| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Dream Theater: tak czy nie? |
| TAK |
|
38% |
[ 58 ] |
| NIE |
|
10% |
[ 16 ] |
| NIE ZNAM... |
|
34% |
[ 52 ] |
| NIE MA CZWARTEJ MOZLIWOSCI!!! |
|
17% |
[ 26 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 152 |
|
| Autor |
Wiadomość |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 11:11 am Temat postu: |
|
|
No, ale ciągle coś nowego. A to nu-metal, a to muse, a to mroczny władca. Działo się. A teraz blaaaaaaaaaablabla. Nic dziwnego, że kinder metale się oburzyły, też bym się oburzył. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 2:28 am Temat postu: |
|
|
tak sobie obejrzalem teraz z nudów dokument z wybierania bebniarza, no bo dolączony do plyty, a wczoraj ją w koncu kupilem i tak jak sobie sluchalem, to w sumie mangini, minneman i wildoer chyba najbardziej mi leżeli, zaraz za nimi lang, pozniej chyba donatti, achilles i najmniej ten koles od blastów. i o ile mangini jest naprawde swietnym bebniarzem, jak oni wszyscy zresztą, to mam nadzieje, ze kiedys na przyklad minneman pojawi sie na jakiejs plycie JP albo JLB (wildoer i mangini juz z nim grali), bo az szkoda, zeby ci goscie (chociaz niektorzy) juz nigdy z nim nie zagrali. to wszystko z nim na prawde zajebiscie plynęło, czego nie czulem na przyklad przy przesluchaniu donattiego, ktory przeciez tez jest niesamowitym perkusistą. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 3:39 pm Temat postu: |
|
|
akurat Donatti mi chyba najbardziej z tego całego cyrku pasował. Chociaż Minnemann to absolutny wariat i skoro szukali jak to ujęli gościa z osobowością to lepszego wyboru nie mogli dokonać.
ale to "tylko" perkusja więc jakiejś ogromnej różnicy pewnie i tak bym nie odczuł ;d _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 4:11 pm Temat postu: |
|
|
Oj, słuchając tych przesłuchań to chyba jednak byśmy słyszeli... Minneman miał jakiegoś takiego fantastycznego powera... Mangini wydaje mi się chłodniejszy, technicznie dobry, ale mało w tym feelingu, więcej kalkulacji... Minemann wydawał się być dużo bardziej żywiołowy, przy Manginim nie mogę się pozbyć wrażenia, że widze w tym trochę więcej pozy... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 4:15 pm Temat postu: |
|
|
tez mi sie na poczatku wydawalo, ze nie slysze zadnej roznicy i sie nie znam na takich niuansach, ale jednak bylo slychac spore roznice, najbardziej chyba brzmieniem odstawal ten jeb-metalowiec z blastami, no i donatti w sumie tez gral dosc inaczej niz reszta. roznice miedzy pozostalymi byly moze nieco mniejsze, ale dalo sie zauwazyc pewne drobiazgi. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 23, 2011 1:10 am Temat postu: |
|
|
ależ ja nigdzie nie napisałem, że nie słyszę różnicy pomiędzy powiedzmy Roddym (który jak już jesteśmy był imo totalną porażką na tym przesłuchaniu i zmasakrował takie Spirit) a Donattim. Jak się ukazywały te filmiki to pisałem coś przeciwnego wręcz
Miałem na myśli to, że jestem totalnym ignorantem (jak chyba większość osób na forum jednak) w sprawie perkusji. Grałem na niej raz, jeżeli tak można nazwać 10 letniego chłopaka, który uderzał bez ładu i składu w przypadkowe bębny I jasne, jak np Portnoy zapieprza w trakcie Sacrificed Sons to ja szukam szczęki na podłodze, ale to są wyjątki. Chodziło mi o to, że PO wyborze perkusisty nie miałoby dla mnie aż takiego znaczenia czy partie napisane przez pietruchę do np Outcry odegra Mangini czy Donatti, bo głównie traktuję perkusję jako 'podkreślacz' utworu, jako coś co nadaje siłę, moc, czasem wskakuje na pierwszy plan, ale jednak mimo wszystko jest głównie tłem
btw kanonada Manginiego pod koniec Bridges in the Sky to jest moc. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Nie Wrz 25, 2011 6:24 pm Temat postu: |
|
|
Jeszcze się na temat nowej płyty Drimów nie wypowiadałem, także nadszedł czas, żeby wtrącić swoje trzy grosze Będzie to misz-masz wypowiedzi userów, bo z częścią opinii się zgadzam, z niektórymi nie, ale wszystko znajdziecie poniżej
Na początek- zapożyczenia z własnej twórczości, tu słyszę to, tu tamto. Skoro panowie odwołują się (choć nie we wszystkich utworach oczywiście) do najlepszych swoich płyt, to czemu nie? Nie oszukujmy się- muzycy z DT prochu już nie wymyślą. Co nowego odkryła Meta na Death Magnetic? Był to ich powrót do korzeni, nawet konstrukcja płyty przypomina do złudzenia Mastera czy RtL. A jednak zebrała pochlebne recenzje. Zgoda z Bizonem, to najlepsza płyta od czasów Traina- odbicie od dna nastąpiło już na Black Clouds, dzięki A Dramatic DT znalazło sie jeszcze bliżej powierzchni- do niej jeszcze troche brakuje.
Refleksje na temat posczególnych kawałków:
1.On The Backs Of Angels- kurwa, konstrukcyjnie przypomina mi to A Rite Of Passage- w sensie po dwóch refrenach następuje część instrumentalna, a trzeci refren wydaje się być doklejony (chociaż nie jest to tak komiczne jak w AROP). Mimo wszystko utwór poprawny, choć bez szału. Najlepsze fragmenty- śliczna solówka fortepianowa Jordana (za krótka faktycznie) i następujące po niej solo Pietruchy, może się podobać.
2. Build Me Up, Break Me Down- IMO to elektroniczne intro jest dobrym pomysłem. Potem jednak wchodzi ta gitara, przywodząca na myśl najgorsze momenty z Systematic Chaos, jednak chwilę później jest trochę lepiej. Refren wchodzi do łba i noga sama chodzi, czy faktycznie silone na przebojowość? Po części tak, swoje robią właśnie te klawisze w tle, trochę za bardzo uwypuklone. Reasumując, nie jestem aż tak drastycznej opinii na temat tego kawałka jak Fenderek, choć, jak w przypadku OTBOA- szału wielkiego nie ma.
3.Lost Not Forgotten- naprawdę piękny wstęp, jednak potem następuje pierdolnięcie, który zalatuje Sabatonem jakimś. 30- sekundowa cześc instrumentalna między 2:00 a 2:30 za bardzo chaotyczna jak dla mnie. W zwrotce spoko, jest ciężki riff, nawet niezły śpiew Jamesa- potem jednak- i tu zgoda z Fenderkiem- patataj patataj w refrenie. Następujący po nim minutowy fragment przywodzi nadzieje, że może utwór pójdzie w lepszą stronę- ale patataj wraca niczym bumerang. Trzy minuty jazdy instrumentalnej między 6 a 9 to najlepsze momenty, po chuj więc wklejać po raz trzeci ten refren? No nic to, trza słuchać dalej.
4.This Is The Life- w końcu jakiś dobrze skonstruowany utwór na tej płycie. Kolejny ładny wstęp, Petrucci na wysokości 1:45 gra jak nie on, delikatnie i z duzym feelingiem- a i następujące po nim syntezatorowe krótkie solo Rudessa na plus. Od tego momentu kawałek fajnie się rozwija, aż do wielkiego finału z przeszywająca solówką, po której następuje jakoby powrót do początkowego motywu. Jest coraz lepiej.
5.Bridges In The Sky- padłem, jak usłyszałem ten gardłowy zaśpiew Czyżby to szaman, o którym mowa w tekście? Gitarowe pierdolnięcie jednak wybudza mnie z odrętwienia. Tnie niesamowicie, brzmi, jakby jakoś nisko nastrojona (?), ale to jak najbardziej na plus. I w końcu świetne refreny, nie pociśnięte z dupy, tylko tam, gdzie powinno być ich miejsce. James daje radę. Dwuminutowy fragment instrumentalny, między 7 a 9 jak na razie najlepszy na tej płycie- na 8:19 słychać nawet Purplowe klawisze! Potem Mangini nakurwia jak szalony, jednak Szamana na koniec mogli sobie darować
6.Outcry- Znakomite intro, trzeba przyznać. Sam klimat kawałka dość ciężki. Do Serka nie można się przyczepić, refren też dobry. Jednak instrumentalnie- kurwa, poskładałem się, muszę przyznać- co za zajebiste, orientalne klawisze na wysokości 4:57, chwilę później- no kuźwa, gitara brzmi niemal identycznie, jak te wyrrifowywane (?) strzały z karabinu w metallikowym One. Do 9 minuty jazda bez trzymanki, dawno żadna ich część instrumentalna nie spowodowała u mnie szczękopadu. I następujące po tym wyciszenie i zostaje sam Jordan- genialne...
7.Far From Heaven- płytę przesłuchałem już z dziesięć razy. I muszę przyznać, że do tego utworu nie mogę się przekonać. Niby wszystko ładnie, James śpiewa z dużym wyczuciem (choć to łapanie oddechów drażni), piękne klawisze plus tło- ale za cholerę nie potrafi mnie to złapać do końca.
8. Breaking All Illusions- czyli Learning To Live, Pt.2. Co z tego? Zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Cudowne refreny, niesamowity, szalony i zakręcony isntrumentalny środek, po którym wchodzi znakomite solo Pietruchy- ale to, co najlepsze, ma dopiero nadejść. Wyciszenie, piękne tu John wydobywa dźwięki ze swojej gitary. Jednak na wysokości 8:10- ciary to za mało- top3 jego solówek ever. No czysty orgazm po prostu. Na równi z solówkami z Octavarium czy The Best Of Times- a może nawet lepiej? Dalej kapitalnie instrumentalnie, aż do kolejnego refrenu i podniosłej, epickiej końcówki. Miazga.
9. Beneath The Surface- Zaskok. Nie nakurwiamy na koniec żadnych kolosów tylko coś takiego. I wyszło im to przednio, trzeba przyznać. Jedna z ładniejszych ballad, a te klawisze na 3:20- niby poroniony pomysł- a jednak się sprawdza (podobnie, jak ta wstawka a'la lata 20 w The Dance Of Eternity). Wrzaski Serka pod koniec- i tu przychylam się do opinii NARa- trochę siarskie Jednak jako całość ten utwór zdecydowanie się broni i jest jednym z lepszych na tej płycie.
Jesli miałym się bawić w skalę od 1 do 10- wystawiłbym bardzo mocne 6,5 z przechyleniem w stronę siódemki Nie odkryli panowie Ameryki tym albumem, początek płyty jest przeciętny, jednak potem jest o wiele lepiej- i choć są te miejsca zapożyczeń- to brzmią bardzo dobrze, czy wręcz znakomicie (patrz: Breaking All Illusions) w mojej opinii  _________________ "Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Wrz 25, 2011 9:57 pm Temat postu: |
|
|
bida, straszna bida. Naprawdę oni starają się setlistami jak najbardziej do siebie zniechęcić ludzi chyba. Liczyłem że Angels to jednak już sobie darują.. tak samo jak wszystkie kawałki, które dotąd grali. Glass Moon na bis... Oni chyba specjalnie to robią. nie widzę innej opcji jak można tak zjebywać listy niż fakt, że dla jaj. Jedyny ciekawy moment to Bridges. no i może jeszcze Beneath The Surface. Jak taki set utrzyma się do Europy to na pewno na koncert nie pójdę. Straszna bida. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 25, 2011 10:05 pm Temat postu: |
|
|
wlasnie nakrecili teledysk do OTBOA wiec zaprzestanie grania tego w tej chwili na zywo nie mialoby jakiegokolwiek sensu nie spodziewalbym sie wiekszych zmian. w ktoryms z ostatnich wywiadow z kims z zespolu (chyba to byl jordan), dalo sie odczuc, ze raczej nie są chętni do mieszania setlist i to cale wymyslane przez MP granie co koncert czego innego niespecjalnie im sie podobalo. oczywiscie wtedy mowili co innego...  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 27, 2011 5:05 pm Temat postu: |
|
|
Teledysk jest zajebisty, groźny LaBrie FTW Jak rozumiem płyta już leży na półkach? Cóż, tym razem muszę wziąć chłodny prysznic i poczekać do dziesiątego na wypłatę. Wytrzymałem, gdy wyście odsłuchiwali przecieki, wytrzymam i teraz
Zresztą to samo z Opeth mam. _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Paź 01, 2011 1:50 am Temat postu: |
|
|
co prawda nie jestem w klubie w7 i Atrusa ale powiem wam kochani moi mili że iż Best of Times zjada ich 3 ostatnie płyty razem wzięte bez popitki i to absolutnie jedno z ich największych nagrań po prostu no
a Octava to kurwa najlepsza rzecz jakiej się dotąd podjęli i koniec kropka po prostu. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Paź 03, 2011 8:51 am Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | a Octava to kurwa najlepsza rzecz jakiej się dotąd podjęli i koniec kropka po prostu. |
Tytułowy na Six Degrees, heloł. O A Change of Seasons chyba już Ci mówiłem.
Co prawda to prawda - w sensie The Best of Times z Black Clouds u mnie najlepiej zniósł próbę czasu. Nadal lubię wszystkie te utwory, z przyjemnością do nich wracam - ale do żadnego tak często jak do The Best... Chociaż z drugiej strony, ale to jest przegadane
No i nie ma startu do In the Presence of Enemies. _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Paź 12, 2011 12:08 am Temat postu: |
|
|
nie mogę się oderwać od Beneath the Surface. Absolutnie cudowna ballada. Totalnie nie w ich stylu, zero patosu, napuszenia. Ładna melodia i przekaz. I emocje. I najlepszy tekst Petrucciego od dosłownie lat.
aha, klawisze mi tam pasują. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Sro Paź 12, 2011 4:23 pm Temat postu: |
|
|
<post z dupy>
Całe Systematic Chaos jest zjedzone przez Vacant/Stream of Consciousness. Wszystko logicznie z siebie wynika, serek jest tylko w Vacant, no i nie ma banalnego patosu, który w sumie poprawia mi humor, ale nie potrzebuję tego za często.
</post z dupy> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Paź 12, 2011 4:31 pm Temat postu: |
|
|
| KrzysiekP napisał: |
Całe Systematic Chaos jest zjedzone przez Vacant/Stream of Consciousness |
LOL- to jest tak jakby napisać, ze całe Hot Space jest zjedzone przez Pieśń Proroka.
No ba
Czyli w skrócie
+1  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Paź 12, 2011 7:15 pm Temat postu: |
|
|
Ta? Zawsze mi się wydawało, że Stream... jedzie w rozwleczone galopady i mogłoby być krótsze. Najbardziej lubię sam początek, jak Vacant zostaje rozkurwione przez wiadomy motyw. To jest majstersztyk. Obudziłoby nawet zdechłego lemura. Aż bym sobie puścił, ale coś mnie głowa boli, może później. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 13, 2011 11:25 pm Temat postu: |
|
|
Ten motyw, o którym napisał Kater to jest mistrzostwo świata. Jezu, człowieku, Ty byś mógł normalnie metalu słuchać  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 13, 2011 11:37 pm Temat postu: |
|
|
bo Vacant/Stream of Consciousness to ogólnie jedna z kilku najlepszych rzeczy jakich się podjęli. I mój ulubiony ichni instrumental. I chyba nie tylko od nich. I się fajnie nazywa to już w ogóle.
Vacant oczywiście przepiękne perełka (chyba ich ostatnia w takim stylu), a przejście do Stream... z tymi apokaliptycznymi klawiszami jest piorunujące. Potem natomiast absolutnie jedne z najwspanialszych riffów jakie ktokolwiek kiedykolwiek zagrał. W sensie proste to to, ale jak brzmi. I ogólnie ta atmosfera dramaturgii jest powalająca. I brak Jamesa jeszcze więc wiadomo.
A zakończenie (tuż przed powrotem otwierającego motywu) to totalnie najlepszy "wyścig" pomiędzy Jordanem i Johnem. Tylko że tu brzmią nie jakby się ścigali kto szybciej, a który zagra z większym oddaniem, pasją bla bla bla.
o wiem, Fenderek by to określił "muzyczną chemią pomiędzy muzykami". i miałby rację jakby tak napisał.
A Kater sam jest rozwleczony i mógłby być krótszy. Znaczy.. tak.
Poza tym dzisiaj słuchałem jadąc na uczelnię <3 _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 13, 2011 11:41 pm Temat postu: |
|
|
Apokaliptyczny to może być Megadeth, nie rozpędzaj się, synek  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:01 am Temat postu: |
|
|
Wstep jest boski i takie tam- ale mnie zawsze rozkłada na łopatki motyw gitary z 9:30... jest tak nieprawdopodobnie podniosły, tak porywający, tak melodyjny... coś wspaniałego. Coś celtyckiego jest w tym motywie, tak w ogóle... teraz go włączyłem nie słuchając reszty i tak wyrwany z kontekstu, cholera, brzmi rzeczywiście folk metalowo lekko... jakby tego nie nazwać- wspaniale "leci" nad podkładem... i zaraz po tym wraca motyw z początku o którym mówił kater... na pewno w czołówce instrumentali... nie powiem że najlepszy, bo cholera Dance of Eternity, bo Camel, bo YYZ, bo Reality Dream "trójka", ale... no przewspaniała rzecz. Aż szkoda że na Score nie ma po Vacant tego kawałka... mógłby w sumie ciekawie w takiej aranżacji wyjść... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:20 am Temat postu: |
|
|
| metalziutek napisał: | | Ten motyw, o którym napisał Kater to jest mistrzostwo świata. Jezu, człowieku, Ty byś mógł normalnie metalu słuchać |
| po czym metalziutek napisał: | | Apokaliptyczny to może być Megadeth, nie rozpędzaj się, synek |
Ja przecież słucham trochę metalu, ale Megadeth to metal dobry dla Bebe, a on jak wiadomo się nie zna. Heloł.
Ok, słucham SoC i zaraz Wam powiem co o Was sądzę, metaluchy.
I wog'le jaki najlepszy instrumental, skoro jest chociażby AHM. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:28 am Temat postu: |
|
|
Ok, wiem już co to za motyw w 9:30, zgadza się, jest rozkoszny w swym patosie. Ale środek dałoby się skrócić chyba. I itak mój ulubiony moment to początek i koniec jak jest wiadomy motyw.
*słucha in the name of god z rozpędu* _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:34 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: |
I wog'le jaki najlepszy instrumental, skoro jest chociażby AHM. |
O prosz- i kater czasem mądrze gada _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:37 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | Ja przecież słucham trochę metalu, ale Megadeth to metal dobry dla Bebe, a on jak wiadomo się nie zna. Heloł. |
A, co zaspanie robi z człowiekiem. Megadeth to jest postapokaliptyczny. Ale i tak mi określenie apokaliptyczny do SoC nie pasuje  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 12:44 am Temat postu: |
|
|
Postapokaliptyczne to jest GY!BE, chłopie. Megadeth to jest najwyżej 1/5 Metalliki. Żadna to apokalipasa ani post. *zna się na metalu jak mało kto*
edit: a "apokaliptyczny" do początku SoC pasuje jak najbardziej. Właściwie jak mało do czego. W tej chwili bardziej apokaliptyczny przychodzi mi na myśl tylko motyw z Summoning of the Muse. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 2:23 am Temat postu: |
|
|
Jeszcze Celtic Frost może. Ale generalnie podpisuję się pod powyższym trzepaniem, aczkolwiek kawalek co sie zaczyna kolo 5:50 nudzi bo potem jest znowu nie wiadomo po co. Że celtycko to nie pomyślałbym, raczej tylko że nuklearna orgia i Ziemia zakryta radioaktywnymi chmurami. Tak, apokalipsy są fajne.
A teraz kater wchodzi ze swoim spamem. _________________ DŻAAANGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 2:25 am Temat postu: |
|
|
Ok, przesłuchałem znowu najnowszą płytę, tym razem z pełną uwagą.
1. jedyne co jako tako sie wyrywa z tego hałasu to refren. jest totalnie nijaki i nudny i to nawet jak na nich.
2. zaczyna się jak train of thought, ale jakoś niemrawo. ojej i wchodzi chyba refren. okazało się, że to jakiś horror. to nie jest brak polotu, to jest nielot. boże, to jest beznadziejne. jak najgorsze rzeczy z FII. nie dam rady przesłuchać do końca, przysięgam.
3. zaczęło się nawet fajnie, a potem wjebało się w pośpieszne masturbowanie instrumentów. ok, wrócił riff. jest prymitywnie i metalowo, ale znośnie. james chce być mroczny. wychodzi mu jak zwykle, w dodatku nadal nie ma melodii. o, podwójna stopa, chyba. nie uwierzycie, ale w żaden sposób to nie pomogło. jak lemur o różnych rzeczach mówi że kwadratowe, to ciekaw jestem jakiego geometrycznego określenia musiałby użyć na to. mam mniej SUBTELNE, ale myślę, że trafne: pokraczne. pokraczne strasznie. po 7 minutach kompletnie niczego zaczyna się łamanie rytmów na siłę. chyba, żeby go totalnie złamać i żeby się już nie podniósł. dalej, zanim umrę.
4. zapomniałem wspomnieć: jestem po trzech piwach jako ten Fenderek, więc mam naprawdę dużą tolerancję. mimo to DT nadal sobie nie radzi. teraz chwila wytchnienia. i wchodzi patetyczna pietrucha na chwilę. zrobiła się z tego przeciętna drimfjeterowa ballada. james jest nudny, znowu. za to weszła całkiem fajna gitara teraz. i główny motyw też jest w porządku. james wrócił. już pomijam fakt, ze on naprawdę niesamowicie rzadko daje się słuchać, ale tutaj nawet nie bardzo ma z czym walczyć. No znowu brak melodii. Jak Boga kocham, nie pamiętam co James zaśpiewał 10 sekund temu. Jak można narzekać na takie Spirit kiedy oni obecnie produkują coś takiego?
5. no tak, gardłowe zaśpiewy zupełnie z dupy (gardłowe z dupy, a to dobre!) są zabawne. i chóki. totalny bezsens. co nie zmienia faktu, że w sumie słucha się tego lepiej niż poprzednich 30 minut. ok, wrócił metal. ... nie no kurwa jaki poziom scenes, Fenderka posrało chyba. znaczy tu nawet słychać DT z czasów 6DOIT czy coś takiego (z wyjątkiem tego durnego refrenu, chociaż też jakoś znajomo). ale nadal gdzie rym, gdzie krzym. aha, zaczął się instrumental i teraz mi się kojarzy ToT dla odmiany. i nic tu ekscytującego nie było, naprawdę. poonanizowali się na tle takiego sobie basu. i wrócił James i znowu jest nudno jak flaki. chociaż trzeba przyznać, że w porównaniu z poprzednikami to wypada całkiem nieźle. no ale łał.
6. o kurna epizm. zaczyna się jakby mieli conajmniej śpiewać o WTC. znowu. weszły elektroniczne popierdywania i zaczynam się bać. ale nie, nadal się rozkręca całkiem sensownie. wchodzi james i zaczyna psuć nastrój. oż i to jakże skutecznie! aż wszystko umilkło. serio, przyszedł james i zaśpiewał coś w stylu 'co to za onanizm kurwa jest oooo zamknąć się łajzy ooooo teraz tak będziemy śpiewać oooo cisza mówię'. i chyba teraz się refren zaczął. chociaż równie dobrze mogłyby to być reklamy. tak, tu się zgadzam, że bez jamesa to ma nawet potencjał, bo tylko zamknął mordę a usłyszałem fajny motyw. a on śpiewa coś bez ładu i składu. chyba na bieżąco to wymyśla. zabili go i zaczął się instrumental. i brzmi kurewsko chaotycznie ale i tak to sto razy ciekawsze niż część "wokalna". nie no, jednak onanizm bez sensu z tego wyszedł. a ja na beyond this life narzekałem. dalej.
7. och teraz dopiero poczułem, że mnie głowa rozbolała od jazgotu. zrobiło się spokojnie i melancholijnie a james smyra mój ból głowy swoim penisem. nic mi to nie pomaga muszę przyznać. to jest jeden z tych utworów, który zabija całą moją solidarność z Fenderkiem w tłamszeniu marilionanizmu. no bo serio, jeśli hogarth jest nudny i rozmemłany to jak mam nazwać tego jełopa? ok, to nawet ma jakąś melodię. i zdążyłem docenić rudessa dosłownie 3 sekundy zanim się utwór skończył. to trochę brzmi jak 3 dobre sekundy na cały album.
8. jezu już nie mam siły słuchać. ostatnio tak z DT miałem jak próbowałem przeżyć 6DOIT. no ale jak sobie przypomnieć drugą płytę, to to jest wprost gigant w porównaniu. no dobrze słucham. miejmy to za sobą. onanizm sie zamknął i próbują robić KLIMAT. ktoś coś gada w tle, więc jest to prog. ciekawe czy sie zorientują, jeśli pójdę się odlać. james teraz śpiewa coś w stylu blaaablablablaablaaaaa. a teraz galopady. nie, ja nie mam na to siły chyba. i cały czas jest brak melodii. serio, próbuję usłyszeć tu cokolwiek zdatnego. o teraz wokal wszedł z nienacka jak rudess jeszcze nie skończył. wjebał się płógiem i nagle ucichł, żeby tamci pomarszczyli freda. no matko. o, był fajny motyw! przez 2 sekundy. już go zajebali masą innych zupełnie niefajnych motywów. to teraz nudna solówka. i wyciszenie. o jak dobrze. o chryste wręcz błogo! o jak się czuję dobrze teraz. jak to niemrawo wszystko płynie, a petrucci sobie brzdąka z feelingiem jakimś nawet. trochę. okazuje się, że to tylko wstęp do rozpatoszenia i rozpasania, ale po pierwsze żadna to nowina a po drugie brzmi to jak naturalna kolej rzeczy. chyba pierwszy raz na tej płycie. i się zaczyna dance of masturbity. znowu słaby i chaotyczny i niczym mnie nie uwiódł. i wrócił james, by dopełnić dzieła. nędza. brak nadziei. postapokalipsa. megadeth. rodzi się coś na kształt finału, ale nawet nie wiadomo za bardzo czego to jest finał. może to śmierć nadeszła?
9. no i teraz pośmiertna piosenka. to powinno być coś w stylu dead can dance. to ma nawet ręce, bo może niekoniecznie nogi. w sumie takie mało drimfjeterowe i aż chciałbym usłyszeć to z innym wokalem. tak. miłe zakończenie by to było - nic wielkiego, ale miłe - tylko, że byłoby to zakończenie godzinnej prezentacji muzycznego zdebilenia.
Naprawdę, szczerze, nie wiem co o tym sądzić. Albo to Portnoy jednak nadawał jakiś powiew świeżości temu skostkniałemu z definicji zespołowi (oczywiście, że nieraz ten powiew wiał ich w rejony skrajnie idiotyczne, ale przynamniej coś się działo). Albo to ja ostatecznie już się drimfjeterowo zestarzałem (czego spodziewałem się od dłuższego czasu, ale nadal takie SFAM czy I&W potrafi mnie zachwycić). Albo to Fenderek i jego nowi fani w stylu NARa próbują usłyszeć w tym zespole coś, czego tam już nie ma. Może śp. Portnoja. Nie wiem. Wiem, że to jest najnudniejsza płyta jakiej słuchałem od naprawdę dawna. W ich dyskografii chyba tylko legendarna niewygolona pacha może z tym stanąć w szranki, ale też będzie w poważnym niebezpieczeństwie.
Pragnę tu jeszcze zaznaczyć, że to nie miał być hahaprześmiewczy post, wyśmiewający po raz setny progmetal, bo raz, że to nic nowego, a dwa, że ja naprawdę podchodziłem do tej płyty kilkakrotnie i pełen nadziei. I nic. Muszę odejść z forum. Smutna prawda o mnie. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 9:10 am Temat postu: |
|
|
Wiecie ile razy od pierwszego odsłuchu odsłuchałem całości?
Dwa. Miesiąc minął? Jakoś chyba. Tak, ja tu ewidentnie chyba chciałem usłyszeć pozytywy i łapałem się każdej możliwej okazji. Ciągle uważam, że przedostatni kawałek i ten zaczynający się od gardłowych zaśpiewów w miarę dają radę, ale ja nie dałem rady wrócić do tego albumu bo wyszło kilka innych, bo sobie słuchałem jakichś starych (różnych zespołów), bo QW, bo to, bo tamto... Pamiętam jak wyszło to podobno słabe Octavarium to mimo wszystko nie mogłem się od niego oderwać...
kater- pojawiły się zarzuty wobec zespołu, że kawałki były pisane według "rozpisek" z Images and Words. To znaczy że konstrukcje poszczególnych utworów są takie sam- cztery takty wejścia akustyka, cztery takty z klawiszami w tle, cztery mocne takty riffu, zmiana rytmu, wejście wokalu- rozumiesz. Niestety, to jest chyba prawda a... w ten sposób jeszcze nikt nic dobrego nie zrobił... to motyw i melodia powinny być pierwsze i one powinny zostać zagrane na wszelkie możliwe sposoby żeby osiągnąć ten najciekawszy efekt.
Tak jak mówiłem, całości przesłuchałem trzy razy, pojedynczych 2-3 utworów tak z 5-6 i... nie jestem w stanie zanucić żadnego. A nie, przepraszam, Lost Not Forgotten kołacze mi się po głowie niczym ostatni przebój Shakiry- na zasadzie jakim cudem nie mogę tego gówna stamtąd wyrzucić...
Na pewno mam większą tolerancję na prog metal od katera i są na tej płycie fragmenty które spodobały mi się i gdyby teraz leciały to podobałyby się nadal. Ale... po trzech pełnych odsłuchach nie mam potrzeby powrotu. Żadnej. Gdyby mi ktoś album włączył pewnie znowu złapałbym się na stwierdzeniach "o, całkiem zgrabne", "o, to nawet jest OK". Ale z jakiegoś powodu sam sobie płyty nie włączam. Niech to będzie moją recenzją po krótkim czasie ogarnięcia albumu... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|