrzebne. jeb! 4 gwiazdki. |
Prawda ...? Tylko, że ...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 5:58 pm Temat postu: |
|
|
i o to mu wlasnie chodzi... w wyborczej jest skala do 4 gwiazdek _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 6:03 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: | | i o to mu wlasnie chodzi... w wyborczej jest skala do 4 gwiazdek |
Nie czytam wyborczej ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 6:04 pm Temat postu: |
|
|
no to juz wiesz _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Nie Mar 09, 2008 6:35 pm Temat postu: |
|
|
Pięć gwiazdek jest już od dawna, tylko jakiś czas temu zmieniły się tytuły. Teraz 5 gwiazdek oznacza bodajże: arcydzieło, natomiast wcześniej - wybitny właśnie. Wiem, bo często to czytam.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
airad
Dołączył: 16 Lut 2008 Posty: 25 Skąd: wawa
|
Wysłany: Pon Mar 17, 2008 12:32 am Temat postu: |
|
|
Usłyszałam ten album po raz pierwszy bardzo dawno temu, kiedy byłam jeszcze na etapie zachwycania się takimi kawałkami jak "radio ga ga"
i oczywiście pierwsze co pomyślałam po przesłuchaniu to : co to wogóle miało być ? zwróciłam uwagę jedynie na "funny...", ale i tak płyta zawędrowała głęboko na dno szafki odkopałam ją po jakimś roku i jeszcze raz przesłuchałam. wieczorem, w domu dokładnie przesłuchałam. I tego własnie wieczoru "march..." odsłuchałam chyba z 30 razy i nie mogłam sie sobie nadziwić jak ja mogłam tego wcześniej nie zauważyć... teraz to zdecydowanie mój ulubiony album. chociaż... moze na równi z operą ?
poza "march..." najlepsza jest biała królowa, "fairy feller's" i "loser..." - moja ulubiona Rogera najmniej podoba mi sie "some day..."
ocena : 6 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gohan

Dołączył: 19 Cze 2006 Posty: 1151 Skąd: Gogolin
|
Wysłany: Sob Kwi 26, 2008 12:20 pm Temat postu: |
|
|
| Jazz napisał: | Po Innuendo to moja ulubiona płyta
W odróżnieniu od pierwszej płyty, tutaj słychać już zespół, który ma swój styl, swoje własne "morze dźwięków". Całość wydana jeszcze na winylu została podzielona na tzw. stronę białą i stronę czarną. I o ile na stronie białej słychać jeszcze dość wyraźne nawiązania do ówczesnych gigantów rocka, to strona czarna jest już typowa dla stylistyki Queen. Również zgrabnie podzielono kompozycje, dzięki czemu płyta w odróżnieniu od niektórych późniejszych albumów jest nadzwyczaj spójna. Na stronie białej autorami muzyki są: May (4 utwory) i Taylor (1 utwór), a strona czarna jest w całości dziełem Mercury'ego. Ale po kolei, zaczynamy od czegoś, co przypomina niemiarowe bicie serca, a raczej jakiś pochód. Po chwili wchodzi znajomo brzmiąca gitara Maya, grając prosty motyw, będący zapowiedzią pierwszej "właściwej" kompozycji. Trzeba przyznać, że tytuł ("Procession") jest bardzo adekwatny do muzyki. Jednak to tylko intro to potężnego, sabbathowego "Father To Son". Słyszymy tu już śpiew Mercury'ego, jeszcze dość nieokrzesany, młodzieńczy, ale już wielki. May gra wyraźnie pod wpływem Tonny'ego Iommiego, a Taylor swoimi nieoczekiwanymi perkusyjnymi przejściami nawiązuje bardzo wyraźnie do Billa Warda. "Father To Son" płynnie przechodzi w natchnioną balladę "White Queen (As It Began)". Freddie jest tutaj niezwykle liryczny, ale emocje narastają z każdym dźwiękiem (ich kulminacją jest podniosła środkowa część). Przy czymś takim kolejny "Some Day, One Day" robi wrażenie dośc błahej, choć niewątpliwie miłej piosenki. Po czym potężne bębny oznajmiają początek jedynej w tym zestawie kompozycji Taylora, ostrego, "bujającego" "The Loser In The End". Kończy się strona biała. Słyszymy szum wiatru, następnie dzikie okrzyki w wykonaniu perkusisty i wchodzi iście heavymetalowy riff "Ogre Battle". Jego dopełnieniem są potężny tutaj śpiew Mercury'ego przerywany co chwilę złowrogim wrzaskiem. Znów mamy płynne przejście do "The Fairy Feller's Master Stroke", dość mocnego utworu, z typowo "queenowymi" chórkami z brzmieniem klawesynu na pierwszym planie, który przechodzi w przepiękną fortepianową miniaturę "Nevermore". I możemy przejść do opus magnum albumu, czyli "The March Of The Balck Queen", to konglomerat tego wszystkiego, co w Queen najlepsze, czyli totalny eklektyzm pod każdym względem, odjazdowe wokale, szalejący fortepian i śpiewne solówki gitarowe. Do tego wszystkiego karkołomne zmiany tempa. Utwór dość niespodziewanie przechodzi w podniosły "Funny How Love Is". Głos Mercury'ego jest tutaj jakby gdzieś w oddali, co daje bardzo intrygujący efekt. Ostatnia piosenka to znane już szerszemu gronu "Seven Seas Of Rhye". Dość prosta piosenka z jazgotliwą gitarą i charakterystycznymi chórkami, zwieńczona "knajpianą" przyśpiewką. Cóż powiedzieć... Album genialny, jedno z największych dzieł w historii rocka.
Szósteczka. Nie ma to tamto!  |
No, jako ciekawostkę powiem, że autorem tej recenzji jest niejaki Kuba Jasiński Nie zastrzegłem sobie praw autorskich, ale to i tak nieładnie  _________________ "Bobry wesoło gryzą drewno, szczury biegają za myszami, lśnią im oczki, bo żadnej choroby już w nich nie ma. Nawet jeleń zwykle tak podatny na bakterie nie może zachorować i pełną gębą je siano, Ludzie będą rodzili zdrowych ludzi, jesteśmy już nie tylko w Europie, ale chyba nawet w kosmosie".
Wojciech Mann |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Sob Lip 26, 2008 1:34 pm Temat postu: |
|
|
"Queen II" moja ocena 5. To jest jedna z tych płyt, których nigdy nie słucham wyrywkowo. Zawsze leci od początku do końca, nie ma innej opcji. Zawsze się dziwiłem dlaczego tylko "Seven Seas Of Rhye" puścili na singlu. Album ma w sobie zajebisty potencjał, nie przez wszystkich chyba doceniany. Pereł tu masa, a mój ulubiony utwór to "The Fairy Feller's Master-Stroke" od zawsze.  _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Paź 05, 2008 10:58 pm Temat postu: |
|
|
6
Jedyny słabszy moment to Procession... no i mozę jeszcze 2 kawałki śpiewane przez Briana i Rogera... za to począwszy od Ogre Battle mamy fascynująca, bajkowa suitę. Dla mnie świetne, barokowe... Ale wczesniej jest jeszcze White Queen i oldskulowe Father To Son.
Zawsze miąłam dylemat co do najlepszego albumu Queen - Innuendo czy dwójeczka. Trudno wybrac.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 4:06 pm Temat postu: |
|
|
Queen II zafascynował mnie już w wieku 7 lat - wtedy to otrzymałem od Taty walkmana... otworzył mi on drogę do tysięcy kaset marki Leo, które składowaliśmy naonczas w domu celem sprzedaży detalicznej. Mniejsza.
Pewnego uroczego dnia dorwałem chromową kasetę-matkę, która zawierała tandem: Queen + Queen II. Klawo - pomyślałem, zabierając się do odsłuchu... "Album" zabrał mnie w daleką podróż - daleką na tyle, że przez kolejne 4 lata myślałem, iż druga strona kasety jest kontynuacją pierwszej i wspólnie stanowią nierozerwalną całość. Oh well...
"Druga strona" (a więc Queen II) zawsze przyciągała mnie bardziej - w mojej dziecięcej wyobraźni była po prostu bardziej barwna, rozmaita, różnorodna. Najbardziej ukochałem sobie White Queen - ta perełka zachwyca mnie absolutnie i nieprzerwanie... aż do dziś. Jest jak cudowna baśń, opowiadana z ogromnym wyczuciem i oddaniem nastroju, a momentami wręcz namaszczeniem. Fascynacja, niepokój, smutek, nadzieja... White Queen zawiera w sobie tak ogromny ładunek emocji i muzycznych uniesień, że trzeba być totalnie stone-hearted, aby przejść obojętnie obok tego arcydzieła. Anielski głos młodziutkiego Freddiego doskonale współbrzmi z misternie budowanymi, gitarowymi pasażami Briana. Studyjne solo, tak odmienne od wirtuozerskich wersji live, każdorazowo przepełnia mnie specyficznym uczuciem smutku - nostalgicznym, lecz zarazem "ciepłym". Niesamowite, jak wiele można osiągnąć za pomocą zaledwie kilku zagranych z pasją dźwięków...
Oczywiście, Queen II to znacznie więcej, niż Biała Dama (jak lubię ją nazywać), lecz gdybym miał w podobny sposób omówić również The March Of The Black Queen, czy Nevermore... no właśnie, kto by to doczytał?
Moja ocena Queen II jako całości: 6
Razi mnie jedynie jakość archaicznego remastera '94, którym przyszło nam cieszyć uszy... Pierwsze trzy albumy Queen wręcz błagają o remaster na miarę obecnych standardów - skoro udało się z ANATO i wymagającym Prophetem, to... I want it all!  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 4:53 pm Temat postu: |
|
|
| Onik napisał: | | Razi mnie jedynie jakość archaicznego remastera '94, którym przyszło nam cieszyć uszy... Pierwsze trzy albumy Queen wręcz błagają o remaster na miarę obecnych standardów |
Japonskie re-edycje, w kartonowych okladkach nasladujacych mini winyle, ledwie kilka lat temu wydane, ze swiezym (bodaj 2004 rok, ale nie chce klamac, nie pamietam dokladnie, w domu moge sprawdzic) remasteringiem. wlasnie te wczesne plyty brzmia BOSKO... SHA chyba najlepiej, choc QII jest tuz, tuz... Polecam! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|