| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Dream Theater: tak czy nie? |
| TAK |
|
38% |
[ 58 ] |
| NIE |
|
10% |
[ 16 ] |
| NIE ZNAM... |
|
34% |
[ 52 ] |
| NIE MA CZWARTEJ MOZLIWOSCI!!! |
|
17% |
[ 26 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 152 |
|
| Autor |
Wiadomość |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Sty 04, 2011 8:11 pm Temat postu: |
|
|
no... ciekawie, ciekawie. Skład nielichy. Chociaż tego McPherson'a to ni cholery nie kojarz, ani jego ani zespołów, w których grał.
Tak w ogóle to panowie w tym miesiącu wchodzą do studia co wiąże się z ujawnieniem nowego perkusisty.
EDIT
dzisiaj weszli po raz pierwszy do studia, zatem nazwisko powinniśmy dostać na dniach. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Sty 11, 2011 11:02 pm Temat postu: |
|
|
projekt morsex2, portnoy, larue, mcpherson podobno ma juz nagrana plyte. wlasnie skonczyli i za jakis czas powinnismy poznac efekty. mp pisal o tym dosc obficie w ostatnich dniach na swoim forum. mam tylko nadzieje, ze neil nie pisal tekstow  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Sty 11, 2011 11:18 pm Temat postu: |
|
|
kiedy oni kurde podadzą to nazwisko? _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Sty 11, 2011 11:20 pm Temat postu: |
|
|
moze cichaczem z majkiem negocjują hehehehe nic by juz mnie nie zdziwilo  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 12, 2011 9:34 am Temat postu: |
|
|
W ogóle obszczać się można, czeka się na nowego perkusistę Drimów, drugi rok na wokalistę Velvetów, na basistę Slipknota (chociaż chyba jednak zdecydują się pozostac w ośmiu)... Chłopaki, zbierac się do kupy, płyty nagrywac!  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Sty 22, 2011 3:28 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | James LaBrie and I will be performing Space Dye Vest at our concert at the Tarrytown Music Hall on Sunday, Jan. 23 at 7:30pm.
www.tarrytownmusichall.org |
o _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 12:06 am Temat postu: |
|
|
http://www.youtube.com/watch?v=ms7YbfHePZE pierwsze w historii wykonanie Space-Dye Vest.
No coż Jordan kilka razy się jak na mój gust za bardzo rozpędził, ale ogólnie wykonaniu podobało mi się.
Chociaż niem a nawet 1% magii studyjnego.
ale fajnie wyszło. Ciekawe czy przeniosą to na trasę DT. Bardzo bym chciał usłyszeć "pełną wersję", ale... no nie wydaje mi się by się odważyli  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jasiu
Dołączył: 20 Maj 2009 Posty: 200 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 12:50 am Temat postu: |
|
|
| Odświeżyłem sobie dziś po latach (naprawdę wielu) Metropolis. A wiedziałem żeby tego nie robić. Jak innym musiałem być człowiekiem i słuchaczem, że te 7-8 lat ten album mi się podobał? Kurczę, tu wszystko, absolutnie wszystko jest złe. Teraz wy coś powiedzcie o tym dziele, dlaczego jest tak zjebane pod każdym względem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 12:52 am Temat postu: |
|
|
nabraliśmy się jak zwykle.
Jak dobrze żyć w nieświadomości i się tym rozkoszować  _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jasiu
Dołączył: 20 Maj 2009 Posty: 200 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:07 am Temat postu: |
|
|
| No masakra, weź sobie puść tą płytę. Jeśli ktoś lubi MUZYKĘ, to nie zdzierży tego hałasu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:08 am Temat postu: |
|
|
oj Xavi, że mu odpisałeś... No naprawdę
Przecież wiadomo, że z nim się nie da prowadzić sensownej rozmowy.
Byś coś lepiej na temat SDV napisał, o!  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jasiu
Dołączył: 20 Maj 2009 Posty: 200 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:10 am Temat postu: |
|
|
| Ok, wymieńcie mi dobre punkty tej płyty. Oprócz techniki, o ile to w ogóle jest jakiś argument. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:11 am Temat postu: |
|
|
Ja "Metropolis" w wersji studyjnej nigdy w całości nie przesłuchałem, natomiast mam DVD "Metropolis 2000: Scenes from New York", na którym to panowie wykonali cały materiał na żywo i rzecz kopie dupy. Że co niby nie teges, że za dużo nut? W ich przypadku to raczej norma  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:13 am Temat postu: |
|
|
Jasiu, widze że Tobie się po raz kolejny nudzi i wyjeżdżasz z benzadziejnie żałosną prowokacją. W ostatnim czasie nie robisz nic innego a ja potem muszę ciąć, przenosić itd.
Nie, nie chodzi o krytyke tego czy tamtego. Chodzi o styl i to co chcesz w ten sposób uzyskać. Stajesz się (?) powoli (?) trollem. Otrzymujesz ostrzeżenie, na razie nieoficjalne, za trollowanie i prowadzenie dyskusji w sposób rynsztokowy, szukanie guza i generalnie podjudzanie do głupich dysput. Prowokacja do ciekawych dyskusji jest przemile widziana, teksty takie jak te (a podobnie było w tematach o Radiohead czy Iron Maiden) nie będą tu przechodzić.
Tak, tak- przeciez na temat, przecież wolno krytykowac i tak dalej. Możesz całe Forum teraz przekonywać jaki to Fenderek jest niesprawiedliwy i jak cię krzywdzi, ze to udowadnia to czy tamto. Mam to w dupie. Moje zdanie jest ostateczne. Jeśli nie przestaniesz beznadziejnie prowokować to szybko pożeganasz się z tym miejscem.
"Scenes jako płyta zajebiscie przereklmowana" mogłoby być zajebistym punktem wyjścia do naprawdę ciekawej dyskusji. Ale przecież nie to jest celem, no nie? Zmęczony już jestem sprzątaniem burdelu po Tobie, ostatnio sporo tego musze robic. Zbyt cenię swój wolny czas, kolejnego sprzątał nie będę ani wydzielał tylko po prostu wywalę, razem z Tobą. Albo nauczysz się prowadzić dyskusje na poziomie albo dalsze prowkacje będziesz prowadził w innych miejscach.
Powiem tyle- jeżeli dyskusja będzie na temat i nie stanie się smietnikiem to przejdzie jak najbardziej. Ale jeśli znowu za cztery posty będzie o dupie Maryny i tylko pieprzenie o tym ze ci są chujowsi od tamtych bo tych lubię a tych nie to będę bezlitosny. Początek masz tragiczny i jeśli taki prowokacyjny do burdy styl będzie kontynuowany to nieoficjane ostrzeżenie stanie się oficjalnym. Już drugim, BTW. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Sro Sty 26, 2011 1:28 am, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jasiu
Dołączył: 20 Maj 2009 Posty: 200 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:15 am Temat postu: |
|
|
| Właśnie, za dużo nut, za mało melodii. Jeśli kompozycja i przystępność muzyki cierpią na tym, że ci panowie chcą się wyżyć i popisać zupełnie bez sensu, to po co to robią? Jak dla mnie to brzmi jak tania, zmetalizowana podróba Emerson Lake and Palmer, którzy robili to samo, tylko pod każdym względem lepiej, ponad 20 lat przed nimi. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:34 am Temat postu: |
|
|
no dobrze to skoro jednak ma być dyskusja
Wskazać dobre punkty tej płyty?
- Teksty. Cały koncept. Zamysł i sposób jego przedstawienia w tekstach jest GENIALNY. Sama historia jest przeciekawa (no ale to każdy sam odbiera, jedni wolą M jak Miłość inni Zabójczą Broń, 12 Małp albo Pluton, każdy inaczej patrzy akurat na to), przestawiona w bardzo "filmowy" sposób. Wszystkie przejscia z teraźniejszości do przeszłości, rozpisanie wszystkiego na poszczególne postaci (moją ulubioną jest Edward )
Dalej że mało melodii? Polecam Fatal Tragedy. Jeżeli to nie jest melodyjny utwór to ja nie wiem jaki niby jest.
Popisy instrumentalne? Gdzie jak gdzie, ale nie wiem czy na tej (tylko na tej jeśli o DT mówimy!) płycie znalazłbym choć jedną zbędną. Tutaj nie ma popisów, są owszem części instrumentalne, ale służą jedynie "przedłużeniu" historii.
Poza tym ta płyta roi się od genialnych utworów, które same w sobie, wyrwane z kontekstu brzmią niesamowicie, a co dopiero jako całość. Fatal Tragedy, Home, BTL no i wiadomo Finally Free - ich największe dzieło dla mnie.
LaBrie sprawdza się tutaj jak nigdy. W ogóle dopiero chyba ta płytą mnie do siebie przekonał. To nie jest wokalista typu Hogarth czy... nie wiem Rodgers albo Cave gdzie teatralność czy zaangażowanie jest widoczne od razu, ale... no mnie jego wokal tutaj bardzo przekonuje. Polecam Home jako przykład
No i jeżeli ty jako wyznacznik traktujesz "przystępność" muzyki... no sorry ale taki troszkę dupny argument Znaczy fajnie jak piosenka jest łatwa w odbiorze i przebija się za pierwszym przesłuchaniem, ale... no to jest prog jednak. Crimsonów też się nie załapuje podczas gotowania obiadu xd
dla mnie jako album, całość jest to największe dzieło ever. Przebijające zarówno Queen, Crimsonów, Radiohead, Floydów a i nawet Marillion  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:38 am Temat postu: |
|
|
| No, potęgi "Home" nie sposób nie docenić. MOC. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:51 am Temat postu: |
|
|
Ale kontrargument mam jeden. Thorugh Her Eyes. Albo nawet dwa - Spirit Carries On. I jeszcze trochę by się znalazło - utwory bez nawet jednego popisu instrumentalnego, w zasadzie piosenki - zwykłe, melodyjne, a że przy okazji przecudne i komponujące się z konceptem - to tylko zalety
Jasiu, jeśli po raz kolejny nie prowokujesz, to przyznaj się - popieprzyły Ci się cd w pudełkach i zarzuciłeś sobie Train of Thought czy Black Clouds? Bo jakbyś o którejś z tychpłyt zaczął, to jeszcze możnaby dyskutowac, może nawet po części bym się zgodził. Ale jeśli jest płyta DT, na której niema bezsensownego onanizmu i popisówek - to najprędzej jest to właśnie Scenes  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 5:10 pm Temat postu: |
|
|
Ee tam pustego, dla mnie to najlepszy intrumental jaki znam, kocham każdą pojedyńczą nutkę, a nawet nuteczkę Chyba na jedną napieprzankę w ich stylu mogli sobie zrobić? Ja tam sobie nie wybrażam nic innego po Home
| NAR napisał: |
Byś coś lepiej na temat SDV napisał, o!  |
w sumie Rudess i Labrie dawają radę, kombinują z jakimiś dźwiękami, piękne jak zawsze (choć końcówka to nie to samo absolutnie), ale to jednak nie jest utwór na koncerty. I została zdjęta pewna aura, że to utwór Moore'a, a to mu dawało jeszcze +1 do zajebistości zawsze ale w sumie ile można być takim sentymentalnym ?, to ważny moment dla DT, że zagrali w końcu to cudo. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 5:25 pm Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | Ja tam przy Dream Theater odkurzam chatę, więc nie wiem co tu jest nieprzystępnego. |
+1, przy czym odkurzacz zagłusza mi DT.
Btw. James się obciął??  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Sty 27, 2011 11:36 am Temat postu: |
|
|
Obciął - obczaj, obok w powiązanych jest wywiad, widac go w dobrej jakości. Ale nie jest drastycznie
Samo wykonanie - niezłe. Jordan nieźle się zmierzył z legendą Kevina, myślałem nawet, że zaskarbi sobie u mnie parę pkt. do szacunku - cudnie zinterpretował utwór, te wstawki, smaczki w prześciach na samo pianino (tam, gdzie w oryginale są kwestie mówione), no i intro - te genialne arpeggia! Tylko powiedzcie mi - gdzie on się tak kurwa spieszył, żelazko zostawił włączone? Przez to James troszkę się zasapał, ale generalnie wejście wokalu - mega, zaśpiewał to naprawdę wyjebiście. Szkoda tylko, że wokalizami na koniec totalnie to skopał
Generalnie wykonanie niezłe. Szkoda, bo mogło byc lepsze (!) od studyjnego, gdyby nie te kilka minusów
- zdecydowanie za szybkie tempo momentami
- idiotyczne wokalizy Jamesa w końcówce
- no i bardzo mi brakowało wyciszenia, tak by zostało samo pierwsze pianino na motywie od 5:45.
A ja myślałem, że najbardziej brakowac mi będzie tej rzężącej w tle gitary Petrucciego...
W ogóle przez moment nawet zacząłem rozkminiac, jakie znaczenie ma podjęcie tego numeru po tylu latach akurat w chwili odejścia Mike'a Ale to chyba lekka paranoja by była No, ale już wytłumaczenie, że to Mike w zespole oponował, by ten numer wykonywac na live a chłopaki z początku tylko się z nim zgodzli nie jest bardzo nieprawdopodobne...
Ale Octavarium to jest zupełnie inny poziom zajebistości Poza tym tam też momentami zdrowo odlatują w tych swoich wyścigach, np. licytowanie się na solówki JP i JR w Sacrificed mnie momentami drażni, przydługie to-to... No ale wszystko mi rekompensuje ten motyw tuż po ostatnim onanizmie Petrucciego...
Natomiast rzeczywiście, o Dance of Eternity zapomniałem, w sumie najmniej lubię ze Scenes, no ale to ciągle jeden numer z płyty trwającej ponad godzinę I jednak kilka motywów naprawdę fajnych, bez samogwałtu. _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Sty 27, 2011 4:02 pm Temat postu: |
|
|
co jak co z tej płyty, ale akurat Sacrificed Sonc i Octava są idealnymi utworami i nie wyciąłbym ani sekundy
| Ziutek98 napisał: | | No, ale już wytłumaczenie, że to Mike w zespole oponował, by ten numer wykonywac na live a chłopaki z początku tylko się z nim zgodzli nie jest bardzo nieprawdopodobne... |
a tu już się mogę zgodzić. ;d
A Dance of Eternity lubię. Może nie szaleje, ale fajne nawiązanie do Metropolis i ogólnie jest zajebiście. Choć faktycznie chyba najmniej wielbiony fragment płyty przeze mnie. Ale z kolei taki Bizon zdaje się kocha więc no ;p _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 3:16 am Temat postu: |
|
|
okejka, rozczarowany nowym Radioheadem nawracam się z powrotem na Dream Theater. Przesłuchałem SFAM oraz dwie ostatnie płyty i tak:
Systematic Chaos wymiata, gdyby wyciąć parę zupełnie zbędnych onanizów (w tym całe Dark Eternal Night) byłoby spokojnie top3 w ich dyskografii (a tak jest top4 hehe). Świetny początek, znakomite parodie Evanescence, Metalliki i Muse, wprost porażające patosem Ministry of Lost Souls z refrenem takim, że We Are The Champions brzmi zwiewnie, lekko i intymnie, no i druga część Presence... przyznam, że zupełnie zaskoczył mnie LaBrie. Niby znam ten kawałek na pamięć, bo śpiewamy go co najmniej kilka razy w tygodniu, ale, że zawsze go totalnie zagłuszamy, to właściwie nie pamiętałem kompletnie jego wersji. Okazuje się, że jest zupełnie odmienna od naszej interpretacji, np. w paru miejscach kiedy my drzemy ryje jak zarzynane świnie, James zgrabnie omija wyższe tony, przy czym brzmi bardzo melodyjnie i charyzmatycznie. Część instrumentalna zbędna (znowu), ale melorecytacja Mike'a to absolutny kosmos. Ogólnie powermetalowe arcydzieło, pomijając parę wspomnianych mankamentów.
Zupełnie inna historia jest natomiast z ostatnią płytą. Ostatnia część suity alkoholowej jeszcze ok - powtórzenia i autoplagiaty są uzasadnione, a finał jest całkiem niezły. Niestety poza tym mamy Nightmare to Remember, które jakoś tam gdzieniegdzie przypomina SFAM czy 6DOIT opowiadając jakąś, jak mniemam, dramatyczną i szokującą historię, ale poza tym po pierwsze - brzmi jak Opeth, więc minus na dzień dobry, po drugie - posklejane jest tak strasznie na chama, jak to tylko oni potrafią, no i brzmi tak potwornie poważnie, że zesrać się można. Muszę tu też wspomnieć o fragmencie, który jest chyba pobiciem jakiegoś rekordu, przekroczeniem jakiejś granicy tudzież przegięciem jakiejś pały:
Life was so simple then
We were so innocent
Father and mother
Holding each other
Wzruszające rymy częstochowskie pełne tęsknoty i nostalgii wyśpiewane jakby były conajmniej hymnem radzieckim a w tle Mike napierdalający w bębny z prędkością karabinu maszynowego. No kurwa. To jest chyba główna wada tej płyty. O ile, świetne skądinąd, Train of Thought czy Systematic Chaos da się traktować z przymrużeniem oka, to tu oni zdają się nagle przypomnieć, że swego czasu nagrywali poważne concept albumy, ale niestety już nie pamiętają, jak się to robiło i wszystko brzmi potwornie nieznośnie.
Dalej jest kolejny progmutant czyli Ride of Passage, kompletnie nic śmiesznego a refren pasuje do reszty jak lemur do metalu. Wither na Eurowizji byłoby spoko, ale to tyle, chociaż na tle reszty płyty to nawet plus. Na Best of Times już mi nawet epitetów nie starczy, bo czuję, że się wypstrykałem przy Nightmare to Remember. Przypomnę tylko finał, który leci tak:
Thank you for the inspiration
Thank you for the smiles
All the unconditional love
That carried me for miles
It carried me for miles
But most of all thank you for my life
These were the best of times
I'll miss these days
Your spirit lit my life each day
My heart is bleeding bad
But I'll be ok
Your spirit guides my life each day
Pamiętam, że kiedy odlatywałem w jakieś niesamowite kolorowe progmetalowe zaświaty słuchając po raz pierwszy SFAM, w momencie kiedy doszedłem do Spirit Carries On nagle się ocknąłem z myślą w stylu: nie no bez jaj, oni tak na serio? No więc Best of Times przy Spirit Carries On to jest jak Friends Will Be Friends przy WATCH. Wog'le adekwatnym tytułem tej płyty byłoby niewykorzystane swego czasu przez Queen "Over the Top". Ewentualnie jakieś wariacje n.t. wspomnianego przeginania pały. Trzeba to przyznać otwarcie - na tej płycie pała ostatecznie została złamana, a jajka zbite. To jest po prostu tak złe, że już nieśmieszne nawet. Nie dziwne, że Mike odszedł.
A, jeszcze Count of Tuscany - no ale tam jest tylko ten Bon Jovi w refrenie i Mała Syrenka w finale, reszta to kompletnie nic-cie-ka-we-go.
PS. Jak wspomniałem, przesłuchałem też SFAM. Nic się nie zmienił0 - nadal uważam, ze to świetna płyta (w szufladzie "progmetalowy concept album" wręcz arcydzieło), nadal nie wyrzuciłbym z niej żadnego kawałka i wielkie opory miałbym przed ucięciem którejkolwiek solówki, nadal żywię do niej duży sentyment i nadal nie chce mi się jej słuchać, dlatego nadal zajmuje u mnie 2. miejsce wśród Dream Theaterów. Dziękuję dobranoc. Musiałem trochę ponołlajfić na koniec dnia, bo mnie fotoszop zmęczył. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 10:43 am Temat postu: |
|
|
| Ja to bym ostatnie trzy płyty na ich miejscu nazwał 'Wypalenie', tylko zmieniał cyferki (ej to też jest przecież jakiś koncept). Po za tym ANTR jest przecież zajebiste, przynajmniej do tego momentu z onanizacją i świńskiego growlu Mike'a. Na tyle zajebisty, że zjada resztę płyty na śniadanie i w sumie nie trzeba jej dalej słuchać. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 1:44 pm Temat postu: |
|
|
Ej, Kater, wszystko pojebałeś, bo jeśli coś jest bez sensu na Black Clouds poskładane - to właśnie zakończenie suity. Noż kurna, no, przecież w porównaniu z poprzednimi częściami, który trzymały mniej więcej równy, fajny poziom i były z sensem i w ogóle powracały motywy też bardzo z sensem - to to jest spadek na samo dno. Z początku fajnie i w ogóle, chociaż totalne odgrzewanie, no ok, pojawia się nowy refren "look in the mirror...", najsłabszy z dotychczasów, ale to nie jest większy problem. Natomiast jak oni zaczynają w ramach wielkiego finału składać do kupy motywy z poprzednich części bez głębszego wysiłku, by je dopasować, zaczynając od powrotu Repentance, to stopniowo coraz bardziej gną pałę. Natomiast przejście w motyw z The Root ("keep all of me...") to jest totalny szczyt. No, i Portnoy w ostatnim kroku, Responsible, chciał chyba pobić Petrucciego pod względem najgorszego tekstowo zakończenia wielkiego drimfjeterowego opus (przypomnijmy, że jak na razie prowadzi nadal Petrucci z "genialnymi" zakończeniami 6 Degrees i Octavarium w stylu "w inteligentny sposób przekazaliśmy wam pewną ważną prawdę, a teraz wyłożymy co głupszym jak krowie na rowie o co chodziło"), jednak ten motyw, w przeciwieństwie do poprzednich, przynajmniej nie wchodzi z dupy i ma to jakiś sens. No, i dobrze, że zakończyli to intrem z Glass Prison, to akurat całkiem mądre było.
Natomiast o Systematic Chaos nie będę z wami rozmawiał, bo się nie znacie, przypomnę tylko, że bardzo tę płytę lubię  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 2:00 pm Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: | | Ej, Kater, wszystko pojebałeś, bo jeśli coś jest bez sensu na Black Clouds poskładane - to właśnie zakończenie suity. Noż kurna, no, przecież w porównaniu z poprzednimi częściami, który trzymały mniej więcej równy, fajny poziom i były z sensem i w ogóle powracały motywy też bardzo z sensem - to to jest spadek na samo dno. Z początku fajnie i w ogóle, chociaż totalne odgrzewanie, no ok, pojawia się nowy refren "look in the mirror...", najsłabszy z dotychczasów, ale to nie jest większy problem. Natomiast jak oni zaczynają w ramach wielkiego finału składać do kupy motywy z poprzednich części bez głębszego wysiłku, by je dopasować, zaczynając od powrotu Repentance, to stopniowo coraz bardziej gną pałę. Natomiast przejście w motyw z The Root ("keep all of me...") to jest totalny szczyt. No, i Portnoy w ostatnim kroku, Responsible, chciał chyba pobić Petrucciego pod względem najgorszego tekstowo zakończenia wielkiego drimfjeterowego opus (przypomnijmy, że jak na razie prowadzi nadal Petrucci z "genialnymi" zakończeniami 6 Degrees i Octavarium w stylu "w inteligentny sposób przekazaliśmy wam pewną ważną prawdę, a teraz wyłożymy co głupszym jak krowie na rowie o co chodziło"), jednak ten motyw, w przeciwieństwie do poprzednich, przynajmniej nie wchodzi z dupy i ma to jakiś sens. No, i dobrze, że zakończyli to intrem z Glass Prison, to akurat całkiem mądre było. |
Może ze względu na to, że 90% motywów była już znana to nie czułem takiego znużenia (chociaż pod koniec zaiste robi się burdel), no i jak mówiłem ten misz-masz ma swoje uzasadnienie niby. Jak ten mix w More of that Jazz który też bardzo lubię.
| Ziutek napisał: | Natomiast o Systematic Chaos nie będę z wami rozmawiał, bo się nie znacie, przypomnę tylko, że bardzo tę płytę lubię  |
Ja też przecież. Właściwie nie wiem czy nie bardziej od ToT, bo tego drugiego dawno nie słuchałem, a też cierpi na nadmierny onanizm przecież. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 2:03 pm Temat postu: |
|
|
| Ej a wam się udziela ten onanizm przy słuchaniu? Bo mi jeszcze nie, chyba nie jestem tró fanem.. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lut 24, 2011 2:39 pm Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | Ziutek98 napisał: | | Ej, Kater, wszystko pojebałeś, bo jeśli coś jest bez sensu na Black Clouds poskładane - to właśnie zakończenie suity. Noż kurna, no, przecież w porównaniu z poprzednimi częściami, który trzymały mniej więcej równy, fajny poziom i były z sensem i w ogóle powracały motywy też bardzo z sensem - to to jest spadek na samo dno. Z początku fajnie i w ogóle, chociaż totalne odgrzewanie, no ok, pojawia się nowy refren "look in the mirror...", najsłabszy z dotychczasów, ale to nie jest większy problem. Natomiast jak oni zaczynają w ramach wielkiego finału składać do kupy motywy z poprzednich części bez głębszego wysiłku, by je dopasować, zaczynając od powrotu Repentance, to stopniowo coraz bardziej gną pałę. Natomiast przejście w motyw z The Root ("keep all of me...") to jest totalny szczyt. No, i Portnoy w ostatnim kroku, Responsible, chciał chyba pobić Petrucciego pod względem najgorszego tekstowo zakończenia wielkiego drimfjeterowego opus (przypomnijmy, że jak na razie prowadzi nadal Petrucci z "genialnymi" zakończeniami 6 Degrees i Octavarium w stylu "w inteligentny sposób przekazaliśmy wam pewną ważną prawdę, a teraz wyłożymy co głupszym jak krowie na rowie o co chodziło"), jednak ten motyw, w przeciwieństwie do poprzednich, przynajmniej nie wchodzi z dupy i ma to jakiś sens. No, i dobrze, że zakończyli to intrem z Glass Prison, to akurat całkiem mądre było. |
Może ze względu na to, że 90% motywów była już znana to nie czułem takiego znużenia (chociaż pod koniec zaiste robi się burdel), no i jak mówiłem ten misz-masz ma swoje uzasadnienie niby. Jak ten mix w More of that Jazz który też bardzo lubię. |
Ale ja nie mówię, że to nie jest uzasadnione, ba, to jest bardzo uzasadnione. Ale w poprzednich częściach, choć powracających motywów nie brakowało, to wszystko przechodziło płynnie i w ogóle. Tutaj, szczególnie motyw z The Root of All Evil - wchodzą zupełnie z dupy
| Cytat: |
| Ziutek napisał: | Natomiast o Systematic Chaos nie będę z wami rozmawiał, bo się nie znacie, przypomnę tylko, że bardzo tę płytę lubię  |
Ja też przecież. Właściwie nie wiem czy nie bardziej od ToT, bo tego drugiego dawno nie słuchałem, a też cierpi na nadmierny onanizm przecież. |
No ja obie bardzo lubię. Tylko, że ja je serio lubię, a nie na zasadzie śmieszności... choć śmieszości Dark Masterowi akurat nie odmówię  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|