| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sob Sie 29, 2009 8:52 pm Temat postu: |
|
|
Najlepszym albumem jest zdecydowanie Innuendo. "A night at the opera" może się schować HEH... noi naraziłem się  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 5:04 pm Temat postu: |
|
|
Innuendo Absolutny numer 1 dla mnie Ale z kolejnymi miejscami byłoby trudno... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 9:38 pm Temat postu: |
|
|
Heh, no cóż, temat może nie jest najszczęśliwszy, ale chyba nitkt się nie obrazi jak przedstawię tutaj moje całościowe zapatrywanie na dyskografię Queen Tym razem jednak bez szczególnych opisów, bo jak na dzisiaj (póki co ) starczy już tego ciągłego rozpisywania się
1. ANATO - a jednak (eklektyzm i elektryzm ), choć bardzo bardzo blisko niej plasuje się :
2. QUEEN II - Queen w swojej szczytowej, artrockowej formie Dalej zaś:
4. SHEER HEART ATTACK
5. INNUENDO - tu już bardzo trudny wybór Dokonałem go jednak nie ze względu na doskonałość całej płyty (bo w 2 jak dla mnie kompozycjach lekko ona jednak zgrzyta), lecz przez wzgląd na NIEPRAWDOPODOBNY ładunek emocjonalny w niej zawarty. No i za dwa moje songi wszechczasów (nie wiem czy pierwsze miejsce, ale bardzo wysoko szczególnie ten drugi): INNUEDNO oraz THE SHOW MUST GO ON, który to uważam za song doskonały i najcudowniejsze rozstanie z karierą zawarte na taśmie przez kogokolwiek EVER!).
6. A DAY AT THE RACES
7. JAZZ
8. QUEEN - ich rozdział nieco sztuczny, gdyż wszystkie one stoją jak dla mnie na bardzo, bardzo wysokim poziomie Obrazują świetnie, jak genialny był to zespół, szczególnie w tej pierwszej (złotej) dekadzie swojej twórczości
9. HOT SPACE
10. THE GAME
11. THE MIRACLE
12. MADE IN HEAVEN - za duże zagęszczenie lukru na metr kwadratowy, sorry Kompozycje nieraz dobre/świetne, ale całość możnaby przygotować w znacznie inny (-> lepszy) sposób ).
I last and also least :
13. A KIND OF MAGIC
14. THE WORKS - choć obie jak dla mnie na tym samym (miernym ) poziomie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 11:13 pm Temat postu: |
|
|
| Majkel napisał: | | lecz przez wzgląd na NIEPRAWDOPODOBNY ładunek emocjonalny w niej zawarty. No i za dwa moje songi wszechczasów (nie wiem czy pierwsze miejsce, ale bardzo wysoko szczególnie ten drugi): INNUEDNO oraz THE SHOW MUST GO ON, który to uważam za song doskonały i najcudowniejsze rozstanie z karierą zawarte na taśmie przez kogokolwiek EVER!). |
Trochę nisko ale i tak warto Cię odnotować. Kocham Cię... Ale lekko mniej niż NAR-a _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 12:09 am Temat postu: |
|
|
Heh, jakoś ich nigdy w kolejności nie poukładałem, niech będzie...
1. SHEER HEART ATTACK
Przebojowo, zadziornie, bogato i z lekkim rockowym brudkiem. Jeżeli na płycie obok siebie są Stone Cold Crazy i Leroy brown- i jeszcze do tego do siebie pasują!- musi to być geniusz.
2. A NIGHT AT THE OPERA
Płyta skończona. Wrew niektórym opiniom, ze "Sweet Lady słabe", "Good Company bym wyrzucił"- na tej płycie nie ma zbędnej sekundy. Wenus z Milo jest piękna taka jaka jest. Rąk na siłe się nie doprawia. Jak się ma do czynienia zperfekcją to się nią delektuje i podziwia- a nie na siłę ulepsza... Skoro May, Taylor, Mercury i Deacon nie potrafili z tego wtedy nic więcej wycisnąć- znaczy że było to niemożliwe...
3. QUEEN II
Pretensjonalna, naiwna- i ptrzez to wspaniała. Barokowy przepych, radość grania swojej muzyki, nie oglądanie się na style innych, tworzenie nowej jakości. Chyba najbardziej oryginalna płyta, jaką kiedykolwiek nagrali, bo nie powtarza nic ani nikogo- NAWET SIEBIE.
4. A DAY AT THE RACES
Tylko trochę uboższy kuzyn ANATO. Płyta tak samo bogata, aranżacje gitarowe Brianba chyba najlepsze w karierze zespołu.
5. JAZZ
To miał być powrót do tamtego starszego, pełnego przepychu stylu. Do końca to nie wyszło, ale płyta niedoceniona, podobna trochę do SHA (ostrzejsza, lekko przybrudzona ale zadziwiająca bogactwem i eklektyzmem).
6. QUEEN
Wiele innych zespołó miało dużo lepsze debiuty- ale ten bynajmniej nie jest zły. Jedyna płyta, gdzie z jednym tylko wyjątkiem utwory napędzane są gitarowym riffem i napisane ewidentnie na gitarze a nie pianinie. No i zawsze uważałem, ze jak Queen zabierało sie za cięższy klasyczny rock, to walili po uszach jak mało kto...
7. NEWS OF THE WORLD
Podoba mi się ta surowość, jest inne oblicze Królowej, jakby bardziej zbliżone do tego koncertowego. Tylko dwóch pierwszych kawałków jakbym miał nigdy więcej w życiu nie usłyszeć to bym się spacjalnie nie zmartwił.
8. INNUENDO
Mam pewne obiekcje do niektórych fragmentów, czas nie obszedł się ze wszystkim najwspanialej- ale kilka klejnotów w koronie Królowej tutaj jest, ze wskazaniem na absolutnie genialny utwór tytułowy- choć oczywiście według niejakiego Kirmucia- niczym się nie wyróżnia... Tak, k***a, sześć minut, cztery różne segmenty, gościnny udział Howe'a z Yes, solo gitarowe Maya które głośno chwalą muzycy od Planta po Akerfelda- i się nie wyróżnia... Można zarzucić absolutnie wszystko- ale... to jak stwierdzić, ze słońce jest ciemne.
9. THE GAME
Na tej płycie skończyło się interpretowanie stylów- a zaczęło się ich imitowanie. Za co winić można w sporym stopniu Macka, który zmusił (ale ten, sierota, się dał...) Maya by nie imitował swoją gitarą innych dźwięków, tylko użył oryginalnego instrumentu. Nagle charakterystyczne brzmienie Queen wyleciało przez okno. Papa. Na szczęście jeszcze tutaj nie zupełnie i są niezłe utwory (Sail Away Sweet Sister to Queen najwyższego lotu).
10. HOT SPACE
Gdyby brzmiało to tak jak na koncertach- płyta pewnie byłaby o 3-4 iejsca wyżej. A tak... treochę marna podróba nie swojego stylu. Szkoda- bo kompozycje niezłe, czasem nawet bardzo niezłe. Gdyby zinterpretowali ten styl i nagrali swoją jego wersję(jako przykład- Staying Power czy Back Chat z Milton keynes)- byłaby płyta wybitna.
Oddajmy jednak Królowej co królewskie- to był ich ostatni eksperyment, potem stali się tak przewidywalni jak wynik meczu jakiejkolwiek obecnej polskiej drużyny klubowej z Barceloną...
11. THE MIRACLE
Fajnie wyprodukowana i ma przemocne momenty- ale ma też kilka niesamowitych zapchajdziur, co dziwi biorąc pod uwagę ile kawałków próbowanych było na sesjach... I niektóre z B-sajdów czy rzeczy niedkończonych były całkiem ciekawe...!
12. MADE IN HEAVEN
2-3 wybitne kawałki- i fura lukru na pozostałych. Od kilku lat nie jestem jej w stanie włączyć od początku do końca. Rozmemłana do granic możliwości.
13. THE WORKS
Czasem jest wielki potencjał, czasem jest nawet wykorzystany radiowy potencjał- ale przeokropna produkcja skutecznie zabija wszelką radość ze słuchania niektórych całkiem dobrze napisanych rzeczy. Płyta, z którą chyba czas się najgorzej obszedł jeśli chodzi o katalog Queen.
14. A KIND OF MAGIC
Gorzej się nie da. Dwa jasne momenty, kilka takich sobie- i kilka rzeczy spod znaku zespołu, który nie ma pojęcia czego chce i dokąd zmierza. Jeśli mając tak mocny skład genialnych muzyków na płycie są rzeczy gdzie pierwsze skrzypce gra przeciętny wynajety klawiszowiec- to nie jest dobry znak...
15. FLASH
Aaaaa.....
/uciekł/ _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 3:38 am Temat postu: |
|
|
az mnie to jakos (i chwila nudy w zwiazku z przerwą w meczu orlando) zmobilizowalo, zeby rzucic okiem na swoje wyczyny w tym temacie i swojego ostatniego w nim posta, sprzed 3 lat...
| Bizon jakies 3 lata temu napisał: | a tez sobie wrzuce te plyty w kolejnosci, szczegolnie ze pierwszy raz pisalem w tym temacie z 2 lata temu i sie troche pozmienialo jednak moze nie duzo, ale jednak
1. queen II - chyba musialem dojrzec do tej plyty; po prostu w pewnym momencie, z rok temu, dotarlo do mnie jak magiczna calosc tworza zawarte na niej utwory... wczesniej lubilem ale jakos tak latwo do mnie nie docierala... ale jak dotarla to z taka sila, ze ciezko bedzie jakiejkolwiek plycie queen zblizyc sie do tego poziomu uwielbienia u mnie
2. a night at the opera - jeszcze jakis czas temu moj ulubiony album... ale wciaz uwazam, ze to genialna plyta, choc jest na niej jeden slabszy punkt w postaci cukierkowatego i banalnego do bolu w wersji studyjnej 'love of my life'... natomiast cala pierwsza 'kasetowa' strona to geniusz...
3. innuendo - powrot po wieeeelu latach do wielkiego grania... o dziwo znakomite wszystkie single z plyty, a utwor tytulowy miazdzy... cudowne bijou... wyraznie slabych punktow brak, choc sa ze 2-3 kawalki, ktore sie niczym specjalnym nie wyrozniaja...
4. queen I - plyta nie tak genialna jak dwojka, ale jak na debiut naprawde zadziwiajaco dojrzala i przemyslana... jedyna wyraznie slabsza czesc tej plyty to 'jesus'... troche to arka noego zalatuje...
5. sheer heart attack - chocby za sama trzyczesciowke funster/lily/flick te plyte absolutnie uwielbiam, a jest jeszcze przeciez stone cold crazy, now i'm here czy killer queen... sa tez niestety rzeczy irytujace... she makes me ciagnie sie jak flaki z olejem, wokal z poczatku brighton rock jest irytujacy jak cholera, obie czesci in the lap of the gods mecza mnie niemilosiernie (chociaz wersja druga chociaz dobrze na koncertach wypadala)...
6. a day at the races - powiedzialbym, ze to lekko niedorobiony bratnocy w operze nie ma tu tej roznorodnosci i takiego szalenstwa, sa kawalki po prostu przecietne (long away), ale sa tez dwa dziela - loverboy i the millionaire waltz, ktore wybijalyby sie nawet na kazdej z wczesniejszych plyt queen...
7. jazz - plyta moze bez wielkich dziel, ale tez bez jakichs olbrzymich wpadek... po prostu rowna, solidna, na wysokim poziomie... jednak pare kawalkow nieco lepszych od innych sie znajdzie, chocby don't stop me now czy mustapha...
--------------------
i wlasciwie gdyby ten zespol nagral tylko te plyty i nic wiecej, to wielka krzywda dla swiatowej muzyki by sie nie stala
--------------------
8. the game - plastikowa produkcja, granie jakby bez polotu, wszystko zmasakrowane przez syntezatory, ale jednak jest pare kawalkow, ktore sa calkiem dobre, a bylyby jesczze lepsze, gdyby mama macka sie lepiej zabezpieczala... chocby save me, sail away sweet sister, play the game czy crazy lil' thing...
9. hot space - o tej plycie juz chyba napisalismy swego czasu wszystko na tym forum kilka fatalnych pomylek, nudow lub po prostu nieciekawych pomyslow (put out the fire, body language, las palabras de amor, life is real), kilka ciekawych, chocb kontrowersyjnych jak na ten zespol kawalkow (cool cat, action, staying power) oraz dwa zdecydowanie najlepsze dla mnie numery na tej plycie czyli under pressure i back chat, dodatkowo znakomite (tak jak kilka innych) w wersjach na zywo... tu jednak tylko ciekawe
10. the miracle - cale szczescie mack byl chyba w kiblu z rzadka odmiana sraczki i nie zdazyl zajac sie produkcja, bo plyta brzmi lepiej niz cokolwiek innego nagranego przez nich w latach 80tych... niestety nadmiar plastiku i banalnych melodii nie pozwala tej plycie wejsc wyzej w moim rankingu, ale takie kawalki jak scandal, was it all worth it, breakthru czy invisible man to jednak sa kawalki ktore nie przynosza wstydu nawet jak sie je postawi obok tych z konca lat 70tych...
11. news of the world - ta plytka bylaby swietna, gdyby zostala wydana jako EP z nastepujacymi kawalkami - it's late, my melancholy blues, all dead, we will rock you wersja szybka no i juz niech bedzie to we are the champions na doczepke... cala reszta nudnaaaaaaaaaa...
12. made in heaven - tu robie wyjatek, bo skladanek nie bralem pod uwage... 2 nowe kawalki (winter's tale i mother love) cudowne... trzeci nowy (you don't fool me) jakos mniej cudowny , ale ma fajna solowke... oprocz tego ciekawe obie czesci beautiful day (szczegolnie w remixie laczacym je w jeden utwor), a reszta? .... reszty mogloby nie byc, bo niby sie tego przyjemnie slucha, tylko ze nic poza tym... kawalki z solowych plyt freddiego nagrane na nowo to wedlug mnie bezsens, nawet jesli brzmia lepiej niz w oryginale (mozna bylo te wersje na box freddiego przygotowac), let me live nadaje sie idealnie na murzynski pogrzeb (pomijajac, ze zostalo mi obrzydzone przez czesc osob z tego forum )... generalnie mozna bylo te plyte zupelnie inaczej przygotowac...
------------------------
te plyty powstac nie tylko nie musialy, ale i nie powinny...
------------------------
13. a kind of magic - who wants to live forever - piekne, jeszcze piekniejsze w wersji instrumentalnej; one vision - solidny kawalek na wysokim poziomie; princes of the universe - swietny numer... by byl gdyby go w polowie nie zmiekczyli. .ale i tak calkiem dobry... a kind fo magic... fajna solowka i tyle... reszta? ech...
14. the works - hard life - trzyma sie kupy i calkiem ladnie sie prezentuje (bez kupy), radio gaga, i want to break free - ograne do bolu, ale cos jednak w nich jeszcze jest... machines - gdyby nie te irytujace dzwieki to bylby z tego calkiem niezly kawalek... o reszcie im mniej napisze, tym lepiej... zreszta pislaem w temacie o tej plycie chyba, ze mogla ona byc chocby przyzwoita gdyby poczyniono pewne kroki
flasha nie bralem pod uwage, bo to plyta specyficzna...
no to tyle.. nudzilo mi sie... |
no coz, dzisiaj pewnie nieco w gore poszloby SHA (na jakies 3-4 miejsce), ze 2-3 miejsca w dol poszloby innuendo (za ADATR i I) no i news of the world chyba weszloby na szczyt grupy tej drugiej, mniej wiecej na rownie z the game i HS. reszta opinii raczej sie u mnie nie zmienila, jestem dosyc staly w uczuciach.
1. QII
2. ANATO
3. SHA
4. QI
5. ADATR
6. I
7. Jazz
8. NOTW
9. TG
10. HS
11. TM
12. MIH
13. AKOM
14. TW
w sumie najwiekszym problemem tutaj dla mnie jest to, ktora powinna byc na samym koncu. kazda z dwoch ostatnich plyt daje tyle argumentow za tym, zeby uznac ją za najgorszą, że ciezko sie zdecydowac wybralem jednak TW, bo na AKOM jednak troche wiecej mi sie podoba no i produkcja, mimo ze daleko jej do wspanialosci, to jednak jest "sluchalna". generalnie jednak obu slucham wlasciwie raz na rok przy okazji "wielkiego odsluchu wszystkich plyt", a takze czasem (mniej wiecej raz na 2 lata heh) kiedy pomysle sobie: "hmmm zobaczymy, czy w dalszym ciagu jest tak beznadziejna dla mnie" i po 40 minutach chowam do pudelka w przekonaniu, ze wciaz mam ten sam gust  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 8:52 pm Temat postu: |
|
|
Moim absolutnym numerem 1 jest A NIGHT AT THE OPERA! A tuż za nią SHEER HEART ATTACK.
Długich uzasadnień pisać nie będę. Ewentualnie mógłbym też dać po prostu przekierowanie do moich postów w tematach z recenzjami tych albumów... No ale co mi tam. Jednak skrobnę coś również i tutaj.
No więc ANATO ubóstwiam za istne bogactwo opracowań, unikalny operowy klimat... ech, ciężko mi cokolwiek więcej napisać(choć w temacie z recenzją ANATO odziwo mi się udało ). Bo po prostu nie można nie lubić tej płyty! Nie potrafię się tu absolutnie do niczego przyczepić. Ta płyta nie ma słabych punktów, no i pochodzi z niej mój absolutnie najulubieńszy utwór Queen w ogóle, a jest nim oczywiście Pieśń Proroka.
Zaś SHA, które jest na drugim miejscu i depcze Nocy w Operze po piętach to ja z kolei subiektywnie uważam za dopełnienie ANATO(choć właściwie to powinienem powiedzieć na odwrót, jako że SHA powstało wcześniej. ). Piosenki tam są dla mnie tak jakby w podobnym klimacie(no, co prawda z wyłączeniem wątków operowych, ale i podobieństwo jak dla mnie i tak jest duże ) i kiedyś nawet miałem tak, że utwory z obu płyt mi się myliły i miewałem problemy z przyporządkowaniem niektórych z nich do właściwej płyty. Ponadto zazwyczaj też lubię słuchać ich(płyt) razem - jedna po drugiej, a najlepiej to przemieszać poszczególne utwory ze sobą.
To tyle. Swojego rankingu wszystkich płyt zespołu ja już jednak nie przedstawię, bo miałem spore problemy z przyporządkowaniem reszty krążków na ich właściwe miejsca... Większość płyt ja w zasadzie lubię jednakowo. Jest po kilka takich krążków którym powystawiałem identyczne oceny w recenzjach tu na forum - jest więc po kilka czwórek i po kilka piątek, tak więc biorąc pod uwagę ten czynnik ciężko mi było ogólnie te wszystkie płyty odpowiednio poustawiać. Może gdyby skala ocen była trochę wyższa(np. 1-10) to może byłoby nieco łatwiej.
Ale za to wiem, która płyta podoba mi się najmniej - jest nią 'Gorący Kosmos/Przestrzeń'(której co prawda jeszcze tu nie recenzowałem, ale lada dzień obiecuję, że to zrobię. ).
Aha i jeszcze jedno: podczas tych wszystkich rozważań i wyborów płyt wogóle nie brałem pod uwagę FLASH'a bo to jednak płyta innej kategorii i z normalnymi albumami studyjnymi to ciężko ją porównywać.  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
freddy_crueger
Dołączył: 04 Mar 2009 Posty: 30
|
Wysłany: Nie Sty 31, 2010 8:35 pm Temat postu: |
|
|
wiesz zależy też od humoru czasem made in heaven a czasem sheer heart attack . ale tak ogolnie :
1.The Miracle
2.A Night At The Opera
3.Made In Heaven |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Nie Sty 31, 2010 8:48 pm Temat postu: |
|
|
Innuendo! Innuendo! Innuendo zawsze i wszędzie
A później Barcelona.
A jeszcze później Queen II.
I ANATO  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pietras

Dołączył: 25 Sty 2010 Posty: 206 Skąd: "Otłok" city
|
Wysłany: Pon Lut 01, 2010 2:14 pm Temat postu: |
|
|
Mój wybór nie będzie zaskakujący - "A Night At The Opera".
Dalej "The Game" i "Innuendo" (myślę, że równie bardzo lubiana ze względów muzycznych jak i ze względów emocjonalnych).
Najsłabsze: "Flash" i "Hot Space", czyli także bez kontrowersji. _________________ www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
master of your destiny
Dołączył: 21 Sty 2010 Posty: 7
|
Wysłany: Pon Lut 01, 2010 10:28 pm Temat postu: |
|
|
| vessena napisał: | | Nie rozumiem czemu ktos napisal ze NAWET Queen II bylo jego ulubiona plyta. Jakie nawet - ona jest majstersztykiem! Ale o gustach sie nie dyskutuje |
no brawo
zdecydowanie Q2, a to za MOTBQ głównie, czyli za najlepszą ze wszystkich piosenek Queen. Chociaż są też inne ciekawe piosenki na albumie ( OB, TFFMS, WQ )
na drugim miejscu chyba SHA lub ANATO  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anuszek
Dołączył: 09 Lut 2010 Posty: 4
|
Wysłany: Wto Lut 09, 2010 9:32 pm Temat postu: |
|
|
| Mam problem z wyborem ulubionej płyty... W moim rankingu o pierwsze miejsce od długiego czasu biją się Queen II z A Day At The Races i... Nie wiem, czy nie będą tam ex aequo. W tej pierwszej urzeka mnie baśniowy klimat drugiej strony. Na pierwszej też jest bosko: Father To Son, White Queen, Ogre Battle - to wszystko są wspaniałe utwory. Wyścigi mają jedne z moich najukochańszych kawałków Queen, jak: Tie Your Mother Down, You Take My Breath Away, The Millionaire Waltz, You And I, Somebody To Love i Teo Torriate. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Sob Lut 27, 2010 2:22 pm Temat postu: |
|
|
Jako, że mam swoją piątkę najbardziej lubianych płyt Queen to pozwolę sobie ją tu przedstawić. I są to na dzień dzisiejszy jedyne albumy jakie potrafię poukładać w kolejności.
Chyba już żadna z tych płyt nie ma szans wylecieć z tego TOP5 ani żadna inna wlecieć, co najwyżej kolejność może się zmienić.
1. Queen II
Na samym początku słuchania, ten album zupełnie do mnie nie trafiał, poza Ogre Battle, bo to uwielbiałam od zawsze (bo taka jest prawda, że ostrym rockiem o wiele łatwiej do mnie przemówić niż balladą). Ta płyta była dla mnie jakaś dziwna, zupełnie nie zrozumiała, na pewno w moim przypadku była to najtrudniejsza w odbiorze płyta Queen. Lecz jak już się przekonałam to niesamowicie pokochałam i kocham do tej pory. Klimat tego albumu jest niesamowity, uwielbiam ten przepych, jedna z tych płyt jakie mogę słuchać zawsze i wszędzie.
Ulubione momenty: zdecydowanie Biała Królowa, sama nie wiem czemu na początku do mnie nie przemawiała, teraz to dla mnie zdecydowanie najlepsza ballada jaką ten zespół kiedykolwiek nagrał, moje TOP3 Queen w ogóle. Dalej będzie Czarna Królowa (te szaleńcze chórki i te zmiany tempa), Father To Son (boskie gitary w środku) czy Ogre Battle.
2. A Night At The Opera
Ta płyta nie wymaga rekomendacji. Zdecydowanie największe dzieło Queen, tylko że ja odrobinę wolę Dwójeczkę. To chyba też najbardziej eklektyczny album Queen, co jest dodatkowym plusem dla tego wydawnictwa. Zespół w trudnym dla siebie okresie nagrał płytę wybitną. Dodam też, że w przeciwieństwie do sporej części fanów bardzo lubię Sweet Lady oraz Good Company i uważam, że bardzo pasują do tej płyty. Tak naprawdę nie potrafię się przekonać jedynie do Love Of My Life, nie powiem, że ten utwór jest zły, ale nie mnie nie wzrusza.
Ulubione momenty: The Prophet's Song- znów moje TOP3 Queen. Utwór ma niesamowity klimat, robi na mnie wrażenie za każdym razem gdy słucham. Kocham też Death On Two Legs, szczególnie fortepianowo-gitarowy wstęp. Nie mówiąc już o pełnym jadu głosie Freddiego czy chórkach.
3. A Day At The Races
Podobnie jak z Queen II miałam na początku problem z przekonaniem się do tej płyty. Z perspektywy czasu nie rozumiem dlaczego, bo przecież tyle tu wspaniałych utworów. Lecz jak już Wyścigi do mnie trafiły to absolutnie się w nich zakochałam, do tego stopnia, że był okres, że uważałam ta płytę za lepszą nawet od Opery. Jednak później doszłam do wniosku, że jednak ANATO jest odrobinę lepsze, ale tylko odrobinę.
Ulubione momenty: Walczyk, Walczyk i jeszcze raz Walczyk. Za całokształt, a w szczególności za linię basu (moja ulubiona), niesamowite harmonie wokalne, czy za gitarową orkiestracje. Na drugim miejscu jest na pewno White Man, utwór bardzo ciężki, dzięki temu taki wspaniały.
4. Sheer Heart Attack
Mój pierwszy album z lat 70. i drugi Queen w ogóle. O dziwo podobał mi się niemalże od samego początku, ale tak naprawdę doceniłam go dopiero po przesłuchaniu innych płyt z lat 70., wtedy gdy tak naprawdę zrozumiałam na czym polega genialność Queen w tej dekadzie. Za to pamiętam, ze takie Killer Queen pokochałam od pierwszego przesłuchania. Co prawda takie Dear Friends mnie nudzi, ale i tak album jako całość sobie bardzo cenię.
Ulubione momenty: Flick Of The Wrist- niby szybko polubiłam, ale potrzebowałam duuużo czasu, by naprawdę docenić, solo gitarowe zdecydowanie jest jednym z genialniejszych Briana. Killer Queen- pokochałam od razu, później trochę się znudziło, ale po pierwszym przesłuchaniu wykonania na żywo podczas jakiegoś medleya, miłość do tego kawałka odżyła na nowo. Niesamowite rzeczy Brian tu wyczynia na gitarze. Muszę też wyróżnić takie kawałki jak: Stone Cold Crazy (tylko kiedyś bardziej lubiłam) czy Bring Back That Leroy Brown (zdecydowanie jeden z moich ulubionych żartów zespołu, szczególnie na koncertach wymiata, to solo Briana na ukulele-banjo).
5. Jazz
Ostatnia klasyczna dla zespołu płyta i ostatnia bez syntezatorów. Czytając recenzję w Przewodniku dowiaduję się, że jest to płyta trudna w odbiorze, może i tak, ale dla mnie okazała się tą najłatwiejszą do strawienia z katalogu Queen. To znaczy najszybciej się do niej przekonałam, praktycznie od razu. A wcale wyrobiona muzycznie nie jestem. Może to m.in. przez to, że dwa single z tej płyty (Bicycle Race i Don't Stop Me Now) znałam wcześniej i bardzo lubiłam i pewnie też przez to, że jest tu stosunkowo sporo ostrzejszej gitary, którą uwielbiam. Kiedyś nawet była ta płyta u mnie ceniona wyżej nawet od Opery czy Wyścigów, teraz jest na piątym miejscu, czyli tam gdzie najbardziej pasuje.
Ulubione momenty: Mustapha- porywa mnie od samego początku aż po sam koniec, uwielbiam szczególnie pierwsze wejście gitary, z przejściem z mono do stereo. Fat Bottomed Girls- znów zasługa gitar i klimaciku, lecz potrzebowałam czasu by docenić, praktycznie jedna z niewielu kompozycji na albumie, która na początku mnie nie przekonywała. Dead On Time- kawałek ostrego rocka, nieprzerwanie uwielbiany od pierwszego przesłuchania. Nie mogłabym też nie wymienić Dreamer's Ball (klimat przede wszystkim) i More Of That Jazz (ulubiony, genialny riff Rogera i jeden z jego lepszych utworów, tylko ten medley mi przeszkadza i powoduje, że nie wracam do tego kawałka tak często jakbym tego chciała).
Dalej gdzieś byłby debiut, News Of The World, Innuendo (możliwe, że w takiej kolejności), ale z całą resztą albumów mam problem. Dlatego na dzień dzisiejszy nie potrafiłabym ułożyć wszystkich płyt w kolejności. W ogóle lata 80. są dla mnie problematyczne, wiem tylko tyle, że największą sympatię mam do... The Miracle Pomimo tego, że The Game jest teoretycznie lepsze, mnie na dłuższą metę ten album nudzi jako całość (lecz niektóre utwory same w sobie się doskonale bronią), a na Miraclu są może gnioty (z naciskiem na My Baby Does Me), lecz i tak lepiej mi się tego słucha. Sama nie wiem czemu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 5:18 pm Temat postu: |
|
|
mam ochotę zrobić jakąś listę. Pozycje 2-5 można dowolnie wymieszać.
1 A Night At The Opera
...
2 Sheer Heart Attack
3 Queen II
4 Innuendo
5 A Day At The Races
...
6 Jazz
7 News of the World
8 Queen I
...
9 Hot Space
10 The Game
11 The Miracle
12 Made in Heaven
13 A Kind of Magic
14 The Works
15 Flash _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fankado

Dołączył: 29 Kwi 2011 Posty: 59 Skąd: Przemyśl
|
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 6:49 pm Temat postu: |
|
|
Innuendo ,the game  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Sob Cze 18, 2011 5:33 pm Temat postu: |
|
|
Czas napisać coś w tym wątku
Ciężko mi napisać o najlepszej płycie Queen bo są 3 albumy które kocham prawie że jednakowo, więc podium ciągle pozostaje niezmienne, ewentualnie zmiana następuję pomiędzy tymi albumami.
W tym momencie kolejność przedstawia się tak:
1- A night at the opera - moja pierwsza płyta Queen przesłuchana w całości( o dziwo utwór, który poznałam jako pierwszy wcale z niej nie pochodzi). Zastanawiam się czy potrafię znaleźć na niej słaby punkt - na upartego jest to Sweet Lady do której chyba nigdy do końca się nie przekonałam. Kiedyś mnie irytowała niemiłosiernie, z biegiem czasu jest mi obojętna a nawet może troszkę ją polubiłam
Cały album jest przegenialny! A i wg mnie kolejność utworów ma ogromne znaczenie! Mocne wejście zapowiada nam coś fantastycznego i tak jest też do samego końca. Zero zawodu.
Mocne punkty wg mnie : The Prophet's Song ( zawsze pozostanie numerem 1,dla mnie lepszy niż Bohemian...), Love of my life, '39 i I'm in love with my caaar
2- Queen II- Długo przeze mnie zaniedbywany. W ogóle jak poznawałam Królową i poszczególne płyty to nie robiłam tego w kolejności chronologicznej, tylko tak bardziej co mi podpadło w ręce ( dziwna sprawa...nie wiem dlaczego tak). I wyobraźcie sobie, że Queen II to był ostatni album, który poznałam. Nie od razu załapałam, raczej długo nie mogłam załapać a dziś mogę śmiało powiedzieć, że za Czarną Królową jestem wstanie coś sobie obciąć Bezapelacyjnie najlepszy utwór dla mnie! Nieprzewidywalny do końca, zmiana tempa, no kocham.
Drugi mocny punkt to Father to Son. Biała Królowa też daje radę i to mocno ale Czarnej to dosięga gdzieś do kolan;p
3 - Innuendo- No cóż...Album, który oceniam bardziej pod względem chyba emocjonalnym niż muzycznym. Każdy utwór ( bez wyjątku) dostarcza mi taki ładunek emocji, że nie wyrabiam. Jeszcze jak dodam do tego sobie okoliczności w których album powstał to mamy tutaj DZIEŁO. Na upartego wymienię moje top 5 chociaż niechętnie, bo wszystkie utwory są wspaniałe. No ale dość luźne top 5 : These Are The Days Of Our Lives, The Show Must Go On ( chociaż trochę się przejadło...), All God's People, Delilah, Innuendo.
Tak jak wspominałam. Te płyty są i chyba będą zawsze w ścisłym top3. Myślę, że nikogo nie zaskoczyłam swoim wyborem. Raczej taki standard bym powiedziała  _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Sob Cze 18, 2011 7:58 pm Temat postu: |
|
|
O, jeszcze się tutaj nie wypowiadałem - dziwne
Jeśli chodzi o płyty Queen to żaden album nie jest u mnie absolutnym numerem jeden. Na samym początku przygody z zespołem, za najlepszy uznawałem Jazz, potem było kolejno: Innuendo, Queen II, MiH i NOTW. Aktualnie jestem za ADATR. Płyta zawiera w sobie - w mojej opinii - najlepszy moment w historii Queen. Chodzi mi tu o The Millionaire Waltz/Somebody to Love/You and I. Te utwory mają razem tak dużą moc, że jakby były nie obok siebie na albumie, to podejrzewam, że nie byłaby to moja ulubiona płyta.
Sam się sobie dziwię, ale nie jestem jakimś wielkim fanem ANATO. Dla (prawie) wszystkich jest to arcydzieło, a dla mnie jest to bardzo dobra płyta (powiedźmy TOP5). Niby podoba mi się większość utworów na niej, ale jako całość coś mi w niej nie pasi. Tyle, że nie wiem co.
Na dzień dzisiejszy klasyfikacja wygląda tak:
1. ADATR
2. QII
3. NOTW
4. Innuendo
5. ANATO
6. Jazz
Reszty nie umiem dokładnie sklasyfikować  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 6:21 pm Temat postu: |
|
|
Ja karierę Queen dzielę na dwa oddzielne etapy: 1971-1979 i 1980-1995.
Jeśli chodzi o ten pierwszy, to cholernie ciężko jest wybrać tę jedyną ulubioną, bo wszystkie są na równi (doskonałe).
1971-1979: QUEEN-Tam wszystko jest świetne, ale produkcja daje wiele do życzenia. W "The Night Comes. . . " Freddie trochę śpiewa jak by mu się nie chciało? Ale jest pociągająca.
1980-1995: The Miracle
Khashoggi's Ship jeszczę przeżyję, ale Party?!
Po za tym wszystko gra. Tuż za nią Innuendo (depcze mu po piętach) _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek!
Ostatnio zmieniony przez Oskar dnia Sob Lip 02, 2011 8:54 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 6:31 pm Temat postu: |
|
|
| zinger menu napisał: | | Oskar napisał: | | Ja karierę Queen dzielę na trzy oddzielne etapy: 1971-1979 i 1980-1995. |
27% Polaków nie umie liczyć. Całe szczęście, że należymy do tych pozostałych 63%. |
No faktycznie i Ty chyba jesteś w tej mniejszości , bo poprawne proporcje to 27-73. Albo 37-63.
Spoko nie obrażaj się, ja tylko w żartobliwy sposób zwracam Ci uwagę na pomyłkę.  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 7:32 pm Temat postu: |
|
|
Najlepszym albumem Królowej jest... hm, to dobre pytanie.
Po namyśle muszę stwierdzić, że choć to mało oryginalne i było powtarzane X razy, to moim skromniuteńkim zdaniem najlepszym albumem Queen jest "A Night At The Opera."
To jest dopiero płyta! Od Piosenki Proroka, przez zawistne Death On Two Legs, aż po gitarowy hymn Wlk. Brytanii, cała płyta się zmienia jak obrazek w kalejdoskopie oferując nam cos nowego z poczatkiem każdego utworu. A to chyba najbardziej cenię w Queen: ich zdolność do grania w różnych stylach i to na jednej płycie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Rafa

Dołączył: 12 Lis 2010 Posty: 125 Skąd: Pod Wawą
|
Wysłany: Sob Lip 02, 2011 10:24 pm Temat postu: |
|
|
Najlepszym wg mnie jest hm...hehe "Made in heaven", tak właśnie . Niektórzy twierdzą, że za dużo lukru, niektórym się nie podoba że są solowe kawałki Freda w nowych wersjach, a jednak ten album jest świetny, rockowe kawałki połączone z balladami, miodzio po prostu, taki sentymentalny Queen . Taka moja subiektywna opinia na ten temat  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|