| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Dream Theater: tak czy nie? |
| TAK |
|
38% |
[ 58 ] |
| NIE |
|
10% |
[ 16 ] |
| NIE ZNAM... |
|
34% |
[ 52 ] |
| NIE MA CZWARTEJ MOZLIWOSCI!!! |
|
17% |
[ 26 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 152 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Cze 02, 2009 10:51 pm Temat postu: |
|
|
Neo-progresywnym też bym tego nie nazwał. To najbardziej możliwe retro z możliwych Mnie się podoba. OSI i Chroma Key?
 _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Cze 03, 2009 2:19 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | zresztą te melorecytacje Portnoya tutaj są chyba najgorsze, na dodatek poprzedzają ten okropny, OKROPNY refren... starałem się- nie dałem rady. |
On jest świetny! Brzmi jak Everyday Bon Jovi. Obok doklejonego refrenu A Rite Of Passage najzabawniejsza rzecz na płycie. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Blackie_Sexx

Dołączył: 12 Cze 2005 Posty: 402 Skąd: Tychy
|
Wysłany: Sro Cze 03, 2009 1:03 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | Neo-progresywnym też bym tego nie nazwał. To najbardziej możliwe retro z możliwych Mnie się podoba. |
I zapewne dlatego właśnie należy do moich ulubionych prog rockowych bandów, które NIE POWSTAŁY w latach 70tych A takie u mnie na palcach jednej ręki można wyliczyć. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Czw Cze 04, 2009 3:01 pm Temat postu: |
|
|
| Cholera, większości znajomych, której puściłem, podoba się TDEN. Mi w sumie też... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Cze 09, 2009 10:56 pm Temat postu: |
|
|
Jest! Jest! Rozgryzlem to!
Czy ta krótka solówka w Wither, a raczej jej część (5 nut chyba) nie kojarzy wam się z solówką z innego utworu? Kiedy tylko uslyszalem ja po raz pierwszy, od razu zauwazylem podobienstwo do czegos innego, ale nie wiedzialem, czego.
Kombii - Nasze pokolenie (chyba ten)
Identyczne partie gitarowe w pewnym momencie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 10:57 pm Temat postu: |
|
|
Mam pytanie, która koncertówka DT uchodzi za najlepszą?
Zastanwiałem się pomiedzy Score a Scenes from New York. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 11:21 pm Temat postu: |
|
|
nie wiem ktora uchodzi. dla mnie najlepsze jest scenes jednak. badzmy szczerzy, w przypadku koncertowek DT najwieksze znaczenie ma setlista i forma james'a, bo pozostali na kazdej są genialni setlista na obu akurat wyborna. na score przekroj przez wszystkie plyty z wyborami czasami takimi sobie, ale tez czasem pozytywnie zaskakującymi (another won, raise the knife) no i absolutnie nieziemska wersje octavarium. scenes z kolei mają jedną z najlepszych plyt wszech czasow w calosci + chocby a change of seasons. wiec tu remisik. glosowo james na score naprawde wiecej niz bardzo dobrze, ale jednak na scenes chyba robi jeszcze wieksze wrazenie. poza 2-3 momentami, kiedy jednak zachowal sie asekurancko (wiadomo moment w learning to live i koncowka change of seasons + jeszcze jeden niewyciagniety moment w ktoryms kawalku)
powiedzialbym , ze poziom bardzo wyrownany miedzy tymi dwiema, ale jednak wybralbym scenes. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Ostatnio zmieniony przez Bizon dnia Czw Cze 11, 2009 11:45 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 11:26 pm Temat postu: |
|
|
Kurna, teraz to Riverside zrobi furorę, jak taka międzynarodowa sława u nich zaczęła śpiewać... _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 11:30 pm Temat postu: |
|
|
Cóż, SCORE to nie tylko koncert zespołu, ale przede wszystkim - wydarzenie. Uczczenie dwudziestolecia zespołu, niepowtarzalne wersje CAŁEGO (jedyny raz) utworu Six Degrees of Inner Turbulence, ale też Vacant czy Octavarium, bo z orkiestrą przecież. Raise the Knife Panowie grali już chyba na wcześniejszych koncertach, prawda? Do tego James w świetnej, jak na siebie koncertowego, formie.
Scenes From New York to bardzo dobry koncert, ale mniej unikalny, jak na Dream Theater - podobnych koncertów trochę zagrali (polecam bootlegi), choć oczywiście z inną setlistą.
Osobiście polecam DVD (choć Scenes From New York w wersji CD ma więcej utworów, między innymi wyśmienite solo klawiszowe Rudessa). Na SCORE jest trochę fajnych dodatków, na Scenes From New York fajowa opcja oglądania koncertu razem z zespołem (nie pamiętam, czy na SCORE też tego nie ma), dzięki której w połączeniu z obrazami na ekranie można lepiej poznać treść albumu (swoją drogą, ci aktorzy są przebeznadziejni). A i Panowie są bardzo dowcipni.
Spójrz też na setlisty, bo mają one duże znaczenie. Ja jednak wybrałbym SCORE, choć musisz liczyć się z większym wydatkiem. Budokanu niestety nie znam, z kolei na niektórych koncertach z trasy Images & Tour James czasami się ośmiesza, no i z wiadomych przyczyn setlista jest uboższa, tak więc te polecam w późniejszej kolejności. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie
Ostatnio zmieniony przez Misiu dnia Czw Cze 11, 2009 11:34 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 11:31 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | nie wiem ktora uchodzi. dla mnie najlepsze jest scenes jednak. badzmy szczerzy, w przypadku koncertowek riverside |
quoi?
Do Score właśnie Octavarium zachęcało, które o wiele bardziej mnie się podoba od ACOS. Ale z drugiej jest właśnie całe Scenes zagrane... no cóż na dwie naraz mnie nie stać więc chwilę jeszcze nad tym problemem porozmyślam i poczekam co inni doradzą.
Edit: NO to Misiu mi już namieszał. Score co prawda jest chyba w empiku koło mnie ale kosztuje tyle, że mój portfel sam ucieka  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Cze 11, 2009 11:46 pm Temat postu: |
|
|
z tym riverside to efekt tego, ze od 5h siedzialem nad tlumaczeniem biografii riverside na angielski na nową strone oficjalną  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Cze 12, 2009 12:44 am Temat postu: |
|
|
Heh, dla mnie najlepszy jest Budokan  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
black_queen

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 354 Skąd: Nowy Sącz, prawie;)
|
Wysłany: Sob Cze 13, 2009 2:34 am Temat postu: |
|
|
Kurde, właśnie Kosiński w trójce puścił "nightmare to remeber". Trzeba zacząć zbierać kasę, coby się wyrobić do 23go xd _________________ mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 13, 2009 3:32 am Temat postu: |
|
|
| h1rszu napisał: | Heh, dla mnie najlepszy jest Budokan  |
Na którym James wyje wniebogłosy... sorry, wokalnie Budokan jest IMO fatalny... na tyle, ze najczęściej wracam do INSTRUMEDLEY i Hollow Years (bo to akurat fajnie wyszło). Score zamiata wszystko dookoła. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
dudek

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 493 Skąd: Pasikurowice (k/Wrocławia)
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 12:29 am Temat postu: |
|
|
Na Budokanie jest fantastyczny 3 dysk. Solo z "Goodnight Kiss" jest tak genialne, ze na wokal LaBriego mozna w ogole nie zwracac uwagi... Uwielbiam tez "Stream Of Consciousness", no i tu oczywiscie forma Jamesa tez zbytnio nie razi
Co do wokalu na "Scenes ..." to bylo kilka takich momentow, ktore naprawde kluja w uszy. Ale sa tez bardzo mocne punkty - szczegolnie podobaly mi sie partie instrumentalne w "One Last Time", final "Finally Free", "Learning To Live" - odjechane jeszcze bardziej niz na I&W.
"Score" nie slyszalem, wiec nie porownuje.
Wczesniej bylo wspomniane Chroma Key. Znam tylko "Dead Air For Radios". Moim zdaniem to jest ladna plyta, ktorej fajnie sie slucha, ale na dluzsza mete nie wciaga. Jedynie On the Page zdecydowanie wyroznia sie ponad cala reszte. O ile dobrze pamietam, czytalem kiedys, ze ten utwor to kontynuacja "Space Dye-Vest". Jesli to prawda, to jest to "godny" nastepca  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 12:54 am Temat postu: |
|
|
| dudek napisał: |
"Score" nie slyszalem, wiec nie porownuje. |
Na SCORE można się zdziwić- ale podobno odbyło się jakieś poprawianie No a z drugiej strony ta słynna kontuzja strun głosowych jest niby zaleczona, więc... na SCORE wokal jest kapitalny. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
dudek

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 493 Skąd: Pasikurowice (k/Wrocławia)
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 1:17 am Temat postu: |
|
|
Ok, to poszukam jakichs fragmentow Score i sprawdze
Mnie w sumie bardziej kreca instrumentalne partie. Wlasnie na "Scenes..." jest duzo takich smaczkow, jak wstawka a la reggae w "Learning To Live". Pamietam, ze jeszcze gdzies blizej poczatku plyty bylo dodane fajne intro do ktoregos z utworow.
Tak poza tym to zgadzam sie z opinia, ze najlepiej wybrac plyte wg setlisty. Np. na Budokanie polowa pierwszego dysku to "Beyond This Life" przez ktory przebrnalem tylko raz czy dwa... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 3:03 am Temat postu: |
|
|
| dudek napisał: | Wczesniej bylo wspomniane Chroma Key. Znam tylko "Dead Air For Radios". Moim zdaniem to jest ladna plyta, ktorej fajnie sie slucha, ale na dluzsza mete nie wciaga. Jedynie On the Page zdecydowanie wyroznia sie ponad cala reszte. O ile dobrze pamietam, czytalem kiedys, ze ten utwor to kontynuacja "Space Dye-Vest". Jesli to prawda, to jest to "godny" nastepca  |
Ja uważam, że Dead Air For Radios jest wyśmienity. Problem polega na tym, że choć Chroma Key to już strefa okołodreamowa, to jednak Dream Theater nie przypomina ani przez sekundę. Ale Moore jest po prostu geniuszem w malowaniu uczuć dźwiękami (i to na dodatek z taką dawką elektroniki, co przecież jest niezwykle trudne!), czego wyrazem jest nie tylko Chroma Key, ale także OSI - bardziej przystępne, bo z wielkimi wpływami Matheosa przecież. Tak czy siak, rozumiem, że można te projekty uważać za nudne, bo na pewno odbiegają od kanonów, w jakie wpisani są fani Dream Theater, Fates Warning, Gordian Knot czy Porcupine Tree.
A co do Scenes From New York i wokalu Jamesa, to uważam, że wokalista kiepsko wypadł szczególnie w Home. Generalnie jest w porządku, ale w tym utworze niekoniecznie. Można powiedzieć, że dobrze go zaśpiewać to zadanie karkołomne, ale... który typowy utwór Dream Theater jest wokalnie łatwy? Another Day?  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Cze 19, 2009 10:52 pm Temat postu: |
|
|
pierwsze wrazenia:
a nightmare to remember - mocne otwarcie plyty. bardzo dobre otwarcie plyty. przypomina mi chyba ITPOE i cos jeszcze momentami. zrobil dobre wrazenie juz jako mp3 wczesniej, ale z plyty brzmi jeszcze lepiej, poteznie. i wlasciwie przez 10,5 minuty nie mam zadnych zastrzezen. a pozniej zaczyna sie ten fragment z portnoyem na wokalu. kwintesencja we fragmencie od 11:30 i to whoooooooooaaaaaaa, ktore mnie po prostu powalilo... zesmiechu to bylo 10,5 minuty naprawde swietnego kawalka i koncowka tez niczego sobie, ale te 2 minuty miedzy 10:30, a 12:30 to raczej trzeba traktowac w kategoriach humoru heh niestety do mnie srednio przemawiajacego. juz samo to przyspieszenie na 10:30 pasuje jak dupa slonia do marchewki. nieco drazni mnie tez ta mlócka w okolicay 14:50. jakos srednio ta podwojna stopa tam brzmi. ale mimo tych 2 kiepskich minut, to wciaz jest jak dla mnie bardzo dobry numer. nie wybitny, ale bardzo dobry, z jakas tam dramaturgią i bez przesadnego patosu.
a rite of passage - glowny motyw zajebisty. prosty, chwytliwy, a jednoczesnie brzmi mocno i moze nawet nieco orientu dalej zaskoczenie, james spiewa jakos inaczej, nie drze ryja i nie bedzie musial piać na scenie tego fragmentu. ciekawa barwa, nieco mustainowa moze, nie pierwszy raz zresztą hehe refren wybitnie radiowy heh ale, kurva, brzmi dobrze. i tu portnoy jest na swoim miejscu. robi tlo w refrenie, chorki, a nie, kurva, pierwszy wokal, ktory wybitnie nie do niego w tym zespole nalezec powinien. rogerem taylorem to on nie jest. przejscie w okolucach 4:55 w klimatach niemal starej mety heh powrot do glownego motywu w 7:08 jednak troche przegiety. mozna to bylo jakos inaczej zrobic. ale... cholera, kiedy przesluchalem tego w mp3 (jako jednego z dwoch kawalkow z plyty), to (co zresztą pisalem) uwazalem, ze wszystkie podczesci tego kawalka są naprawde dobre, ale zadna do siebie nie pasuje. teraz zgrzyta mi tylko ten powrot do glownego motywu pod koniec. cala reszta naprawde zajebiscie mi sie spodobala, co jest dla mnie jednak zaskoczeniem bo tym kilkukrotnym wczesniejszym wysluchaniu mp3. naprawde bardzo dobry numer, moze troche komercha, ale jednak na wysokim poziomie.
wither - zwrotki kojarzą mi sie nieco ze zwrotkami z endless sacrifice. malo dreamowy kawalek. w sumie taki popowy nieco heh troche jednak przez ten klimat trąci "pokonajmy fale" albo jakims innym z cyklu "rece do gory i robimy fale". w sumie kawalek mily w sluchaniu i ladny, tyle, ze taki troche zapychacz na tej plycie, jak dla mnie. taki troche w stylu metalowych balladek z konca lat 80tych, tylko z lepszą produkcją mile, ale bez zachwytów i powalenia.
the shattered fortress - czyli ostatnia czesc suity AA MP. olbrzymim fanem calej suity nie jestem, czesc kawalkow jest przeciagnieta i momentami przynudza, ale jednak są w niej zajebiste motywy tez. ten kawalek tylko wkategorii zakonczenia tej suity nalezy rozpatrywac, bo inaczej uzycie tylu cytatow z samych siebie byloby niedorzeczne i niewytlumaczalne. a wlasciwie caly kawalek niemal jest jednym wielkim cytatem z poprzednich czesci suity. czy to w warstwie tekstowej, czy muzycznej. ciagle przeplatają sie motywy znane z poprzednich czesci. te nawiazania czasami napawde cieszą, usmiech sie na mordzie pojawia, jak nagle slychac znany riff lub fragment tekstu. ale czasami te nawiazania są bardzo na sile, a caly kawalek niestety sprawia momentami wrazenie wlasnie zlepka losowo wybranych fragmentow calej suity. fajny motyw w polowie kawalka, pod koniec X czesci, ten instrumentalny przed zwolnieniem. potem znowu wlazi ten przetworzony glos portnoya zupelnie niepotrzebnie. moglby byc normalny glos recytująco-mowiacy, a nie ten cholerny przetwornik, ktorzy brzmi jak glos goscia dzwoniacego, ze w podlozyl bombe. przejscie z 8:30 do znanego juz fragmentu zrobione zupelnie bez sensu. od czapy. kompletnie nie pasuje taka nagla zmiana. i chyba ten moment wlasnie najslabiej wyszedl w tym kawalku. zakonczenie przewidywalne, ale jakos pasuje do calosci i sprawia wrazenie otwartego zakonczenia tymi ostatnimi dzwiekami, w sensie, ze tylko od delikwenta zalezy, co sie stanie dalej. do moich ulubionych na plycie nalezec nie bedzie raczej, chociaz dramatu takiego jak w przypadku dark eternal night jednak nie ma solidny, nieco zbyt chaotyczny numer.
the best of times - wiedząc o czym jest ten kawalek i slyszac pierwsze dzwieki, obawialem sie, ze bedzie jakas łzawa balladka, a tej bym przez 13 minut nie zniosl. fakt, intro ladne, smyki ok, robią nastroj, ale jednak taki kawalek moze byc zajebisty jak ma 4-5 minut, a nie 13. ale jednak szybko sie okazalo, ze nie bedzie łzawo, przynajmniej w kwestii muzycznej. ta gitarka, ktora wchodzi nad fortepian przypomina nastrojem troche hollow years. na szczescie, jak zaczynam sie bac, ze bedzie to 13 minut pieknego, ale jednak smecenia, wchodzi szybki motyw, pelny energii, radosny rzeklbym, gdybym nie wiedzial o czym jest kawalek. jest to jakas odmiana po tych wszystkich mhhhrocznych riffach wspolgrajacych z opowiesciami o mrocznym wladcy heh ta nieco szybsza i mocniejsza czesc kojarzy mi sie lekko klimatem z transatlantic bardziej, niz z ostatnimi dokonaniami DT. mily i zgrabny powrot do klimatow z poczatku, tym razem z wokalem juz w 8. minucie. przy wejsciu okolo 10:00 same mi nogi tupią jakoś tak gitarka moze troche malmsteenowska, ale brzmi bardzo przyjemnie. koncowka moze troche zbyt przydlugawa. moglaby byc z minute krotsza. i wszystko pieknie, tylko ten tekst. no kurde, taki jakis sztampowy bym powiedzial w tego typu przypadkach. no ale ok, sytuacja szczegolna, tekst bardzo osobisty, to i sztampowy moze byc czasami. bardzo przyjemny kawalek. do moich ulubionych kawalkow DT raczej nalezec nie bedzie, ale do tych dostac sie mogą tylko numery genialne. ten dla mnie takim nie jest, jest bardzo dobry
the count of tuscany - oj jak ja sie balem, ze znowu bedzie o wampirach czy innych takich co prawda blisko, ale jednak nie. tekstowo to raczej cos w rodzaju 'dance of death' maidenow, tylko bez pijackiego pierwiastka czy komus jeszcze wstep bardzo kojarzy sie z klimatami starego marillion? w kazdym razie brzmi swietnie, taka jakas lekkosc z tych pierwszych minut bije. potem powrot do starych klimatow w najlepszym wydaniu w 4. minucie i dalej. bez patosu czy ckliwosci, zajebiste, energiczne i bardzo takie hmmm przestrzenne? granie. refren cholera tylko jakos zalatuje jakims linkin' parkiem troche heh ale nie ma siary totalnej. kawalek wlasciwie moglby sie skonczyc po 10 minutach, ale si nie konczy i... dobrze to wyciszenie to niczym jakas podroz w kosmos koncowka to znowu ta lekkosc taka, bez tej sztucznej i wymuszonej ciezkosci i mrocznosci ostatnich plyt DT. koncowka znowu jakby w klimatach transatlantic nieco. generalnie bardzo dobry numer, nie az tak zajebisty jak a change of seasons czy octavarium, ale zdecydowanie kawalek z gornej półki jak dla mnie i bez silenia sie na te pieprzoną mhhhrocznosc, ktorej ostatnio za duzo chcieli...
generalnie, po pierwszych przesluchaniach, zdecydowanie nie rozumiem o co chodzilo tym, ktorzy pisali, ze ta plyta to zenada, beznadzieja, nie da sie sluchac itd. uwazam, ze plyta jakos calosc, nie jest genialna, ale jest przynajmniej udana. do scenes, awake czy images jej daleko, to nie ulega watpliwosci. ale wedlug mnie jest lepsza od 2 poprzednich plyt, mimo, ze moze nie posiada kawalkow lepszych niz najlepsze utwory na nich (octavarium, in the presence...) ale nie posiada tez ewidentnych wtop jak dark eternal night chocby (prophets of war i forsaken nie wspomne, bo to są moje prywatne zboczenia heh). buyc moze pozniej zmienie opinii czesc i odczuc, ale na razie w skali 10 punktowej dalbym hmmm 6,5 - 7 i umiescilbym te plyte w rankingu albumow DT za scenes, images, awake, 6 degrees, train, ale jednak przed debiutem, octavarium, systematic chaos i falling. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 12:16 am Temat postu: |
|
|
| Ma ktos moze Larks w wykonaniu DT? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 12:24 am Temat postu: |
|
|
ma  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 12:52 am Temat postu: |
|
|
Dzieki
I jeszcze jedno pytanie. Szukam setlist z ostatnich koncertow DT, ale nic nie moge znalezc. To prawda, ze znowu graja Beyond This Life i Hollow Years? Ktos na lascie tak napisal. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 1:17 am Temat postu: |
|
|
Muszę przyznać, ze cover Crimsonów jest... biedny... no biedny jest i tyle... na zasadzie... nic niby nie zmienili- a zagrali gorzej... to po członek? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 1:38 am Temat postu: |
|
|
no wlasnie. kurde, fajnie sie go slucha, tylko... no wlasnie tak jak napisales, zagrali wlasciwie nuta w nute oryginal. to wciaz jest bardzo dobre wykonanie, tylko, ze zupelnie nic od siebie... w stargazerze i queenowej trylogii jednak jakos bardziej czuc ten ich pierwiastek dolozony. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 3:40 pm Temat postu: |
|
|
http://www.dreamtheaterforums.org/boards/index.php?topic=34.0
setlisty na trasie na razie calkiem niezle, no i przede wszystkim duzo bardziej mieszają niz na poprzedniej trasie. wlasciwie tylko poczatek jest zawsze taki sam - pierwsze 2 kawalki. pozniej juz jest jakas rotacja. moze nie az tak wielka jak kiedys, ale jednak jest poprawa no i cieszy spora ilosc kawalkow z awake. jednak co rocznica, to rocznica
szkoda tylko, ze u nas cholera bedzie prognation. fajnie, ze dt i opeth jednego wieczora, ale + 2 inne zespoly, co oznacza maksimum 80-90 minut dt, wiec setlista duzo mniej okazala. a za 2 tygodnie graja w czechach i na wegrzech. szkoda, ze o nas nie zahaczą. no coz. moze na wiosne jeszcze po drugiej trasie w usa bedzie trzecia trasa w europie. oby. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
dudek

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 493 Skąd: Pasikurowice (k/Wrocławia)
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 6:09 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | Ja uważam, że Dead Air For Radios jest wyśmienity. Problem polega na tym, że choć Chroma Key to już strefa okołodreamowa, to jednak Dream Theater nie przypomina ani przez sekundę. Ale Moore jest po prostu geniuszem w malowaniu uczuć dźwiękami (i to na dodatek z taką dawką elektroniki, co przecież jest niezwykle trudne!), czego wyrazem jest nie tylko Chroma Key, ale także OSI - bardziej przystępne, bo z wielkimi wpływami Matheosa przecież. Tak czy siak, rozumiem, że można te projekty uważać za nudne, bo na pewno odbiegają od kanonów, w jakie wpisani są fani Dream Theater, Fates Warning, Gordian Knot czy Porcupine Tree.
A co do Scenes From New York i wokalu Jamesa, to uważam, że wokalista kiepsko wypadł szczególnie w Home. Generalnie jest w porządku, ale w tym utworze niekoniecznie. Można powiedzieć, że dobrze go zaśpiewać to zadanie karkołomne, ale... który typowy utwór Dream Theater jest wokalnie łatwy? Another Day?  | Mysle, ze w muzyce Chroma Key jest cos, czego ja po prostu nie dostrzegam Dlatego dla mnie ta plyta nie jest powalajaca.
Twoj post przypomnial mi, ze nie sluchalem jeszcze nowego OSI. Pozwolilem sobie ś...ąć ten album. Jak na razie (slucham pierwszy raz) brzmi swietnie :] Przynajmniej te utwory, gdzie slychac wiecej Matheosa. Mam na mysli te ciezsze, bardziej metalowe fragmenty. Przypomina mi troche klimat z plyty "Disconnected", a to byl bardzo dobry album. Oj, jak na razie to znacznie bardziej mi sie ta plyta podoba niz "Free" i chyba nawet niz "OSI"...
O Gordian Knot wiem tylko tyle (z Wikipedii), ze na jednej plycie gral Jim Matheos, jednak nie slyszalem tego jeszcze. Rozejrze sie chyba za tym, jak juz nowe OSI sie znudzi.
(To tak sobie wtracilem na boku bo widze, ze nowa plyta DT jesl glownym tematem tego... tematu). _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 6:22 pm Temat postu: |
|
|
Najnowszy OSI na razie jedynie ściągnąłem (przychodzi czas studiów i trochę kiepsko z finansami, ale wszystko to kupię na bank ), ale nie słuchałem dokładnie. Wiem tylko, że momentami pojawiały się powtórzenia z debiutu i generalnie bazowało to na tym, co już nagrano. Ale nie wypowiadam się na razie bardziej szczegółowo.
Wiem z kolei, że Gordian Knot jest fantastyczny i bardzo gorąco Ci go polecam, drogi Dudku. Nie tylko Tobie, zresztą. Obie płyty to kawał porządnej muzyki, sporo ciekawych zabiegów instrumentalnych, ale zawsze jest bardzo melodyjnie. Świetna sprawa. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 9:52 pm Temat postu: |
|
|
Jako, że Bizon już płytę otrzymał i byłem dziś w centrum, to stwierdziłem, że nic mi nie szkodzi zajść do empiku i psrawdzić, czy aby nie ma przedpremierowo płyty. Jak najbardziej jest Zakupiłem wersję podstawową, jako iż 25 złotych za dodatkową płytę a coverami, na której trzech kawałków zupełnie nie znam, a z tych trzech mi znanych tylko jeden mi się naprawdę podoba (btw, ich wersja To Tame a Land jest cholernie nudna ) wydało mi się przesadą. No to kawałek po kawałku:
A Nightmare to Remember - początek przezajebisty, czego mp3 niemal zupełnie nie oddawało, ten deszcz zmieszany z pierwszymi dźwiękami utworu brzmi świetnie, zwłaszcza na zestawie 5.1, sam wstęp muzycznie naprawdę fajny, świetny na początek płyty - od razu mamy niezłe popisy tak perkusji, jak gitary i klawiszy. Potem świetny główny riff, zalatujący nieco nowszymi Scorpionsami, minimalny zarzut tylko do sposobu śpiewania Jamesa w zwrotce. W ogóle świetnie całość obrazuje sytuację, niczym scena z filmu. Co prawda bardzo ograna scena, zwłaszcza nagłe urwanie i przebudzenie w szpitalu - ale jak to genialnie brzmi! I właśnie ten późniejszy spokojniejszy fragment... Coś przegenialnego, zwłaszcza te fragmenty "Hopelessly drifting...". Ten fragment growlowany specjalnie mnie nie ruszył, choć końcówka rzeczywiście może ubawić Potem powrót riffu z początku zdecydowanie jednak na minus - nie pasuje do tego spokojniejszego bicia perkusji za nic, zupełnie mijają się akcenty gitary i perkusji moim zdaniem - ale jest to słuchalny i cały kawałek naprawdę niezły.
A Rite of Passage - no cóż, najlepiej mi wcześniej znany. Nie zgodzę się z Bizonem, że teraz to brzmi jakoś składniej - już wcześniej pisałem, że nie jest tak źle i zgrzyta mi w zasadzie tylko wejście w trzeci refre, teraz w ogóle ten kawałek jako całość jest mocny, zwłaszcza podoba mi się przejście z pierwszego refrenu do intra
Wither - lekkie, niemalże popowe, przez co w jakiś sposób kojarzy mi się z Hollow Years - ale w Hollow Years refren był słitaśny do bólu i w ogóle, a w tym kawałku melodia w całości trafia niemal idealnie w moje upodobania i jak nigdy nie będzie to zajebista progresywna rzecz - tak jest to naprawdę dobry wg mnie utwór.
The Shattered Fortress - zdecydowanie najmniej do mnie przemawia z całej płyty, zwłaszcza, że jest to pierwszy fragment owej suity, jaki mam okazję słyszeć. Cholernie chaotyczna rzecz, w której na dobrą sprawę nie mogę wyróżnić ani jednego naprawdę wartościowego motywu.
The Best of Times - cóż, na początku pomyślałem sobie "ta, fajnie, ale słyszałem dwieście takich kawałków...", potem jednak wszedł ten żywszy motyw gitary i zrobiło się zupełnie inaczej Raczej nie najlepsza rzecz z tej płyty, ale zdecydowanie na dobrym poziomie.
The Count of Tuscany - no i to jest zdecydowanie najlepsza rzecz na tej płycie. Zajebisty wstęp, naprawdę fajny, melodyjny refren (Bizon, Linkin Park chyba nigdy nie nagrał tak dobrego refrenu ), a potem to przejście koło 10-11 minuty... Zaś po tym przejściu to już naprawdę jest przecudnie, świetna melodia, najpierw akustyk, potem naprawdę genialne wejście elektryka... Zdecydowanie najlepszy utwór tej płyty.
W ogóle wszystkie utwory ustawiłbym tak:
1. The Count of Tuscany
2. A Rite of Passage
3. A Nightmare to Remember (mimo, że znajduje się tu melodia bijąca na głowę całe A Rite, to nieco się dłuży pod koniec)
4. Wither
5. The Best of Times
6. A Shattered Fortress
Przyczym wszystkie kawałki poza tym, który sklasyfikował jako ostatni naprawdę bardzo mi się spodobały. Tak więc podsumuję płytę jako naprawdę dobrą i pieniędzy nie żałuję  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 10:01 pm Temat postu: |
|
|
ja tez kupilem w empiku w warszawie, wiec byly tam juz od piatku
co do shattered fortress. jak pisalem, jest mocno chaotyczny ale zrozumiesz troche wiecej z tego chaosu jak posluchasz poprzednich czesci tej suity bo bez znajomosci ich, to ten utwor jest zupelnie z dupy. jak sie je zna to jest tylko zle pozlepiany czasami, ale juz nie z dupy  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|